czwartek, 21 września 2017

W czwartku z poezją - "Owoce dzikiej róży"


             Mimo iż mam przeczytane kilka książek, nawet biorących udział w wyzwaniach czytelniczych, to jednak  trudno mi się -  w sytuacji, w jakiej się od dłuższego czasu  znajduję - zmobilizować do pisania postów. I muszę przyznać, że coraz trudniej. Szkoda mi na razie zawieszać bloga, bo może chociaż kilka dłuższych  postów miesięcznie uda mi się jednak sklecać, więc ratuję go swoimi zdjęciami / blog zdjęciowy już zlikwidowałam/ i poezją do nich specjalnie wyszukaną. Nie mam specjalnie poetycznej duszy, ale takie posty sprawiają, że sama odkrywam piękno poezji, którą staram się ilustrować pięknem natury chwytanej w obiektyw. 








OWOCE DZIKIEJ RÓŻY
Owoce dzikiej róży
ponętne
jak usta dziewczyny
wabią kolorem
nabrzmiałe
piękne.
Jak po nie sięgnąć
nie kalecząc ręki ?
Bronią się
i nęcą.
Sięgaj ostrożnie
cierpliwie
uparcie
lecz subtelnie
z umiarem.
Poddadzą się
gdy uwierzą
w twe szlachetne zamiary.
                                                                                                      Zofia Kobyłecka




----------------------------------------------------
Wiersz zaczerpnęłam ze strony http://www.zofia.art.pl/wiersze/2.html
Zdjęcia są mojego autorstwa.

czwartek, 14 września 2017

Czwartek z poezją.......Cynia.....



      W ogrodach królują teraz cynie.....piękne, kolorowe, zwabiające swym nektarem motyle. To niezwykle  sympatyczny obiekt dla mojego fotograficznego hobby a  znaleziony w necie wiersz oddaje hołd ich  wspaniałości.







Cynia


Cichy pomnik piękna
harmonijnie wyważony
w afirmacji kwiata
doskonale wykończony... 

Tryska pełnym kolorem 

wysmakowana solistka 



malowana słońcem
idylla i piękność ogródka...

Aspiracje ma księżniczki
co wabi nie tylko motyle
złotą koronę oraz falbanki,
- miss tylko rok w szarfie... 


                                     Aleksandra Baltissen 


wtorek, 12 września 2017

Spóźnione sierpniowe podsumowanie czytelnictwa i mały stosik.....



            Już druga dekada września się nam zaczęła a ja nadal nic nie skrobnęłam o minionym czytelniczo sierpniu. Miałam zamiar to zrobić w ubiegłym tygodniu, ale mąż się rozchorował i zaanektował mi laptopa, którego używam w trakcie pobytu poza domem, a poza domem jestem znów całe tygodnie, z przerwami na weekend. A sierpień był dla mnie pod względem czytelniczym nawet nie najgorszy, gdyż udało mi się przeczytać cztery książki i odsłuchać na storytelu, do którego po dłuższej przerwie powróciłam, dwie audioksiążki. 
Przeczytałam :


Lód i woda, woda i lód - Majgull Axelsson
Króliki Pana Boga - Grzegorza Kozery
Prymas Wyszyński nieznany - Marka Zająca

Bilans wstępny. Długie pożegnania - Jurija Trifonowa

Odsłuchałam:

Białe noce - Mariki Krajniewskiej
Niepokorne. Judyta - Agnieszki Wojdowicz

Udało mi się tylko o trzech napisać, ale muszę stwierdzić, że nie zawiodłam się na żadnej z sierpniowych lektur.

W sierpniu zamieściłam również post o doskonałej cenowo ofercie internetowej księgarni Selkar.pl i sama tym razem  się dałam skusić na książki sióstr  Brontë oraz na Pawła Jasienicy Ostatnia z rodu -  o Annie Jagiellonce.


Zanim Cię znajdę Johna Irvinga wylicytowałam natomiast  na bazarku chyba jeszcze w lipcu. 

           Sześć książek poznanych w sierpniu a trzy nabyte......czyli więcej przeczytałam niż kupiłam....Nie sprawdzałam, jak to w przeciągu roku wyglądało, ale w sierpniu wywiązałam się ze swojego  postanowienia ....i odniosłam maleńki sukces.

Udało mi się również wziąć udział w trzech wyzwaniach.



A to moje podglądanie przyrody :



poniedziałek, 4 września 2017

Króliki Pana Boga - Grzegorz Kozera o tym, że wojna nie zakończyła się wraz z kapitulacją Niemiec.




       - Nie wiesz co będziesz robiła po powrocie?
       - To też. Przede wszystkim nie wiem, jak wrócić do ludzi, żyć normalnie wśród nich, rozmawiać z nimi. Z moją przeszłością to raczej niemożliwe.
       - Ze mną rozmawiasz.
       - Z tobą to co innego. Musiałam komuś wszystko opowiedzieć, a ponieważ niedługo nasze drogi się rozejdą i pewnie już nigdy się nie spotkamy, powiedziałam tobie. Razem wracamy z piekła przez czyściec i to nas zbliżyło. I jeszcze ten biedny chłopiec, przecież z jego powodu wędrujemy. Jednak często myślę, że powinnam iść do klasztoru i pozostać w nim do końca życia. Mogłabym udawać, że nadal wierzę w Boga. Tak byłoby dla mnie najlepiej.
       Adam dopiero teraz o tym pomyślał.
       - Nie zastanawiałaś się, że skoro przeszłaś tak wiele, a Bóg mimo to zachował cię przy życiu, to miał w tym jakiś cel? - spytał.
Zastanawiałam. I doszłam do wniosku, że widocznie eksperymentował nad ludzką wytrzymałością. Jestem królikiem. Jego królikiem doświadczalnym. Są miliony takich królików. Pewnie następni, których wybierze do tej roli będą mieli gorzej. Będą musieli wytrzymać jeszcze więcej niż ja, ja przecież przetrwałam. Dla mnie to jednak marna pociecha.
       - Może był inny powód, że upatrzył sobie właśnie ciebie? Tego nie wiemy.
       - Rzecz w tym, że ja już nie chcę wiedzieć.[242-243]

      Adam, Halina i Honza to trójka bohaterów niezwykłej powieści Grzegorza Kozery p.t. "Króliki Pana Boga". Książka ta jest nawiązaniem do powieści wydanej w 2013 r, o której wcześniej czytałam, ale której jeszcze nie poznałam,  a noszącej tytuł "Berlin, późne lato". I ze względu właśnie na bardzo dobre opinie o tej pierwszej wybrałam sobie właśnie tę  za punkty na portalu Granice.pl, zanim zlikwidowałam na nim swoje konto,  co zostało spowodowane po prostu brakiem czasu na odwiedzanie go i prowadzenie w nim swej biblioteczki, gdy taką mam na Lubimyczytać.pl. Wybrałam i nie  żałuję, gdyż porusza ona temat, który poznałam po raz pierwszy dzięki książce Zofii Posmysz p.t. " Do wolności, do śmierci, do życia" a mianowicie przerażająco trudnej drogi  powrotnej ludzi wyzwolonych w 1945 roku z obozów koncentracyjnych do domów. Zofia Posmysz opisała historię swojego powrotu  i  kobiet, które razem z nią wędrowały, ukazując  na jakie trudy i niebezpieczeństwa  były w tej drodze narażone.  Grzegorz Kozera wprawdzie stworzył fikcyjne postaci, których przeżycia są również fikcją,  niemniej, jak wynika z jego słów zawartych w przypisie Od autora, w trakcie przygotowań i pisania  książki korzystał z  źródeł, które tam wymienił, opisujących sytuację w Europie zaraz po zakończeniu wojny co pozwala traktować jej fabułę jak coś realnego, co mogło się wydarzyć.
       Adam, który uwolnił się od skąpego i brutalnego bauera znalazł małego Honzę wśród trupów w pasiakach. Chłopcu cudem udało się przeżyć w trakcie rozstrzeliwania więźniów. Mimo swojego wycieńczenia i niebezpieczeństw czekających ich w drodze, jakich jest świadomy, bez wahania postanawia zaopiekować się nim. W szpitalu, do którego po jakimś czasie trafia chory Honza, Adam poznaje Halinę.  Honza i Halina to ofiary obozów. Obydwoje skrywają swe straszne tajemnice, związane z pobytem tam. Gdy okazuje się, że Honza nie ma szans na wyzdrowienie Adam z Haliną decydują się na dramatycznie długą i trudną, pełną różnorakich zagrożeń ze strony prawie wszystkich napotykanych w jej trakcie obcych, drogę powrotną przez Czechy, by Honza zobaczył przed śmiercią swą matkę. Ten niezwykły przejaw uczucia jakim obdarzyli obydwoje chłopca oraz przyjaźni jaka ich połączyła w morzu doświadczanego cierpienia i zła  na jakie się natknęli w trakcie niesamowicie wyczerpującej wędrówki o głodzie i chłodzie -  w ciągłym strachu o swoje życie - poruszył mnie do głębi i sprawił, że obraz jaki ukazał Grzegorz Kozera w swej zupełnie innej od powojennych powieści na długo pozostanie w mojej pamięci.
       Wielką wartością  tej powieści Grzegorza Kozery jest przypomnienie tego o czym w zasadzie nigdy się nie mówiło, ani pisało. O czym nie uczono nas na historii, że kapitulacja Niemiec nie oznaczała końca wojny, że ci, którym udało się przeżyć piekło obozów po wyzwoleniu a zdecydowali się na powrót do domów, do Polski i dalej na wschód czy też na południe, pozostawali zdani na siebie i kosztował on ich ogrom traumatycznych przeżyć a często i życie. 
       "Króliki Pana Boga" mają ponadto dodatkowy walor a jest nim język i styl jakim zostały napisane, które sprawiły, że mimo przytłaczającej ciężkością tematu fabuły książkę czytało mi  się je szybko i lekko a mimo natłoku emocji, którym byłam poddawana oraz napięcia jakie towarzyszyło mi  w trakcie lektury pozostała we mnie refleksja, że dobro potrafi przezwyciężyć zło.....dotąd, dokąd będą istnieć ludzie, w których to dobro przetrwa.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania łów, słów 

czwartek, 31 sierpnia 2017

"Lód i woda, woda i lód" - Majgull Axellson o skomplikowanych relacjach rodzinnych i ich wpływie na następne pokolenia.


           Zachęcona opiniami o książkach  Majgull Axelsson - współczesnej szwedzkiej pisarki - nabyłam sobie "Kwietniową czarownicę", która czeka na czytanie, a przeczytaną ostatnio pt. "Lód i woda, woda i lód" przyniosłam z biblioteki i w sam raz spasowała mi do sierpniowego koloru w wyzwaniu gra w kolory.
           Jak  we wszystkich swych książkach tak i w tej Majgull Axelsson pisze o kobietach. Tutaj główną bohaterką jest dobiegająca czterdziestki autorka kryminałów, która sądziła, że gdy wypłynie wraz z grupą naukowców na lodołamaczu znajdzie na "Odynie" miejsce, w którym spokojnie będzie mogła oddać się pisaniu nowej książki. Suzane ma za sobą trudną przeszłość, z którą się wciąż zmaga, ale nawet tutaj ona ją dopada wraz z usłyszaną piosenką, śpiewaną przed wielu laty przez Bjorna Hallgrena, z którym wychowywała się jak siostra z bratem, a który faktycznie był jej kuzynem. To wystarcza, by cała jej przeszłość powróciła; dzieciństwo pozbawione miłości matki, Inez, której sercem całkowicie i bez reszty zawładnął Bjorn i to od momentu, gdy jej bliźniacza siostra, Elsa, niechcianego przez siebie  przyniosła go do domu.  Nie starczyło Inez już uczucia dla córki co tę doprowadziło do kompleksów, pozbawiając pewności siebie i swej wartości a z czasem do braku sensu swego żcia i próby samobójczej. 
           Akcja książki głównie toczy się na Odynie, wśród kruszonego przez niego lodu, ale jej fabuła jest przeplatana historią życia kobiet z rodziny Suzane, począwszy od jej babki. 
Jest to opowieść o dwu  pokoleniach kobiet, żyjących w trudnych związkach, pełnych napięć i niezrozumienia, o ich  wyborach i wynikającego z tych wyborów braku poczucia szczęścia, który to brak  ma destrukcyjny wpływ na kolejne pokolenia, pozbawione tego co najistotniejsze - matczynej miłości. 
           Inez i Elsa dorastają w cieniu małżeńskiego dramatu z matką, którą przerastają jej własne problemy, która nigdy z nimi nie nawiąże serdecznej więzi. Gdy Elsa odrzuca swojego maleńkiego syna, będącego owocem gwałtu, a babka również nie chce go wychowywać to Inez decyduje o tym, że będzie go wychowywać. Dla niego wychodzi za mąż, ale nie potrafi już pokochać  własnej córki, Suzane, widząc w niej wyłącznie wady. To Bjorn jest całym jej życiem. Jednak nie tylko Suzane w tej rodzinnej sytuacji czuje się odrzucona, gdyż Bjorn, mimo okazywanej mu miłości przez Inez, również  z cierpi z powodu odrzucenia przez własną matkę i braku jej w swoim życiu. 
            Młodociany Bjorn robi karierę, jako solista zespołu muzycznego, ale wydarza się coś co zmienia życie Suzane i jej rodziny w koszmar. I wtedy z pomocą przychodzi jej ciotka, Elsie, która uczy ją jak walczyć o siebie, o odbudowanie swojej wartości. Elsie, która sama kiedyś uciekła przed swoim życiem na morze ,uczy swą siostrzenicę, jak stawić życiu czoła.
            Na Odynie jednak nie tylko wspomnienia osaczają Suzane. 
Ktoś narusza jej spokój poprzez wtargnięcia, pod jej nieobecność, do kajuty i dokonując dziwnych i drastycznych czynów sprawia, że czuje się osaczona i znów  pozbawiona pewności siebie. Podejmuje jednak ryzyko wykrycia prześladowcy i okazuje się, że on również stanowi element jej traumatycznej przedszłości. Pokonanie go sprawia, że Suzane staje się wreszcie wolna i silna.

            "Lód i woda, woda i lód"  to książka, która przekonała mnie do prozy Majgull Axelsson.  Jest wielowątkowa a wszystkie wątki są równie interesujące jak  główny, w którym zawarta jest historia Suzane, gdyż są jej uzupełnieniem a raczej wypełnieniem. To powieść obyczajowa, ale mimo to trzyma w napięciu, dzięki historii Bjorna Hallgrena i sytuacji jaka staje się udziałem Suzane na statku. 
            Ogromnym walorem tej książki są stworzone przez pisarkę postaci i  ich pogłębione psychologiczne portrety, ale także niebanalne, pełne lodowatego piękna opisy miejsca, w którym toczy się bieżąca  akcja czyli za kołem podbiegunowym. Mimo  zimnej scenerii i bijącego z książki chłodu uczuć wyzwoliła ona we mnie  całą gamę  rozgrzewających emocji a także pobudziła  do refleksji nad kondycją współczesnego społeczeństwa szwedzkiego, bo to jego obraz pokazała Axelsson w swej książce. 
To bardzo dobra proza......pod każdym względem.

Książka bierze udział w wyzwaniu gra w kolory czytamy powieści obyczajowe.