Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2017

"Sanktuarium śmierci" Dariusza Rekosza czyli kryminalnie i sensacyjnie, ale czegoś zabrakło.


źródło

             Szukając książek do lutowej odsłony "łów słów" z "mi"  w tytule znalazłam na storytelu ten o to kryminał Dariusza Rekosza. Nazwisko autora nic mi niestety nie mówi, ale jak się okazuje dorobek literacki, wprawdzie różny, ma spory. Kryminały to nie jest moja ulubiona kategoria literacka, ale nie mogę powiedzieć, by ten -  utrzymany w stylu klasycznych policyjnych powieści kryminalnych -  mnie  nie zaintrygował. 
            Akcja "Sanktuarium śmierci" toczy się w Gdańsku, gdzie w dziwnych i makabrycznych okolicznościach znajdowane  są męskie trupy, nie tylko pozbawione odzienia, ale również gałek ocznych. Elementem, który wydatnie wskazuje na to, że policja ma do czynienia z serią zabójstw jest posiadany przez denatów  za lewym uchem niewielkiego i identycznego tatuażu.
           Dochodzenie w sprawie dziwnych zejść z tego świata młodych mężczyzn prowadzi nadkomisarz Maciej Szerman z aspirantem Woźniakiem. Intensywne śledztwo, jakie prowadzą obydwaj, przynosi zaskakujące wyniki, gdyż okazuje się, że tatuaże jaki posiadali zamordowani i okaleczeni mężczyźni wykonane zostały w Pakistanie a każdy z nich przed śmiercią miał kontakt z pewną piękną blondynką. A tak w ogóle wszyscy byli kiedyś komandosami i brali udział w zagranicznych misjach wojskowych.
           Sprawa morderstw zaczyna więc być coraz bardziej intrygująca a nawet sensacyjna i skomplikowana, gdyż zatacza coraz szersze kręgi, z  mocno niepokojącą rolą służb wojskowych w tle. 
           Ale zanim dosłuchałam audioksiążkę do końca, by zostać zupełnie zaskoczoną dowiadując się  kim się okazała być tajemnicza blondynka, dwukrotnie zirytował mnie grubiański i liczący się tylko ze sobą nadinspektor : w pierwszym przypadku, gdy swym mało profesjonalnym podejściem przyczynił się do śmierci kolejnej ofiary oraz aspiranta Woźniaka a w drugim tym, że nie sprawdził czy kobieta -  która mu w końcowej fazie dochodzenia pomagała -  żyje, tylko sam zabrawszy dokumenty jakich oboje szukali wziął nogi za pas. Te błędy nadinspektora z takim stażem pracy a co idzie doświadczeniem zawodowym, jak Szerman, może nawet nie tak zirytowały mnie,  jak mocno zdziwiły. Okazał się być wyjątkowo pozbawionym wrażliwości facetem, który zupełnie obojętnie potraktował śmierć swego podwładnego, do której się ewidentnie swym, mogę nawet stwierdzić, że głupim, zachowaniem przyczynił. 
             Autor "Sanktuarium śmierci" miał moim zdaniem interesujący  pomysł na intrygę kryminalno-sensacyjną, ale odnoszę wrażenie, że nie do końca sobie z tym pomysłem poradził. O ile bowiem rozpoczął bardzo dobrze zaciekawiając fabułą kryminalną i dodatkowymi wątkami sensacyjnymi to końcówka wypadła w sumie jakoś nijako co sprawiło, że pozostałam z dużym niedosytem jeżeli chodzi o sposób rozwiązania zagadki tajemniczych zgonów byłych komandosów i okoliczności im towarzyszącym. 
               
Audiobook bierze udział w wyzwaniach : łów słów, pochłaniam strony, bo kocham tomy

wtorek, 21 lutego 2017

Japońskie cięcie - Krzysztof Kotowski czyli o tym jak można połączyć hipnozę z archeologią.



       

             Krzysztof Kotowski to zupełnie mi nieznany autor a jego "Japońskie cięcie"  trafiło do mnie w ramach wymiany za punkty na Finta.pl. Chyba się czegoś innego po tej książce spodziewałam biorąc pod uwagę tytuł. Ale w sumie sama dzisiaj nie wiem czego. W każdym bądź razie książka okazała się być thrillerem z pogranicza  medycyny i polityki.  W sumie nie wiem czy bardziej fabuła powieści ociera się o politykę czy o medycynę, ale mnie bardziej w niej zainteresował wątek medyczny, w którym mamy do czynienia z prowadzeniem nielegalnych badań nad wykorzystaniem niezwykłej hipnozy do odbywania przez osoby podlegające hipnozie  "podróży w czasie" i to podróży bardzo odległej, gdyż sięgającej aż wczesnych wieków . 
             Trójka bohaterów książki, która okazała się być już kolejną z serii o dziennikarzu Adamie Kniewiczu i agentce służb specjalnych o pseudonimie Ultra, która owego Adama wciąż ratuje  z opresji, w jakie ten się pakuje, podejmuje próbę wyjaśnienia co łączy instytut medyczny z firmą prowadzącą wykopaliska archeologiczne, która  go sponsoruje. W "Japońskim cięciu" trzecim bohaterem jest młody chirurg, Robert Czechowicz.  Ma on płomienny romans z piękną Jolą i wielkim zaskoczeniem dla niego jest, gdy już ukrywając się przed ludźmi, którzy go z wielką determinacją poszukują, dowiaduje się od Ultry, do której trafia za pośrednictwem Kniewskiego, że Jola to również agentka służb, a na dodatek związana jest z instytutem medycznym prowadzącym nielegalne badania medyczne. W te badaniach, o czym się ogromnie zaskoczony dowiaduje, sam został zaangażowany, a teraz  po seansie hipnotycznym, w jakim wziął udział na przyjęciu, na które zabrała go Jola, jest nosicielem wiedzy wartej dla niektórych więcej niż życie i stąd jest tak intensywnie poszukiwany. 
             Muszę przyznać, że, mimo iż niezwykle rzadko czytuję tego typu literaturę, thriller Kotowskiego wciągnął mnie swą intrygująca i emocjonującą fabułą, ciekawymi wątkami z zakresu medycyny i polityki  a także mimo wartkiej akcji początkowym jej umiarkowanym tempem.  Chyba do połowy a może coś więcej za połowę czytało mi się " Japońskie cięcie" świetnie, ale gdy do akcji powróciła Jola już jako agentka o pseudonimie Sil trochę się pogubiłam, gdyż nastąpiło zagęszczenie wątków  i  osób; dołączyła mafia krakowska, której jakoś nie udało mi się połączyć z całością intrygi, gdyż być może coś mi umknęło w czytaniu. Natomiast zgrabnie i błyskotliwie prowadzony główny wątek dotyczący łączenia szczególnego rodzaju  hipnozy  z wykopaliskami archeologicznymi a także polityką, mimo iż oczywiście ma się w trakcie czytania świadomość, że to autorska fantazja trzyma w napięciu i nawet nie daje poczucia, że czyta się totalną bzdurę.
                    "Japońskie cięcie" polecam miłośnikom tego gatunku, gdyż Krzysztof Kotowski dzięki językowi jakim pisze, świetnym dialogom i dozie humoru, jaka w powieści się pojawia, wart jest zainteresowania na równi z zagranicznymi autorami takich powieści. Doskonale łączy ze sobą kryminał i sensację.


Książka bierze udział w wyzwaniu : Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!

sobota, 31 grudnia 2016

Jak zrealizowałam wyzwanie "mini czelendż 2016".......czyli o przeczytanych książkach hurtem.....


             Wiele osób już robi podsumowania roku 2016 a ja zostawię to sobie na początek stycznia. A dzisiejszym postem podsumuję wyzwanie ejotek, do którego przystąpiłam na początku roku, a które w sumie czytelniczo zrealizowałam. Brakuje mi "tylko" opinii, które w tym roku są na moim blogu prawdziwą rzadkością. Po prostu się mi w mijającym roku nie pisało. 

         W wyzwaniu  Mini czelendż 2016, bo o nim tu mowa zobowiązałam się przeczytać : 

1/ Książka pożyczona - "Wiwisekcja" Patrick White
2/ Książka nieznanego mi autora - "Mr. Pebble i Gruda - Mariusz Ziomecki
3/ Książka z kiepską okładką - "A właśnie tak" - Justyna Szymańska
4/ Książka będąca pierwszym tomem trylogii - "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - Stieg Larsson
5/ Książka 3-letnia - "Dworzec ZOO - David Downing


i przeczytałam. Aby jednak uznać go za zrealizowane dzisiaj potraktuję cztery książki zbiorczo, ale o każdej coś napiszę oczywiście oddzielnie. Przy czym muszę się posłużyć opisami 
fabuły książek z ich okładek.




              Mariusz Ziomecki to zupełnie do tej pory nieznany mi autor. Do kupienia sobie tej książki zainspirował mnie post Beznadziejnie zacofanego w lekturze i muszę przyznać, że nie żałuję. Jestem z tego samego pokolenia co bohater książki i jego przyjaciele więc z zainteresowaniem wczytywałam się w jej wielowątkową treść, w której bogate w wydarzenia intrygujące wątki współczesne przeplatają się z równie bogatymi wspomnieniami bohatera dotyczącymi lat od 50 do 80-tych ubiegłego wieku. Jan Kamyk, uznany już w kraju poeta, po samobójczej śmierci żony, która nastąpiła wskutek ostracyzmu jakim niesłusznie została dotknięta przez przyjaciół i środowisko opozycyjne, emigruje wraz z synkiem do USA i zrywa wszelkie kontakty z rodziną, przyjaciółmi i krajem. Tam zmienia nazwisko na John Pebble a jego poezja powstaje w języku angielskim. Po ponad dziesięciu latach z niechęcią, ale jednak, powraca, by spotkać się z przyjaciółmi, którzy podjęli próbę wyjaśnienia winnych zdrady, która zaprowadziła grupę opozycjonistów z ich paczki do więzień a później po raz drugi, gdy dowiaduje się, że umierający jest jego ojciec. Tym razem przylatuje z synem Antonim, który dzięki temu poznaje rodzinę swego ojca i matki a sam w pewnym sensie ma wpływ na to, że Jan zaczyna się odnajdywać w klanie Kamyków, z którym nie czuł się uczuciowo związany.
             "Mr. Pebble i Gruda" to prawdziwa cegła, prawie 900 stron pisane dość drobnym drukiem więc czytałam ją cały grudzień, ale nie dlatego żeby mnie  nudziła, lecz z braku czasu, który nie pozwalał mi ją mimo objętości szybko pochłonąć i zatopić się w nurcie snutej przez Autora sagi rodu Kamyków na przestrzeni wielu dziesięcioleci. W powieści bardzo dużo się dzieje, bo też szeroki jest zakres czasowy jej akcji a wątki współczesne powiązane są mocno ze wspomnieniowymi, gdyż przeszłość jest tu bardzo istotnym czynnikiem, determinującym postępowanie głównego bohatera, który wolałby nie powracać do bolesnych spraw, które zaważyły nawet na wieloletnich przyjaźniach. Autor  prawdopodobnie wykorzystał w powieści sporo własnych doświadczeń i wspomnień ...był opozycjonistą, emigrował i wyprowadza  czytelnika również poza Warszawę w dolinę Drwęcy, gdzie sam czuje się tak dobrze, jak bohaterowie jego książki. I dlatego jest ona taka prawdziwa......chociaż momentami czyta się ją jak powieść sensacyjną. A mimo woli w trakcie czytania nasuwają się pytania pytania : kto być może nawet ze znanych osób kryje się za postaciami występującymi w książce? 
            Mimo stylu w jakim napisana jest książka, wydawało by się lekkim, potoczystym jak nurt Drwęcy, która jest jedną z jej bohaterek, nie do końca jest to łatwa lektura. Zawiera bowiem ona również sporą dozę wiedzy historycznej, która wymaga od czytającego przynajmniej minimum własnej wiedzy w tym względzie, gdyż cofnie się aż do początków II Rzeczpospolitej. 
          "Mr. Pebble i Gruda" ma wiele atutów natury literackiej, a jednym z nich są liryczne wiersze Jana Kamyka rozpoczynające każdy rozdział a także fakt, że czuje się iż ta proza była pisana przez kogoś komu poezja w duszy gra. A poza tym jest to książka o różnych odmianach miłości i trudnych relacjach rodzinnych, które szczególnie doskwierają, gdy jest się nadwrażliwcem, jak Jan Kamyk. Również o tym, że warto wychodzić sobie naprzeciw, warto wybaczać i warto nie rezygnować z uczuć.

              W trakcie czytania "Mr.Pebble i Grudy" również niestety mi dwukrotnie zazgrzytało. Szkoda wielka, że Autor tak zohydził wizerunek księży jakiejś parafii warszawskiej i to z czasu, gdy kościoły stały otworem dla opozycjonistów. I zastanawiam się ile mogło by być prawdy w tym co nam Pan Ziomecki nie zawahał się napisać......, bo czyż faktycznie mogło być tak, że jeden z księży, stary proboszcz, molestował bohatera w trakcie nauk przedmałżeńskich  a drugi pijany w sztok dawał mu ślub? Muszę przyznać, że zostałam tą sytuacją niemile zaskoczona i to zepsuło mi odbiór książki. 
Także wątek kresowy, w którym teść bohatera, Żyd, wspomina jakieś spalenie przez miejscowych Polaków Żydów w synagodze wzbudził we mnie mieszane uczucia, gdyż nigdzie nie znalazłam jakiejkolwiek wzmianki o tym, by Polacy na Kresach w czasie niemieckiej okupacji takich aktów dokonywali.
Nie wszystko da się traktować jak li tylko fikcję literacką.....szczególnie, gdy może to negatywnie rzutować na mniejszą czy też większą grupę społeczną.




          "A właśnie, że tak" to druga po "Grze o miłość" książka Justyny Szymańskiej jaką przeczytałam. Jak i poprzednia ta również opowiada o kobietach z różnych pokoleń. I podobnie jak w tamtej najbardziej odważną jest najstarsza z nich.....to ona potrafi się już w pełni  cieszyć życiem i tym próbuje zarazić młodsze motywując je do działania. Okazuje się, że warto marzyć i nie rezygnować z tych marzeń, a gdy nadarzy się okazja, by coś w swoim życiu zmienić nie bać się tych zmian, bez względu na wiek i stan, tylko odważnie wychodzić im na przeciw.  A wtedy, gdy my stajemy się szczęśliwi to i wszystko wokół nabiera innych wymiarów. "A właśnie, że tak" to ciepła opowieść o perypetiach życiowych, o niespełnionych marzeniach i wynikającego z tego zgorzknienia, które dopada nas na różnych etapach życia i bez względu na wiek, o stagnacji, którą ciężko przełamać mimo popadania w frustrację. Ale przede wszystkim o tym, że to od nas zależy jak żyjemy, czy się poddajemy i wiecznie narzekamy, czy jednak staramy się o siebie zawalczyć nawet z najbliższymi, którzy w zasadzie nie mają wyjścia....muszą postarać się zaakceptować nowe i zobaczyć w nas nie przedmioty a osoby.

Autorka swych bohaterek i ich perypetii nie traktuje lekko, ale jednak z pewną dozą humoru co sprawia, że jest to lektura nieskomplikowana, w trakcie której kibicuje się z sympatią  każdej z nich :
-  Alinie, która wreszcie da - poprzez catering - upust swemu kulinarnemu zacięciu i postanowi wyjechać, mimo niezadowolenia męża, do sanatorium,
- Jolce, która wreszcie zacznie się realizować jako fotograf , ale zrozumie również kto jest ważny w jej życiu,
- Irenie, która pojmie, że w jej wieku jeszcze można ułożyć sobie życie, i że to żaden wstyd nie być wieczną wdową,
- Klarze, która w końcu zrozumie, że mąż nigdy do niej nie wróci i że traci tylko czas próbując nakłonić go do powrotu.








    

"Dziennikarz i wydawca magazynu Millenium" Mikael Blomkvist ma przyjrzeć się starej sprawie kryminalnej sprzed czterdziestu lat, kiedy zniknęła bez śladu Harriet Vanger.
Do pomocy dostaje Lisbeth Salander, młodą, intrygującą outsiderkę i genialną researcherkę. Blomkvist i Salander tworzą niezwykły team. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej". 

          Tej książki chyba specjalnie nie muszę rekomendować. Miłośnicy kryminałów z pewnością mają całą trylogię za sobą już bardzo dawno a i sporo innych czytelników też być może ją poznało, gdyż to chyba najgłośniejsza skandynawska seria kryminalna. 
          Całą serię Millenium podarowałam kilka lat temu córze w prezencie pod choinkę. Ona przeczytała ją od razu a ja dopiero pierwszy tom w tym roku. Nie znam kryminałów skandynawskich, bo też i kryminały czytam niezmiernie rzadko, ale muszę przyznać, że "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" mnie pozytywnie zaskoczyli. Powieść wciąga mocno swą treścią a wszystkie jej wątki, czyli zarówno ten dotyczący afer gospodarczych, o które potknęło się wydawnictwo Millenium, jak i kryminalne, które przychodzi rozwiązywać bohaterom I tomu są tak emocjonujące i intrygujące, że pochłaniałam  tę powieść ze wzrastającym zainteresowaniem czekając z napięciem na finał jej mrocznej, pełnej nowych zagadek fabuły. To doskonała literatura kryminalna, która od początku do końca trzyma w napięciu i nie pozwala czytelnikowi ochłonąć z silnych wrażeń, jakich mu dostarcza. Dzisiaj, po jedenastu latach kiedy powieść powstała, już wiele zmieniło się  na polu informatyki, która poprzez osobę Lisbeth jest w książce bardzo mocno eksponowana i wykorzystywana w fabule. Dla mnie to wszystko czarna magia i dzisiaj, ale byłam pod wrażeniem tego jak szeroko można było już wtedy wiedzę i umiejętności informatyczne wykorzystywać. 
               Ale ta powieść to nie tylko doskonały kryminał. Stieg Larsson, który sam był dziennikarzem, zwrócił w niej uwagę na społeczne patologie nękające Szwecję. Afery gospodarcze, korupcja i problem ogromnej przemocy stosowanej wobec kobiet, co mnie osobiście ogromnie zaskoczyło. Ale biorąc pod uwagę jakim społeczeństwem jest Szwecja fakt ten jednak niezbyt dziwi. Jego bohater jednak, Mikael Blomkvist, odbija na tle tego wizerunku bardzo pozytywnie i może dlatego również z przyjemnością sięgnę po kolejny tom...jak sobie go dokupię, bo niestety pożyczyłam go i do mnie nie wrócił.







            Jak przeczytałam na skrzydełku okładki : " Dworzec ZOO to fikcyjna opowieść, jednak dołożono wszelkich starań, aby utrzymać ją w ramach historycznego prawdopodobieństwa. Wzmianki o planowanym przez nazistów wymordowaniu osób upośledzonych umysłowo zostały oparte głównie na wyczerpującej pracy historycznej Michaela Burleigha Death and Deliverance, i nawet najbardziej nieprawdopodobne sytuacje wzmiankowane w książce są przygnębiająco autentyczne". 

A zatem książka oprócz interesującej sensacyjnej fabuły posiada również w pewnym stopniu walory poznawcze. Należy do nich także sytuacja, której świadkiem staje się bohater powieści, John Russel, w wolnym mieście Gdańsku w nocy z 31 grudnia 1938 na 1 stycznia 1939 roku. A był to wstrząsający, obraz w którym uczestniczyli Niemcy i żydowskie rodziny, których dzieci zgodziła się po Kryształowej Nocy przyjąć Wielka Brytania. Rozpacz matek, krzyk wylęknionych, pakowanych do pociągu dzieci, które nie rozumiały dlaczego muszą opuszczać rodziców i bezwzględne, pełne okrucieństwa, postępowanie Brunatnych Koszul poruszyło do głębi angielskiego dziennikarza, który stawał się świadkiem zła, jakie opanowało hitlerowskie Niemcy. 
            John, który nosił w sobie jeszcze, jako były żołnierz, obraz okrucieństwa I wojny światowej uważał, że wszyscy, którzy brali w niej udział zostali trwale naznaczeni jej doświadczeniem. Według niego wojna pozostawia po sobie niezatarte ślady w psychice i już nigdy nie jest się tym samym człowiekiem, jakim się było przed jej doświadczeniem. Dlatego z rosnącym przerażeniem obserwował parcie Niemiec do nowej wojny i gdyby nie to, że nie chciał tracić kontaktu ze swym synem, który mieszkał w Berlinie z matką a także ze swą przyjaciółką piękną Effi Koenen, z którą był w juz w dłuższym związku, opuściłby ten kraj jak najszybciej. Z tych dwu powodów zostaje.
Nie będzie się jednak tylko biernie przyglądał szaleństwu jakie Berlin ogarnia w coraz większym stopniu.  Uda mu się na zachód przekazać dokumenty dotyczące planowanej eksterminacji osób upośledzonych a także pomóc rodzinie żydowskiej w wydostaniu się z Niemiec.  
              Jeszcze w trakcie pobytu w Gdańsku John, nie bardzo mając wybór, przyjmuje zlecenie napisania serii  artykułów dla moskiewskiej "Prawdy" o dobrodziejstwie jakim jest dla zwykłych Niemców nacjonalizm. Ma świadomość, że sowieci będą chcieli od niego również innych usług jednak sądząc, że będzie się mógł temu przeciwstawić zgadza się na współpracę. To z czasem przysporzy mu wielu kłopotów, gdyż stanie się obiektem zainteresowania przez Gestapo a i jego rodacy będą życzyli sobie od niego usług wywiadowczych. Współpraca z "Prawdą" sprawi, że zanim wybuchnie odwiedzi Kraków, którym się zachwyci i wpadnie do Pragi w czasie, gdy już się zaczną ważyć się losy Czechosłowacji.
Zadania, które ma do wykonania są trudne z punktu widzenia jego bezpieczeństwa niemniej ryzykuje i wygrywa.
              Książka oprócz swego sensacyjnego charakteru w swej warstwie społeczno - obyczajowej oddaje bardzo dobrze klimat roku 1939 jaki dominował w Niemczech. Wprowadza czytelnika w gęstą atmosferę jaka panowała w Berlinie przed wybuchem wojny, pozwala poznać nastroje jego mieszkańców....Strach i niepewność jutra w prześladowanej społeczności żydowskiej, obawa jednych Niemców przed drugimi...donosicielstwo było na porządku dziennym a w tle funkcjonujące już na terenie Rzeszy obozy dla jej wrogów.
                "Dworzec ZOO" czytało mi się  bardzo dobrze a moje zainteresowanie poszczególnymi wątkami  wzrastało ze strony na stronę, gdyż  nie tylko wątki sensacyjne trzymały mnie w napięciu. 
A poza tym  sympatię wzbudził we mnie  zarówno John, jak i jego ukochana Effi, ale także jego synek, który wychowywany przez matkę i jej nowego męża, oddanego sprawie Rzeszy i hitlerowski system ma problemy z odnalezieniem się w tej sytuacji, gdy ojciec stara się delikatnie kształtować jego poglądy...co niestety jest niezmiernie trudne.
                           David Downing ujął mnie w swej powieści również tym, że nie  epatuje czytelnika seksem. Uczucia, które łączą głównych bohaterów są delikatne a ewentualne uniesienia są tak subtelnie opisane, że pozwalają, by je sobie czytelnik sam wyobraził. To dla mnie duży plus w lekturze, która  tak przypadła mi do gustu, że żałuję iż na razie nie wydano kolejnych książek kontynuujących serię o Johnie Russelu i Effi Koenen. Z przyjemnością bym im znów potowarzyszyła.

Uf!!! Udało się rzutem na taśmę....

__________________________________

Mr.Pebble i Gruda - Mariusz Ziomecki /903 str./

środa, 24 lutego 2016

Dla miłośników kryminałów i powieści sensacyjnych.......taniocha....



                      Wielką fanką kryminałów wprawdzie nie jestem, ale gdy zajrzałam do Taniej książki.pl  zauważyłam, że miłośnicy kryminałów i sensacji mogą tu pobuszować już nawet za 8 zł. Jak zwykle dobierając przykładowe książki kierowałam się przede wszystkim ciekawą okładką, lecz jak sądzę za tymi okładkami kryją się nie tylko mroczne, ale i intrygujące  opowieści. O tym jakby świadczą wprowadzające do treści opisy.







W zimie 1881 młody architekt John Stannard wyjeżdża na dobrowolne wygnanie do odległej angielskiej wsi, gdzie przeprowadza naprawy parafialnego kościoła. Arogancki i nieczuły na potrzeby innych, wkrótce zaczyna wyrządzać poważne szkody trzynastowiecznemu budynkowi i poznawanym ludziom. Prawdziwe jego problemy zaczynają się jednak dopiero, gdy przyciąga uwagę pięknej i ambitnej młodej miejscowej dziewczyny Ann Rosewell. Kiedy mieszkańcy osady robią się agresywni, a żądza prowadzi Stannarda na manowce, mężczyzna z całych sił stara się zachować zdrowie psychiczne. To, co zaczęło się jako niewinny romans, wkrótce zmieni się koszmarną podróż.
Osadzona w barwnie przedstawionym krajobrazie, powieść Kłaniając się cieniom przeciwstawia prawdę fikcji, głowę sercu, a postępowi zachowawczość. Przede wszystkim jednak opowiada o konstruowaniu złudzeń i naszej zdolności do oszukiwania nie tylko innych, lecz także samych siebie. 





W grobowej ciszy opuszczonego kamieniołomu w Connecticut ktoś ukrywa swoje brudne tajemnice, które odsłaniają głębię ludzkiej deprawacji. Tajemnice, które przypadkiem wychodzą na jaw.

Agentka specjalna Maggie O’Dell właśnie miała rozpocząć zasłużone wakacje, gdy zadzwoniła do niej przyjaciółka, psycholog Gwen Patterson. Jedna z pacjentek pani doktor, Joan Begley, zaginęła podczas podróży do Connecticut. Czy Maggie mogłaby wyjaśnić, co się stało z Joan?

Maggie początkowo lekceważy niepokój przyjaciółki. Kiedy jednak w kamieniołomie w Connecticut przypadkowo zostaje odkopana beczka ze zwłokami kobiety, agentka postanawia sprawdzić, czy istnieje związek między zniknięciem pacjentki Gwen Patterson a koszmarnym znaleziskiem. Wkrótce okazuje się, że w opuszczonym kamieniołomie jest więcej beczek z ludzkimi zwłokami.




 




Lesio to jedna z najdowcipniejszych i najczęściej wznawianych sensacyjno-humorystycznych powieści Joanny Chmielewskiej. Autorka mistrzowsko nakreśliła realia życia w Polsce początku lat 70. I stworzyła postać prześmiesznego tytułowego bohatera – architekta pracującego w biurze projektów, który wplątuje się w serię niezwykłych, zabawnych przygód. Królowa polskiego kryminału to unikatowa seria obejmująca 50 najlepszych i najchętniej czytanych książek Joanny Chmielewskiej. Miłośnicy dowcipnie napisanych powieści sensacyjnych będą mogli stworzyć jedyną w swoim rodzaju kolekcję. Te wyjątkowe publikacje ukażą się w niezwykłej szacie graficznej – wszystkie okładki projektuje Andrzej Pągowski. 



Współczesny Sopot, zbrodnia, romans i bardzo ekstrawagancki detektyw w XI tomie Polskiej Kolekcji Kryminalnej
Doktor Figlon, wybitny specjalista w dziedzinie metateorii, za namową przyjaciela, inspektora Van Graafa, postanawia spędzić urlop w modnym nadmorskim kurorcie. Nie wie, że proponujący mu wyjazd do Sopotu policjant ma w tym własny cel. Figlon będzie musiał zmierzyć się z najtrudniejszą zagadką kryminalną w swojej karierze policyjnego konsultanta.

Ubertowski łączy w Inspektorze Van Graafie najważniejsze cechy klasycznego kryminału. Detaliczny opis współczesnego Sopotu, czuły, a jednocześnie brutalnie prawdziwy, przywodzi na myśl arcydzieła czarnego kryminału. Dedukcyjny charakter pracy śledczego przypomina powieści spod znaku Sherlocka Holmesa. Jedynie bohater nikogo nie przypomina. Gdyż takiego bohatera jeszcze nie było.









  Ta powieść rozpoczyna cykl utworów o jednym z najbardziej znanych detektywów na świecie. Dzięki niej dowiadujemy się, w jakich okolicznościach doktor John Watson ? weteran wojenny ? poznał ekscentrycznego Sherlocka Holmesa. Gdy obaj panowie rozpoczynają śledztwo dotyczące dwóch zbrodni dokonanych w Londynie, odkrywają, że ślady prowadzą do… Ameryki i mormonów. 





 Mała fińska wioska położona malowniczo nad brzegiem jeziora stanie się miejscem prawdziwego dramatu. Pewnego mroźnego, śnieżnego dnia szesnastoletni Mikko Matias Hiltunen wychodzi z domu i już nie wraca. Mijają kolejne dni, tygodnie i miesiące... Jego zniknięcie raz na zawsze zmienia życie pozostałych członków rodziny - matki, ojca i dwu sióstr 5-letniej Lotty i 18-letniej Hanny. Po niedowierzaniu nadchodzi dla bliskich czas bólu i strachu, a w końcu nadziei, że odnalezione zostanie choćby ciało chłopca. Tiainen z niezwykłym wyczuciem i precyzją przedstawiła psychologiczny portret rodziny naznaczonej tragedią, a trzymający do ostatniej strony w napięciu wątek detektywistyczny sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem. To jedna z tych powieści, do których ma się ochotę wracać. 







Do Krakowa – miasta magicznego – przyjeżdża superglina, by wykonać proste zadanie. Jednak to, co gdzie indziej wydaje się łatwe, tutaj staje się początkiem niezwykłej i obfitującej w nieprawdopodobne wydarzenia historii. Czy wystarczy mu umiejętności, aby rozwiązać kryminalną zagadkę, gdy sam staje się podejrzanym? Czy gorące uczucie do pięknej aktorki nie uwikła go jeszcze bardziej w zaskakujące zdarzenia? W książce życie miesza się z grą, a prawda ze złudzeniem. Na pewno jednak wejście w świat „Kra-kra” gwarantuje Czytelnikowi niebanalną przygodę i dobrą zabawę w mieście polskich królów. 




Coś Wam się spodobało?, bo ja nawet chętnie bym  się zagłębiła w pierwsza i dwie ostatnie. Ale najbardziej zaciekawia mnie ta fińskiego pisarza, może dlatego, że nie znam nic fińskiego.




I jeszcze kolaż z dzisiejszego spaceru.........jeszcze trochę trzeba poczekać na pełną wielorakich barw wiosnę....

poniedziałek, 23 listopada 2015

I znów minął tydzień oraz krótko o "Objawieniu" Didiera van Cauvalaerta.



       Powinnam była zamieścić już opinię o przeczytanym czwartym tomie detektywistycznych przygód Jacka Przypadka, bo Pan Getner  mi się delikatnie przypomniał, ale jeszcze jest w trakcie pisania. Nie przychodzi mi to łatwo w warunkach w jakich spędzam tydzień a poza tym przyzwyczaiłam się do pisania bezpośrednio na komputerze i w tej sytuacji jest mi go brak.

 


     Pod względem czytelniczym poprzedni tydzień minął mi na przyjemności poznawania  "Objawienia" francuskiego pisarza Didiera van Cauwelaerta, w którym zabrałam się do Meksyku. Podróż tę odbyłam razem z bohaterką, znaną w Paryżu okulistką, mającą za zadanie zmierzyć się z oczami Najświętszej Marii Panny w odbitym w 1531 roku na szacie Juana Diego swym obrazie.  Juan Diego  ma być kanonizowany, ale jak się okazuje bardzo tego nie chce więc robi wszystko -  oczywiście w sobie tylko możliwy sposób -  co jest możliwe, by Nathalie Krenz, córka Żydówki i katolika z wyboru ateistka, swą diagnozą mu pomogła. Staje się jednak inaczej, a on niechcący przyczynia się do tego, że prawdopodobnie Nathalie powróci do swych marzeń sprzed czasu, gdy zaczęła zajmować się głównie zarabianiem pieniędzy.
Książka jest wielowątkowa. Głównym wątkiem jest w niej podjęcie przez dostojnika z Watykanu próby zaprzeczenia cudowności obrazu Matki Boskiej z Gadelupe a co za tym idzie nie dopuszczenia do kanonizacji Juana Diego, ale jest w niej i romans, który być może ma się szansę dobrze zakończyć jednak nie w Paryżu a w Meksyku, miasto Meksyk trochę jakby od podszewki a także tajemnice Watykanu.
Fabuła jest ciekawie skonstruowana, temat równie interesująco zaprezentowany a przy tym finał zaskakujący. Czytałam "Objawienie" z dużą przyjemnością przy okazji nabywając trochę różnej wiedzy. To lektura, przy której można się świetnie  zrelaksować i ja to robiłam wieczorami.
   
       To tak tylko króciutko o tym co czytałam a teraz znów Was żegnam na cały tydzień życząc, by paskudna pogoda jaka się  zapowiada nie zepsuła nam nastroju.  Ze sobą tym razem zabieram kolejną książkę z moich półek a jest nią  "Kara" Maji Wolny, którą już zaczęłam czytać i prawdopodobnie łyknę  szybko co pozwoli mi na kontynuację "Młodości króla Henryka IV" Henryka Manna.

Kończę jak zwykle ostatnio zdjęciami. Tym razem goście, którzy korzystają z bogactwa orzechów w tym roku, które nadal spadają z orzecha.


wtorek, 7 października 2014

Książki, na które zwróciłam uwagę mimo, że takowych mało czytam.........

         Ostatnio u mnie w domu trwa remont i to kuchni a ponieważ prowadzony jest przez męża i dzieci, systemem gospodarczym więc trochę potrwa,  jestem całkowicie rozkojarzona  i wybita z normalnego rytmu. Nie mówiąc już o pisaniu postów o książkach, które przeczytałam. W najbliższym czasie jednak powinien się ukazać zbiorczy post o przeczytanej serii trzech kronik Hugha z Singleton autorstwa Melvina R. Starra.
A dzisiaj prezentuję kilka książek, które sama chętnie bym przeczytała. Tym razem są to powieści sensacyjne i kryminalne.



 Sprawa Alfreda Dreyfusa podzieliła na przełomie XIX i XX wieku nie tylko Francję, ale też całą Europę. Oficer żydowskiego pochodzenia oskarżony został o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Nagonka na niego zjednoczyła narodowców i prawicę. Powieść Harrisa koncentruje się na postaci, która dotąd pozostawała w cieniu sprawy. Georges Picquart, młody francuski oficer i antysemita, odkrywa, że oskarżenie Dreyfusa o szpiegostwo było fałszywe, i podejmuje walkę o ujawnienie prawdy. Harris przewertował ogromną ilość materiałów poświęconych sprawie Dreyfusa, a dzięki swoim wybitnym zdolnościom literackim stworzył powieść emocjonującą i głęboką
The Washington Post. 

 


Czarny kryminał, reportaż historyczny i suspens – pierwszy tom kryminalny Philipa Kerra z Bernhardem Güntherem.

Berlin, rok 1936, tuż przed igrzyskami olimpijskimi. Prywatny wywiadowca Günther zostaje wynajęty przed zamożnego przemysłowca, który za wszelką cenę chce poznać prawdę o śmierci swojej córki i zięcia. Günther, rodowity berlińczyk, nie sympatyzuje z reżimem hitlerowskim, i dlatego musiał opuścić szeregi policji kryminalnej – rozpoczął wówczas „prywatną praktykę”. Jego oczami widzimy zmiany w Niemczech, okrutne rządy narodowych socjalistów, terror wszechobecnego gestapo oraz bezwzględnych karierowiczów, zwanych „marcowymi fiołkami”, którzy do NSDAP wstąpili po zwycięstwie Hitlera.

Bernie Günther, były policjant z Alex – prowadzący wówczas śledztwa w sprawie najcięższych przestępstw – to typowy bohater kryminału noir: sceptyk i ironista, człowiek brutalny, choć przecież na swój sposób uczciwy. W niebezpiecznym i skomplikowanym dochodzeniu Günther dotrze do zbrodniczych elit nowej władzy, rozpracowując kryminalną intrygę…

 


Lata trzydzieste, Niemcy i śledztwo, które zawiedzie detektywa w kręgi najwyższych sfer – hitlerowskich elit władzy...Rok 1938, dwa lata po wydarzeniach opisanych w Marcowych fiołkach, Bernhard Günther pracuje ze swoim kolegą Stahleckerem, również byłym policjantem. Interes kwitnie, obaj wspólnicy mają mnóstwo zleceń. W czasie pewnej sprawy partner Günthera zostaje zamordowany.Już następnego dnia po śmierci Brunona Bernhard otrzymuje propozycję nie do odrzucenia – wezwany przed oblicze samego gruppenführera SS Reinharda Heydricha. Bernie ma wyśledzić i ująć szaleńca grasującego w Berlinie, którego ofiarami są nastolatki o blond włosach, w typie aryjskim. Do tej pory zabójca dziewczynek pozostaje nieuchwytny, a cała berlińska policja jest bezradna. Günther tkwi po uszy w kłopotach i już nikomu nie może ufać. Szuka zabójcy lub zabójców dziewczynek i zarazem oprawcy Brunona Stahleckera. Niebezpieczne śledztwo zaprowadzi go w kręgi najwyższych sfer – hitlerowskich elit władzy...

 


11 października 1943 roku brytyjski samolot szpiegowski rozbija się w okupowanej przez nazistowskie Niemcy Francji. Pilotka i pasażerka to serdeczne przyjaciółki. Jedna z nich ma możliwość przetrwania, druga odpada z gry, zanim ta zdąży się na dobre rozpocząć.
Kiedy „Verity” wpada w ręce gestapo, jest pewna, że nie ma żadnych szans. Jako tajna agentka, pojmana na terytorium wroga, przeżywa najgorszy koszmar szpiega. Śledczy dają jej prosty wybór: ujawnienie misji albo makabryczna egzekucja.
Misternie snując swoje zeznanie, Verity wspomina własną przeszłość. Opowiada, jak zaprzyjaźniła się z pilotką Maddie, dlaczego ją porzuciła w kadłubie rozbitego samolotu. Na każdym skrawku papieru toczy walkę o życie, mierząc się ze swoimi poglądami na odwagę, porażkę i desperacką nadzieję na powrót do kraju. Czy wystarczy przehandlować wrogowi sekrety, żeby uratować życie?
Książka o „szatańsko skomplikowanej intrydze”, jak to określił „New York Times”, otrzymała Honorową Nagrodę Michaela L. Printza. Kryptonim „Verity”, ekspresyjna powieść o zagrożeniu, determinacji i przetrwaniu, ukazuje, jak daleko mogą się posunąć prawdziwe przyjaciółki, aby przyjść sobie z pomocą

 

 Może ktoś już czytał którąś z nich i może polecić.

 ____________________________________

 

Zdjęcia i treść pochodzą ze strony Matras.pl 
 

środa, 26 czerwca 2013

Coś więcej niż ślad - Paul L. Maier

                                                              Wydawnictwo PROMIC
                                                                   Warszawa 2013 rok


          Czytając "Coś więcej niż ślad" spotkałam się po raz drugi  z Paulem L. Maierem, który jest nie tylko profesorem historii starożytnej w Western Michigan Uniwersity, ale również  interesującym pisarzem,  porywająco wykorzystującym swoją wiedzę z zakresu historii starożytnej i religioznawstwa  w swych książkach.
          Tak się złożyło, że trylogię o  doktorze Jonathanie Weberze, profesorze  Harvardu i wybitnym bibliście,  zaczęłam czytać od końca, czyli od "Kodeksu Konstantyna", o którym pisałam tu
Cała trylogia, do której należy jeszcze "Ślad życia, ślad śmierci" to książki z  gatunku  theological fiction, które oprócz intrygującej  fabuły zawierają sporo  wiadomości historycznych dotyczących początków  chrześcijaństwa jak również ukazują chrześcijaństwo na tle współczesnego nam świata.
          Akcja powieści "Coś więcej niż ślad" toczy się współcześnie głównie w Izraelu, gdzie w  starożytnym mieście, Seforis, dokonane zostaje niezwykłe odkrycie archeologiczne, a do rozszyfrowania znalezionej tam inskrypcji zaproszony zostaje  doktor Weber, który ma przybyć do Jerozolimy z cyklem wykładów na Uniwersytecie Hebrajskim. Zanim jednak Jonathan Weber wyruszy do Izraela wydarza się coś niesłychanego, coś co wydaje się daje niezbite dowody na prawdziwość głoszonej przez jego największego przeciwnika, Melvina Morrisa Mertona,  przepowiedni millenarystycznej zapowiadającej rychły powrót Chrystusa  na ziemię. Otóż na monitorach komputerów na całym świecie pojawia się niesamowity napis "Jezus Chrystus powraca! Bądź gotowy na jego przyjście". Ta informacja obiega cały świat chrześcijański  i niechrześcijański wywołując ogólne zdumienie połączone z niedowierzaniem i konsternacją. A pojawienie się w Izraelu Jeszui ben Josefa, który urodził się w Betlejem z matki Miriam i ojca Józefa a  obecnie wędrując tymi samymi drogami co 2 tysiące lat wcześniej Jezus Chrystus, z dwunastoma powołanymi apostołami,  naucza i czyni cuda staje się powodem ogromnego zamieszania, gdyż do Izraela pielgrzymuje coraz więcej ludzi  i podziałów na tych, którzy wierzą, iż to faktycznie Jezus powrócił na ziemię, po raz ostatni przed ostatecznym przyjściem,  i na tych, którzy nie wierzą podejrzewając mistyfikację.
         Ustalenie prawdy o Jeszui ben Josefie przypada w udziale właśnie bohaterowi książki, doktorowi Weberowi, jako wybitnemu znawcy początków chrześcijaństwa, a na to wyjaśnienie liczy przede wszystkim nie byle kto, gdyż sam papież Benedykt XVI.
          Jonathan Weber, luteranin,  z początku  bardzo sceptycznie podchodzi do boskości Jeszui, a nawet wręcz nie wierzy w nią co doprowadza do poważnego  konfliktu z żoną, która jest przekonana, że jest on faktycznie Jezusem i ma za złe mężowi jego niedowiarstwo.
          By spróbować wyjaśnić prawdę o Jeszui, który zdobywa coraz większą popularność, dzięki mediom transmitującym na cały świat jego nauczanie i informującym na bieżąco o każdym zdarzeniu, Weber doprowadza do powołania grupy dochodzeniowej, która ma ustalić, czy Jeszua to bystry mistyfikator czy też  nowe wcielenie Jezusa Chrystusa. W tym czasie dochodzi do śmierci i uzdrowienia apostoła Piotra,  i to w efekcie przekonuje Jonathana do Jeszui a w konsekwencji sprawia, że informuje on Benedykta XVI, iż Jeszua jest Jezusem i doprowadza do organizacji spotkania ich obu w Rzymie.
            Czy dojdzie do spotkania Jeszui z Benedyktem XVI i jak ono będzie wyglądało oraz czy Jeszua okaże się tym faktycznie za kogo się  podaje dowiecie się z książki, gdy po nią sięgniecie.
A myślę, że warto to zrobić, gdyż jest to bardzo dobra literatura w swoim gatunku, wciągająca swą fabułą z bardzo dobrze zarysowaną i prowadzoną intrygą sensacyjną a nawet kryminalną. Warto podkreślić, że dużą sympatię czytelnika  zdobywają jej bohaterowie czyli Jonathan Weber i jego żona, ale również ich katolicki  przyjaciel, Irlandczyk, Kevin Sulliwan z Watykanu. 
A poza tym mimo, iż opisana w książce  sytuacja nie może się zdarzyć Paul L Maier w znakomity sposób pokazał w niej co działoby się w dobie Internetu i wszechobecnych mediów gdyby Chrystus pojawił się na ziemi. 
             "Coś więcej niż ślad" ma również ogromne walory poznawcze i to nie tylko z zakresu Biblii, gdyż pozwala przypomnieć sobie działalność Chrystusa, ale również z zakresu  geografii gdyż wędrując razem z bohaterami poznajemy Galileę i Jerozolimę.


Za książkę dziękuję  wydawnictwu


   

piątek, 3 lutego 2012

Maroko.)




         Właśnie skończyłam czytać , a czytałam po raz drugi ,  " Maroko" Daniela Eastermana .


 

          Urodzony w  Irlandii w 1949 roku  a obecnie mieszkający  w Anglii. jest autorem trzynastu powieści , które zdobyły uznanie krytyki literackiej.
Niestety na język polski przetłumaczono do chwili obecnej tylko jedną z nich, właśnie "Maroko".
A szkoda, gdyż  z pewnością są to tak interesujące dreszczowce jak "Maroko"

          Bardzo intrygująca fabuła książki trzyma w napięciu od początku do końca.
Mamy tu do czynienia z latami II wojny światowej na terenach Maroka i tajemnicami , jakie po sobie pozostawiła a które w nieoczekiwany sposób wpłynęły na życie współczesnych bohaterów.
         Główny bohater współczesny , były detektyw służb specjalnych ,  Nicholas Budgeon  po samobójczej śmierci żony  podejmuje działania  mające na celu wyjaśnienie przyczyn  tego samobójstwa.
W tym celu wysyła do Maroka , gdzie jego żona się  urodziła  , syna Petera.
Niestety w nieznanych okolicznościach syn i jego dziewczyna zostają tam zamordowani.
Wyjeżdża więc sam i popada w tarapaty, z których pomaga mu się wydostać Francuzka , Justine.
      Więcej  nie będę pisać lecz zachęcam do sięgnięcia po nią te osoby , które lubią ten gatunek.
Nie zawiodą się.