" 2 marca
Snułem się po Nowym Świecie i patrzyłem na wystawy księgarń. Przyznać trzeba, że komuniści wydają dużo, pięknie i tanio. Mówi się, że fałszują klasyków i dlatego mogą wydawać każdego, każdy dynamit myśli i idei. Kto to może sprawdzić? Jak skontrolować, co zrobili lub nie z Faustem, Montaigne'em, Diderotem, Wolterem, Prusem i Świętochowskim? Nie jestem zresztą pewien, czy im się to opłaca, na ogół ufają sile swych komentarzy, przedmów, przypisów, interpretacji.
Oglądanie witryn księgarskich to męka ubocza, życie bez aprobaty. Stałem kiedyś z Antonim Bohdziewiczem na tym samym Nowym Świecie, chcieliśmy przejść przez jezdnię. Obok przesunął się wolno śliczny hillman, za kierownicą siedziała niemłoda, lecz wytworna, wypielęgnowana cudzoziemka. Westchnąłem, na co Bohdziewicz : " Co się pan denerwuje? Po co się gryźć? I tak nie będziemy mieli takich wozów i tak domytych kobiet. Ani pan, ani ja nigdy w życiu..." Czy miał rację? Gdy patrzę na książki, pośród których mnie nie ma, i chyba nigdy nie będzie, wydaje się, że ma. Drąży miejsce mnie wtedy ból zażenowania. Czyżbym był skazany na całożyciowe miejsce stojące przed witryną na Nowym Świecie?"