Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie czytelnicze z półki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie czytelnicze z półki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2019

Przyłączam się do trójki e-pik i w związku z tym prezentuję mój styczniowy plan czytelniczy.




                               W początkach blogowania brałam udział w wielu wyzwaniach czytelniczych i dzięki nim przeczytałam sporo książek, których pewno do dzisiaj bym nie czytała. Później jednak stwierdziłam, że w jakiś sposób ograniczają moją swobodę doboru lektury i pomału zaczęłam się z nich wycofywać. Może i dlatego, że nie zawsze znajdywałam odpowiednią książkę w swojej biblioteczce a zależało mi na tym, by wyczytywać te, które posiadam. Moja biblioteczka od tamtej pory mocno się powiększyła co sprawia, że wybór tytułów jest w niej większy toteż z przyjemnością powracam do reaktywowanego przez sardegnę wyzwania, które kiedyś bardzo  lubiłam i zawsze z dużym zaciekawieniem czekałam na to co też będziemy czytać w kolejnym miesiącu. A więc 


                      i czytamy : książka o górach
książka z duchami (w tytule lub w wątku)
komedia kryminalna

W związku z tym, że chcę połączyć to wyzwanie z czytaniem książek z półki dokonałam przeglądu swojego stanu posiadania



 i początkowo miały to być pokazane na zdjęciu, ale, gdy znalazłam w swym zbiorze Książek Wybranych biograficzną opowieść pt. "Zaginiony w Himalajach"  



postanowiłam wymienić "Dujawicę Marii Kann, którą kiedyś już czytałam na wspomnienia Jamesa Scotta i jego siostry Joanny Robertson.


I tak : komedię kryminalną mam zaliczoną, książkę o górach kończę czytać a przede mną jeszcze duchy, a one pojawią się w "Kolędzie" czyli wigilijnym opowiadaniu Karola Dickensa.

wtorek, 31 grudnia 2013

Szczęśliwego Nowego Roku.



     Udało się! Startuję w Nowy Rok  na nowym sprzęcie. Już będę mogła do Was zaglądać częściej niż do tej pory. Taką mam przynajmniej nadzieję. Podsumowanie swojego blogowania może zrobię na początku stycznia. Dzisiaj tylko mogę się jeszcze pochwalić, że udało mi się osiągnąć planowany poziom 5-ty w wyzwaniu
http://www.wrotawyobrazni.com/2013/01/z-poki-wyzwanie-czytelnicze-2013.html

Wykaz przeczytanych a co za tym idzie odkurzonych książek z własnej biblioteczki jest w zakładce : Książki z półki - przeczytane.


A teraz ponieważ to ostatni dzień w minionym, szczęśliwym co by nie powiedzieć roku 2013, czas na życzenia Nowo Roczne. Mam zawsze z tym problemy więc zwięźle i krótko moi drodzy, którzy do mnie zaglądacie stale i od czasu do czasu :



                    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU


 Niech się ten Nowy -  2014 - Rok dla każdego okaże dobry i pomyślny pod każdym względem, także pod względem liczby zdobytych i przeczytanych książek,


                         a wieczór Sylwestrowy będzie szampański obojętnie gdzie spędzany.


środa, 16 stycznia 2013

Cień ojca - Jan Dobraczyński

      Jan Dobraczyński urodzony 20 kwietnia 1910 w Warszawie w rodzinie inteligenckiej, jako syn Ludwika Dobraczyńskiego, urzędnika, i Walerii z Markiewiczów był autorem licznych opowiadań, szkiców literackich, powieści i wspomnień. Jego twórczość charakteryzowała  się tradycyjną formą narracyjną, a w warstwie problemowej podejmował  tematykę metafizyczną oraz moralną, starając się opierać ją na katolickim nauczaniu moralnym. Pisarz katolicki  dawniej bardzo poczytny chociaż i kontrowersyjny od wielu lat jest  zepchnięty  do tzw. lamusa i dziś w powszechnej świadomości praktycznie nie istnieje. Próba wprowadzenia przez ministra edukacji Romana Giertycha jego książek  do kanonu lektur szkolnych spotkała się ogromnym protestem chociaż jedna z jego najbardziej znanych książek "Listy Nikodema" tłumaczona była  na ponad 50 języków  i w samych niemieckojęzycznych  krajach doczekała się kilkudziesięciu wydań.                
Ks. Łukasz M.Kadziński w swoim "Wspomnieniu o zapomnianym pisarzu " określa  Jana Dobraczyńskiego  słowami "Gorliwy katolik, narodowiec, „polski antysemita” – ratujący dzieci żydowskie, pisarz – uznający tylko jeden sposób oceny rzeczywistości, jakim jest chrześcijaństwo, AK-owiec i polityk, czynnie angażujący się w czasach PRL-u w życie społeczne, przewodniczący znienawidzonego PRON-u i przyjaciel wielu niezłomnych Biskupów – to tylko niektóre z określeń, którymi można go scharakteryzować. Wiele można by zarzucić Dobraczyńskiemu, ale w czasach pseudo bohaterów, politykierów i „małych” ludzi, pozostaje przykładem człowieka oddanego Kościołowi i miłującego Ojczyznę.Wreszcie życie Jana Dobraczyńskiego to okres pracy i dramatycznych wyborów czasów powojennej i komunistycznej Polski."

W tym poście przedstawię przeczytany w ramach grudniowej trójki e-pik  jedną z tych książek Jana Dobraczyńskiego, które oparte były na biblii, a jest nią "Cień ojca"
 



     Jan Dobraczyński(...) podjął się niezwykle trudnego i ambitnego zadania. Zapragnął namalować sylwetkę człowieka, o którym niewiele wiemy z Pisma Świętego, a jeszcze mniej autentycznych wiadomości o nim dostarcza pozabiblijna literatura religijna.Mimo to autor nie zrezygnował z powziętego przez siebie zamiaru(...) zamiaru i już tu można pogratulować wspaniałego sukcesu.(...)
     Z powieści wynika, że autor zna Ewangelię wszechstronnie.Mam tu na myśli nie tylko głębokie refleksje ascetyczne, jego dobrą egzegezę tekstów biblijnych(...), ale także znajomość bieżącej literatury biblijnej.(...)
- tyle z recenzji ks.prof. Stanisława Grzybka
Moja książka wydana została w 1985 roku przez wydawnictwo PAX.


    Józef, gdy go poznajemy, ma 27 lat i mieszka w Betlejem, w ziemi Judzkiej.

    Jest miłującym spokój, bogobojnym,  i bardzo religijnym Żydem, a także dobrym człowiekiem w wieku, w którym powinien już być żonaty, ale on zwleka, jakby czekał na jakiś znak. Żadna z rajonych mu dziewcząt nie zaskarbia sobie jego serca. Niezadowolony jest z tego powodu  jego ojciec, Jakub, stąd ich stosunki są dość chłodne. Jakub pochodzi z królewskiego rodu Dawida i gdy okazuje się, że panujący w Judei Herod, wszędzie wietrzący spisek,  może obrócić się przeciw członkom rodu Dawida radzi  Józefowi, który jest znakomitym i szeroko znanym naggarem, co mogłoby zwrócić na niego uwagę Heroda, by opuścił Betlejem i poszukał sobie żony w świecie. Józef posłuszny ojcu udaje się wpierw do kapłana Zachariasza po radę i tu spotyka Elżbietę, żonę Zachariasza, która radzi mu by udał się do Nazaretu, gdzie mieszka jej siostrzenica, która z pewnością mu się spodoba, i która będzie dobrą żoną. Józef udaje się więc do Nazaretu i tam przy  studni poznaje Miriam.
      Serce daje mu  znać, że Miriam to dziewczyna, na którą czekał. Poznaje jej wuja Kleofasa i osiedla się obok otwierając swój ciesielski zakład. Pokochawszy  dziewczynę  całym swym sercem Józef  prosi  o jej rękę Kleofasa a  ten wyraża zgodę pod warunkiem, że Miriam też tego chce. Gdy Miriam wyraża zgodę, dając mu do zrozumienia, że również go kocha oraz, że wiedziała, iż przyjdzie by zostać jej mężem,  dochodzi do zaręczyn.
     Józef  mimo, iż przeczuwa od dawna, że Bóg chce powołać  go do wykonania jakiegoś zadania z przykrością jednak  przyjmuje to co go spotyka. Wybranie się, bez jego wiedzy, Miriam do ciotki, Elżbiety, która w późnym wieku okazała się być brzemienną, a szczególnie fakt, że Miriam sama wraca od ciotki brzemienna, co tym bardziej go boli, że Miriam dawała mu delikatnie do zrozumienia, że ich małżeństwo nie będzie zwykłym, gdyż ona chce zachować dziewictwo. Czując się oszukany zmaga się  ze sobą, ze swoją zranioną dumą aż do momentu, gdy otrzymuje wyraźny znak, że dziecko, które ma urodzić Miriam, od Boga pochodzi, a on wybrany został na opiekuna ich obydwojga, na cień  Ojca. Po tak wyraźnym znaku Józef z pokorą i ufnością, jako religijny i kochający Boga  Żyd  przyjmuje to co Bóg mu zsyła. Poślubia   Miriam, zabiera ją do swego domu i od tej pory opiekuje się nią, a później narodzonym Jezusem jak własnym synem i chociaż czasem jeszcze zdarza się mu żałować, że to nie jego syn, nigdy jednak nie  buntuje  się przeciwko swemu losowi, z wielką pokorą i miłością poddając mu  się i oddając całe swe życie tym, których Bóg mu powierzył.
     "Cień ojca " to niezwykle interesująco i pięknie  napisana wzruszająca  opowieść o miłości małżeńskiej zwykłej, ubogiej pary żydowskiej, która by  realizować Boże zamiary, odpowiadając  Bogu tak, musiała zrezygnować ze swych ludzkich pragnień. 
Józef i Miriam napotykający na różne trudności życiowe, jak :
- wędrówka z Nazaretu do Betlejem celem poddania się spisowi, gdy Miriam jest przed samym rozwiązaniem, 
-  brak miejsca w Betlejem dla godnych narodzin Jezusa, który przychodzi na świat jako zwyczajne ludzkie dziecko w skalnej pieczarze  służącej  bydłu za stajnię, 
- konieczność podjęcia trudów ucieczki do Egiptu przed Herodem,
przyjmują wszelkie z tym związane niedogodności życiowe z dużą pokorą, modląc się wspierają się nawzajem ufając swemu Stwórcy, że ten ich nie opuści.  
   Nie ma w tej historii rodziny z Nazaretu, opowiedzianej przez Jana Dobraczyńskiego, nic przesłodzonego, przesadnie uroczystego, mamy natomiast  proste a zarazem  piękne, pełne ducha wiary i miłości  rozmowy, jakie toczą Józef  z  Miriam, interesujące  przemyślenia Józefa, i miłość ojcowską jaką Józef otacza Jezusa.
   Książka zawiera  sporo opisów  przybliżających nam znakomicie tereny Judei, Galilei i inne, w których jej akcja  się toczy.
Jan Dobraczyński wykazał się w "Cieniu ojca" ponadto znakomitą znajomością biblii i zwyczajów oraz  sposobu życia Żydów  w czasach okrutnych rządów Heroda. Osadził swą powieść w realiach historycznych tamtej epoki ukazując Heroda, jego dwór i intrygi na nim się rozgrywające.
    Książkę czytało mi się bardzo dobrze, wciągnęła mnie  i zafascynowała dziejami Józefa, takimi jak je widział autor. 
Myślę, że historia opowiedziana przez Dobraczyńskiego potrafi urzec  swą treścią może oczywiście nie każdego, ale wiele osób, szczególnie tych, które szukają  treści religijnych dobrze sfabularyzowanych.

   Książka byłaby idealnym scenariuszem do filmu o Józefie i życiu Świętej Rodziny z Nazaretu.


 Książka bierze udział w wyzwaniach :





i 






oraz 

niedziela, 2 grudnia 2012

Gosta Berling - Selma Lagerlof o szalonym proboszczu.)


źródło
              "Selma Lagerlof,  Noblistka z 1909 roku żyła w latach 1858-1940.Jej ojczyzną była Varmlandia. Folklor tego regionu, życie klasy ziemiańskiej na początku XIX wieku stanowią tło jej pierwszej powieści "Gosta Berling"(1891). Wątki baśniowe, liryzm sag, stylizowane stare opowieści i anegdoty przeplatają się tu z opisami obyczajów wymierającej klasy społecznej, z uwielbieniem dla przeszłości i dla osobowości bohaterów. Bezczasowość poruszanych w utworze problemów ogólnoludzkich oraz oryginalność ich literackiej prezentacji stanowią o aktualności i urzekającej atmosferze powieści tak bardzo prostej i poetycko pięknej." - tyle z załączonej noty do książki.


         Moja książka   wydana w 1974 roku w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich przez Wydawnictwo Poznańskie przeleżała w biblioteczce wiele lat. Podchodziłam do niej pewno ze dwa razy i odkładałam. Musiałam po prostu dojrzeć do tego by ją przeczytać i teraz postanowiłam po nią sięgnąć w ramach aż trzech wyzwań czytelniczych. I zgadzam się z tym co wyżej przytoczyłam; powieść jest niezwykła, urzekająca swą liryką i baśniowością oraz  poetyckim  pięknem .
       Nie zgadzam się  jednak z tym co przeczytałam  na portalu lubimy czytać, że jest to książka dla dzieci i dorosłych. Owszem, konwencja  w jakiej została napisana  sprawia, że czyta się ją jak zbiór baśniowych opowieści, ale tematyka w nich poruszana  i język jakim zostały napisane  z pewnością dla dzieci byłyby zbyt trudne .
      Na książkę składa się  wstęp, w którym pisarka prezentuje nam jej głównego bohatera, czyli Gostę Berlinga, proboszcza pewnej parafii w jakiejś zapadłej gminie zachodniej Varmlandii. Proboszcz ten nie sprostał swoim obowiązkom w trudnej pod wieloma  względami parafii, rozpił się, hulał z kompanami, niedbale wykonywał lub wcale nie wykonywał swoich obowiązków wskutek czego, mając świadomość, że zostanie usunięty z parafii przez biskupa, sam ją opuścił. W ten sposób stał się wyrzutkiem społecznym, taki bowiem los czekał w tamtych czasach w Szwecji  wypędzonego księdza.
Jako błąkający się żebrak, nazywany szalonym proboszczem,  który okradł, by mieć na wódkę, nawet małą dziewczynkę został uratowany z opresji przez majorową z Ekeby, najpotężniejszą i najbogatszą kobietę Varmlandii, która była dobrodziejką całej okolicy. Ta, zdesperowanego, marzącego już tylko o śmierci Gostę zabrała do siebie, gdzie został jednym  z rezydentów w jej siedzibie. Na początku próbował zmienić coś w swoim życiu, osiąść na swoim i utrzymywać się z pracy własnych rąk, zakochawszy się chciał się ożenić, ale gdy ukochana jego zmarła stwierdził, że jako wyklętemu  proboszczowi pozostaje być tylko rezydentem u majorowej.
     I po tym wstępie otrzymuje czytelnik 36 niezwykle poetyckich  rozdziałów, a w każdym z nich  rozgrywającym się w baśniowej scenerii, surowej aczkolwiek pięknej Varmlandii, 36 opowieści, w których wprowadzona przez  Selmę  Lagerlof  narratorka wspomina co się działo w Ekeby przez jeden rok od czasów sławetnej wigilii, na którą Gosta Berling  zaprosił złego Sintrama z Forsu, który jak wszyscy ogólnie wiedzieli miał konszachty z diabłem.Podpisany  przez Berlinga z Sintramem pakt sprawił, że w Ekeby rozpanoszyło się zło, które z czasem objęło całą Varmlandię. Każdy z rozdziałów opowiada inną historię, ale wszystkie łączy jedna postać a jest nią Gosta Berling, który jako człowiek elokwentny, obyty i pełen męskiego uroku był pożądany w okolicznych  towarzystwach, chociaż   pozbawiony  skrupułów uwodził kobiety, i mimo woli przyczyniał się do komplikowania sytuacji,  czyniąc więcej zła niż dobra. A godne zauważenia  jest w tym miejscu, że ziemiaństwo Varmlandii lat 20 - tych XIX wieku , jak nam to książka ukazuje, umiało się bawić. Często i przy różnych okazjach  organizowano bale, na których bywała i bawiła się świetnie cała okolica.
    W "Goście Berlingu" Selma Lagerlof  stworzyła całą plejadę postaci.Postaci intrygujących, charakterystycznych, każda z nich  jest starannie zarysowana i bywa targana silnymi emocjami. Są to postaci mocne, pełnokrwiste i nieprzewidywalne w swoich reakcjach.Zawarła również sporo malowniczych opisów przyrody i miejsc rozgrywania się akcji. Wszystko to sprawia, że książka fascynuje swą niezwykłą  treścią i jej czytanie daje wiele przyjemności. 



Książkę przeczytałam w  ramach  wyzwań:





poniedziałek, 26 listopada 2012

Ojciec Damian - sługa niezłomny





    Nie bardzo wiem, jak ta książka,  wydana w 1985 roku przez Wydawnictwo Pallottinum,  trafiła do mojej biblioteczki. Prawdę mówiąc nie paliłam  się jakoś do jej  przeczytania, ale pomyślałam, że skoro mamy Rok Wiary to warto by poczytać o ludziach, którzy nie tylko żyli wiarą, ale byli jej herosami, a z pewnością wyjdzie  to na dobre dla mojej mdłej  wiary. I się nie myliłam.
   Wilhelm Huenermann, niemiecki pisarz katolicki i zarazem ksiądz, najbardziej znany z biografii rzymskokatolickich świętych, w swej  książce "Ojciec Damian " w  piękny i wyrazisty sposób ukazał niezwykłego pod każdym względem człowieka,  dzisiaj  już świętego,  Józefa de Veuster, Flamanda urodzonego 3 stycznia 1840 w Tremelo w Belgii, który  w wieku 19 lat  wstąpił do Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi w Leuven  przybierając  imię Damian.

    Kim był ten Flamand , którego w 2005 roku  w plebiscycie zorganizowanym przez belgijską telewizję  uznano za najznakomitszego  Belga w historii tego kraju.


   Ojciec Damian  Veuster  urodził się jako siódme dziecko w średniozamożnej, chłopskiej rodzinie, która wychowywała swe dzieci w duchu wiary chrześcijańskiej  i patriotyzmu ucząc miłości do Boga i Flandrii, która była ich ukochaną ojczyzną, a także dbała o ich  kształcenie.  Zaowocowało to poświęceniem się służbie Bogu przez czwórkę młodych Veusterów.  Huenermann  przedstawia Józefa Veustera jako gorącego patriotę, który przeznaczany przez ojca do przejęcia gospodarstwa długo się sprzeciwiał wysłaniu go do szkoły handlowej tylko dlatego, że musiał tam uczyć się mówić po walońsku / Belgia w tym czasie wstrząsały konflikty na tle językowo-kulturowym/. Przyzwyczajony do pracy na roli, którą lubił wykonywać długo opierał się również wyraźnemu i mocnemu powołaniu do poświęcenia swego życia pracy na innej roli niż ta, którą ukochał cały swym sercem. W końcu jednak w wieku 19 lat zdecydował obrać drogę służby Bogu z myślą o tym, że zostanie księdzem. I tu spotkał go na wstępie zawód, gdy usłyszał iż jest za stary na to, by podjąć studia, gdyż może sobie nie poradzić z łaciną, i że w tej sytuacji może zostać tylko bratem zakonnym. Józef obdarzony jednak silną wolą popartą   zdolnościami i samozaparciem podjął się walki o realizację swych marzeń i spełniło się to czego pragnął. Przyjęto go na Uniwersytet w Lowanium / Leuven/. Po ukończeniu studiów zdecydował  się zostać misjonarzem i jeszcze przed konsekracją wypłynął wraz z innymi misjonarzami na Hawaje, by po  długich miesiącach  żeglugi na "Pływającym klasztorze", jak marynarze nazywali statek wiozący misjonarzy dopłynąć do portu w Honolulu. 

      Tam  w  katedrze, 24 maja 1864,  został wyświęcony na księdza i po niedługim czasie objął pierwszą parafię, później następną. Dobrocią wypływającą z ogromnej  wiary jaką przepełnione było jego serce, wiary pełnej pokory, która pomagała mu przetrwać chwile trudne, chwile osamotnienia  i pomagała przełamywać nieufność a nawet początkową wrogość  tubylców,  i która dodawała mu sił by  z ogromnym samozaparciem nie tylko służyć ich duchowemu rozwojowi, ale również  poprawiać ich byt, zdobywał miłość i  wdzięczność tych, do których został posłany. Tu po raz pierwszy spotkał się z trądem, straszną, nieuleczalną w tamtych czasach chorobą, która wykluczała zarażonych nią  ze społeczeństwa ludzi zdrowych. Wszyscy zarażeni trądem byli umieszczani na wyspie Moloka, gdzie zdani jedynie na siebie żyli w przerażających warunkach bez pomocy medycznej. Na Molokai nie było również księdza, mimo, iż i tam byli również  chorzy chrześcijanie, więc gdy Biskup Maigret  poruszył problem konieczności wysłania na wyspę misjonarza Ojciec Damian poprosił  o skierowanie go  tam. Twardy, flamandzki  chłop, silny duchem wiary i ciałem, ale mimo to odczuwający ogromną tęsknotę za pozostawioną Flandrią w tej nowej ojczyźnie dokonał dzieł niezwykłych.
 

W  ciągu 16 lat pobytu na wyspie z trędowatymi był w jednej osobie księdzem, lekarzem i pielęgniarką, a także żywicielem, grabarzem i przyjacielem wszystkich a szczególnie młodocianych ofiar trądu. Przywracał im godność ludzką, dbał o ich dusze i ciała budując razem z nimi kościół i nowe domostwa.
Całe swoje, pełne pokory wobec Boga i ludzi, życie kapłańskie poświęcił służbie Bogu i swoim podopiecznym, a  umierając na trąd, którym się zaraził  zrealizował swoje dziecięce marzenie, by zostać bohaterem, jak Ci, o których nauczyciel czytał im w szkole.



I w nimbie tego heroizmu syn flamandzkiego chłopa 3 maja 1936 roku powrócił po długiej nieobecności  do swej ojczyzny, którą opuszczał z krwawiącym sercem, a  która witała go jak swojego bohatera.

Książka napisana żywym i pięknym językiem w niezwykły sposób  przybliża nam postać wielkiego kapłana, jego zmaganie się z powołaniem, a później całkowite oddanie się i  zaufanie Bogu oraz Maryji , które pozwoliło mu dokonywać  heroicznych czynów.
Zawarte w niej opisy dają również obraz życia w XIX wieku  w walońskiej części Belgii jak również na Hawajach.
Czytałam ją z dużą przyjemnością i chłonęłam emanująca z niej żywą wiarę, jakiej dzisiaj w naszym zeświecczonym świecie trzeba nam bardzo.

Gdybyśmy sobie dzisiaj zadali pytanie na jakie poświęcenie byłoby nas stać  - to jaka byłaby nasza odpowiedź, gdy  zdarza się nie znajdujemy czasu nawet dla najbliższych tłumacząc się brakiem czasu, zagonieniem. A co z naszą pokorą, gdy kieruje nami nasze rozdęte ego wmawiające nam, że to my jesteśmy najważniejsi i że liczy się to co dla nas jest najlepsze, a jeszcze utwierdza w nas w tym świat zewnętrzny.
 
/ Zdjęcia poza okładką książki pochodzą z internetu/

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań :



 i
oraz
 





sobota, 10 listopada 2012

Ostatni brzeg - Nevil Shute.)




     W niedługim czasie po zakończeniu II wojny światowej coraz bardziej dawała o sobie znać rywalizacja radziecko-amerykańska. Był to początek "zimnej wojny", w efekcie której trwał  nieustanny "wyścig zbrojeń", w tym szczególnie w zakresie  posiadania broni jądrowej. Rywalizacja ta niejednokrotnie  stawiała świat w obliczu wojny nuklearnej i III wojny światowej szczególnie w latach 50 i 60 - tych ubiegłego stulecia. Groźba  tej wojny była wówczas całkiem realna i  książka Nevila  Shute napisana przez niego w 1957 roku stała się dramatycznym krzykiem protestu  przeciwko szaleństwu, jakiemu poddawały się światowe  mocarstwa  zbrojąc się w broń nuklearną i przeprowadzając liczne próby jądrowe nie bacząc na to jakie skutki taka wojna przyniosłaby ludzkości.
     "Ostatni brzeg", w którym Shute zawarł straszliwą wizję zagłady ludzkości wskutek wybuchu wojny atomowej  stał się  ostrzeżeniem dla wszystkich i dla tych, którzy by ją wywołali, i dla tych których by  unicestwiła niezawinienie.
    Akcję książki  Shute umiejscowił w Australii, a właściwie w Melbourne i jego bliskich okolicach,  w 1961 lub 62 roku  po wojnie nuklearnej, która kilka miesięcy wcześniej wybuchła na półkuli północnej i trwała niecałe 40 dni. Wskutek złego rozpoznania  agresora, który zbombardował Waszyngton, Stany Zjednoczone zaatakowały Rosję bombardując Leningrad, Odessę oraz  ośrodki nuklearne i wszystko potoczyło się już zarówno błyskawicznie jak i bezsensownie. Do wojny dołączyły Chiny i  północ została zasypana różnego rodzaju bombami nuklearnymi co spowodowało rozprzestrzenienie się potężnego  promieniowania zabijającego ludność chorobą popromienną. Gdy na północy już życie nie istnieje na samym południu Ameryki Południowej, Afryki i Australii ludzie żyją ze świadomością, że za kilka miesięcy również i oni muszą umrzeć, gdyż prądy równikowe mieszając powietrze powodują, że promieniowanie musi wcześniej lub później dotrzeć i tu. 
     Głównymi bohaterami książki są cztery osoby, w tym młode małżeństwo Holmesów, Peter i Mary, oraz Dwight Towers i Moira Davidson. Moira jest córką hodowcy bydła, dziewczyną, która nie widząc przed sobą przyszłości za dużo pije spędzając czas na spotkaniach towarzyskich, do czasu gdy pozna Dwighta. Holmesowie mieszkają na wsi ze swoją maleńką córeczką, Peter jest oficerem łącznikowym australijskiej  marynarki wojennej, a Dwight kapitanem jednego z dwu pływających jeszcze  amerykańskich okrętów podwodnych USA, na który zamustrowany również zostaje Holmes, by razem jeszcze odbyć dwa rozpoznawcze i badawcze rejsy, głównie pod kątem istnienia życia i natężenia napromieniowania na północy. Informacje jakie zdobywają są jednoznaczne; oznak życia na półkuli północnej, a także poniżej równika  brak,  a napromieniowanie utrzymuje się w dalszym ciągu na wysokim poziomie. 
     Mimo zbliżającego się nieuchronnie końca  życie na tym "ostatnim brzegu" toczy się w miarę normalnie, chociaż już doskwierają utrudnienia związane z brakiem benzyny uniemożliwiającym poruszanie się samochodami, funkcjonuje tylko kolej,  a także z brakiem innych potrzebnych artykułów, które już znikąd nie mogą być sprowadzone.Nie ma chaosu ani  paniki, wszyscy spokojnie zajmują się swoimi zwykłymi zajęciami i rozmawiają bez zbytnich emocji  o tym co ich czeka. Mary Holmes zakłada i wyposaża wraz z Peterem swój ogród, ojciec Moiry ogradza  swoją farmę. W mieście odbywa się jeszcze ostatni wyścig samochodowy, a Dwight i Moira, między którymi nawiązuje się coś więcej niż nić sympatii kompletują prezenty dla jego rodziny, gdyż ten żyje nadzieją spotkania z nimi  i wybierają  się po raz ostatni łowić łososie.
    Shute w swej książce  nie epatuje nas emocjami lecz  w zupełnie beznamiętny sposób traktuje poszczególne postaci i dopiero sam jej koniec wzrusza do głębi scenami przechodzenia bohaterów  na drugą stronę zanim choroba pozbawi  ich sił i zdegraduje ich organizmy.
    Być może dzisiaj, gdy wydawać by się mogło taka wojna nam nie grozi, czego jednak   nie do końca byłabym  pewna, już ta powieść nie na wszystkich robi takiego wrażenie jakie robiła  wtedy, gdy została wydana stając się bestselerem, na podstawie której powstał słynny film pod tym samym tytułem. Niemniej nadal poraża swą  realistyczną i dramatyczną wizją zawierającą  przesłanie, które w dalszym ciągu jest aktualne.

Czytałam ją po raz drugi i po raz drugi tak samo wciągnęła mnie jej ponadczasowa fabuła.

Moja książka została wydana przez wydawnictwo Książka i Wiedza w 1975 roku. Na okładce widnieje informacja, że została napisana w 1954 roku, ale gdy szukałam  w internecie wszędzie powtarzał mi się rok  1957 rok dlatego ten przyjęłam..

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań : 










wtorek, 30 października 2012

Ania ze Złotego Brzegu - Lucy Maud Montgomery.)



     Jestem posiadaczką prawie całego kompletu "Ani z Zielonego Wzgórza" od wielu lat.
Evelyn Nesbit, której urodą obdarzyła autorka Anię Shirley

Mój podstawowy, ukochany,  komplet to trzy książki w twardych okładkach,  zawierające po dwa tomy, wydane przez wydawnictwo Nasza Księgarnia w latach od 1971do 1973.
Nie zawiera on niestety dwu tomów, a mianowicie :
"Ani ze Złotego Brzegu" i "Ani z Szumiących Topoli", o których dowiedziałam się znacznie później i dlatego ich nie czytałam.  Po prostu minął na nie czas.
I tak by pewno zostało, gdyby nie sardegna i jej październikowe wyzwanie .

Jednym z etapów wyzwania  miał być autor  naszego  z dzieciństwa . Zastanawiałam się, zastanawiałam, nawet zaczęłam czytać "Emilka dojrzewa " tej samej autorki, ale jakoś mi nie szło i wtedy mój wzrok szczęśliwie się zatrzymał na tym tomiku wydanym przez Naszą Księgarnię  w 1989 roku, ale już niestety bez takiej staranności jaka towarzyszyła poprzednim wydaniom.

I tak znów powróciłam na wyspę Świętego Edwarda, tym razem do Glen, w którym Ania i Gilbert mieszkają w domu nazwanym przez Anię Złotym Brzegiem. Wróciłam, by wejść na chwilę  w życie Ani i jej rodziny. Ania ma piątkę dzieci z czego czwórka przyszła na świat już Złotym Brzegu i właśnie rodzina powiększa się o szóste, dziewczynkę, Bertę Marillę, nazywaną Rillą.
Rozkoszuję się  klimatem Złotego Brzegu stworzonym przez Anię i Zuzannę jej pomoc domową, w którym pachnie ciastem i chlebem pieczonym przez Zuzannę, która jest traktowana nie  jak służąca lecz jak domownik. Rozkoszuję się również ciepłem domowego ogniska, w którym wszyscy się kochają i starają się jak mogą życzliwie  traktować  nawet niezbyt mile widzianą a wiecznie niezadowoloną i zrzędną ciotkę Gilberta, Marię Blythe. Przyglądam się jak dorastają dzieci Ani, jak się zmieniają z wiekiem, jak przeżywają różne smutki i radości, jakie zawierają znajomości  i czego doświadczają w związku z wchodzeniem w świat szkoły i nowych znajomych. Złoty Brzeg to oaza radości i miłości, chociaż czasem zakłócona troskami i smutkami, jak to w życiu bywa, w której jest miejsce również dla ulubieńców domowników, jakimi są kot , Odrobinek,  i kos powracający tu  co roku. Przysłuchuję się plotkom i ploteczkom rozsiewanym przez krąg znajomych  Ani pań, dotyczących żywotnych spraw społeczności,  czyli tego kto umarł, kto się urodził i jaka para ma się ku sobie, a jaka się zaręczyła. Przeżywam również z Anią jej smutek wynikający z chwilowym zwątpieniem w miłość wiecznie zapracowanego męża.

Z dużą przyjemnością przeczytałam kolejną książkę o Ani napisaną przez Lucy Maud Montgomery i zapraszam wszystkie osoby o romantycznej duszy do odwiedzenia Złotego Brzegu w Glen na wyspie Świętego Edwarda.

Książkę przeczytałam również w ramach wyzwań:
  






Każdemu, co mu się należy/od mafii/ - Leonardo Sciascia.) )













Ta niewielka książeczka wydana przez wydawnictwo Książka i Wiedza w 1979 roku przeleżała na półce wiele, wiele  lat aż przyszedł na nią czas.


Rzecz dzieje się na Sycylii w pewnym miasteczku . Aptekarz Manno dostaje anonimowy list, w.którym ktoś mu grozi śmiercią. Wszyscy jego znajomi na równi z nim są mocno zdziwieni, gdyż jest on człowiekiem można rzec bez skazy, który nigdy nikomu nic złego nie zrobił. Mimo pogróżek nie rezygnuje z zaplanowanego polowania i staje się to czego nikt by się nie spodziewał. 23 sierpnia 1964 roku Manno ginie od strzału w plecy, a z nim jego  przyjaciel  doktor Roscio od strzału w pierś. Wszyscy snują różne domysły lecz poza tym, że być może przyczyną  zemsty na aptekarzu był  romans z dziewczyną, która często zachodziła do apteki nic wymyślić nie mogą. Śledztwo  prowadzi miejscowy komisarz policji, ale w obliczu braku jakichkolwiek poszlak społeczność  całego miasteczka sama na własną rękę  próbuje rozwiązać zagadkę dotyczącą  śmierci aptekarza i doktora.
Próbę rozwikłania przyczyn zagadkowych śmierci podejmuje również profesor Laurana, humanista i człowiek "obcy" w społeczności miasteczka , dla którego kluczem do tego staje się  słowo UNICUQUE , jakie zauważył na odwrocie listu, a które pochodzi  z "Osserwatore Romano". Trzeba powiedzieć, że dociekliwy profesor w niezwykle  inteligentny sposób wiążąc  ze sobą swoje spostrzeżenia i uzyskane informacje uzyskuje odpowiedź na pytanie kto zabił i dlaczego, jak również o kogo głównie mordercy chodziło.Nie mając zamiaru o swoim odkryciu informować komisarza  dzieli się nim jednak  z  wdową po jednej z ofiar, doktorze Roscio  i to  niestety nie wychodzi mu na dobre. A ósmego września w święto narodzin Najświętszej Marii Panny prałat Rosello w rocznicę tragicznego zdarzenia  na polowaniu ogłasza zaręczyny wdowy Roscio z jej kuzynem , mecenasem Rosello.


Sciascia w swym dość oryginalnym kryminale, napisanym znakomitym językiem,  z dużą dozą humoru i dowcipu   ukazuje i obnaża społeczność małych  miasteczek sycylijskich w latach 60 tych ubiegłego stulecia . Posługuje  się  w tym celu bardzo wyraziście zarysowanymi postaciami pochodzącymi z różnych środowisk ; miejscowi notable, przedstawiciele kleru, politycy, wszyscy powiązani  mafijnymi układami oraz nie przebierający w środkach w dążeniu do celu.
Książka nie jest jednak li tylko sensacyjną opowiastką, Sciascia bowiem poddaje w niej osądowi funkcjonujący na Sycylii system, który  tolerując mafię działa wręcz przeciwko prawu.

Książka wciąga i czyta się ją z dużą przyjemnością zarówno ze względu na intrygująca fabułę, jak i piekno języka jakim została napisana. 



Przeczytałam w ramach wyzwań:




niedziela, 7 października 2012

Cykl Nadzieja - Krzak gorejący - Sigrid Undset.)



                  W pierwszej części  cyklu Nadzieja , "Gymnadeni", Paul  Selmer z głową pełną ideałów i mrzonek  wkracza w dorosłe życie. Przeżywa pierwszą, niespełnioną miłość i zakłada rodzinę, żeniąc się z młodziutką Bjorg. Rezygnuje z marzeń o geologii i staje się handlowcem. Zostaje po raz pierwszy ojcem i wchodzi w coraz większą zażyłość duchową z Bogiem,  skłaniając się coraz bardziej  ku katolicyzmowi.

Druga część cyklu ,"Krzak gorejący",  ukazuje dalsze losy  Paula i jego już czteroosobowej rodziny , na tle zarysowujących się zmian, do jakich dochodzi w trakcie i po wojnie.

Podczas toczącej się na kontynencie europejskim wojny Norwegia , która pozostaje neutralna przeżywa czas prosperity, również Paulowi , który zarabia na wojnie powodzi się dobrze lecz z czasem sytuacja zmienia się na niekorzyść, wychodzi ze spółki trondhjemskiej, przejmuje zakład obróbki steatytu w dolinie Goudbrand , i  przenosi się z rodziną z Trondhjem  do Kristianii.
W tym czasie  intensywnie przygotowuje się również do przyjęcia religii katolickiej  biorąc udział w katechizacji i prowadząc wewnętrzny dialog z Bogiem, który w przeddzień przyjęcia go w grono katolików staje się przejmująco pięknym wołaniem: "Boże mój, jestem znużony, znużony , znużony wszystkimi krętymi drogami, które sam sobie wyszukiwałem, ażeby uciec przed Tobą.I teraz przychodzę Cię prosić, żebyś mi otworzył, żebyś mi siebie samego otworzył". Gdy sam staje się katolikiem jego marzeniem jest wychować w tej wierze dzieci, Bjorg  będąc protestantką sprzeciwia się jednakże temu zamysłowi. Z czasem staje się to jednak możliwe. Bjorg zachodzi po raz trzeci w, tym razem w niechcianą przez siebie, ciążę i rodzi drugiego syna, który jednakże jako niemowlę  umiera na zapalenie opon mózgowych. Przygnębiona jego śmiercią , za którą się obwinia,  odsuwa się od Paula, a wreszcie korzystając z zaproszenia byłego wspólnika Paula wyjeżdża by odpocząć .
Rozłąka przedłuża się w nieskończoność, gdy Bjorg dostaje się pod przemożny wpływ matki i wraz z nią wędruje po Europie.Po jakimś  czasie  chce rozwodu, ale Paul , mimo że uważa , iż wplątał się niefortunnie w to małżeństwo pozbawione miłości, uznaje trwałość małżeństwa za wartość niezmienną i nie wyraża zgody.
Podczas nieobecności żony  decydując sam o losie dzieci wysyła je do katolickiej szkoły i posyła do pierwszej komunii świętej.
Życie  nie szczędzi mu przykrych doświadczeń zadając  kolejne ciosy ; umiera ojciec i siostra,  zmuszony jest angażować się  w sprawy brata, który popada w tarapaty zdrowotne i finansowe, a także wraca do domu Bjorg,  nie tylko w złym stanie psychicznym, ale na dodatek w ciąży i rodzi niepełnosprawne dziecko. Paul przyjmuje żonę, gdyż uważa, że małżeństwo go  zobowiązuje do tego by się nią opiekować, a jako katolik wybacza jej. Poważne problemy spotykają go również, gdy w jego życiu pojawia się znów Lucy, jego pierwsza miłość, ale to mija i życie toczy się nadal.

 Paul osiągając pełnię  dojrzałości  religijnej i całkowitego zaufania Bogu odnajduje sens życia w wierze  i uczynkach , i staje się jak biblijny krzew  gorejący .


 W cyklu Nadzieja Sigrid Undset opowiada, z sobie tylko właściwym kunsztem,  pięknym literackim językiem i w niezwykle ciepły oraz ujmujący  sposób o zwykłym codziennym życiu bohatera, jego  problemach osobistych i  rodzinnych, zainteresowaniach, a także zmaganiu  się z rozterkami  duchowymi związanymi z  poszukiwaniem  celu w życiu. Porusza temat  nierozerwalności  związku małżeńskiego wynikającej z moralności chrześcijańskiej , i co z tym się ściśle wiąże brania do końca odpowiedzialności  za życie drugich ludzi, czego niestety w dzisiejszych książkach trudno się doszukać. 



Mimo iż akcja obydwu książek w części obyczajowej   jest spokojna , toczy się wolno bez zawirowań, nagłych zwrotów  czytałam je z dużym zainteresowaniem ,  śledząc losy Paula i jego rodziny, wczuwając się w jego sytuację   i chłonąc ten spokój jaki płynął z kart książek.


Trudny  w czytaniu  był natomiast  wątek religijny , który zawiera sporo niezrozumiałego dla zwykłych zjadaczy chleba  dydaktyzmu religijnego,  niemniej dał mi on jako osobie wierzącej sporo do myślenia i pobudził mnie do refleksji nad  stanem własnej wiary i jej realizacji w życiu.


Nie ulega wątpliwości, że cykl Nadzieja to niezwykle mądra i głęboka literatura, która pozwala nam spojrzeć bardziej wnikliwie również na na nasze życie i jego sens, a także na nasze relacje z bliźnimi, gdyż z kart obu książek płynie przesłanie nie tylko do szukających Boga, ale również do wierzących, które może oddziaływać bardzo pobudzająco do ożywiania własnej wiary i do pełnego wprowadzanie wynikającej z niej  zasad w życie.


Jest to moim zdaniem prawdziwie piękna  literatura, a zarazem  świetna literatura ewangelizacyjna dlatego będę do niej wracać niejednokrotnie. 

 


Książkę przeczytałam w ramach wrześniowego wyzwania trójka e-pik

oraz wyzwania "Z półki" 
a także projektu Nobliści.