wtorek, 31 grudnia 2013

Szczęśliwego Nowego Roku.



     Udało się! Startuję w Nowy Rok  na nowym sprzęcie. Już będę mogła do Was zaglądać częściej niż do tej pory. Taką mam przynajmniej nadzieję. Podsumowanie swojego blogowania może zrobię na początku stycznia. Dzisiaj tylko mogę się jeszcze pochwalić, że udało mi się osiągnąć planowany poziom 5-ty w wyzwaniu
http://www.wrotawyobrazni.com/2013/01/z-poki-wyzwanie-czytelnicze-2013.html

Wykaz przeczytanych a co za tym idzie odkurzonych książek z własnej biblioteczki jest w zakładce : Książki z półki - przeczytane.


A teraz ponieważ to ostatni dzień w minionym, szczęśliwym co by nie powiedzieć roku 2013, czas na życzenia Nowo Roczne. Mam zawsze z tym problemy więc zwięźle i krótko moi drodzy, którzy do mnie zaglądacie stale i od czasu do czasu :



                    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU


 Niech się ten Nowy -  2014 - Rok dla każdego okaże dobry i pomyślny pod każdym względem, także pod względem liczby zdobytych i przeczytanych książek,


                         a wieczór Sylwestrowy będzie szampański obojętnie gdzie spędzany.


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wielcy odchodzą - Wojciech Kilar nie żyje.




     Wczoraj zmarł w wieku 81 lat znakomity pianista, kompozytor muzyki poważnej i filmowej - Wojciech Kilar. Wojciech Kilar stworzył muzykę do 130 filmów. Znamy ją z wielu z nich.  A między innymi przepiękny  walc z "Trędowatej" 



                                                           czy też mazur z "Pana Tadeusza".

 Ale Wojciech Kilar był  przede wszystkim kompozytorem  znanym ze swej  muzyki poważnej wykonywanej na całym świecie,  takiej choćby jak utwory "Orawa" czy "Krzesany".





                                              

niedziela, 29 grudnia 2013

Dom kryty gontem - Nina Stanisławska.

Zysk i Spółka Wydawnictwo - 2013 rok
                                                                                                            


       


      "Dom kryty gontem" ma troje bohaterów. Gdy zaczynamy czytać powieść ta trójka  się nie zna, ale nagle ich drogi się krzyżują. A sprawcą tego staje się ktoś, kto na kartach książki pojawia się często, ale  nie jest dobrze wspominany, ktoś kto swymi testamentowymi zapisami próbuje wynagrodzić swym  jedynym spadkobierczyniom, córce i wnuczce, wyrządzone im krzywdy.

      Profesor Janusz Brzozowski, bo to o nim mowa wyżej, za życia był tyranem dla swej żony i dwu córek. Żona i Ewa, młodsza z córek, odeszły przedwcześnie a starszą, Olgę, wyrzucił z domu, gdy się okazało, że zamiast studiować medycynę chce studiować na ASP. Olga się usamodzielniła a ojciec nie życzył sobie jej już nigdy widzieć co było dla niej  tym bardziej bolesne,  że ze względu na całkowite podporządkowanie się matki ojcu miała utrudnione  kontakty z nią i Ewą.

      Wiadomość o śmierci profesora wywołuje wspomnienia z przeszłości nie tylko u jego córki, Olgi,  ale również u Roberta, starego znajomego jej młodszej siostry, który jako nastolatek podkochiwał się w kilka lat starszej od siebie Ewie i mocno przeżył jej tragiczną śmierć w wieku 21 lat. Ta wiadomość dla Olgi i Roberta jest powrotem do przeszłości, w której Olga doświadczyła zła a Robert był jego świadkiem. Wywołuje ona u nich obrazy z przeszłości i silnie negatywne emocje związane z osobą zmarłego.

      Jak wskazuje tytuł książki ma ona  jeszcze jednego bohatera, tyle że rzeczowego, a jest nim dom kryty gontem. Dom ten znajduje się na Mazurach i z nim wiążą się dobre, pełne ciepła i miłości  wspomnienia zarówno Olgi jak i Roberta. I ten dom otrzymuje w spadku zaskoczona tym faktem Lena, jedna z trójki bohaterów książki, która się okazuje być oddaną do adopcji, pod wpływem presji wywartej przez profesora, panieńską córką Ewy.
Lena się zastanawia czy przyjąć spadek od człowieka, który pojawiając się w ten sposób w jej życiu burzy spokój jaki osiągnęła po młodzieńczym buncie spowodowanym odkryciem, że została adoptowana. Olga wolałaby dostać dom na Mazurach w spadku zamiast domu w Warszawie, z którym ma związane same bolesne wspomnienia, a Robert chętnie, ze względu na swoje wspomnienia związane z Ewą, dom by odkupił.
I dla tego właśnie domu krytego gontem również ja zdecydowałam się na czytanie książki Niny Stanisławskiej, tajemniczej pisarki, o której ani słowa nie znalazłam w internecie.

     "Dom kryty gontem"  to powieść o tym jak trudno jest zapomnieć i wymazać z pamięci przeszłość jeżeli była ona naznaczona brakiem miłości i akceptacji a wreszcie odrzuceniem, czego doznała Olga ze strony swego ojca. To powieść również o tym, jak kierując się własnym wyobrażeniem dobra dla najbliższych i egoizmem nie znoszącym sprzeciwu można zmarnować nie tylko szczęście swoich najbliższych, ale i własne, gdy egocentryzm i fałszywa duma nie pozwala na odnowienie i uzdrowienie wzajemnych relacji. Profesor Brzozowski nie potrafił się przełamać i nawiązać przed śmiercią osobistego  kontaktu z córką. Z wnuczką, która o ironio losu poszła w jego ślady zostając lekarzem, nie mógł, gdyż prawo adopcyjne mu nie pozwalało. Zdecydował się więc na próbę pośmiertnego odkupienia swych win używając w tym celu zapisów testamentowych i szczególnej aranżacji swego domu, która miała za zadanie poruszyć Olgę.

   Ogólnie rzecz biorąc książkę czyta się dość dobrze, gdyż fabuła jest na tyle intrygująca, że wciąga czytelnika. A to za przyczyną nośnego tematu jakim jest problem zranień i ich wybaczanie. Zabrakło mi w niej jednak głębszego podłoża psychologicznego, które sprawiłoby, że książka wyzwoliła by we mnie silniejsze emocje a przez to na dłużej pozostała  w mej pamięci.Powieść jednakże nie angażuje uczuć czytelnika mimo wrażliwości tematyki jaka porusza.
A ponadto jej bohaterowie okazali się być przewidywalni. Już od początku wyczuwa się w jakim kierunku potoczą się ich losy  a szczególnie Leny i Roberta, których bardzo szybko nawiązany romans odbiera się jako wątek stworzony jakby na siłę a przez to mało interesujący, pozbawiony podłoża romantycznego. O wiele lepiej prezentuje się w książce związek Olgi i ona sama ze swymi problemami i rozterkami. Olga jest moim zdaniem najciekawszą postacią powieści, taką najbardziej z krwi i kości. Równie ciekawy i godny uwagi jest jeszcze tylko wątek Ewy, matki Leny.
 
     "Dom kryty gontem" to prawdopodobnie debiut literacki Niny Stanisławskiej więc może trudno wymagać, by książka prezentowała jakiś szczególnie wysoki poziom po za dostarczeniem czytelnikowi pewnej dawki rozrywki, ale trzeba przyznać, że to nie najgorzej jak na  początek, gdyż Pani Stanisławska ma wyobraźnię, polot i lekkie pióro.


Za umożliwienie przeczytania książki dziękuję Pani Oli z wydawnictwa



___________________________

Książką tą wzięłam udział w wyzwaniu : Polacy nie gęsi .....

_________________________________

Książkę można nabyć tu.

sobota, 28 grudnia 2013

Inicjatywa 52 książki - moja realizacja w 2013 roku.




       Kolejny rok dobiega końca. Już za chwilę Sylwester i 1 styczeń 2014 roku. W mijającym roku brałam udział w kilku wyzwaniach czytelniczych, o których może napiszę  w styczniu a dzisiaj wspomnę tylko o inicjatywie



 w której wzięłam udział po raz drugi . W ubiegłym roku nie udało mi się osiągnąć sukcesu, ale już w tym roku tak.


źródło


Lista przeczytanych przeze mnie książek w 2013 roku znajduje się  w zakładce Projekt 52 książki 2012/2013.




P.S. Mam ogromne kłopoty z komputerem więc do czasu zainstalowania nowego, który już udało mi się nabyć i tylko czekam na to, by syn go zainstalował, moje blogowanie będzie nadal mocno ograniczone.
Mam nadzieję, że po nowym roku sytuacja mi się diametralnie poprawi i znów będę wizytować Wasze blogi co robię zawsze z dużą przyjemnością.

piątek, 27 grudnia 2013

Co znalazłam pod choinką.




Święta, Święta i po Świętach.
Przez kilka dni zupełnie nie miałam czasu na blogowanie, ale pomału życie wraca do normy.

Dzisiaj jednak tylko pokażę prezent gwiazdkowy, który dostałam od siostry. Kiedyś jej powiedziałam, że oglądałam serial "Samotnia", i że chciałabym mieć książkę, ale że jest droga ......... i znalazłam ją pod choinką.
Jest to wydanie z 1975 roku. Niestety książka nie jest wznawiana i można nabyć tylko antykwaryczne egzemplarze i to za niemałe pieniądze.

O innych prezentach nie piszę, chociaż  muszę przyznać,  że było ich w tym roku sporo.
A jakie tytuły w Waszych prezentach się znalazły?


sobota, 21 grudnia 2013

Przedświąteczna sobota z poezją Franciszka Karpińskiego i życzenia świąteczne.


źródło
            Od najmłodszych lat śpiewam kolędy, bo uwielbiam kolędowanie, ale nigdy nie zastanawiałam się kto był poszczególnych z nich twórcą. Ot, śpiewam i już, bo kocham każdą z nich.
Jedną z piękniejszych według mnie jest "Bóg się rodzi". Zawsze, gdy byłam młoda ciarki mnie przechodziły, gdy rozpoczynaliśmy słowami "Bóg się rodzi, moc truchleje" coroczną Pasterkę.
Dzisiaj już w zasadzie nic emocjonalnie nie odbieram, ale ta kolęda , szczególnie jej pierwsza zwrotka zawsze mnie energetyzuje.  A napisał ją, jak się okazuje niesłusznie nieco zapomniany XVIII - wieczny poeta, o którym ostatnio słyszałam w liceum, Franciszek Karpiński.



Bóg się rodzi
Franciszek Karpiński

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony,
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice nieskończony:
Wzgardzony okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami;
 A Słowo Ciałem się stało
 I mieszkało między nami.

Cóż masz niebo nad ziemiany?
Bóg porzucił szczęście twoje,
Wszedł między lud ukochany,
Dzieląc z nim trudy i znoje;
Nie mało cierpiał, nie mało,
Żeśmy byli winni sami,
 A Słowo Ciałem się stało
 I mieszkało między nami.

W nędnej szopie urodzony,
Żłób mu za kolebkę dano?
Cóż jest, czem był otoczony?
Bydło, pasterze i siano.
Ubodzy, was to spotkało,
Witać Go przed bogaczami,
 A Słowo Ciałem się stało
 I mieszkało między nami.

Potém i Króle widziani
Cisną się między prostotą,
Niosąc dary Panu w dani:
Mirrę, kadzidło i złoto;
Bóstwo to razem zmięszało,
Z wieśniaczemi ofiarami;
 A Słowo Ciałem się stało
 I mieszkało między nami.

Podnieś rękę, Boże Dziecię!
Błogosław krainę miłą,
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę swą siłą,
Dom nasz i majętność całą,
I Twoje wioski z miastami!
 A Słowo Ciałem się stało
 I mieszkało między nami. Amen.

/źródło tekstu/


Dedykując tę kolędę składam wszystkim, którzy zaglądają na mój blog, a szczególnie go obserwującym moc serdeczności z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia.
Niech Wam w tych dniach towarzyszy pokój i miłość, a rodzinne spotkania będą pełne ciepła i wzajemnej życzliwości.


wtorek, 17 grudnia 2013

Przedświątecznie.




      

         Czas przedświąteczny, w jakim się teraz znajdujemy sprawia, że mam coraz mniej czasu na blogowanie i zaglądanie na Wasze blogi i to się pewno utrzyma do końca roku, gdyż już od soboty będę gościć siostrę z jej rodziną co będzie mnie dodatkowo absorbować. Przed Świętami powinny się ukazać jeszcze tylko dwa posty - jeden z recenzją do książki "Dom kryty gontem" Niny Stanisławskiej, która właśnie powstaje  i drugi z życzeniami świątecznymi. Na recenzję czeka też przeczytany "Pan Przypadek i celebryci" Jacka Getnera, ale on musi poczekać na czas już poświąteczny.
Mimo gorącego czasu małymi kroczkami staram się wędrować, co robię  z dużą przyjemnością,  po prastarej  egipskiej ziemi, jaką opisuje w swej książce "Na prastarej ziemi" Amitav Ghosh.

Na gorące dni wraz z życzeniami owocnych przygotowań do rodzinnych spotkań i nie tylko dedykuję zaglądającym do mnie piosenkę, która fajnie wprowadza w klimat świąteczny.


sobota, 14 grudnia 2013

Czy mam przepraszać?



     Dzisiaj z samego rana dowiedziałam się, że to między innymi ja, emerytka, przejadam składki emerytalne odprowadzane przez Was, pracujących, pozbawiając Was w ten sposób w przyszłości emerytur.
Czy mnie to obraziło - nie, zepsuło dzień - nie, ale dokładnie podjudziło.
Zanim ktoś pisze takie bzdury zapoznał by się wcześniej z systemem emerytalnym obowiązującym w naszym kraju. Jednym słowem wszyscy emeryci do eutanazji a nam zostanie kasa. Z moich obserwacji wynika, że długich lat dożywają jedynie roczniki przedwojenne. My powojenni wymieramy między 50 a 70 - ką. Z tego wynika, że być może niewielu emerytur doczeka i na to prawdopodobnie liczy obecny rząd.


Miłego weekendu Wam życzę dedykując piosenkę na śląską nutę.




piątek, 13 grudnia 2013

Cytat na dzisiaj - Stefan Żeromski.



     Dzisiaj w mediach , oczywiście nie mainstreamowych, ktoś zacytował Stefana Żeromskiego. Muszę się przyznać, że nie znałam tego cytatu a jest on wciąż aktualny. I pomyślałam, że nie zatrzymam go tylko dla siebie.


Portret Stefana Żeromskiego wykonany przez Kazimierza Mordasiewicza.


         "Trzeba rozrywać rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną podłości"

czwartek, 12 grudnia 2013

środa, 11 grudnia 2013

Nie tylko czytam, czasem oglądam również film . - / Licznik złapany/


  Tak się jakoś składa, że rzadko oglądam  filmy. Do kina mam daleko więc wyjście do niego wiąże się z dużą wyprawą , bo z wyjazdem a na 24 kanałach telewizji naziemnej nie często zdarz się być wyświetlany na prawdę dobry film. Mam też coś w domowej filmotece, którą od czasu do czasu powiększam, mimo iż rzadko z niej korzystam.  Ostatnio jednakże macham na drutach szal dla mojej córy, a ponieważ w tv po południu to już zupełnie nie ma co oglądać sięgnęłam po dwa posiadane filmy.


Na pierwszy ogień poszedł film hiszpańsko-kanadyjski z 2003 roku  "Moje życie  beze mnie". W filmie zagrali aktorzy zupełnie mi nie znani, ale to mi nie przeszkadzało, a nawet dobrze mi było oglądać twarze, których  nigdy do tej pory nie widziałam.
Film opowiada wprawdzie o umieraniu, ale nie ma w nim atmosfery dołującej, gdyż  nie doświadczamy fizycznej strony odchodzenia . Główną bohaterką filmu jest młoda, 23 letnia kobieta, która nagle dowiaduje się, że jest chora na raka i ma góra trzy miesiące życia. Jest żoną i matką dwóch dziewczynek.
Męża poznała, gdy miała 17 lat. Małżeństwo, dzieci, mieszkanie w przyczepie, praca sprzątaczki - to jej życie. Nie tak miało ono wyglądać, nie jest to szczyt jej marzeń a tu nagle wyrok.
Ann zaczyna żyć z tym wyrokiem samotnie, nie mówiąc o swej śmiertelnej chorobie bliskim. Natomiast zapisuje w swym notatniku 10 punktów, które postanawia wykonać  przed śmiercią.
Film można rzec pozbawiony akcji, niespieszny , ale nie pozbawiony ekspresji chociaż nie epatujący rozpaczą zrobił na mnie spore wrażenie.


Drugi z oglądniętych filmów, tym razem francuski  "Jedwabna opowieść" to zupełne przeciwieństwo fabuły "Mojego życia beze mnie", gdyż traktuje on o przyjmowaniu nowego życia.
Bohaterka filmu, młodziutka i śliczna rudowłosa dziewczyna, okazuje się być w ciąży i to  z żonatym mężczyzną. O ciąży nie mówi nikomu poza swym kochankiem, a swój stan i dolegliwości z nim związane tłumaczy chorobą nowotworową.Postanawia urodzić dziecko, które prawdopodobnie będzie dziewczynką i oddać do adopcji. Claire, gdyż tak ma na imię 17-latka, ma talent hafciarski i to sprawia, że zatrudnia ją kobieta, która zajmuje się ozdabianiem ubrań dla najlepszych paryskich domów mody. Opłakuje ona nagłą śmierć swego syna i jest w złym stanie psychicznym. Oczekująca na niechciane dziecko Claire i Pani Melikian zaprzyjaźniają się, i nawiązuje się między nimi serdeczna więź. Dzięki temu Pani Melikian zaczyna się uśmiechać i otwierać na świat zewnętrzny a i Claire przestaje być zamknięta w sobie, zaczyna kochać i podejmuje najważniejszą byc może  decyzję w swym życiu.
"Jedwabna opowieść" to film, w którym jak jedwabną nić,  debiutująca nim,  Eleonore Faucher snuje uroczą i  subtelną opowieść o zwyczajnym życiu, w którym smutek i radość przeplatają się wciąż. Film jest również pozbawiony akcji i niespieszny, jak poprzedni, a ponadto zachwyca pięknymi  kadrami i świetną grą aktorską.
Obydwa filmy należą do obrazów jakie lubię oglądać.


 Na koniec informacja :

 Zabawa, którą ogłosiłam w poniedziałek rozstrzygnięta. Licznik 70000 złapała Aneta Wojtiuk -  Antyśka -  co udokumentowała zdjęciem.
Gratuluję Anecie.





poniedziałek, 9 grudnia 2013

ZAPRASZAM DO ŁAPANIA LICZNIKA.



                                                 Już  za moment odwiedzi mnie 70 tysięczny gość.
 Z tej okazji proponuję zabawę w łapanie licznika. Kto prześle e-mailem na gut.anna1@gmail.com zrzut z ekranu otrzyma kryminał "Alibi" Petera Shordney'a/ ksiązka jest nowa/. Dodatkiem będzie wykonana przeze mnie biżuteryjna zakładka i gwiazdkowa niespodzianka.



Może ksiązka nie  stanowi szczytu marzeń, ale kto ma ochotę się zabawić zapraszam .

                                     ŁAPMY LICZNIK.

niedziela, 8 grudnia 2013

Dzisiaj o tym co nowego trafiło na przełomie listopada i grudnia do mojej biblioteczki.



     Po silnym wietrze jaki mieliśmy w dwu ostatnich dniach świat troszkę pobieliło i ścisnął mróz,  ale za oknem świeci od rana słońce więc zapowiada się piękny dzień. Gdyby żyła moja mama, Maria,  dzień byłby jeszcze piękniejszy, gdyż to właśnie 8 grudnia, w którym kościół katolicki obchodzi uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny,  mama miała Imieniny.

Ale  ja miałam pisać o tym co powiększyła się ostatnio moja biblioteczka.
Chciałam sobie kupić na allegro "Moje Bronowice, mój Kraków" - Marii Rydlowej, gdyż tyle dobrego o niej czytałam, że zapragnęłam poczytać o bronowickim klimacie, o Wyspiańskim, ale niestety nie udało mi się jej wylicytować, ale przy okazji nabyłam na pocieszenie inne i oto one :


"Nasze wspólne życie" Haliny Arturowej Rodzińskiej ,
"Twój bez reszty" Listy do zony. Fiodora Dostojewskiego,
"Trzecia próba lotu" Wandy Witter/ o dolnośląskich losach tych, którzy utracili ojczyznę na wchodzie/,
"Schulz pod kluczem" Wiesława Budzyńskiego.


 Niżej pokazane to egzemplarze recenzenckie.




A te trzy ostatnie to prezenty od rodziny.



Kończąc ten krótki post witam nowe osoby obserwujące blog a wszystkim, którzy do mnie dzisiaj zaglądną życzę dobrej niedzieli,  a grudniowym Mariom dedykuję Hymn o miłości.


sobota, 7 grudnia 2013

Wspomnienia o pewnym 6 grudnia i wygrana w konkursie.

     Dzisiaj w mroźny grudniowy dzień, gdy za oknem być może w całej Polsce tak jak u mnie za oknem wieje wiatr będzie się jeszcze wspominać wczorajszy dzień, w którym Święty Mikołaj roznosił prezenty.
Prezenty będą oglądane być może ponownie, komentowane i znów radość pojawi się w  sercu.

     U mnie w domu już nie angażujemy Świętego Mikołaja do przynoszenia prezentów pozostawiając tę przyjemność aniołkowi w Wigilię. Wspomnę jednak o pewnym 6 grudnia w moim bardzo odległym dzieciństwie.Ten dzień szczególnie zapisał się w mojej pamięci. A był to 6 grudnia 1960 roku, a ja miałam 9 lat i przebywałam wtedy w szpitalu w Krakowie. Wysoki i dostojnie wyglądający Święty Mikołaj,  w prawdziwym stroju Biskupa, gdyż Święty Mikołaj był  Biskupem  z Miry, a nie ubranym na czerwono olbrzymem z brodą  z Laponii, rozdawał nam, czyli dzieciom, prezenty, a my patrzyliśmy na niego jak zaczarowani cichutko i cierpliwie siedząc na swych łóżkach,  w oczekiwaniu na swoją kolej. Prezenty, które otrzymałam wtedy,  zapamiętałam już na  zawsze, gdyż były to po raz pierwszy prezenty nie praktyczne, nie  jak to bywało w naszej skromnie sytuowanej rodzinie. Prezenty przeważnie były wykonywane przez mamę na drutach, a gdy były kupowane też były praktyczne, a tym razem dostałam oprócz słodyczy lalkę Krakowiankę i dwie książki, gdyż mój domowy Święty Mikołaj, dzięki któremu pokochałam czytanie,  wiedział, że uwielbiam czytać.
Jedną z tych książek były pięknie, kolorowo wydane wiersze Stanisława Jachowicza "Pan kotek był chory", z których zapamiętałam krótki wierszyk :

Andzia

„Nie rusz, Andziu, tego kwiatka,
Róża kole” rzekła matka.
Andzia mamy nie słuchała,
Ukłuła się i płakała."
 - ta książeczka niestety mi się nie zachowała.

 Natomiast do dzisiaj, chociaż już w nie najlepszym stanie, posiadam drugą z książek, a mianowicie wspaniale wydane w 1960 roku "Klechdy domowe" zebrane przez Hannę Kostyrko i zilustrowane drzeworytami Zbigniewa Rychlickiego.

Wydanie z 1989 roku ma taką baśniową  okładkę. 


"Klechdy domowe" czytałam na okrągło i do dzisiaj pamiętam te opowieści, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Książkę odkurzyłam, by sobie je przypomnieć. Dzisiaj przypomnę króciutką legendę o Placu Trzech Krzyży w Warszawie.



Książką ta to idealny prezent dla starszych dzieci. Polecam ją serdecznie.

 A teraz przejdę do prezentu, który troszkę traktuję jako Mikołajowy, gdyż dotarł do mnie  przed samym 6 grudnia. A jest to wygrana w konkursie w Zaciszu wyśnionym.....

Wygrana przyszła tak pięknie opakowana, że nie mogłam się oprzeć chęci zrobienia  jej zdjęcia,

a zawierała : książkę Haruki Murakamiego i śliczny notes.



Tą drogą dziękuję jeszcze raz  właścicielce bloga Zacisze wyśnione za możliwość zdobycia książki.

A Wy macie jakieś szczególne  wspomnienia związane z dniem 6 grudnia.

piątek, 6 grudnia 2013

Elias Portolu - Grazia Deledda

źródło



        Kilka miesięcy temu  przeczytałam nabytą na allegro książkę Grazii Deleddy p.t."Elias Portolu". Skusiłam się na nią, gdyż,  czego wcześniej nie wiedziałam,  włoska pisarka -   urodzona w 1871 roku w Nuoro a zmarła w Rzymie w 1936 roku -  w 1926 roku otrzymała nagrodę Nobla. A Komitet  Noblowski, jak wyczytałam z okładki posiadanej książki,  uzasadnił swą decyzję poetyckością dzieł, w których jak określono " z jaskrawą plastycznością opisuje życie jej ojczystej wyspy, a także za głębię w podejściu do ludzkich problemów w całości".
Grazia Deledda uważana jest za jedną najwybitniejszą włoskich powieściopisarek. Napisała prawie trzydzieści powieści, z których w języku  polskim ukazały się m.in. "Sprawiedliwość", "Tęsknoty", "Popiół", "Trzcina na wietrze" i właśnie "Elias Portolu". Akcja w większości z jej powieści  rozgrywa się na Sardynii. I tak jest w przypadku również tej, którą czytałam, gdyż akcję tej powieści pisarka osadziła w swej rodzinnej miejscowości, Nuoro, przycupniętej u stóp góry Mount Ortobene .

  
źródło
    Elias Portolu, młody Sardyńczyk,  wraca do domu w Nuoro po kilku latach spędzonych w więzieniu na lądzie. W domu czekają go stęsknieni rodzice i niespodzianka, której poznanie wniesie w jego życie totalny zamęt. Tą niespodzianką jest narzeczona brata,  Maddalena. Ich pierwsze spotkanie w trakcie corocznej rodzinnej pielgrzymki  do Świętego Franciszka już  sprawia, że iskrzy  między nimi a Elias stwierdza, że  zakochał się od pierwszego wejrzenia. Ale i Maddalena nie pozostaje obojętna na męski urok Eliasa, który jest zupełnie inny niż jego prosty i niezbyt urodziwy brat.  Nie chcąc jednakże sprawić przykrości bratu Elias  nie dopuszcza do siebie nawet myśli o tym, że mógł by wejść mu  w drogę. A poza tym  uważa, że  ma powołanie do stanu duchownego, jak sam twierdzi od dzieciństwa, ta myśl uległa utrwaleniu  w więzieniu, gdzie miał czas na przemyślenia i zapoznawanie się z księgami religijnymi, jak również cały czas mu towarzyszy odkąd  powrócił  w rodzinne strony. Poznanie Maddaleny sprawia, że pod wpływem namiętności jaką w nim ta dziewczyna wzbudza Elias  zaczyna mieć poważne wątpliwości co do tego jak ma postąpić. Obydwojgiem targają silne emocje podsycane rosnącym uczuciem i pożądaniem, ale Elias,  mimo dobrych rad dawanych mu przez wuja, który uważa iż powinien rozmówić się z bratem i nie dopuścić do jego małżeństwa z Maddaleną, która go nie kocha, nie słucha ich i mimo wszystko, po wielu wewnętrznych walkach ze sobą wynikających z braku zdecydowania, ostatecznie postanawia jednak zostać księdzem.  Ta decyzja wywołuje splot nieszczęśliwych wypadków  i sprawia,  że odtąd żyjąc w grzechu, którego podłożem jest nie zaspokojone pożądanie a na dodatek również nie możność spełniania się jako ojciec dla swego syna,  wciąż będzie musiał zmagać się z własnym sumieniem.

       "Elias Portolu" to niewielka objętościowo książeczka, która  zawiera  nie tylko niezwykłą i poruszającą historię wielkiej, niszczącej namiętności, ale  ukazuje również  zwyczaje i obyczaje mieszkańców Sardynii w czasach, gdy toczy się akcja powieści. Ukazuje ich prostą, ale jakże w przypadku np.matki Eliasa głęboką religijność, życie w zgodzie z otaczającą ich naturą i temperament, na który miało wpływ nie tylko ich południowe pochodzenie, ale i trudne wyspiarsko-górskie warunki bytowania . A wszystko to na tle pięknej sardyńskiej przyrody .
        Grazia Delleda stworzyła w w swej książce całą plejadę interesujących i barwnych postaci o różnorodnych charakterach, które ścierają się w fabule powieści.  Oprócz miotanego emocjami Eliasa ciekawą postacią jest wuj Martinu, u którego ten  chętnie zasięga rady chociaż w efekcie z nich nie korzysta. To wuj Martinu, kierując się swym doświadczeniem i mądrością życiową, której w powieści jest sporo, mówi mu, żeby się zastanowił nad tym co robi, gdyż : "Lepiej być dobrym człowiekiem, niż złym księdzem", ale o tym Elias dowiaduje się, gdy już jest za późno, i gdy już skrzywdzi Maddalenę, a pośrednio i siebie.
          "Elias Portolu" to powieść przepełniona silnymi emocjami,  którą czyta się z dużą przyjemnością, i która zachęca do sięgnięcia po inne powieści włoskiej Noblistki.

Przeczytałam w ramach wyzwania: Dolce vita.

środa, 4 grudnia 2013

Dedykuję Basiom z okazji święta patronki ich imienia.


    Dzisiaj, 4 grudnia, kościół katolicki obchodzi wspomnienie Św. Barbary, dziewicy i męczennicy. 

Ta piękna rycina pochodzi  ze źródła

Jak można wyczytać na jednej  ze stron Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów  : "Św. Barbara żyła na przełomie III i IV wieku. Tradycja podaje, że urodziła się w Nikomedii (dzisiejsza Turcja), w bogatej rodzinie pogańskiej. Była jedynaczką, na której narodziny rodzice bardzo czekali. Odznaczała się wielkimi zdolnościami i niespotykaną urodą. Jej ojciec, Dioskur, był gorliwym poganinem pragnącym uchronić córkę nie tylko przed zgubnym wpływem zepsutej młodzieży, ale także przed chrześcijaństwem.
To był powód, dla którego zbudował wieżę, w której zamknął swoją córkę.
Do Barbary przychodzili najróżniejsi nauczyciele, aby przekazać jej swoją wiedzę. Był wśród nich chrześcijanin, który zapoznał dziewczynę ze swoją religią. Po tym uwierzeniu w Chrystusa, Barbara potajemnie przyjęła chrzest z rąk swego nauczyciela. Postanowiła zarazem, że do śmierci będzie żyć w czystości, dla Jezusa.
Niestety nie zdołała ukryć swej wiary. Dioskur dowiedział się i zaczął prześladować córkę. Przeklinał ją, złorzeczył, bił, a nawet groził śmiercią. Jednak nie przemogło to Barbary, która nie opuściła prawdziwej wiary. Ojciec nie mógł znieść swojej córki i jej nowej religii. Wydał ją Rzymianom jako chrześcijankę. Barbara nie chciała porzucić swojej, co spowodowało, że torturowano ją, a w końcu skazano na śmierć. Umarła jako męczennica z rąk własnego ojca. Zabił ją w 306 roku, w czasach prześladowań za rządów cesarza rzymskiego Maksymiana Dazy.
Święta Barbara jest czczona jako święta dziewica i męczennica. Jest patronką: górników, umierających, budowniczych, a także obok św.Floriana, strażaków. W tradycji katolickiej przedstawia się ją jako księżniczkę zamkniętą w wieży. Jej atrybutami są: palma męczeństwa, kielich, czasami wieża. Czasami ma także strusie, lub pawie jajo, jeden, lub dwa miecze, monstrancję i lwa u stóp."


To patronka oczywiście wszystkich Barbar, Baś, Basiek, którym ten post dedykuję składając im przy tej okazji moc serdecznych życzeń..

wtorek, 3 grudnia 2013

Co nowego w Zysk i S-ka Wydawnictwo?

   
       Zanim przedstawię kilka nowości Zysk i Spółka Wydawnictwo mam pytanie. Czy u Was też nie ma paska w górnej części bloga, który był a teraz go nie widzę i czy u Was też nie ma możliwości udostępniania w Google poprzez przycisk Google +, który był a dzisiaj zniknął?

A teraz o nowościach .
Pierwsza z nich to wznowienie mojej ukochanej książki, a mianowicie :

A lasy wiecznie śpiewają
Trygve Gulbranssen



Walka z naturą...
Walka o miłość...
Walka o szacunek...

Na Północy trzeba umieć żyć! W skutej lodem dziewiętnastowiecznej Norwegii ludzie mają twarde i dumne serca. Niełatwe życie regulowane jest przez rytm przyrody i wielowiekową tradycję szanowaną ponad wszystko. Czy ktoś stamtąd może pokochać miłością gorącą i szczerą, której nie złamią wichry losu? Stary chłopski ród Björndal od lat słynie z męstwa i uporu, budząc strach i respekt pozostałych mieszkańców równiny. Zdobyte przez rodzinę bogactwo przyniosło władzę, ale sprowadziło też ludzką zawiść i zagrożenia, którym musi ona sprostać.
Nieodpuszczone grzechy z przeszłości nie dają spokoju. W tym surowym świecie członkowie rodziny muszą
odnaleźć drogę do szczęścia i odkupienia nie tylko własnych win, ale także ich przodków.
Kultowa powieść skandynawska, która na długo zostaje w sercu! Przetłumaczona na trzydzieści języków,
sfilmowana, sprzedana w ponad dwunastu milionach egzemplarzy.


Trzynasty dzień tygodnia
Ryszard Ćwirlej

Poznań, 13 grudnia 1981 roku.
W środku mroźnej nocy komunistyczne władze rozpoczynają operację wymierzoną w „Solidarność” i całe społeczeństwo. Milkną telefony, stacje radiowe przestają nadawać. Na ulice Poznania, tak jak w całej reszcie kraju, wyjeżdżają czołgi i transportery opancerzone. Również milicja zostaje postawiona w stan pełnej gotowości. Rozpoczyna się w Polsce stan wojenny.
Grupa funkcjonariuszy wysłana na jedno z poznańskich osiedli, by aresztować działacza „Solidarności”, niespodziewanie znajduje w sąsiednim mieszkaniu ciało zastrzelonego mężczyzny. Tej samej nocy w innej części miasta dochodzi do zaskakująco podobnego morderstwa. Oba mieszkania zostały przeszukane i najwyraźniej ktoś zabrał z nich duże sumy zachodnioniemieckich marek. W pobliżu obu miejsc zbrodni świadkowie widzieli milicyjną nysę z mundurowym i cywilem.
Na poszukiwania morderców rusza grupa śledczych z Komendy Wojewódzkiej MO kierowana przez porucznika Marcinkowskiego. Muszą działać szybko, bo tym samym tropem podąża też Służba Bezpieczeństwa.


Korespondent. czyli jak opisać pełzający koniec świata
Krzysztof Mroziewicz


Nauka na cudzych tekstach to praktyka stosowana przez większość pisarzy i dziennikarzy. Wielu wymienia całe bataliony swoich mistrzów. Dziennikarz powinien praktykować u mistrza, ale powinien się od niego wyzwolić. Albo mistrz powinien go wyzwolić, jak to w rzemiośle robiono z czeladnikami. Dziennikarstwo jest rzemiosłem, pisarstwo też. I krawiectwo. Tylko nie każdy krawiec nazywa się Yves Saint Laurent, nie każdy szewc – Manolo Blahnik, nie każdy złotnik – Louis-François Cartier. Jakże się to świetnie czyta! I jak to jest pisane! Dawniej by się powiedziało, że przeczytałem tę książkę, nie odrywając się od niej, od deski do deski, dziś – między dwoma kliknięciami, otwierającym i zamykającym… Wiedziałem, jak elektryzujące bywa życie korespondentów czy reporterów zagranicznych, ale nie każdy z nich pisze tak żywo i takim językiem, jak Krzysztof Mroziewicz.
Czytelniczko, Czytelniku, sprawdźcie to sami…
Stefan Bratkowski

 Czterdzieści dni Musa Dah
Franz Werfel


Ostateczne rozwiązanie „kwestii ormiańskiej”, do którego doszło w czasie I wojny światowej, to zbrodnia ludobójstwa do dziś niepotępiona, którą przypomniał światu niedawno turecki noblista Orhan Pamuk…
Czterdzieści dni Musa Dah to poruszająca epicka powieść, oparta na prawdziwych wydarzeniach historycznych,
Opisuje na przykładzie losu kilkudziesięciu bohaterów zbrodnię ludobójstwa, jakiej dopuściło się państwo tureckie na narodzie ormiańskim w roku 1915. W czasie kiedy po Europie szalała wielka wojna na terenie starożytnych ziem ormiańskich na południowy zachód od Morza Kaspijskiego Turcy zaczynają systematycznie eksterminować swoich
chrześcijańskich poddanych. Skala opisywanych przez autora okrucieństw i mordów jest porażająca: całe
ormiańskie wioski wyrżnięte szablami, setki ludzi palonych żywcem, spychanych w przepaście, obdzieranych ze skóry, topionych w morzu, wreszcie sławetny „marsz śmierci” setek tysięcy deportowanych Ormian na syryjską pustynię. Historycy szacują ogólną liczbę ofiar tego ludobójstwa na 1,5 miliona…
Zagładę przeżyło ledwie kilkaset tysięcy Ormian, którzy zdołali przedrzeć się do okupowanej przez Rosję Armenii Wschodniej, dotrzeć do portów morskich, skąd zabrały ich statki angielskie i francuskie oraz nieliczni ci, którzy chwycili za broń. Wśród nich główny bohater powieści, Gabriel Bagradian, potomek bogatego kupieckiego rodu, wychowany i wykształcony we Francji, były oficer osmańskiej armii, który prowadzi pięć tysięcy ocalałych Ormian do góry Musa Dah, świętej góry Mojżesza, gdzie przez czterdzieści dni w wydawałoby się beznadziejnej walce będą stawiać opór tureckiej armii…


 "A lasy wiecznie śpiewają" mam, oczywiście stare wydanie, czytałam już co najmniej dwa razy i przeczytam pewno jeszcze raz.
Pozostałe książki wszystkie wzbudzają moje zainteresowanie, ale najchętniej sięgnęłabym po "Czterdzieści dni Musa Dah".

A co Wy na te pozycje?





poniedziałek, 2 grudnia 2013

Jak było w listopadzie i plan na grudzień.

78704969_large_d_large.jpg
źródło

   Nie mam się czym chwalić więc się nie spieszyłam z  postem o realizacji listopadowego planu czytelniczego. Plan wyglądał tak. A jego realizacja jest bardzo mizerna, gdyż przeczytałam tylko w sumie dwie całe  książki i dwie tylko w części. Przeczytałam :
"Na zawsze wygnańcy" Fiorelli de Marii ,
"Kwiat Diabelskiej Góry" Katarzyny Enerlich,

a nie skończyłam jeszcze :

"Matki chrzestnej" Gertrud Höhler,
"Piotra Pierwszego" Aleksego Tołstoja .

Zaprezentowałam tylko trzy książki, niestety tylko trzy :
"Byli i będą" Marii Rodziewiczówny - tu ,
"Siostry krzyżowe" Aleksego Riemizowa - tu
"Na zawsze wygnańcy" Fiorelli de Marii - tu.


Grudzień też zapowiada się nie lepiej, gdyż czas będę miała bardzo ograniczony. Może dopiero w styczniu sytuacja się zmieni.
Niemniej powinnam skończyć " Matkę chrzestną" i koniecznie napisać recenzję .
"Piotr Pierwszy" pójdzie na razie w odstawkę, a przeczytać zamierzam  :

"Na prastarej ziemi" Amitava Ghosha,
"Dom kryty gontem" Niny Stanisławskiej - juz czytam ,
"Pan Przypadek i celebryci" Jacka Getnera - już czytam
"Prowincje" Bogdana Białka.

A co z tego wyjdzie to się okaże 1 stycznia przyszłego roku.



niedziela, 1 grudnia 2013

Niebiosa rosę spuście nam z góry..........



źródlo





Dzisiaj kościół katolicki zaczyna okres  Adwentu - radosnego, ale i  wyciszonego czasu oczekiwania na przyjście swego pana, Jezusa Chrystusa.
Z tej okazji życzę nam wszystkim bez względu na wyznanie i zapatrywania wyrabiania w sobie umiejętności wyciszania się i wschłuchiwania się w siebie. A  nuż dzięki temu uda się nam usłyszeć coś więcej niż świat zewnętrzny nam w tym czasie proponuje.

sobota, 30 listopada 2013

Na zawsze wygnańcy - Fiorella De Maria.

źródło

      Fiorella de Maria, której książkę p.t. "Na zawsze wygnańcy" wybrałam sobie do recenzowania z oferty wydawnictwa Promic, jak się dowiedziałam ze znalezionych informacji w internecie, urodziła się w 1979 roku we Włoszech. Jej rodzicami byli Maltańczycy. Dorastała jednak w południowej Anglii, w Wiltshire. Po ukończeniu szkoły średniej przez rok pracowała a następnie wiele podróżowała po Wielkiej Brytanii, Europie i Bliskim Wschodzie, by wreszcie podjąć i ukończyć studia na prestiżowym Cambridge University na kierunku literatury średniowiecznej i renesansowej. Fiorella mieszka obecnie z mężem i czwórka dzieci w Surrey. "Na zawsze wygnańcy" są jej trzecia książką i pierwszą tłumaczoną na język polski. Czwarta jest w trakcie powstawania.

Wydawnictwo PROMIC - 2013 rok
"Na zawsze wygnańcy" pisarka przenosi nas w XVII wiek. Na wodach otaczających lądy jest niezwykle  niebezpiecznie. Na pływające po nich okręty napadają piraci, którzy nie mają litości dla swych ofiar. Rabują dobytek a ludzi, za których nie ma kto zapłacić okupu sprzedają do niewoli, w której traktowani są na równi ze zwierzętami a może nawet gorzej. Piraci atakują jednak nie tylko na morzu. Ich ofiarami staje się często również ludność nadbrzeżnych osad i miejscowości. Celem  takiego właśnie bestialskiego napadu staje się pewnego razu osada na jednej z wysepek należących do Malty. Wśród osób porwanych znalazła się bohaterka książki, młodziutka dziewczyna,Warda. Warda, jako dziecko zwana Ursulą, odrzucona po śmierci ojca przez matkę i rodzeństwo żyła, włócząc się po okolicy swego zamieszkania,  jak dzikie zwierzątko aż do czasu, gdy spotkał ją na swej drodze, a konkretnie w kościele schowaną za ołtarzem ojciec Antonin. To on nazwał ją Wardą i  zajął się jej wychowaniem, i edukacją. Dzięki niemu nie tylko zmieniło się na lepsze życie dziewczynki, ale posiadła ona również umiejętność czytania i pisania, w tym także po łacinie. A ponieważ okazała się inteligentna i ciekawa otaczającego ją  świata  z przyjemnością przekazywał jej całą posiadaną wiedzę, w tym również medyczną. Gdy Warda dorosła zakonnik pomyślał o jej przyszłości. Mając świadomość, że  z wykształceniem jakie posiadła trudno jej będzie znaleźć odpowiedniego męża zasugerował  jej poświęcenie się Bogu. Warda chociaż  nie myślała o małżeństwie nie mogła się jednak jakoś  zdecydować na ten decydujący o całym jej przyszłym życiu krok, jednak decyzję o dołączeniu do grupy pustelnic w sąsiednim miasteczku przyspieszył fakt iż matka postanowiła ja wydać za mąż za wiele starszego od niej mężczyznę. Zaakceptowana przez biskupa Warda  przybrała nowe imię, Perpetua, i rozpoczęła roczny nowicjat przenosząc się do celi w pustelni. Jako jedyna z pustelnic mogła opuszczać swą celę i  to właśnie przyczyniło się do jej dramatu, jakim stało się porwanie jej przez piratów i sprzedanie muzułmańskiej rodzinie jako niewolnicy. Gdyby bowiem  nie mogła opuszczać celi nie poszłaby  udzielić pomocy położnicy przy porodzie i nie podzieliła by losu mieszkańców osady. Przypadek,  czy  przeznaczenie?  Trudno na to pytanie odpowiedzieć.
       Wardę  poznajemy w momencie, gdy dryfując na desce po wzburzonym  morzu próbuje siłą swej woli utrzymać się przy życiu, wzywając pomocy Stelli Maris, Maryi Panny - Gwiazdy Morza. Gdy całkowicie wyczerpaną, będącą na skraju śmierci,  kobietę znajdują u wybrzeży Devonshire rybacy ta opatrzona w domu, do którego ją zaniesiono,  prosi o spowiednika.
        Niezwykłe, dramatyczne losy Wardy  poznajemy dwutorowo, gdyż Fiorella de Maria zastosowała w książce dwie narracje. Narracja pierwszoosobowa to przede wszystkim spowiedź jaką odbywa bohaterka książki odkrywając przed spowiednikiem nie tylko swe przeżycia i walkę o swe człowieczeństwo w piekle, jakiego doświadczyła, ale również całą swoją duszę pełną  niepokoju związanego z niepewnością czy dostąpi  miłosierdzia Bożego po tym czego się dopuściła, by ratować swoje życie. W narracji trzecioosobowej zawierają się wspomnienia samej Wardy, ale również osób, z którymi zetknęły się jej drogi życia. I z tych wspomnień dowiadujemy się o tym, że miała niezwykle silną  osobowość, która pozwalała jej znosić najgorsze tortury, byle tylko nie poddać się bez walki, ale i o tym,  że kochała życie i wiernie trwała przy swej wierze, mimo iż znalazła się w miejscu gdzie kobiety, które nie poddawały się woli swego pana  hańbiono i bito za wszystko. Te dwie narracje przeplatają się w książce, by w  zajmujący a nawet mogę śmiało napisać fascynujący  sposób  opowiedzieć nam niesamowitą historię z czasów, w których toczyła się zażarta walka pomiędzy  chrześcijaństwem a islamem, ale także i w ramach chrześcijaństwa nie było pokoju  i w części krajów Europy Zachodniej dochodziło do prześladowań katolików zwanymi papistami. I to właśnie katolicy padali ofiarą berberyjskich piratów. Historię młodej kobiety, nietuzinkowej, niepokornej,   zahartowanej przez dole i niedole losu, i przez ten los skrzywdzonej na wielu płaszczyznach życia a mimo to nie tracącej swej wiary i walczącej o swą godność do końca, historię, która porusza swym realizmem czytelnika do głębi i na długo pozostaje w pamięci.
       Fiorella de Maria  opowiada nam o losach swej bohaterki na tle znakomicie i niezwykle starannie  zarysowanej przez siebie epoki w taki sposób, że w trakcie czytania książki zapomina się, że są one fikcją. Fabuła książki "Na zawsze wygnańcy" wciąga i pobudza do refleksji nad nieprzewidywalnością losu ludzkiego. I to tym bardziej, że i w naszym stuleciu proceder porywania ludzi i sprzedawania ich oraz niewolenia nie jest nam niestety obcy. Chociaż nie robią tego już piraci.


Za książkę, która została bardzo starannie i estetycznie  wydana w serii Okna przez wydawnictwo PROMIC dziękuje Pani Oli z wydawnictwa.


Chętnie sięgnęłabym po kolejne książki Fiorelli de Maria, gdyby PROMIC je wydał.

środa, 27 listopada 2013

Kolejna odsłona bibliotecznego bałaganu i wynurzenia na temat dezyzji w sprawie wyzwań czytelniczych, w których biorę udział..







     Pierwszy atak zimy trwa. Wokół nas świat delikatnie pobielony i ziąb. Rano słoneczko błysło za oknem, ale tylko na moment, a już się wydawało, że pozostanie i rozjaśni ponurość dnia. A jednak w trakcie, gdy piszę ten post  stara się przez chmury przebić więc wygląda na to, że będą jednak momenty słoneczne. Dobre i to, gdyż od razu robi sie raźniej na duszy.
     Czas jesienno zimowy niestety sprawia, że rytm mojego  dnia wyraźnie się zmienia, gdyż  mrok, który ogarnia niezwykle wcześnie świat wytrąca mnie  z tego rytmu. Szybciej staję się śpiąca i dłużej śpię, a chociaż mogę sobie na to pozwolić, no bo przecież jestem na emeryturze to jednak nie lubię tego zwolnienia tempa życia, gdyż ogranicza mnie w czasie. I to już się odbiło na listopadowym czytelnictwie co sprawiło, że założonego planu niestety nie uda mi się zrealizować.
     Ostatnio dość sporo myślałam na temat rezygnacji z udziału w wyzwaniach czytelniczych. I doszłam do wniosku, że jednak muszę z części z nich zrezygnować, gdyż  przy moim tempie czytania i pisania postów staranie się brania w nich udziału nie ma sensu a poza tym stwierdziłam, że wolę czytać według własnego doboru lektur. A zatem mogę pozostać tylko przy tych wyzwaniach, które nie stawiają wymogu terminu.
Z bólem serca, ale jednak rezygnuję z wyzwania, w którym brałam udział najdłużej, a mianowicie w wyzwaniu sardegny - Trójka epik. Dziękuję sardegnie za dostarczanie mi przez chyba półtora roku comiesięcznych emocji w doborze książek do jej wyzwania.
W zakładce Wyzwania czytelnicze   wymienione są wyzwania, w których na razie udział postanowiłam kontynuować, gdyż nie mają ograniczeń czasowych. Zastanawiam się jeszcze nad wyzwaniem Polacy nie gęsi... , ale na razie trwam. W dalszym ciągu współtworzyć będę blogi wymienione w zakładce Współtworzę blogi .

To tyle na temat rekonstrukcji wyzwaniowych, a teraz  kolejna odsłona mojego bałaganu bibliotecznego.
Pierwsza była tu.


zdjęcie robione jest komórką i dlatego nie najlepszej jest jakości



Na regaliku, który ma chyba ze 40 lat, a teraz jest zagrożony pod ciężarem książek, które na nim czasowo umieściłam, znajdują  się głównie książki zdobyte w tym roku. Jest to misz masz tematyczny, ale dopiero myślę nad tym jak posegreguję książki wykorzystując na razie te zasoby regałów, które posiadam.

wtorek, 26 listopada 2013

Autor "Szwów" - Wacław Holewiński - nagrodzony.



        Jak przeczytałam w najnowszym "Gościu Niedzielnym" Wacław Holewiński, którego książkę p.t "Szwy" nie dawno czytałam, i o której pisałam tu, został tegorocznym laureatem Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza. W zasadzie dowiedziałam się już o tym wcześniej dzięki Bogusi z bloga Dom z papieru, która się tą informacją ze mną podzieliła, ale dopiero przeczytana notka w przywołanym  tygodniku zainspirowała mnie do napisania tego posta.

       W związku z tym, że sama muszę ze wstydem przyznać,  iż nie wiem nic na temat tej Nagrody Literackiej  postaram się ją przybliżyć również  tym, którzy  podobnie jak i ja nie bardzo wiedzą o co chodzi. Pomocna mi się tu okazała Wikipedia, za którą powtórzę :


"Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza – polska nagroda literacka przyznawana od 2002 roku. Została ufundowana w celu upamiętnienia postaci i dzieła Józefa Mackiewicza, pisarza i działacza politycznego.
Fundatorami Nagrody są przedsiębiorcy Jan Michał Małek i Zbigniew Zarywski. Nagroda przyznawana jest corocznie, a ogłoszenie wyników i uroczystość wręczenia laurów odbywa się 11 listopada. Nagrodę przyznaje kapituła pod przewodnictwem Marka Nowakowskiego.
Obecnie w skład kapituły wchodzą: Jan Michał Małek, Stanisław Michalkiewicz (sekretarz), Włodzimierz Odojewski, Jacek Trznadel, Zbigniew Zarywski, Rafał A. Ziemkiewicz, Tomasz Burek, Marek Nowakowski (przewodniczący), Elżbieta Morawiec (od lata 2005), Maciej Urbanowski (od sierpnia 2006), Halina Mackiewicz (od sierpnia 2006), Jacek Bartyzel (od jesieni 2007).
W pracach kapituły brali udział również: Ryszard Legutko (do lata 2005), Kazimierz Orłoś (do czerwca 2006), Andrzej Nowak (do maja 2007).
Kapituła rozpatruje każdorazowo, jako kandydatury Nagrody, utwory literackie (powieści, eseje, poezję) i publicystyczne (w tym polityczne) oraz naukowe rozprawy historyczne i krytycznoliterackie, napisane w języku polskim przez autorów żyjących, wydane w formie książkowej w poprzednim roku i zgłoszone przez wydawców do konkursu.
Latem ogłaszane są nominacje do Nagrody, zwykle obejmujące około 10 książek. Spośród ich autorów wyłaniany jest następnie laureat Nagrody, który otrzymuje 10 tys. dolarów i złoty medal z portretem patrona Nagrody oraz jego literackim credo: "Jedynie prawda jest ciekawa", oraz dwóch wyróżnionych, którym Kapituła przyznaje po 1 tys. dolarów. Ponadto zarówno laureat, jak i wyróżnieni, otrzymują statuetki z brązu z popiersiem patrona Nagrody."

Jak podaje dalej Wikipedia nagrody te otrzymali :

w 2002 roku : Ewa i Władysław Siemaszkowie za "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945",

w 2003 roku : Marek Jan Chodakiewicz  za "Ejszyszki. Kulisy zajść w Ejszyszkach, epilog stosunków polsko-żydowskich na Kresach , 1944-45",

w 2004 roku : Wojciech Albiński za "Kalahari",

w 2005 roku : Eustachy Rylski za "Człowiek w cieniu",

w 2006 roku : Janusz Krasiński za "Przed Agonią",

w 2007 roku :  Tadeusz Isakowicz Zalewski za "Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej",

w 2008 roku : Jarosław marek Rymkiewicz za "Wieszanie",

w 2009 roku : Bronisław Wildstein za "Dolinę nicości",

w 2010 roku : Paweł Zyzak za za "Lech Wałęsa - idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności" do 1988 roku",

w 2011 roku : Wojciech Wencel za Zbiór poezji "De profundis",

w 2012 roku : Tomasz Merta za "Nieodzowność konserwatyzmu".


Tegoroczny laureat

Wacław Holewiński


 otrzymał tę nagrodę za książkę "Opowiem ci o wolności", która opowiada o obcych sobie dwu Polkach, Marii Nachtman i Walentynie Stempkowskiej,  które spotkał podobny los. Obie wstąpiły podczas okupacji do walczącego podziemia, Narodowych Sił Zbrojnych. Podjąwszy się niebezpiecznej misji narażały codziennie swoje życie, aż w końcu jedna z nich trafiła do obozu w Ravensbruck a druga do katowni UB. Po powrocie trafiły wspólnie do ciężkiego więzienia dla wrogów władzy ludowej.
Z artykułu Łukasza Rygało zamieszczonego na stronie Życie.pl wynika iż Holewiński napisał o historii Marii Nahtman, gdyż po napisaniu "Lamentu nad Babilonem" - pierwszej w Polsce książki o Żołnierzach Wyklętych - zwrócono się do niego o napisanie scenariusza o niej do cyklu filmowego, jaki planowano nakręcić. Cykl nigdy nie powstał, ale ponieważ szkoda mu było tej historii postanowił napisać książkę.

I tak książka przyniosła mu laur w postaci nagrody, jedynej nagrody w Polsce, na której, jak sam twierdzi,  mu zależy.
Książki jeszcze nie czytałam, ale sporo pozytywnych o niej recenzji tak.


sobota, 23 listopada 2013

Z "Listów do córki" - F.S. Fitzgeralda.


      Listopad już prawie na finiszu a ja nie mogę się pochwalić sukcesami czytelniczymi. Jakoś nie idzie mi czytanie w tym miesiącu,  z różnych względów. Przeczytałam, jak na razie, całe dwie książki, jedną skończyłam a dwie staram się czytać. Opinie też udało mi się napisać tylko dwie i otworzyć post do trzeciej.
    Ciężko mi jakoś się myśli i w związku z tym nie stać mnie na długie posty więc dzisiaj dzielę się tylko  małą ciekawostką ukazująca jakie zdanie miał Francis Scott Fitzgerald o "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell.

     W mojej biblioteczce już od wielu lat czeka na swoją kolej książka F.S. Fitzgeralda p.t. "Listy do córki".
Chcąc napisać coś interesującego sięgnęłam właśnie do niej. Najwyższa pora, by ją przeczytać, gdyż listy,  pisane od sierpnia 1933 do grudnia 1940 roku, czyli do śmierci pisarza, do ukochanej córki Scottie,  są kopalnią wiedzy o jego życiu, poglądach i opiniach na różne tematy, w tym o przeczytanych książkach, z którymi dzielił się z córką.




W jednym z listów, którego część przytaczam na  poniższym  zdjęciu Fitzgerald  dzieli się między innymi ze swą córką krótką  opinią na temat "Przeminęło z wiatrem" .



W przypisach pod pozycją 14 możemy się dowiedzieć, że F.S.Fitzgerald pracował nad dialogami do "Przeminęło z wiatrem".

czwartek, 21 listopada 2013

Pierwsza odsłona mojego bibliotecznego bałaganu.





Opinię do przeczytanej książki już zaczęłam pisać, tym razem będzie to opinia do "Na zawsze wygnańcy" Fiorelli De Maria.
A dzisiaj zainspirowana  postem blogerki molesław pomyślałam, że podzielę się pierwszą odsłoną mojego bibliotecznego bałaganu. Pokazany regał za wyjątkiem ostatniej  półki zawiera w przeważającej liczbie książki, które w różny sposób powiększyły mój biblioteczny zbiór od stycznia ubiegłego roku. Nie są to wszystkie nabyte w tym czasie książki, pozostałe są jeszcze w dwu innych miejscach, które pokażę w następnej odsłonie.





Główny regał, który pokażę następnym razem zawiera zbiór książek zbieranych przez lata. Jest jeszcze regał z książkami młodzieżowymi, ale nie tylko, regalik z nabytkami bieżącymi i jeszcze, jeszcze  ........ .

wtorek, 19 listopada 2013

Siostry krzyżowe - Aleksy Riemizow.




       Książkę, o której tym razem piszę przeczytałam już kilka miesięcy temu. A jest to arcyciekawa, zarówno pod względem tematyki jak i stylu jakim została napisana,  powieść Aleksego Riemizowa pod intrygującym tytułem  "Siostry krzyżowe". Jak sądzę pisarz nie jest znany a ja też zetknęłam się z nim przypadkowo w trakcie przeglądania jakiegoś antykwariatu na allegro. To właśnie  tytuł książki mnie zaciekawił.

      Kim był Riemizow?
 Z dość obszernego posłowia wynika, że Aleksy Riemizow  urodzony w 1877 roku w Moskwie, w rodzinie kupieckiej, który studiował  na wydziale fizyczno-matematycznym uniwersytetu  moskiewskiego,  uważany jest za jednego z największych prozaików rosyjskich XX wieku. Życie miał trudne bowiem jego pół  spędził na emigracji, gdyż jak w 1921 roku opuścił Rosję to mimo przyjęcia w 1948 roku obywatelstwa radzieckiego już nigdy do kraju nie wrócił. Wpierw mieszkał w Berlinie skąd w 1923 roku przeniósł się do Paryża, gdzie zmarł w 1957 roku. Na powrót do kraju nie pozwolił mu zły stan zdrowia, do którego przyczyniły się lata paryskiego ubóstwa oraz osamotnienie, gdyż w 1943 roku zmarły jego żona i córka. Miał tu jednak również znaczenie fakt, że Riemizow był płodnym pisarzem, a w ZSRR nie miał perspektyw wydawniczych. To w czasie emigracji stworzył przeważająca większość swej prozy. Wydał w tych latach aż 45 książek, wśród których znalazły się  najbardziej dojrzałe, ale i najśmielsze artystycznie dzieła. Riemizow był twórcą wszechstronnie utalentowanym. Pisarz, ale i niepospolity rysownik, którego cenił sam Picasso występował również jako aktor i śpiewak. Jego pisarstwo ukształtowało się pod wyraźnym wpływem Gogola, Dostojewskiego i Leskowa. Wśród 80 książek, które napisał występują  : powieści, eseje, stylizowane latopisy, legendy i apokryfy.
    Jak można przeczytać w obszernym posłowiu zawartym na końcu książki "Siostry krzyżowe", pierwsza wydana w polskim przekładzie książka Aleksego Riemizowa,  są  jednym z  czołowych utworów pierwszego okresu jego działalności . Riemizow zesłany za udział w demonstracji studenckiej w w 1896 roku na dwa lata w głąb Imperium Rosyjskiego poznał doskonale ludzi i ich życie oraz stosunki tam panujące, w prowincjonalnych mieścinach. Ta wiedza okazała się dla jego twórczości bezcenna . Riemizow należący do grupy symbolistów wyróżniał się  z inteligenckiego  kręgu symbolistów  właśnie swym doświadczeniem konkretnego życia, znajomością kraju, nizin społecznych, obyciem z folklorem wiejskim i miejskim. A cała jego twórczość nacechowana była fascynacją folklorem i literaturą średniowieczną.  To wszystko zawarł również w swych "Siostrach krzyżowych", które są bardziej przypowieścią niż powieścią, przypowieścią "odwołującą się  do mitu ewangelicznego - misterium śmierci i zmartwychwstania, krzyżowej męki ludzkiego życia".
     Akcja książki dzieje się w w 1905 roku  w Petersburgu, w czasie przed Wielkanocnym. Głównym bohaterem książki jest Marakulin, Piotr Aleksiejewicz, który po pięciu latach pracy mimo swej dokładności z jaką ją  wykonywał, zamiast spodziewanej premii przed Wielkanocą, zostaje nagle po kontroli z niej zwolniony, z dnia na dzień. Marakulin popada w w związku z tym w tarapaty finansowe stając się bezdomnym a na dodatek cierpi psychicznie z powodu niesprawiedliwości,  jaka uważa go spotkała. W końcu wynajmuje mieszkanie w kamienicy Burkowa i tam na jego drodze staje siedem różnych kobiet, z których każda naznaczona własnym losem dźwiga krzyż odrębnego cierpienia.
     Skąd tytuł książki?
 I tu muszę znów powołać się na posłowie, z którego dowiedziałam się, że miano "sióstr krzyżowych" nosiły w dawnej ruszczyźnie kobiety, które zamieniając się chrzestnymi krzyżami noszonymi na piersi- krzyżami nadawanym na chrzcie świętym - wstępowały w duchowe pokrewieństwo. Było jednak również drugie znaczenie dla tego wyrażenia , które mówiło, że to siedem boleści Panny Marii stojącej pod krzyżem, inaczej siedem mieczów w sercu Matki Boskiej. "Siostrami krzyżowymi" w powieści Riemizowa są więc te kobiety, z którymi obcując, Marakulin,  z czasem przejmuje na siebie ich cierpienia.

   "Siostry krzyżowe" to mroczna przypowieść z elementami groteski o ludzkiej nędzy i cierpieniu. Książka, w fabule której ogromną rolę odgrywa krzyż jako symbol cierpienia ale i zmartwychwstania, a wróżby i sny determinują życie głównego bohatera. Pisane nowatorskim, specyficznym  stylem w odbiorze nie są najłatwiejsze, ale mimo to  warte są przeczytania, gdyż fabuła ich jest intrygująca a po za tym poznajemy w niej Petersburg z początków XX wieku wraz z jego warstwami społecznymi wywodzącymi się z różnych nie tylko środowisk, ale i części Rosji.

Książkę bierze udział w wyzwaniach : Czytamy serie wydawnicze...., Rosyjsko mi..