Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 grudnia 2020

I jeszcze Paulette - Barbara Constantine

 


   
Ta książka zwróciła moją uwagę na odwiedzanych przeze mnie aukcjach na rzecz kotów, które należą do moich ulubionych zwierząt, i które jak się okazało w trakcie czytania też w niej się pojawiają. Przemówiła do mnie - utrzymana w mojej ulubionej tonacji kolorystycznej, klimatyczna i nie narzucająca się zbyt nahalnie na zmysł wzroku - okładka. A opinie o niej przeczytane dodatkowo mnie zachęciły do jej posiadania i czytania.


A wszystko zaczęło się od psa, który niespodziewanie przebiegł przed samochodem wracającemu do domu Ferdinandowi. Ferdinand mieszkający w dużym domu na wsi, od kilku lat wdowiec, właśnie został opuszczony przez syna z rodziną i boleśnie przeżywa rozstanie z Julkami, czyli dwoma swymi wnukami. Boi się samotności a tu nagle spotkanie z psem, w którym rozpoznał psa sąsiadki, odmienia całkowicie jego życie i nabiera głębszego sensu. Ferdinand zaczyna zwracać uwagę na innych, na ich potrzeby a jego duży dom zaczyna się zapełniać kolejnymi współlokatorami stanowiącymi barwną mieszaninę tetryków i młodzieży, wśród której jest miejsce również dla dwu kotów, dwu psów i jednego, osobliwego bardzo, osła.

Historia jaką opowiada w swej książce Barbara Constatntine wydaje się być nieprawdopodobna, mało wiarygodna i dla nas prawie utopijna a przecież ogromnie pociągająca i w tym właśnie jest jej urok, i na dodatek wypływa z niej niezwykłe inspiracyjne przesłanie.Wystarczy się otworzyć na innych, przełamać swoje obawy i opory, i staje się możliwą zamiana przygniatającej samotnej egzystencji na życie we wspólnocie, która może dać nie tyko radość i tak niezbędne oparcie, i to zarówno dla starszych jak i dla młodych, lecz również ma swoje niezaprzeczalne korzyści ekonomiczne.

Powieść "I jeszcze Paulette" napisaną prostym językiem bez emocjonalnych fajerwerków, ale za to z dużą dozą humoru i realizmu czytałam z prawdziwą przyjemnością. To było jak powiew czegoś ogromnie pozytywnego. Czy taka utopia jest możliwa w realnym życiu, w którym odnosimy się z wielką nieufnością do innych? Raczej byłabym tu sceptyczna. Ale fajnie jest na kartach książki spotkać bohaterów, którzy zdobywają serce czytelnika.

Ostatnio coraz rzadziej piszę o przeczytanych książkach. Wena mnie nie rozpieszcza. Ale tym razem chętnie się swą opinią dzielę, gdyż warto takie książki polecać, książki, które nie tylko się się fajnie czyta ale, które na dodatek zarażają pozytywnym nastawieniem do innych ludzi.

środa, 4 października 2017

Dwa Kolibry w ramach jednego wyzwania czytelniczego ...Anatol France i Borys Pilniak.




                       W ramach wrześniowej edycji wyzwania łów słów wyciągnęłam z półki, w której znajduje się zbiór moich Kolibrów, dwie książki, w tytułach których znalazło się  "ar" i obydwie udało mi się przeczytać. A były to :




W związku z tym, że niestety nie mam czasu na rozpisywanie się o nich zamieszczam również  ich opis.




       Obydwie książeczki są, jak to w przypadku Kolibrów bywa, niewielkie objętościowo, ale zawierają klasykę prawdziwie wysokich lotów.  a poza tym obydwie, każda  na swój sposób,  posiadają bardzo interesującą fabułę i z dużą przyjemnością w nie się zagłębiałam.
        Jak sądzę bardziej znana jest "Zbrodnia Sylwestra Bonnard" Anatola France niż "Czarny Książę" Borysa Pilniaka, którego nazwisko do tej pory mi nic nie mówiło, ale obydwie książki może dlatego, że są tak różne wciągnęły mnie swą treścią.

        "Zbrodnia Sylwestra Bonnard" to niezwykle urocza mini powieść, której bohaterem jest stary uczony, bibliofil, którego całym życiem są książki, które gromadzi w swojej domowej bibliotece i marzenie, że kiedyś ukończy pracę nad swoim opracowaniem dotyczącym sławnego opactwa Saint-Germain-de-Pres. W to unormowane życie, jakie Sylwester Bonnard prowadzi w towarzystwie swej nieocenionej gosposi Teresy, wkraczają dwie kobiety i to odmienia jego los. Pierwsza odpłaca mu sercem za serce jakie jej okazał, gdy była w potrzebie, a druga- córka kobiety,którą kiedyś kochał - z czasem staje się jego przybraną córką co osłodzi mu kres życia.

           "Czarny książę" Borysa Pilniaka to zbiór bardzo ciekawych mini opowiadań, a jest ich aż dziesięć, które poza tytułowym zawierają różne historie, których kanwą są ludzkie losy, głównie kobiet. Jest w tych opowiadaniach to co łączy mężczyzn i kobiety. A więc miłość, wierność i zdrada a także odpowiedzialność, ale również jej brak. Są konsekwencje czynów i decyzje z nimi związane. Cała głębia ludzkich uczuć i psychiki. 

            Obydwa Kolibry się doskonale czyta, jest to moim zdaniem uczta dla lubiących dobrą literaturę, piękno języka i również moc wrażeń natury estetycznej. Polecam gorąco....


Ksiązki przeczytałam w ramach wyzwania łów, słów.

środa, 19 lipca 2017

Pan Proust i księgarz z ulicy de Laborde........./środa z książką # 2/


                  W letnie miesiące niestety, z różnych przyczyn,  mam niezmiernie mało czasu na czytanie więc nadal jestem w Paryżu wgryzając się w bardzo interesujące  wspomnienia Celeste Albaret o Marcelu Prouście i latach z nim spędzonych. Z drugiej strony to też nie jest, ze względu na różnorodność wątków jaką książka zawiera, pozycja do szybkiego przeczytania -  chociaż czyta się ją łatwo i z przyjemnością. 

             Dzisiaj więc z okazji spotkania środowego u maknety zamieszczam kolejny  fragment z książki



ukazujący ogromne oddanie jakie cechowało Celeste, która nie miała łatwego zadania opiekując się  żyjącym zupełnie można rzec " na opak" pisarzem, który zamienił noc na dzień i dzień na noc, poświęcając ostatnie lata  życia wyłącznie swemu dziełu literackiemu.

Spodobał mi się szczególnie w tym fragmencie wspomnień księgarz Fontaine, który tak przywiązany był do swego zawodu i książek, że trudno mu się z nimi było rozstawać nawet na krótki czas nocnego odpoczynku.

           Nieraz też prosił, żebym wyszukała jakiś egzemplarz w stosie książek; światło małej lampki było słabe, a górnego światła nie zapalałam z przyzwyczajenia czy szacunku, nawet jeśli na to nie pozwalał, często więc nie mogłam tej książki znaleźć, pan Proust niecierpliwił się trochę i wreszcie mówił :
           - Rezygnuję. Wolę już, żebyś poszła do księgarni i kupiła.
           Szłam zatem do księgarni na ulicę do Laborde, między kościołem Saint-Augustin i bulwarem Haussmanna. Księgarz nazywał się Fontaine. Był stary, nosił małą myckę na głowie i biały kitel. Kochał swój zawód, wydawało się, że nie może się zdecydować na pozostawienie bez opieki swoich książek i nawet w okresie wojny nie zamykał sklepu przed pierwszą czy drugą w nocy. Przychodziłam i mówiłam, co jest potrzebne panu Proustowi; pan Fontaine najczęściej odpowiadał: 
            - Mam to i jeszcze to, ale niestety tej książki, o którą mu chodzi, nie mam. Myślę natomiast, że ta może mu się przydać. Jeżeli nie, proszę ją odnieść.
            Bywało, że wracałam do domu z kilkoma książkami. Wręczałam je panu Proustowi powtarzając słowa księgarza. Pan Proust tymczasem albo już zdążył zmienić temat, jak to się  zwykle działo ze wszystkimi innymi jego zachciankami, albo mi mówił:
            - Byłaby to znów strata czasu. Odłóż to, Celesto. I nawet nie spoglądał na te książki. Nie odnosiłam ich jednak do księgarni; zatrzymywał wszystkie.[*]




Post powstał w ramach 



________________________________________________

[*]Celeste Albaret,"Pan Proust, Wyd. Czytelnik, 1976 r, przeł. E.Szczepańska - Węgrzecka, str.131

środa, 12 lipca 2017

Celeste Albaret o celebracji parzenia kawy dla Marcela Prousta.......



                 Makneta przekształciła  środowe wspólne dzierganie i czytanie na

co oznacza, że głównym wyznacznikiem środowych spotkań u niej będą książki a zatem propagowanie czytelnictwa. Oczywiście mnie ta zmiana bardzo odpowiada, gdyż z robótkami na razie dałam sobie spokój i tak faktycznie tylko czytelnicze hobby u mnie funkcjonuje bez przerw. 
              Dzisiaj  bohaterką mojego posta w ramach środy z książką będzie więc oczywiście książka, ale głównie poprzez jej fragment, który mi się spodobał w trakcie czytania wspomnień  Celeste Albaret o Marcelu Prouście. Więcej o książce "Pan Proust" postaram się napisać, gdy ukończę jej lekturę. 



              Celeste, która od pewnego czasu codziennie przychodziła do domu Marcela Prousta, by pomagać  zajmującemu się nim Mikołajowi, tak wspomina celebrację parzenia kawy dla pisarza, który ogromną wagę przywiązywał do tego by jego codzienna filiżanka kawy była aromatyczna  :


        Zafascynowana patrzyłam, jak po południu Mikołaj przyrządza kawę na śniadanie dla pana Prousta - już wtedy był to nieomal jedyny jego posiłek w ciągu dnia - sprawa parzenia kawy wkrótce miała nabrać dla mnie wielkiego znaczenia.  
        Był to istny rytuał. Przede wszystkim nie wolno było używać innego gatunku niż Corcellet.  I trzeba było po nią chodzić tam, gdzie ja palono, do sklepu w XVII dzielnicy, przy ulicy de Levis,aby mieć pewność, że będzie świeża, dobra i aromatyczna. Filtr był także marki Corcellet i też nie można było zmienić tej marki. Nawet tacka była Corcellet. Filtr napełniało się bardzo drobno zmieloną kawą i aby uzyskać moc, jakiej wymagał pan Proust, woda musiała przechodzić bardzo długo, powoli, po kropelce, a wszystko odbywało się oczywiście nad parą. Trzeba też było dokładnie odmierzyć ilość kawy, żeby wystarczyło na dwie filiżanki - tyle dokładnie wynosiła pojemność srebrnego dzbanka - gdyby pan Proust po wypiciu pierwszej, dużej, miał jeszcze ochotę na drugą filiżankę.
         Ale to nie wszystko. Zazwyczaj pan Proust w przeddzień ustalał godzinę podania kawy i nazajutrz przygotowywało się ją zawczasu, na wypadek gdyby zadzwonił wcześniej. Zdarzało się jednak, że dzwonił później. Jeśli na przykład zapowiedział, że będzie pił kawę - nie określał nigdy dokładnie tej godziny, zawsze mówił około - około czwartej, mógł również zadzwonić dopiero o szóstej, bo postanowił dłużej wypoczywać albo astma męczyła go bardziej niż zwykle i przedłużał inhalacje dymne, które robił zawsze po przebudzeniu. W takich wypadkach, kiedy zapowiedziana godzina mijała, a dzwonka nie było słychać, należało zacząć filtrowanie na nowo, dobrze kalkulując czas, bo gdy woda przechodziła za szybko, albo też gdy kawa zbyt długo czekała na podanie, pan Proust wedle relacji Mikołaja, mówił : "Kawa jest obrzydliwa, cały aromat uleciał".


źródło

_______________

Celeste Albaret,"Pan Proust",wyd. Czytelnik,1976 r.,przeł. E.Szczepańska-Węgrzecka, str.39-40

poniedziałek, 23 listopada 2015

I znów minął tydzień oraz krótko o "Objawieniu" Didiera van Cauvalaerta.



       Powinnam była zamieścić już opinię o przeczytanym czwartym tomie detektywistycznych przygód Jacka Przypadka, bo Pan Getner  mi się delikatnie przypomniał, ale jeszcze jest w trakcie pisania. Nie przychodzi mi to łatwo w warunkach w jakich spędzam tydzień a poza tym przyzwyczaiłam się do pisania bezpośrednio na komputerze i w tej sytuacji jest mi go brak.

 


     Pod względem czytelniczym poprzedni tydzień minął mi na przyjemności poznawania  "Objawienia" francuskiego pisarza Didiera van Cauwelaerta, w którym zabrałam się do Meksyku. Podróż tę odbyłam razem z bohaterką, znaną w Paryżu okulistką, mającą za zadanie zmierzyć się z oczami Najświętszej Marii Panny w odbitym w 1531 roku na szacie Juana Diego swym obrazie.  Juan Diego  ma być kanonizowany, ale jak się okazuje bardzo tego nie chce więc robi wszystko -  oczywiście w sobie tylko możliwy sposób -  co jest możliwe, by Nathalie Krenz, córka Żydówki i katolika z wyboru ateistka, swą diagnozą mu pomogła. Staje się jednak inaczej, a on niechcący przyczynia się do tego, że prawdopodobnie Nathalie powróci do swych marzeń sprzed czasu, gdy zaczęła zajmować się głównie zarabianiem pieniędzy.
Książka jest wielowątkowa. Głównym wątkiem jest w niej podjęcie przez dostojnika z Watykanu próby zaprzeczenia cudowności obrazu Matki Boskiej z Gadelupe a co za tym idzie nie dopuszczenia do kanonizacji Juana Diego, ale jest w niej i romans, który być może ma się szansę dobrze zakończyć jednak nie w Paryżu a w Meksyku, miasto Meksyk trochę jakby od podszewki a także tajemnice Watykanu.
Fabuła jest ciekawie skonstruowana, temat równie interesująco zaprezentowany a przy tym finał zaskakujący. Czytałam "Objawienie" z dużą przyjemnością przy okazji nabywając trochę różnej wiedzy. To lektura, przy której można się świetnie  zrelaksować i ja to robiłam wieczorami.
   
       To tak tylko króciutko o tym co czytałam a teraz znów Was żegnam na cały tydzień życząc, by paskudna pogoda jaka się  zapowiada nie zepsuła nam nastroju.  Ze sobą tym razem zabieram kolejną książkę z moich półek a jest nią  "Kara" Maji Wolny, którą już zaczęłam czytać i prawdopodobnie łyknę  szybko co pozwoli mi na kontynuację "Młodości króla Henryka IV" Henryka Manna.

Kończę jak zwykle ostatnio zdjęciami. Tym razem goście, którzy korzystają z bogactwa orzechów w tym roku, które nadal spadają z orzecha.


piątek, 22 maja 2015

130 lat temu zmarł Wiktor Hugo.......

źrodlo
      

      Dzisiaj mija 130 rocznica śmierci Wiktora Hugo, który zasłynął jako autor, pisaną prawie dwadzieścia lat, epicką  powieścią "Nędznicy". Jak sądzę chyba mało kto powiedziałby, że jej nie czytał a przynajmniej nie oglądał filmu nakręconego na kanwie jej fabuły. Dla mnie osobiście Jeanem Valjeanem zostanie już na zawsze Jean Gabin, który zagrał go w filmie   nakręconym w 1957 roku.

źródło
 
A po raz pierwszy z tą powieścią zetknęłam się w szkole, gdy jako lekturę czytając "Kozetę" wzruszałam się dramatyczną  historią małej Kozety, której los odmienił się dzięki nieznajomemu mężczyźnie. Mężczyzna ten pomógł jej - małej dziewczynce - nieść ciężkie wiadro z wodą, a jak się później okazało przybył, by zabrać ją z miejsca, w którym traktowana była z  okrucieństwem. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że jest to część całości pod nazwą "Nędznicy". Przypomniałam sobie o tej książeczce czytanej w szkole podstawowej po wielu latach, gdy czytałam już całą tę znakomitą, wielowątkową powieść, w której Wiktor Hugo na tle panoramicznego przeglądu XIX wiecznego  społeczeństwa francuskiego ukazał tragiczne losy i przemianę swego głównego bohatera, Jeana Valjeana.

Moi "Nędznicy" 

wydani prze PIW w 1980 roku są niestety siermiężne, ale dzisiaj można nabyć ich sobie nie tylko w estetycznym, ale  i mam nadzieję  trwalszym wydaniu choćby Bellony :



A jakie są Wasze doświadczenia związane z  czytaniem
książek Wiktora Hugo, bo ja niestety jak na razie znam tylko "Nędzników.


_________________________

Zdjęcia książek pochodzą ze strony Selkar.pl

wtorek, 21 kwietnia 2015

Jak przez kota i papugę małżeństwo przestało ze sobą rozmawiać........... "Kot" Georgesa Simenona...



                     Mimo tytułu i tego co widzimy na okładce to oczywiście nie jest książka o kocie i papudze chociaż to ta para odgrywa zasadniczą rolę w intrydze jaką nam w niej serwuje Georges Simenon - francuski pisarz pochodzenia belgijskiego, który był twórcą komisarz Maigreta. Simenon specjalizował się w powieściach detektywistycznych i kryminalnych, ale napisał również kilka innych. Książki te podobnie jak przeczytany co dopiero przeze mnie "Kot" zawierają  pogłębioną analizę psychologiczną i obyczajową.

                    Bohaterami "Kota" są Małgorzata i Emil, para małżeńska będąca w czasie, gdy zaczyna się opowieść, w stanie totalnej wojny. Od pięciu lat nie rozmawiają oni ze sobą a porozumiewają się tylko i wyłącznie przy pomocy karteczek i żyjąc w atmosferze aż dusznej i gęstej od okazywanej sobie niechęci trwają tak obok siebie, ale osobno, drażniąc się nawzajem każdym gestem, każdą intonacją.[*]. Obok siebie, gdyż przebywając w tych samych pomieszczeniach: oglądają razem programy telewizyjne, w trakcie których Małgorzata robi na drutach, korzystają z kuchni chociaż każde oddzielnie, a  także śpią w jednej sypialni. A nawet gdy wychodzą z domu na zakupy to również razem tyle, że jedno za drugim, a bywa również, że śledzą się,  by wiedzieć wszystko o dzisiaj już swym raczej przeciwniku niż małżonku. 


źródło

Żyją tak od wielu lat prowadząc swoistego rodzaju grę, do której się przyzwyczaili, i która im się przez te lata  wcale nie znudziła, a wydaje się  znajdują w tej wojennej grze, w tym ciągłym dokuczaniu sobie jakąś osobliwą przyjemność, która stała się z czasem właściwym sensem ich bycia razem.

                    Małgorzata i Emil to dwoje starszych już ludzi, którzy po stracie pierwszych współmałżonków żyło samotnie w domach naprzeciwko aż do czasu, gdy Emil naprawił Małgorzacie cieknącą rurę. Od tamtej pory ona zapraszała go do siebie i tak się jakoś stało, że tych dwoje pochodzących z zupełnie innych, nieprzystawalnych do siebie światów - ona pochodząca z klasy średniej, właścicielka domów a on zwykły robotnik - pobrało się. W ten sposób doszło do zderzenia nie tylko dwu różnych światów, ale co najistotniejsze dwu zupełnie odmiennych natur i osobowości co od samego początku nie mogło wróżyć związkowi dobrze, tym bardziej, że to Małgorzaty dotykały zmiany w dotychczasowym sposobie bytowania, gdyż do tego czasu  żyła we własnym, nierzeczywistym świecie, który ubarwiała po swojemu. I nagle okazało się, że musi znosić mężczyznę z krwi i kości, hałaśliwego, o ciężkim chodzie, który pali cuchnące cygara i wydziela zwierzęcy zapach[*], bo też  Bouin niczego się dla niej nie wyrzekł, nie podjął żadnej próby, żeby włączyć się w jej świat.[*] A na dodatek nie wprowadził się sam lecz sprowadził przecież na teren tak ściśle strzeżony stworzenie, które ocierało się o meble, jak drapieżnik trze się o pręty klatki, i wpatrywało się w nią uporczywie, nie pozwalając na żadną poufałość nikomu prócz niego samego - swego pana i boga.

     Bo ku jej oburzeniu dla Józefa Emil Bouin był bogiem.[*]
źródło
Józef to kot Emila, który nigdy nie zaakceptował Małgorzaty, a którego ona bojąc się nie znosiła. Podobnie zresztą nie tolerowali się Emil i papuga Małgorzaty. I te oto stworzenia stanowiące kość cichej niezgody od początku  nagle wskutek dramatycznych sytuacji do jakich doszło stały się przyczyną codziennej próby sił w tym tragikomicznym konflikcie, w którym zagłębili się Emil i Małgorzata nie potrafiąc a raczej nie chcąc wyjść sobie na przeciw, lecz przeciwnie wciąż pogłębiając swą  niechęć do siebie ranią się wzajemnie.  A jednak, gdy Emil opuszcza dom Małgorzata nie potrafi sama żyć i doprowadza do jego powrotu, a on wraca, bo również czuje się mimo wszystko z nią nierozerwalnie związany.

                 Nie pamiętam czy czytałam kiedykolwiek  jakiś kryminał Simenona, ale to dlatego, że nigdy nie byłam wielbicielką kryminałów więc nie wiem jakie one są, ale w przypadku "Kota" mogę śmiało stwierdzić, że ta niewielka objętościowo książka jest znakomicie napisana a jej fabuła jest tak skonstruowana, że czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem intrygą, która  wciąga  od pierwszych stron aż po ostatnią. 


Książka pochodzi z mojego niewielkiego zbioru serii KIK.



Oglądałam kiedyś film nakręcony na podstawie tej książki. Film już zatarł mi się w pamięci więc chętnie bym go obejrzała jeszcze raz choćby ze względu na znakomite role Jeana Gabina i Simone Signoret, ale nie mogę go nigdzie niestety znaleźć.
Zdjęcia, które dołączyłam do tekstu pochodzą właśnie z tego filmu. Po przeczytaniu książki stwierdziłam mimo wielkiej miłości do obojga aktorów, że fizycznie nie przypominają oni Emila i Małgorzaty z książki, ale grali natomiast koncertowo. 


Uzupełniam ten post i uzupełniam, ale muszę tu wspomnieć o czym wcześniej nie pisałam, że do nabycia sobie "Kota" i  przeczytania książki zachęciła mnie Lirael swym świetnym postem, który niestety jest jak na razie pozostaje ostatnim wpisem w historii jej bloga Lektury Lirael........myślę, że nie tylko ja czekam na jej powrót.
___________________

*Georges Simenon,"Kot",wyd. PIW,r.1976, przeł. I.Szymańska, str.90-91 


Książka bierze udział w wyzwaniach :
czytamy książki nieoczywiste 
czytamy klasyków

piątek, 6 lutego 2015

Lawendowy pokój czyli w francuskim klimacie Niny George.





                Okładka tej książki, którą przyniosłam z biblioteki, a która już powinna do niej z powrotem trafić, może zwieść. To piękne pole lawendowe widniejące na niej wskazywałoby na to, że treść książki przeniesie czytelnika do Prowansji. Ale chociaż ta Prowansja jest  metą, ku której zmierza bohater "Lawendowego pokoju" to jednak zanim tam dotrze ten kto sięgnie po książkę odbędzie z nim daleką podróż w głąb niego samego i z Paryża na południe Francji, ale nie lądem, lecz co bardziej pasjonujące rzeczną trasą na ......pływającej księgarni. Bo Jean Perdu, mężczyzna w średnim wieku jest  księgarzem i na dodatek  księgarzem szczególnym a to nie tylko dlatego, że jego księgarnia o charakterystycznej nazwie "Apteka literacka" mieści się na barce zacumowanej  na Sekwanie, ale może przede wszystkim dlatego, że zachowuje się on jak aptekarz, który książki traktuje  jak lekarstwo na różne stany ducha swych klientów. Problem leży w tym, że sobie jakoś nie może pomóc, na swoje cierpienie nie potrafi znaleźć książkowego lekarstwa. Gdy odeszła  ta jedyna, ukochana Manon, a było to całe dwadzieścia lat temu poczuł się oszukany, dogłębnie urażony i wtedy zamknął w "Lawendowym pokoju" wszystkie dobre, pełne miłosnych uniesień,  wspomnienia a jego drzwi zastawił regałem z książkami i oddał się  wyłącznie swemu  zajęciu czyli sprzedaży książek pomagając swym klientom w przywracaniu radości życia, by w ten sposób zapomnieć o swoim. Zasklepił się  tak w swym żalu a może jednak egocentryzmie, że list otrzymany od niej, według jego przypuszczeń pełnych banalnych wyjaśnień,  nie otwarty pozostawił w szufladzie stołu w pokoju, który kiedyś ona nazwała lawendowym pokojem. Gdy wreszcie go otwiera pod wpływem  nowej lokatorki kamienicy, w której  mieszka -  Catherine - okazuje się, że list rzuca zupełnie inne światło na powody odejścia Manon i to sprawia, że Jean pod wpływem wewnętrznego impulsu odcumowuje swą barkę z książkami, zabiera ze sobą młodego początkowego literata, który stracił wenę pisarską, dwa koty i wyrusza w wielką, pełną jak się okaże przygód podróż  na południe Ta podróż pozwoli mu zrozumieć dlaczego stało się to co się stało dwadzieścia lat temu, wybaczyć sobie a także, a może przede wszystkim  zamknąć minione dwadzieścia lat i powrócić do normalnego życia, i wreszcie znów z  niego korzystać w pełni u boku nowej miłości i w gronie nowych przyjaciół.

                O książce  zanim ją dojrzałam w bibliotece sporo czytałam, więcej dobrego niż złego.  Zebrała ona w przeważającej większości opinie pozytywne zachęcające do sięgnięcia po nią więc i ja, miłośniczka Francji i  lawendy,  nie  oparłam się temu tytułowi. I moja opinia o powieści Niny George też jest pozytywna, bo ja akurat lubię takie książki, w których spokojna w miarę leniwie tocząca się fabuła  zmierza ku dobremu zakończeniu i pozytywnie nastraja. A taki właśnie  jest "Lawendowy pokój" opowiadający pełną ciepła, kolorów i zapachów a nawet muzyki historię wzbudzających sympatię czytelnika bohaterów, którzy cierpią, zawierają znajomości, przyjaźnią się i kochają.

              Oczywiście "Lawendowy pokój" trudno zaliczyć do literatury wysokich lotów, ale jest to moim zdaniem bardzo dobre czytadło dające odprężenie a na dodatek pobudzające wyobraźnię klimatem odrobiny Paryża a głównie francuskiej prowincji  z jej miasteczkami.
A zatem to książka dla  tych, którzy lubią francuskie klimaty, ale również dla tych, którzy lubią zawarte w książkach mądrości życiowe...tym ich w "Lawendowym pokoju" nie zabraknie, bo akurat jest ich tu aż nadto....może nawet do przesady.
I oczywiście dla moli książkowych plusem są przywoływane na kartach powieści inne książki, mniej lub bardziej znane.


piątek, 2 stycznia 2015

Na każdą książkę powinien nadejść właściwy czas.........




              Czytam teraz rozpoczęty jeszcze w grudniu pożyczony z biblioteki 

i muszę przyznać, że książka bardzo mnie wciągnęła, bo to powieść nie tylko o miłości, ale w związku z tym, że bohaterem jej jest księgarz  sporo  miejsca poświęcone jest książkom, które księgarz traktuje jak środki terapeutyczne na różne problemy. Księgarz doskonale wyczuwa jaka książka może zaszkodzić a jaka pomóc czytelnikowi w konkretnej sytuacji życiowej.  Stąd zdarza się, że nawet nie sprzeda żądanej książki lecz oferuje inną. 
           Fragment, który przytoczę potwierdza moje spostrzeżenia, gdy czytam blogi książkowe młodziutkich czytelniczek...gimnazjalistek, licealistek a nawet studentek, że zbyt wcześnie sięgają po niektóre tytuły, i że nie jest to dobrze, gdyż do do odbioru treści czytanych i to czasem masowo lektur trzeba mieć już pewną dojrzałość psychiczną. Sama tej książki, o której w tym fragmencie mowa nie czytałam, ale sporo na blogach o niej pozytywnych opinii czytałam.




A co Wy o tym sądzicie?

___________________________________

*Nina George,"Lawendowy pokój", przekł.P.Filippi-Lechowska, wyd. Otwarte, 2014 r., str.41

wtorek, 18 listopada 2014

Książki Patricka Modiano - tegorocznego Noblisty - w przedsprzedaży i sprzedaży.



           Jak było do przewidzenia nagroda Nobla dla francuskiego pisarza Patricka Modiano sprawiła, że w księgarniach pojawią się lub już pojawiły wznowione jego powieści.

Matras oferuje w przedsprzedaży trzy, których premiera odbędzie się z końcem,listopada :

-  wydane przez Znak




Nawroty nocy



Decyzja została podjęta. Wyboru dokonał los, Bóg albo historia. To nie jest ważne. Ważne, jak zachowa się człowiek w samym środku okupacyjnego piekła. Może być zdrajcą, bohaterem albo nikim. Rozdarty między dwoma światami, zawieszony na granicy między świadomością a szaleństwem, współpracuje jednocześnie z francuskim Gestapo i ruchem oporu i nie potrafi wyzwolić się z objęć obłąkanej historii.
Modiano z czułością i odrobiną okrucieństwa przygląda się swoim bohaterom. Ze śladów, zapachów i dźwięków próbuje wyczarować przeszłość i wyłuskać z niej prawdę o świecie.



 Willa Triste



Wspomnienie tamtego lata.
Osiemnastoletni Viktor i znacznie od niego starsza Yvonne poznają się nad jeziorem.
W małej francuskiej wiosce pogrążonej w letniej ciszy, gęstej od spojrzeń dwójki zagubionych ludzi, narodzi się ich związek.
Wiele lat później Viktor będzie próbował odtworzyć tamten świat, dotyk ukochanej na swojej skórze i magię zaklętą w słowach, ale im więcej przywołuje wspomnień, tym mocniej powraca niepokój, który drążył go tamtego lata, i coraz bliższy jest odkrycia pewnej tajemnicy.
Powieść Modiano o odnajdywaniu odległego lata, rodzącego się wówczas związku i młodości w latach sześćdziesiątych, niepostrzeżenie zamienia się w podróż w
poszukiwaniu utraconego ja.

- wydaną przez Sonia Draga 


 Perełka


"Dwanaście lat minęło, odkąd nie nazywano mnie już "Perełką", a znajdowałam się akurat na stacji metra Chatelet w godzinie szczytu. Byłam w tłumie pokonującym na ruchomym chodniku korytarz bez końca. Jakaś kobieta miała na sobie żółty płaszcz. Moją uwagę zwrócił właśnie jego kolor, kobietę na ruchomym chodniku widziałam z tyłu. Potem szła długim tunelem, w którym widniały napisy "Kierunek Chateau-de-Vincennes". Staliśmy następnie sztywno w zbitej ciżbie na schodach, czekając, aż bramka na peron się otworzy. Znalazła się obok mnie. Wtedy zobaczyłam jej twarz. Podobieństwo do mojej matki było tak uderzające, że pomyślałam, iż to ona..."      (fragment książki)

Tak się zaczyna historia poszukiwania tożsamości, korzeni, równowagi w świecie narratorki składanym z fragmentów wspomnień na poły rzeczywistych, na poły onirycznych. Element po elemencie czytelnik ów świat poznaje, odkrywa jego cząstki, które stopniowo pozwalają sobie uświadomić, jak nieznośnie tytułowa bohaterka czuje się w swym bycie. Misternie skonstruowana opowieść noblisty, poetycka i wieloznaczna.

A w sprzedaży już jest wydany przez PIW :


Przyjechał cyrk

Nie wiadomo, z jakiego powodu młody bohater powieści zostaje wezwany na przesłuchanie. Wydarzenie to jednak splata jego losy z losami pewnej dziewczyny. Im dłużej ją zna, tym mniej o niej wie. Dzieli z nią codzienność, upływającą na wędrówkach po Paryżu, coraz bardziej obcym i mglistym, i spotkaniach z nieznajomymi, skrywającymi coraz więcej tajemnic. I miasto, i jego mieszkańcy wciąż wydobywają z pamięci bohatera przeszłość. Szczegóły topografii zamiast oświetlać wspomnienia, wywołują uczucie pustki i zerwanych więzi. Wszystkie wysiłki, by ustalić, kim jest dziewczyna, w której się zakochał, aby odgadnąć, kim są mężczyźni, z którymi zaczynają go łączyć niejasne sprawy, zdają się nie prowadzić donikąd.

__________________________________________________________________

Zdjęcia i opisy pochodzą ze strony Matras.pl

piątek, 14 listopada 2014

Carmen - Prosper Mérimée




          Ta niewielka książeczka wydana w mojej ulubionej w dawnych latach serii Koliber postała sobie wśród swoich towarzyszek niedoli



prawie 25 lat. Wydana w 1989 i posiadająca nr 118 roku z pewnością była od razu przeze mnie zakupiona po ukazaniu się jej w księgarni, celem uzupełnienia zbieranej serii i czekała, czekała aż się doczekała, że przyszedł na nią czas. A znajdują się w niej trzy niezwykle wciągające swą intrygującą treścią nowelki Prospera Mérimée, uważanego za  francuskiego mistrza noweli, które to mistrzostwo w pełni potwierdzają. Nowelki te o różnej tematyce łączą pochodzący z odmiennych środowisk a jednak w swych zachowaniach podobnie prymitywni, wyraziście zarysowani i bardzo  ekspresyjni bohaterowie o gwałtownych i namiętnych naturach, które determinują ich postępowanie. Bohaterowie Merime są targani silnymi emocjami i tym emocjom ulegają a to doprowadza w każdym przypadku do dramatycznego końca.

         Tytułowa Carmen, którą myślę jeżeli nie wszyscy to przeważająca większość z nas kojarzy z operą Bizeta, a z której słynna Habanera


przyprawia mnie, gdy ją słucham  o ciarki na skórze, to urodziwa pełna temperamentu, swobodna w zachowaniu a zarazem przebiegła, obrotna i do tego zuchwała i cyniczna Cyganka, do której wielką namiętnością zapałał młody Bask, don Jose. Don Jose służący w pułku dragonów w Sewilli, w którym dzięki upartości  i talentowi awansował na coraz wyższe stopnie i  czekała go dobra przyszłość poddaje się urokowi wyzywająco zachowującej się Cygance, której zachowanie intrygująco dla niego różni się od zachowania Andaluzyjek do tego stopnia, że odprowadzając ją z miejsca przestępstwa do więzienia pomaga jej w ucieczce za co sam tam trafia. Korzystając z pomocy Carmen ucieka jednak i od tej pory staje się człowiekiem wyjętym z pod prawa a nie widząc dla siebie innych możliwości przystaje, za namową Carmen, do bandy przemytników. Fascynacja Carmen przemienia się z czasem u tego impulsywnego Baska w namiętność tak silną, zaborczą,  że gdy Carmen uważając, że nikt jej, wolnej Cygance,  nie może narzucać swej woli i zmusić ją do miłości, gdy jej uczucie wygasło dochodzi do dramatu.

         Czyśćcowe dusze to opowieść o don Juanie de Marana, pochodzącym z bogatego i zacnego rodu w Sewilli hulace i rozpustniku, który wysłany przez ojca na studia do Salamanki  wpada w złe towarzystwo i zamiast zdobywać wiedzę prowadzi hulaszcze życie pełne miłosnych przygód i awantur. Prowadząc, za namową swego kusicielskiego przyjaciela a zarazem mentora, nieuczciwą i  niebezpieczną  grę ze swoją kochanką i jej siostrą doprowadza do dramatycznej sytuacji, w której ginie ich ojciec. To sprawia, że musi uciekać z Hiszpanii,  i aby utrzymać się przy życiu zaciąga się do wojska gdzie  nadal prowadzi rozpustny i hulaszczy tryb życia zapominając zupełnie o swoich rodzicach. Gdy ci umierają wraca i przejmuje majątek, ale trybu życia nie zmienia, a kolejnym jego podłym wyczynem ma być uwiedzenie zakonnicy. Lecz na przeszkodzie tym razem staje mu nadprzyrodzona sytuacja, która sprawia, że don Juan diametralnie zmienia życie.

         Trzecia i ostatnia a zarazem najkrótsza nowelka o tytule Tamango to historia słynnego murzyńskiego wojownika i handlarza  niewolników, który wskutek swej chciwości i niepohamowanej natury sam staje się ofiarą, gdy próbuje odzyskać swoją żonę sprzedaną białemu kupcowi. Wskutek wywołanego na statku buntu niewolników wymordowana zostaje załoga a ster obejmuje Tamango co doprowadza do tragedii.

           Wszystkie trzy historie opowiedziane prostym a zarazem obrazowym i żywym językiem  przez Prospera Mérimée są nie tylko ogromnie intrygujące, są po prostu niesamowite, pełne szczególnego, egzotycznego  uroku, który  ekscytuje i fascynuje tajemniczością a nawet  mistycznością treści oraz kolorytem miejsc stanowiących tło, w którym rozgrywa się ich akcja, a jest nią przede wszystkim zróżnicowana pod względem narodowościowym a co za tym idzie kulturowym i językowym Hiszpania
Mimo iż historie te opowiedziane są wydawałoby się w sposób beznamiętny i powściągliwy to jednak barwne, pełnokrwiste  postaci stworzone przez  Mérimée  poruszają czytelnika swą ogromną ekspresyjnością pozostając na długo w pamięci.
Dlatego też trudno się dziwić, że Bizet sięgnął po Carmen do napisania libretta do swej opery.
 I Dusze czyśćcowe były by świetnym materiałem na libretto operowe. 


Nowelki Prospera Mérimée to lektura, którą znakomicie się czyta ...szczerze polecam....warto.

 
______________________________

Książką tą biorę udział w wyzwaniu  Czytamy książki nieoczywiste.


          

czwartek, 9 października 2014

Patrick Modiano nowym Noblistą.



             Jakoś w tym roku nie zauważyłam na blogach typowań do Nagrody Nobla z zakresu literatury. Chyba, że po prostu coś pominęłam. W każdym bądź razie nie zauważyłam w tym roku żadnych emocji związanych z  przyznaniem tej nagrody w tym roku. A ponieważ sama tymi tematami raczej nie żyję więc pewnym zaskoczeniem była dla mnie informacja usłyszana w telewizji, że dzisiaj właśnie przyznano Nagrodę Nobla i otrzymał ją znów facet, tym razem francuskiego pochodzenia, Patrick Modiano.
Patrick Modiano został uhonorowany przez Szwedzką Akademię za, jak to określono " sztukę pamięci i dzieła, w którym uchwycił najbardziej niepojęte ludzkie losy o odsłaniał świat czasu okupacji". 
 Pisarz w 1978 roku otrzymał nagrodę Goncourtów za powieść " Ulica Ciemnych Sklepików". W Polsce z jego 28 powieści ukazało się pięć :
Ulica Ciemnych sklepików/1981/, Nawroty nocy/1983 r/,  Zagubiona dzielnica/1993/, Przejechał cyrk/1996/, Willa "Triste"/1997/.



Modiano jest bardzo dobrze znany we Francji, ale jak przyznał to sam ogłaszający przyznanie nagrody sekretarz Akademii na świecie nie. I ja również  nie znam nowego Noblisty, ale to co usłyszałam na temat tematyki jego książek sprawia, że tego Noblistę wpiszę  na listę pisarzy, których książki chciała bym przeczytać.

środa, 14 maja 2014

Owoce zimy - Bernard Clavel o starości w czasie wojny.



Książkę, o której będzie ten post nabyłam na allegro przy okazji innych zakupów książkowych. Zazwyczaj przed podjęciem decyzji : kupić, nie kupić staram się cokolwiek przeczytać o książce, by się do niej przekonać.
W przypadku "Owoców zimy", na które padł mój wzrok znalazłam tylko jedną opinię na LC, tylko jedną i nigdzie więcej nic na jej temat. Ta  opinia jednakże sprawiła, że postanowiłam dać szansę Bernardowi Clavel, pisarzowi francuskiemu, który zmarł w 2010 roku, w Grenoble. Niestety w naszym języku na temat pisarza znalazłam niewiele, więc musiałam korzystać z googlowego tłumacza, by cokolwiek więcej o nim napisać,  niż na jego temat można wyczytać na skrzydełku okładki książki wydanej w 1971 roku :


      Bernard Clavel urodził się w departamencie Jura, w rodzinie piekarza ożenionego z kwiaciarką. Rodzina była skromnie sytuowana więc i on pomagał pracując już od 14 roku życia jako pomocnik piekarza. Zanim poświęcił się pracy literackiej imał się różnych zawodów. Był pisarzem lubiącym pisać o prostych ludziach i opisywać  ich  surowe warunki życia. I tacy właśnie są bohaterowie jego powieści "Owoce zimy", stary Gaston  Dubois i jego kilkanaście lat młodsza żona. Akcję książki, która toczy się pomaleńku, bez pośpiechu, w tempie dostosowanym do fizycznych możliwości pary bohaterów, a szczególnie starego Dubois, Clavel osadził w swym rodzinnym departamencie w czasie II wojny światowej, a jego Gaston całe życie był piekarzem, który ciężko pracując wypiekał chleb, z czego był bardzo dumny, gdyż pozwalało mu to utrzymać rodzinę. Czas wojny, która toczy się gdzieś tam, daleko w krajach, o których on nigdy nie słyszał, dla niego i jego żony jest czasem trudnym głównie ze względu na braki w zaopatrzeniu w żywność i opał. On piekarz, który wypiekał smaczne chleby i bułeczki teraz musi jeść chleb z trocin i otrąb a ponadto musi sam zaopatrywać się w opał na zimę co przy zdrowiu jego i żony jest niezwykle trudnym zadaniem, ale jest uparty i chcąc udowodnić, że mimo swych 70 lat poradzi sobie sam nie poprosi o pomoc swego syna, Pawła. Starzy mają bowiem dwu synów, ale starszy Paweł to syn jego i pierwszej żony, a młodszy, Julian, to ich wspólny syn. Oprócz trudnych warunków bytowania i ograniczeń związanych z wiekiem Gaston, który brał udział w I wojnie światowej i uważa ją o wiele straszniejszą niż ta obecna, a także  jego żona trwali by sobie w zgodnej harmonii, gdyby nie to, że wojna nie tylko utrudniła im życie, ale co gorsza podzieliła  rodzinę. A to za sprawą synów, gdyż Paweł trzyma z faszystami robiąc różne ciemne interesy, czym przynosi wstyd ojcu i co wciąż wypomina staremu Dubois żona, a Julian zaś po ucieczce z wojska opowiedział się za generałem de Gaulle i jeszcze na dodatek, gdy wreszcie pojawił się w domu a później przyprowadził narzeczoną, okazała się ona komunistką. To wszystko przygnębia Gastona i sprawia, że każda wzmianka żony o synach go denerwuje, a wtedy unosi się gniewem, co niszczy domową atmosferę.  Wojnę a co za tym idzie wszystkie z nią związane utrudnienia Gaston przyjmuje jako nie zasłużony dopust Boży, bo przecież miał trudne życie, naznaczone ciężka pracą od 12 roku życia a użył w nim tylko tyle co podczas dwuletniej służby wojskowej.
Więcej nie będę zdradzać, szczególnie jak kończy się ta książka, która mimo iż pozbawiona akcji, wydawałoby się rozwleczona w opisach sytuacji, przyrody,  okazała się świetnie czytającym się, przynajmniej dla mnie, wzruszającym studium starości na tle zwykłej, szarej codzienności dwóch bliskich sobie osób, które sporo dzieli, ale jednak więcej wiąże w sposób nierozerwalny, skazanych w trudnym czasie w zasadzie wyłącznie na siebie.
Mogę śmiało rzec, że "Owoce zimy" mnie zauroczyły nie tylko szczerze i realistycznie opowiedzianą historią bohaterów w tym głównie starego Gastona Dubois, który mimo swych wad zaskarbił moje serce, ale również wielkim  urokiem języka, jakim posługuje się w nich Bernard Clavel i żałuję bardzo, że tylko jeszcze jedna książka jego autorstwa /opowiadania/ została przetłumaczona na język polski.

Rzadko to czynię, ale tym razem gorąco polecam tę książkę, to chociaż może trochę gorzka, ale bardzo dobra lektura. Ja przeczytałam ją w półtora dnia/ leżałam w łóżku/.

Jeszcze muszę dodać, że książkę znakomicie przetłumaczyła Anna Tatarkiewicz. 


_____________________________
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań : Czytamy serie wydawnicze...

poniedziałek, 10 marca 2014

Czy zna pan Maronne? - Daniel Boulanger




       Daniel Boulanger to francuski powieściopisarz, nowelista, poeta i scenarzysta filmowy, mający dzisiaj 92 lata, którego twórczość jest bardzo bogata i do tego wielokrotnie honorowana poważnymi nagrodami literackimi. Między innymi jest laureatem nagrody Goncourtów, a za całą twórczość prozatorską w 1979 roku otrzymał nagrodę od księcia Monaco. Ale nie tylko krytyka literacka wysoko oceniała jego prozę - Boulanger, jak wyczytać można z informacji wewnątrz okładki książki wydanej przez Książkę i Wiedzę w 1986 roku, jest bardzo poczytnym i cenionym przez czytelników pisarzem.
Najwyraźniej  sprawiły to cechy jego pisarstwa wymienione w wyżej przytoczonej notce :" wyrafinowane i  przewrotne, mistrzowskie w formie, intrygujące niedomówieniami i zaskakującymi rozwiązaniami, osadzone jest bardzo  wyraźnie w realistycznej obserwacji obyczajowej i psychologicznej".
Te cechy odnaleźć można oczywiście również w mini powieści p.t. "Czy zna pan Maronne?" Maronne to małe nadmorskie miasteczko we Flandrii, które żyje tylko i wyłącznie w sezonie letnim, po za tym sezonem jest puste, wymarłe. I w tym miasteczku, na początku marca zostaje zamordowana przez uduszenie młoda kobieta, Łucja Verane. Akcja książki jest statyczna, zamknięta w czterech ścianach gabinetu komisarza policji, w którym ten  przesłuchuje na okoliczność popełnionego przestępstwa Edwarda Clamerand. Edward  był w Maronne w dniu popełnienia zabójstwa, i przesłuchujący go komisarz próbuje dowiedzieć się co przesłuchiwany robił w Maronne o tej porze roku, ale przede wszystkim nakłonić go do przyznania się do tego czynu, gdyż inni podejrzani w tej sprawie mają niezbite alibi. Edward, z zawodu retuszer fotograficzny, będąc w Maronne faktycznie poznał tam Łucję, ale nie przyznaje się do popełnienia zbrodni. Opowiada komisarzowi o swoim tam pobycie, o poznaniu  Łucji oraz zafascynowaniu się jej osobą, i o sennym Maronne, jakim to miasto jest poza sezonem, ale absolutnie nie potwierdza podejrzeń komisarza. 
     Zaletą książki, której fabuła zbudowana jest na bazie błyskotliwych, niezwykle wciągających czytelnika dialogów prowadzonych przez Edwarda i komisarza, jest inteligencja i nieprzewidywalność ich obu, którzy w trakcie udziału w przesłuchaniu bywa zamieniają się rolami i wtedy nie tylko Edward jest przesłuchiwany, ale w jakimś stopniu i komisarz poddany zostaje swoistemu "przesłuchaniu". Obydwaj bohaterowie, którzy w trakcie przesłuchania jakby zżywają się ze sobą, penetrują swą psychikę dochodząc nawet do wspólnych wniosków w pewnych sprawach, np.w sprawie miłości, szczęścia, czy też śmierci. I kiedy już wydawało mi się, że przesłuchanie jest zakończone i komisarz dotarł do prawdy nastąpił nieoczekiwany zwrot w jego dedukcji, i ta prawda ukazała się w zupełnie innej odsłonie.

     "Czy zna pan Maronne" to prawdziwy majstersztyk sztuki prozatorskiej, który w trakcie czytania pobudzał mnie nie tylko do refleksji nad złożonością i pokrętnością ludzkiej psychiki, intrygował zakończeniem, ale i momentami wywoływał uśmiech na twarzy.

_____________________________

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania : Czytamy serie wydawnicze.....

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Przeczytałam w ramach serii wydawniczej "Koliber".



           Jeszcze w ubiegłym roku w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze. przeczytałam dwie niewielkie książeczki wydane przez Książkę i Wiedzę w serii Koliber i to właśnie o nich  dzisiaj będzie w poście.

           Pierwsza z nich to "Diament wielki jak góra" F. Scotta Fitzgeralda. Książeczka ta   zawiera dwa opowiadania Fitzgeralda, który jak można przeczytać z przypisu wydawnictwa na okładce należy do jednych z najwybitniejszych pisarzy lat dwudziestych ubiegłego stulecia oczywiście. Fitzgerald jak dalej czytamy " jest jednocześnie jednym z pierwszych, który zbuntował się przeciwko swojej epoce i przeciwko społeczeństwu, w którym żył".  Pisarz poddawał w swych powieściach krytyce egoizm i pasożytniczy charakter amerykańskich "wyższych sfer". Robił to poprzez przedstawianie realistycznych obrazów z ich życia. I tego przykładem mogą być te dwie niewielkie formy literackie, które prezentuję.

      Głównym bohaterem "Diamentu wielkiego jak góra" jest pochodzący z klasy średniej miasteczka Hades, położonego nad brzegiem Missisipi, John T Unger, którego wybujałe ambicje  rodziców zaprowadziły do"Świętego Midasa", szkoły, której już sama nazwa wskazywała, że jest to najdroższa i najbardziej ekskluzywna prywatna szkoła męska w całym świecie. Szkoła znajdowała się koło Bostonu a  uczęszczali do niej chłopcy z samych bogatych domów. Dla Johna, który spędzał wakacje u swych kolegów, bogactwo stało się z czasem szczytem marzeń.

Na kolejne ze swych wakacji John zostaje zaproszony przez nowego kolegę, Percy'ego Washingtona, który twierdzi, że jego ojciec posiada diament wielki jak góra. Dziwna to jest posiadłość, położona wysoko w górach i niezwykle silnie strzeżona, której jak się okazało po czasie  nikt, kto do niej trafił, nie mógł już opuścić. Tam John poznaje siostrę Percy'ego, Jasminę, którą obdarza pierwszym w swym życiu uczuciem i to odwzajemnionym, ale równocześnie traci swe młodzieńcze złudzenia, gdyż okazuje się, że bogactwo może zmienić życie w więzienie a nawet go pozbawić.

    W drugim opowiadaniu - "Trudna podróż" - F.C. Fitzgerald opowiada historię pary małżeńskiej, Adriana i Ewy Smithów, która luksusowym statkiem płynie z dziećmi i ich  boną do Francji. On jest wziętym pisarzem ona zaś, o pięć lat od niego młodsza,  elegancką i pełną uroku dwudziestosześciolatką.  Podróż i pobyt we Francji ma ich znów zbliżyć więc Ewa chce, by w czasie tej sześciodniowej podróży z nikim nie zawierali znajomości. Jak to zwykle bywa staje się inaczej. Spokój pary zmąci piękna nieznajoma, która zainteresuje się Adrianem a co za tym idzie wzbudzi zazdrość u Ewy, która omal nie doprowadza do tragedii. Sztorm, w który wchodzi statek wytwarza atmosferę strachu, ale równocześnie pozwoli się przekonać Smithom,  że jednak  są dla siebie najważniejsi.


 

       Drugą z przeczytanych przeze mnie książek, o której dzisiaj wreszcie piszę jest  "Hotel du Nord" Eugene Dabita.
        Eugene Dabit, pochodzący z ludu samouk, to francuski pisarz żyjący na przełomie XIX i XX wieku, który zanim został pisarzem imał się różnych zawodów  a także brał udział w wojnie w 1914 roku jako żołnierz. "Hotel du Nord" uważany jest za jego najlepszą książkę a spopularyzował ją film nakręcony na jej podstawie w 1939 roku. Za powieść tą, w której ukazał trudne życie zwykłych, walczących o przetrwanie ludzi wywodzących się z klasy robotniczej Dabit otrzymał jako pierwszy pisarz nagrodę populistów.
        W "Hotelu du Nord" pisarz opowiada jakby historię własnej rodziny, własnego ojca i matki, którzy stali się faktycznie właścicielami Hotelu du Nord nad kanałem Saint - Martin i prowadzili go przez wiele lat, do czasu, gdy musieli go w związku z wywłaszczeniem zlikwidować, by na jego miejscu mogły zostać pobudowane biura.
Hotel ten, skromny a przez to niedrogi, stawał się czasowym schronieniem i domem dla tych, którzy przybywali do Paryża w poszukiwaniu pracy zasilając jego doły społeczne. Wśród jego mieszkańców przewijali się robotnicy, praczki, pomywaczki i służące. Przygarniał młode małżeństwa i pary kochanków, był co za tym idzie świadkiem miłości, ale i dużych dramatów szczególnie młodych dziewcząt, które idąc za głosem serca ponosiły później konsekwencje nieformalnych związków. Tu wracano po pracy do wynajmowanego pokoju, stołowano się i prowadzono życie towarzyskie. A właściciel z żoną uczciwie zarabiający na niezbyt bogate utrzymanie rodziny starali się wytwarzać  dobrą, prawie domową,  atmosferę. Tak widział to sam autor oczami dziecka, którym w tym czasie był.
        "Hotel du Nord" to interesujące studium nędzy i szarości życia ludzi pozbawionych perspektyw w dużym mieście w dobie industrializacji. 

 

    F.S. Fitzgerald i Eugene Dabit  w przytoczonej przeze mnie prozie przedstawiają dwa diametralnie różne światy, światy które łączył tylko mniej więcej ten sam czas, w którym występowały.

______________________________

 Książki przeczytałam w ramach wyzwań : Czytamy serie wydawnicze....Koliber i Trójka e-pik.

niedziela, 28 lipca 2013

Requiem dla młodego żołnierza. Monte Cassino - Renee Bonneau.)



Wydawnictwo PROMIC - Warszawa - 2012 rok
przekład : Anna Leszczyńska-Woyna

       Wreszcie i u mnie post recenzyjny, którego tym razem przedmiotem jest niewielka objętościowo książka Renee Bonneau, autorki powieści historycznych. Książka ta przyciągnęła mój wzrok już samą okładką w kolorze sepii, na której pokazany jest młody żołnierz w niemieckim mundurze. To nie okładka jednak była powodem tego, że wybrałam ją sobie właśnie z oferty PROMIC lecz tytuł sugerujący, że opowiadać będzie o losach młodego żołnierza, który brał udział w słynnych walkach pod  Monte Cassino we Włoszech, w roku 1944. W walkach tych szczególnym bohaterstwem odznaczyli się polscy żołnierze, zdobywając po morderczej walce i ponosząc wiele ofiar w dniu 18 maja klasztor na Monte Cassino, w którym ukrywali się Niemcy. O czym zresztą wspomina autorka nazywając Polaków "niezłomnymi żołnierzami". Szkoda tylko, że żołnierze ci zostali haniebnie potraktowani przez własną ojczyznę, dla której się wykrwawiali, a  w której po wojnie nastały nowe porządki, im wrogie.
      Walki o klasztor Monte Cassino  są jednakże  w książce jedynie tłem dla opowieści snutej przez ojca Matteo, zakonnika z opactwa cystersów w Casamari, w którym Niemcy utworzyli szpital dla swoich rannych żołnierzy. Zakonnicy opiekują się swymi wrogami z całym oddaniem wykonując wszelką niezbędna posługę łącznie z pochówkiem połączonym z modlitwą w ich intencji. Dla nich nie są to  wrogowie lecz ludzie niejednokrotnie przywiezieni w stanie krytycznym, straszliwie okaleczeni a  więc  potrzebujący pomocy i troski. Ojciec Matteo jest oprócz niemieckiego pielęgniarza  jedyną osobą  potrafiącą porozumieć się z rannymi w ich ojczystym języku co sprawia, że może im przynosić dodatkową ulgę w cierpieniu i robi to podtrzymując na duchu szczególnie umierających. Silnie emocjonalna  więź nawiązuje się między nim a młodziutkim Austriakiem, który poważnie ranny w klatkę piersiową trafia do klasztornego szpitala. Austriak okazuje się  być wrażliwym, wykształconym  muzycznie i nie tylko chłopcem, który wbrew swej woli został powołany do wojska, by wziąć udział w tej strasznej wojnie, która po każdej  stronie zabierała mnóstwo istnień, a przy końcu  coraz młodszych, gdyż jak wiadomo Hitler wysyłał na wojnę wówczas prawie dzieci jeszcze. Ojciec Matteo poświęca mu  każdą wolną chwilę prowadząc z nim rozmowy o muzyce i sztuce a także słuchając wspomnień Franza o Wiedniu, Akademii Muzycznej i profesorze, który uczył go grać na wiolonczeli i o wiolonczeli, którą mu ten profesor zostawił na przechowanie przed opuszczeniem Wiednia. Sam opowiada  mu w swym ojczystym języku o pięknie wsi i miast w Toskani  co  Franz odbiera jak szmer cudownej  muzyki, która daje mu ukojenie w cierpieniu a także przynosi mu książki z klasztornej biblioteki.
     Ze wspomnień Franza wyłania się również obraz walk o klasztor Monte Cassino, obraz zniszczenia jaki dokonały naloty alianckie likwidując nie tylko opactwo, ale  jeden z najpiękniejszych zabytków kultury włoskiej a także obraz nastrojów panujących wśród żołnierzy, które w niezwykły sposób były wyciszane przez kapelana katolickiego.
     Dla Franza, który mimo starań zakonników o pomoc z zewnątrz tej pomocy nie dostaje, nie ma przyszłości i ojciec Matteo nie mogąc znieść myśli o jego coraz większym cierpieniu  podejmuje kontrowersyjną jak na zakonnika decyzję.

     "Requiem dla młodego żołnierza. Monte Cassino" to niezwykła lektura przepojona smutkiem, pobudzająca do refleksji nad losem tych, którzy nie mając w zasadzie wyboru oddawali swe młode życie dla idei, która nie była ich ideą, oddawali je tylko i wyłącznie dla przedłużenia utrzymania władzy w rękach Hitlera i jego otoczenia. Renee  Bonneau wykorzystała dla swej interesującej a nawet mogę śmiało rzec fascynującej opowieści z czasów II wojny światowej grób młodego żołnierza, który dziwnym trafem znajduje się na cmentarzu opactwa cystersów w Casamarii w Abruzji, gdy wszyscy pozostali jego koledzy spoczywają na cmentarzu wojskowym w Caira, u stóp góry, gdzie zginęli.

      Książka napisana ładnym literackim aczkolwiek przystępnym językiem / uznanie za staranne tłumaczenie / wciągnęła mnie bardzo swą treścią i nie tylko poruszyła mną do głębi, ale dostarczyła również dodatkowej wiedzy na temat walk pomiędzy aliantami a Niemcami we Włoszech w 1944 roku i tego co się tam działo już po zdobyciu Monte Cassino. Należy ona do tych pozycji, do których będę wracać z przyjemnością.

Książkę przeczytałam dzięki Pani Agnieszce z wydawnictwa

 i w ramach wyzwań: