niedziela, 31 maja 2020

Podsumowanie czytelnicze maja.

 
                                 Ostatni dzień pogodowo mało ciekawego maja. Za oknem pada i zimno, ale za to pięknie zielono. I chociaż to cieszy.
Ale post nie o aurze a o tym co w tym tak kapryśnym maju czytałam. A udało mi się dzięki przyspieszeniu w ostatnim tygodniu przeczytać aż cztery książki. Razem 1423 stron. Jak na mnie całkiem nie najgorzej.



"Elbing - Elbląg" Na zakręcie historii. Wiktora Hajdenrajcha, o której pisałam tutaj trafiła do mnie z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl .


Dwie z niżej pokazanych wzięły udział w wyzwaniu trójka e-pik




a ostatnia w wyzwaniu book - trotter.




Różna tematyka książek i wywołująca różne emocje. Może uda mi się cokolwiek napisać wkrótce.


Taką pogodę chyba  lubią nasze różaneczniki.


sobota, 30 maja 2020

I ostatni zaległy miesiąc, czyli moje czytanie w kwietniu.

                           
                           Plany czytelnicze na kwiecień miałam obszerniejsze, ale wyszło jak wyszło. Przeczytałam tylko dwie całe książki realizując w 2/3 wyzwania trójka e-pik.
 A przeczytałam :







To moja pierwsza książka tej autorki i raczej równocześnie ostatnia. Tematyka bardzo interesująca i oczywiście miejsce, w którym akcja się toczy, Afganistan i stosunki w nim panujące po wojnie domowej oraz okrutne rządy talibów, które zakuły kobiety w szczelne burki i pozbawiły wszelkich praw, nawet do opieki medycznej, już nie mówiąc o dostępie do edukacji. Tego i jeszcze więcej, czyli o przemocy stosowanej wobec kobiet, które można było pobić a nawet zabić za byle wykroczenie przeciwko ustalonemu przez talibów prawa, można dowiedzieć się z "Burki miłości', która opowiada o wielkiej miłości Hiszpanki i Afgańczyka, którzy się poznali w Londynie a wskutek jednej nieprzemyślanej decyzji znaleźli się we wrogim w stosunku do kobiet Afganistanie i spędzili tam siedem długich lat nim udało im się z wielkim trudem powrócić do cywilizowanego świata.

Opowieść oparta jest na prawdziwych i niezwykle traumatycznych doświadczeniach, wśród których same porody odbierane przez teściową to prawdziwy horror, młodej Hiszpanki Marii Galery i jej rodziny, które zanim powstała książka zostały przedstawione w audycji radiowej Reyes Monforte, a które poruszają do głębi i porażają swą wymową. Szkoda tylko, że sama książka jest napisana stylem, który sprawia, że się ją źle czyta. Coś podczas czytania cały czas mi zgrzytało i pozbawiło dobrego odbioru fabuły. 











Książka trafiła do mnie z blogosfery. Sama bym raczej jej nie kupiła, z racji, że kryminały wolę oglądać (a i tu zawsze kieruję się nie tak może nawet fabułą, jak obsadą aktorską), niż czytać. I dlatego ten gatunek literacki czytam bardzo rzadko. Tak mam od początków swego czytelnictwa i raczej się to już nie zmieni.

Ale wracając do książki, muszę przyznać, że przyjemnie się ją czytało, może dlatego, że nie tylko wciągnęła mnie intryga kryminalna - chociaż niezbyt skomplikowana, to jednak ciekawie poprowadzona - ale zainteresowało mnie również tło, w jakim się akcja tego kryminału toczy. A jest nim miasteczko Bath, gdzie mieszkała i tworzyła Jane Austen, o której mówi się tu sporo, gdyż pierwszym podejrzanym w kryminalnej intrydze jest mąż ofiary, profesor wykładający na miejscowym uniwersytecie anglistykę, który otrzymał za zadanie zorganizowanie wystawy "Jane Austen w Bath". A ja, choć jej twórczość znam tylko z ekranizacji filmowych, to jednak ostatnio obejrzałam film biograficzny p.t. "Jane Austen żałuje" i dlatego miło mnie ten wątek zaskoczył. A łączy się on ściśle z intrygą kryminalną, gdyż jednym z motywów zbrodni jest kradzież listów Jane Austen, które profesor otrzymał od wdzięcznej mieszkanki Bath za uratowanie syna.

Podsumowując tę krótką opinię mogę stwierdzić, że "Detektyw Diamond i śmierć w jeziorze" to wdzięczna lektura, w której mamy jednego trupa (i to pięknej kobiety), zmieniających się podejrzanych oraz mało sympatycznego, ale zdeterminowanego detektywa, który - nawet, gdy przestaje nim być i zostaje odsunięty od prowadzonej sprawy - pomaga ją rozwikłać, tyle, że już nie wydziałowi kryminalnemu, a obrońcy osoby oskarżonej o zbrodnię.

piątek, 29 maja 2020

Marcowe czytanie i dwie krótkie opinie.



       Był styczeń i luty to teraz pora na marzec -  w ramach  retrospekcji mojego czytelnictwa w początkach tego roku. Marzec to tylko trzy książki, jako realizacja wyzwania trójka e-pik.







To druga książka Jonathana Carrolla jaką przeczytałam, która trafiła do mojej biblioteczki pewno z zakupu na allegro. O ile sama historia głównej bohaterki "Zaślubin patyków" mnie początkowo wciągnęła to jednak zwrot pisarza w stronę zjawisk nadnaturalnych już po pewnym czasie zaczął mnie nużyć. Po prostu ta część powieści jest, jak dla mnie, zbyt rozbudowana i przez to jakby mało czytelna. Co nie znaczy, że nie pojęłam w czym rzecz, a wątek nieśmiertelności i rezygnowania z niej wydał mi się dość oryginalny i intrygujący w swej oczywistej nierealności. Początkowo myślałam o doczytaniu pozostałych części trylogii, ale to jednak nie moja bajka... 




Oglądałam już dość dawno temu film i jak pamiętam zrobił na mnie spore wrażenie. Moja pamięć jest jednak ulotna więc niewiele z jego fabuły zapamiętałam, toteż zakończenie książki, którą dostałam w prezencie, było dla mnie totalnym zaskoczeniem. Powieść porusza ciekawą tematykę powrotu do zdrowia i to przede wszystkim psychicznego bohaterki i jej konia, oraz poprawę relacji matki z córką a to pod wpływem końskiego terapeuty. I to jest frapujące. Osobiście stwierdzam jednak, że książka podobałaby mi się bardziej, gdyby autor nie włączył wątku romansowego. A tak zakończenie książki mogę spuentować powiedzeniem, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

środa, 27 maja 2020

Przeczytałam w lutym.



W lutym udało mi się przeczytać cztery książki, a z nich trzy poniższe w ramach wyzwania trójka e-pik




To moje drugie spotkanie z tą książką Zofii Nałkowskiej. Pierwszy raz czytałam ją pół wieku temu, w liceum, i już nie pamiętam jakie wrażenie na mnie zrobiła, ale muszę przyznać, że w trakcie tego czytania czułam ból serca....chyba głównie dlatego, że sprawcy tego potwornego zła już dawno się wybielili, nawet w oczach narodu żydowskiego. Na tle literatury, którą się teraz czyta "Medaliony" może nawet nie wywołują takich emocji jak książki, które te emocje mają za zadanie wywoływać, ale wstrząsają do głębi tragizmem nie jednego, nie dwu, ale milionów istnień poddanych zagładzie i ukazując, bez politycznej poprawności, kto jest za to okrucieństwo odpowiedzialny. To ważne, bo dzisiaj ta odpowiedzialność się rozmywa...


"Serce pełne Boga" to nie tylko ciekawa autobiografia kogoś naprawdę nietuzinkowego, ale przede wszystkim piękne świadectwo dotyczące odnalezienia w życiu Boga, znalezienia w nim celu i świadomego oraz wiernego i odważnego realizowania kapłańskiego powołania w kraju, gdzie przyznawanie się do wiary jest wyszydzane a profanacje miejsc z nią związanych są częste i bardzo drastyczne.
Ksiądz Rene - Luc w swej autobiografii ukazuje jak Bóg prowadził go swoimi drogami nawet wtedy, gdy on sam tego jeszcze nie był świadomy. Dopiero po latach, wracając do lat swego dzieciństwa czy wczesnej młodości, spostrzegł ile znaków świadczyło o tym, że Bóg go wybrał zanim on go dostrzegł i przyjął do swojego życia...
Szczerze polecam, bo prawdziwie warto ją przeczytać i to nie tylko w celu większego uduchowienia się. A czyta się ją szybko i z przyjemnością ze względu na język jakim została napisana. 


















A czwarta w ramach wyzwania book - trotter.







Niestety cokolwiek udało mi się na razie napisać o dwu z przeczytanych. Staram się czytać przynajmniej w miarę interesujące a zarazem wartościowe  książki i tym razem też tak było. Dlatego też mogę każdą z nich polecić.