Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 grudnia 2019
Cytat na dzisiaj.....
"To nadzieja jest silnikiem. Kiedy ją mamy, mobilizujemy się, kiedy się kurczy, to nie ma siły, bo nie widzisz przed sobą światłości".
To słowa ks. Józefa Krawca z wywiadu jakiego udzielił Marcie Brzezińskiej - Waleszczyk z portalu Aleteia.
piątek, 15 listopada 2019
"Święta z kardynałem" F.Flagg, we fragmencie, który mnie ubawił....
Jestem w trakcie czytania, w ramach listopadowej odsłony wyzwania trójka e-pik, przeuroczej powieści Fanny Flagg
i doszłam do fragmentu, który mnie szczerze rozbawił.
Oto główny bohater Oswald, chcąc utrzymać trzeźwość w nowym środowisku, w którym się znalazł, zapytał znajomego o spotkania grupy AA i oto co z tego wyszło :
Oswald powiódł wzrokiem po pokoju. Siedziało w nim sześciu lub siedmiu mężczyzn, którzy na jego widok uśmiechnęli się i skinęli przyjaźnie głowami.
Pan Krause wskazał mu krzesło.
- Gdzie pański instrument, panie Campbell?
Oswald pomyślał, że się przesłyszał.
- Słucham?
Rozejrzawszy się po sali po raz drugi, zauważył, że obok zajętych krzeseł stoją futerały, z których siedzący na tych krzesłach mężczyźni wyjmowali właśnie akordeony. Jednak dopiero kiedy do pokoju wszedł kolejny facet z czarnym pudłem i naręczem nut, Oswald uświadomił sobie, że trafił na spotkanie Alabamskich Akordeonistów!
Odwrócił się do pana Krause.
- Ach tak, mój i nstrument... Nawalił, w pewnym sensie. Dzisiaj chyba po prostu sobie posłucham.
- Szkoda. - Ed Krause był wyraźnie rozczarowany. - Przydałaby się nam swieża krew.
Oswald usiadł w kącie i słuchał. Przesiedział tak kilka polek i bardzo ładną, żwawą wersję "The Poor People of Paris", zanim nadeszła pora umówionego spotkania z Butchem. Kiedy Butch zapytał go na dole, jak było,Oswald odparł po prostu "
- W porządku.
Wracając do domu, zastanawiał się, co jest gorsze : życie alkoholika czy życie akordeonisty. Nie umiałby tego rozstrzygnąć.
__________________
Fannie Flagg,Święta z kardynałem,wyd.nowaproza,W-wa 2011r.,przeł.W. Szypuła,str.108-109
wtorek, 23 kwietnia 2019
Post na Światowy Dzień Książki......
Mnie książki towarzyszą od dzieciństwa, ale zbierać je zaczęłam dopiero, gdy poszłam do pracy a było to w 1969 roku. I wtedy faktycznie dużo ze swej dość marnej pensji wydawałam na książki, ale wtedy trudno było o książki....trzeba było zadać sobie trudu, by kupić tę, którą chciało się posiadać, bo ja jak profesor Krawczuk, którego książki też mam", po prostu lubię je posiadać".
Później nastąpiła przerwa w powiększaniu zbioru aż do momentu, gdy założyłam blog. Przez siedem lat blogowania zbiór rozrósł się bardzo a ja zaczęłam wpadać w nałóg kupowania książek, który to nałóg dzisiaj troszkę okiełznałam, ale nadal nie potrafię się powstrzymać od drobnych zakupów.
A moja biblioteczka porozrzucana po całym domu, której 2/3 widać na zdjęciach, wciąż nie może się doczekać uporządkowania.
piątek, 12 kwietnia 2019
"Ich umysły były planetami na prywatnym niebie...." Janet Frame we fragmencie powieści "Twarze w wodzie".
Po przeczytaniu trzech tomów wspomnień Janet Frame
sięgnęłam po jej powieść " Twarze w wodzie", którą kończę właśnie czytać. Nieżyjąca już nowozelandzka pisarka, która osiem lat spędziła w zakładach psychiatrycznych w Nowej Zelandii, z diagnozą schizofrenii, w swej znakomitej powieści ukazała porażający obraz lecznictwa psychiatrycznego w jej czasach i bolesnej samotności z jaką jej bohaterka musiała się zmagać w bezdusznym świecie szpitalnych oddziałów. O samej książce napiszę, gdy skończę czytać a dzisiaj tylko zamieszczam fragment książki w piękny i poruszający sposób ukazujący tych, którzy byli towarzyszami jej niedoli w miejscu, gdzie nie było ludzi, tylko jednostki ludzkie.
![]() |
|
____________________________________________________________________________________
|
piątek, 29 marca 2019
Czwarty piątek w Wielkim Poście.....Roman Brandstaetter o cierpieniu.
![]() |
| źródło |
Obraz ten powstał w latach 60 tych XVII wieku a za pośrednictwem francuskiego filozofa Denisa Diderot trafił w 1766 roku, wśród wielu innych kupionych przez niego dzieł innych znanych wówczas malarzy, na dwór carycy Katarzyny II i obecnie znajduje się w mieszczącym się w pięciu pałacach nad brzegiem Newy Ermitażu, w Petersburgu.
Nie znam tego dramatu Romana Brandstaettera, ale jak pisze O. Krzysztof Dorosz w swym artykule " Brandstaetter niezwykle ciekawie przedstawia drogę Rembrandta, która jest droga marnotrawnego syna, wiodącą poprzez upokorzenie, zlekceważenie, całkowitą klęskę do odnalezienia wielkich wartości". A przytoczony przez niego fragment rozmowy matki z malarzem znakomicie zachęca do jej przeczytania.
Cornelia: Powiedz mi, synu, czegoś ty szukał na szerokim świecie?
Rembrandt: Światła szukałem, matko.
Cornelia: Czy znalazłeś światło, synu?
Rembrandt: Tak, matko. Tutaj znalazłem. W Lejdzie.
Cornelia: Więc dlaczego odszedłeś od nas, synu najukochańszy?
Rembrandt: Musiałem dojrzeć do tego światła, matko.
Cornelia: Jak się dojrzewa do prawdziwego światła, synu?
Rembrandt: Trzeba bardzo cierpieć, matko.
Cornelia: Bardzo cierpiałeś, synu?
Rembrandt: Bardzo cierpiałem, matko.
Cornelia: Czy warto było cierpieć, synu?
Rembrandt: Warto było cierpieć, matko.
wtorek, 26 marca 2019
Takie tam sobie wiosenne .......
Gdzie kwitnie kwiat – musi być wiosna, a gdzie jest wiosna – wszystko wkrótce zakwitnie.
A w tym roku wiosna przyszła o dwa tygodnie wcześniej niż zwykle....
I dobrze nam z nią......czyż nie.....
A ja powróciłam do swojej starej nazwy....i znów jestem natanną.
środa, 13 lutego 2019
Walentynka Betsaby .........
"Więc dobrze, rzucę w powietrze Biblię, jeżeli upadnie otwarta, to Boldwood, zamknięta -Teddy. Ale nie, nie, nie jest bardziej możliwe, że upadnie otwarta. A więc otwarta - Teddy, zamknięta - Boldwood.
Biblia zatrzepotała w powietrzu i upadła zamknięta. Betsaba lekko ziewnęła i bez namysłu, z całym spokojem zaadresowała walentynkę do Boltwooda.
A teraz, Liddy, zapal świecę. Jaką pieczęć wybierzemy? Na tej jest głowa nosorożca, nic szczególnego. A to co? Dwa gołąbki? Nie, to musi być coś niezwykłego, prawda , Liddy? Tu jest pieczęć z jakimś zabawnym napisem , ale nie mogę go odczytać. Spróbujemy ją odcisnąć. Jeżeli się nie da, to weźmiemy inną.
Przyłożyła dokładnie dużą czerwoną pieczęć i gdy wosk był jeszcze gorący, przysunęła ją bliżej oczu, by lepiej odczytać.
Wspaniale! - zawołała z dziecinną pustotą, rzucając list - To rozśmieszyłoby nawet uroczystego proboszcza i jego ministranta.
Liddy spojrzała na słowa wyciśnięte na pieczęci i przeczytała.
Ożeń się ze mną!
Tego samego wieczora list został wysłany; w nocy przyłożono na nim stempel urzędu pocztowego w Casterbridge, a nazajutrz rankiem powrócił do Weatherbury.
Tak oto bezmyślnie i bez zastanowienia dokonano owego czynu. Betsaba dobrze znała miłość z opowiadań. Osobiście nie miała o niej żadnego pojęcia". [str.114]
"W Dniu Świętego Walentego o zmierzchu Bolwood zasiadł jak zwykle do kolacji przed kominkiem, na którym płonęły szczapy starego drzewa. Przed nim na kominku stał zegar pod rzeźbionym orłem z rozpostartymi skrzydłami, a na skrzydłach orła leżał list Betsaby.
Do niego raz po raz biegło spojrzenie samotnego mężczyzny, aż duża czerwona pieczęć odbiła się krwawą plamą w jego źrenicach; podczas posiłku, mimo że wzrok jego nie sięgał tak daleko, widział w wyobraźni wyryte na kartce słowa :
Ożeń się ze mną!
Ten zuchwały rozkaz był niby kryształ, który aczkolwiek sam w sobie bezbarwny, przybiera kolor otaczających go przedmiotów. Tu w zacisznej bawialni Boldwooda, gdzie wszystko, co niepoważne, wydawało się obce i niewłaściwe, gdzie przez cały tydzień trwała atmosfera purytańskiej niedzieli, list wraz z tym napisem tracił swoje pierwotne bezmyślne znaczenie i zapożyczał od nowego otoczenia jakiejś uroczystej powagi.
Od chwili gdy rankiem otrzymał ową przesyłkę, Boltwood czuł, że dotychczasową harmonię jego życia zaczyna powoli mącić przeczucie jakiejś idealnej namiętności".[str.115]
Thomas Hardy "Z dala od zgiełku",Nasza księgarnia, r. 2015,przełoż.R. Czekańska-Heymanowa
Zdjęcie z filmu pochodzi ze strony Filmwebu.
piątek, 7 grudnia 2018
Grudniowy poranek na moich zdjęciach i we fragmencie prozy K. Siesickiej.
Grudniowe, mroźne poranki mają niezaprzeczalny urok i są bardzo fotogeniczne. Warto więc wyjść o poranku, w taki dzień, gdy słońce wstaje i daje zjawiskowe efekty, z aparatem. A także, by pooddychać świeżym, bo mroźnym powietrzem. Nie zawsze się mi to udaje, ale tak było właśnie wczoraj.
Tymczasem przyszedł grudzień. Kocham grudniowe poranki, pierwsze przymrozki, żałosne drzewa bez liści. Każdy miesiąc cieszy mnie z innych przyczyn, ale tylko grudzień - wzrusza.
fragment z "Zapałki na zakręcie" Krystyny Siesickiej
Jak można nie kochać takiego grudnia, gdy róże jeszcze w ogrodzie.....
środa, 18 lipca 2018
Deszcz, deszczowe wspomnienia i deszczowy cytat ........
Niże napływają na nasze niebo i ogród tonie w deszczu, a jak na razie nie zapowiada się na to, że sytuacja baryczna się zmieni i zaświeci na nim znów słońce.
Pamiętam jednak takie lipce z młodości, z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Kończyło się to wtedy zazwyczaj wylewem Dunajca, po którym niebo znów jaśniało blaskiem słonecznym.
Ale wtedy lubiłam ten deszczowy czas....były wakacje i w modzie były gumowe kalosze oraz parasole, więc każdy z nas wypatrywał deszczu, jak kania. I gdy tylko zaczęło padać, a mam wrażenie, że to jednak były innego rodzaju opady, że nie było tak przytłaczająco ciemno, jak obecnie, każdy ubierał swoje kolorowe kalosze a do ręki brał parasol i paradował po mojej miejscowości, która w tamtych czasach miała wczasowy charakter. I oczywiście ja również w tym brałam udział. A może we wspomnieniach wszystko inaczej wygląda?
Już bywało o deszczu na moim blogu. Nawet fragment ze "Stu lat samotności" się pojawił. Tym razem poszukałam w wikicytatach i pod hasłem "deszcz" znalazłam cytat, który mi się niezwykle spodobał :
Deszcz to wróg milicjanta. Zmywa wszelkie ślady niczym sprzymierzeniec mordercy. Należałoby właściwie oddać deszcz pod sąd.
I w ten sposób poznałam autorkę polską kryminałów, o której pojęcia nie miałam. Trudno się jednak dziwić, gdyż kryminały czytuję rzadko, a na blogach, na których panuje tylko współczesna literatura kryminalna i wciąż skandynawska, a z polskich autorów kryminalnych przewija się tylko kilka nazwisk, się również z nią nie spotkałam. A okazuje się, że Anna Kłodzińska, bo to o niej mowa, była płodną pisarką i ostatnią książkę wydała w 2010 roku.
Przytoczony cytat pochodzi z powieści wydanej w 1958 roku p.t. "Srebrzysta śmierć".
A może ktoś czytał kryminały Anny Kłodzińskiej?
Na Selkar.pl można spotkać jej kilka książek wydanych w serii : Najlepsze kryminały PRL.
A deszcz nadal pada.......raz słabiej, raz mocniej, przechodząc w ulewę.....Mam nadzieję, że tym razem nie zakończy się to powodzią...
Kto lubi deszcz????
środa, 11 lipca 2018
"Ważne było lustro i korale". Wołyń 1943.......
Kilka dni temu skończyłam czytać
W książce tej znajdują się między innymi fragmenty mówiące o tym co działo się na Wołyniu w 1943 roku. Chciałabym o tej książce napisać post ....może mi się uda, a dzisiaj by zwrócić uwagę na to, że 11 lipca jest dniem, w którym szczególnie przypominamy tamten czas, by to co się wydarzyło nie poszło w zapomnienie, cytuję krótki fragment, który nie zawiera drastycznych opisów, lecz wiele mówi o atmosferze tamtych dni.....
Marfa miała rację, że nie chciała dłużej zostać.
I nie było sensu jej zatrzymywać.
Wiktoria objęła ją, ucałowała, wynagrodziła, czym mogła, podziękowała za dotychczasową służbę i życzyła, by ją Bóg błogosławił. Marfa rzuciła się do całowania rąk Wiktorii. Rozstały się w zgodzie. Trudno jednak było odgadnąć, co tak naprawdę myślała Marfa, gdyż odchodząc zapytała :
- Pani...A jakby tak...no, jakby się co stało, to czy ja mohu prijmati zierkało z sałona?
Wiktorii mróz przeszedł po kościach, ale odparła :
- Tak, niech Marfa weźmie.
- I te korale. Czerwone, co wiszą w sypialni.
- Tak, i te korale.
- Marfa zaczęła się rozglądać, co by tu jeszcze wziąć w razie czego, ale Wiktoria zirytowana powiedziała :
- Niech Marfa już idzie. Jak mnie zabiją, to niech Marfa bierze, co chce. Nic mi już wtedy nie będzie potrzebne.
Marfa ukłoniła się nisko, przeżegnała prawosławnym krzyżem i poszła, oglądając się co parę kroków.
To rozstanie pozostawiło w Wiktorii niesmak i żal. Tyle dobroci, tyle serca okazanego Marfie i jej rodzinie nie liczyło się w ostatecznym rozrachunku. Ważne było lustro i korale. I przekonanie, że Wiktoria i jej dom tak czy inaczej skazane są na zagładę.
Myślała o tym kilka dni, nie mogąc się zdecydować, co robić. Żal jej było wyjeżdżać, ale też i nie miała dokąd.
Aleksander mieszkał kątem we Lwowie pod obcym nazwiskiem. Nie mógł jej zapewnić żadnej pomocy. Stefan z rodziną ukrywał się i zamierzał przedostać na Lubelszczyznę, a potem do Warszawy, byle dalej od spływających krwią Kresów. Postanowiła zostać. Nie zrobiła w końcu nikomu nic złego, z miejscowymi żyła w zgodzie i zawsze pomagała im, gdy tej pomocy potrzebowali.
____________________________________
______________________________________
Joanna Lustyk,Nad rzeką niepamięci,Wyd.Damidos,2013 r.,str.147-147
sobota, 23 czerwca 2018
.......ale nie mogę się od taty odwrócić, bo ten poranny to mój prawdziwy ojciec .......Franc McCourt o swoim ojcu.
Dzisiaj wielki dzień, Dzień Ojca. Z tej okazji wszystkim ojcom dedykuję chwytający za serce fragment z pierwszej części wspomnień Franca McCourta, opowiadający o tym jak, mimo wszystko, postrzegał swego ojca, gdy był dzieckiem i jaką miłością go wówczas jeszcze darzył.
Ten fragment jest jak lekcja poglądowa ukazująca czego najbardziej dzieci potrzebują od swych ojców.

Wiem kiedy tata robi coś złego. Wiem, kiedy przepija zasiłek i mama popada w rozpacz, bo musi żebrać w Stowarzyszeniu Świętego Wincentego i prosić o kredyt w sklepie Kathleen O'Connell. Ale nie chcę odwracać się od niego i biec do mamy. Jak mógłbym to zrobić, skoro obaj wstajemy co rano wcześnie, kiedy wszyscy jeszcze śpią? Tata rozpala ogień, robi herbatę, podśpiewuje, albo czyta mi gazetę szeptem, żeby nie obudzić reszty rodziny. Mikey Molloy ukradł Cuchulaina, Anioł Siódmego stopnia gdzieś sobie poszedł, ale rano tata wciąż należy do mnie. Wcześnie przynosi " Irish Press" i opowiada mi o świecie, o Hitlerze, Mussolinim, Franco. Tłumaczy, że ta wojna to nie nasza sprawa, bo Anglicy znowu próbują swoich sztuczek. Mówi o wielkim Roosevelcie w Waszyngtonie i wielkim De Valerze w Dublinie. Rano mamy cały świat dla siebie i tata nigdy mnie nie przekonuje, że powinienem umrzeć za Irlandię. [.... ]
[... ] Kiedy rano ma się ojca tylko dla siebie przy płonącym ogniu, nie potrzeba już ani Cuchulaina , ani Anioła Siódmego stopnia, ani niczego.
[...] Zanim położymy się spać, siedzimy przy ogniu; jeśli poprosimy tatę, żeby nam coś opowiedział, wymyśla coś na temat któregoś z sąsiadów i prowadzi nas po całym świecie, w powietrze, pod wodę i z powrotem na naszą uliczkę.[...]
[...] Po zakończeniu opowieści tata prowadzi nas na górę i klęka, kiedy odmawiamy modlitwę. Mówimy: Ojcze nasz, trzy Zdrowaś Mario, Boże pobłogosław papieża, Boże pobłogosław mamę, naszą zmarłą siostrę i braci, Boże pobłogosław Irlandię, De Valerę i każdego, kto tacie daje pracę.
- Śpijcie teraz, chłopcy, bo Bóg na was patrzy i zawsze wie kiedy jesteście niegrzeczni.
Myślę, że mój tata jest podobny do Świętej Trójcy, są w nim trzy osoby: ta poranna z gazetą, ta wieczorna od opowieści i modlitwy i ta, która robi złe rzeczy, po powrocie do domu pachnie whisky i domaga się, żebyśmy umierali za Irlandię.
Bardzo mi smutno z powodu tych złych rzeczy, ale nie mogę się od taty odwrócić, bo ten poranny to mój prawdziwy ojciec i gdybym był w Ameryce, mógłbym powiedzieć: "Kocham Cię, tato", tak jak mówią na filmach, ale nie można tego powiedzieć w Limerick, żeby nie zostać wyśmianym. Można powiedzieć, że się kocha Boga, dzieci i te konie, które wygrywają na wyścigach, ale wszystko inne świadczy o słabości głowy.
______________________________
Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Popiół i żar" Franka McCourta wydanej przez Świat Książki w 1999 r. a przełożonej z angielskiego przez Hannę Pawlikowską-Gannon, ze stron 253-255
czwartek, 26 kwietnia 2018
Oriana Fallaci o tym czym jest rodzina i refren piosenki z Kabaretu Starszych Panów.
Jak pisałam we wczorajszym poście o "Liście do nienarodzonego dziecka" poglądy pisarki są dla mnie w dużej mierze kontrowersyjne. I tak, między innymi, nie zgadzam się z tym jak zaprezentowała rodzinę, a gdy czytałam cytowany poniżej fragment przypomniały mi się słowa refrenu piosenki z Kabaretu"Starszych Panów".
Dla Oriany Fallaci rodzina to rodzaj zniewolenia jednostki :
Nie wierzę w rodzinę. Rodzina jest kłamstwem wymyślonym przez tego, kto urządził świat w taki sposób, żeby lepiej kontrolować ludzi, zmusić ich do przestrzegania zasad. Łatwiej się zbuntować, kiedy jesteśmy sami, poddajemy się łatwiej, kiedy żyjemy z innymi. Rodzina nie jest niczym innym, jest znakiem systemu, który nie może zezwolić nam na nieposłuszeństwo, jej świętość nie istnieje. Istnieją jedynie grupy mężczyzn i kobiet, i dzieci zmuszonych nosić jedno nazwisko, mieszkać pod jednym dachem; często nie cierpiąc się nawzajem, wręcz nienawidząc. Ale wyrzuty sumienia istnieją, istnieją więzi, zakorzenione w nas, niczym drzewa stawiające opór nawet huraganowi, nieuchronne jak głód i pragnienie. Nigdy się od nich nie uwolnisz, nawet jeśli będziesz próbować ze wszystkich sił, ani wola, ani rozum na nic się tu nie zdadzą. Może nawet uznasz, że o nich zapomniałoś, ale pewnego dnia powracają, nieubłagane, żeby założyć ci pętlę na szyję lepiej od jakiegokolwiek kata. I udusić"./str.51/
Nie przeczę, że bywają trudne rodziny i faktycznie jak jesteśmy młodzi chcemy się niejednokrotnie uwolnić od więzów jakie nas z rodziną łączą chcąc się ja najszybciej usamodzielnić. I jest to uważam właściwe, ale żeby ją traktować jak kata. To przerażająca wizja rodziny.
A przecież, jak śpiewali Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski :
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest
Lecz kiedy jej nima
Samotnyś jak pies.
czwartek, 19 kwietnia 2018
Życie.......mały fragment "Drabiny czasu" Anne Tyler.
Jestem w trakcie czytania kolejnej, już czwartej książki Anne Tyler. Powieści tej pisarki bardzo trafiły w mój gust czytelniczy, być może dlatego, że opowiadają one o zwykłych, czasem zagubionych w życiu ludziach a szczególnie o dokonywanych przez nich wyborach i wpływie tych wyborów na koleje ich losów, co pobudza mnie do osobistej refleksji.
Może kiedyś uda mi się napisać choćby zbiorczy post o tych książkach a dzisiaj zacytuję tylko krótkie zdanie, w którym bohaterka zadaje bardzo zasadnicze pytanie swojemu synowi :
- Kiedy to się za mną stało? - spytała Carrolla.
- Cooo?
- No to, że kochana i śliczna przeobraziła się w głupią i nieudolną?
Nie odniosła wrażenia, że Carroll ma na ten temat wyrobione zdanie.
___________________________________
*A.Tyler,Drabina czasu,przeł. H. Cieplińska,Świat Książki, r.1997,str.30
piątek, 9 marca 2018
Piątkowe zamyślenie z fragmentem książki "Judasz".
Wiedziałeś dobrze od dawna ,co się stanie. Dlaczego mi nie przeszkodziłeś?
Dlaczego, gdy wyciągnąłem razem z Tobą dłoń do misy, nie wziąłeś mnie za rękę, nie powiedziałeś : "Przyjacielu", nie pocałowałeś mnie wówczas? Dlaczego powiedziałeś do mnie niecierpliwie : "Idź i czyńże prędzej, co masz uczynić"? Chciałeś mnie zgubić i oto pociągnąłem Cię za sobą. O Panie, wezwałeś mnie, aby mnie odepchnąć, sprowadziłeś na manowce obietnicami, nie uczyniłeś mi nawet łaski jednego spojrzenia. Panie, o Panie, jakżeś mnie zdradził!
W tej chwili Jezus podniósł oczy ku niebu i zawołał wielkim głosem : " Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Niebiosa były czarne.
Judasz odrywa wzrok od krzyża. Patrzy znów na siebie. Jest wolny, wolny jak słoma w kurzawie. Biegnie i krzyczy.
Może biec i krzyczeć jak ziemskie zwierzęta. Niebiosa są czarne, nikt go nie widzi. Nie myśli o niczym. Może biec i krzyczeć.
Niebiosa są czarne, zieleń bardziej niż zielona, opoka zbyt biała. Trawa wstaje jak sierść jeżąca się od strachu.
Judasz biegnie. Niebo zacznie wyrzucać ogień. Ziemia rozewrze się w milczące szczeliny. Ostatni krzyk Jezusa uderza w jego puste uszy.
____________________________________________
Lanza del Vasto,Judasz,wyd. PAX,r.1962,przełoż. Wanda Tazbirówna,str.198-199
wtorek, 6 lutego 2018
Zimowa refleksja ........

O zimo! twoją piękność smętną - uciszenie
Lasów i rzadkie słońca złotego promienie
Czuję dziś... na kształt czaru i na kształt uroku,
Czuję dziś... na kształt czaru i na kształt uroku,
Bom w życiu przyszedł na tę smętną porę roku,
Która wszystko ucisza... i pod śniegiem chłonie;
Z miłością bym więc ciche zamieszkał ustronie,
W okrąg którego puszcza czerni się bezbrzeżna,
Nad którem czuwa Święta Matka Boska Śnieżna.
____________________________________________________________
Fragment Pana Tadeusza J.Słowackiego pochodzi z pdf
Zdjęcia są mojego autorstwa
____________________________________________________________
Fragment Pana Tadeusza J.Słowackiego pochodzi z pdf
Zdjęcia są mojego autorstwa
wtorek, 30 stycznia 2018
Muzyka wywierała na nim jakieś dziwne wrażenie, jego twarz łagodniała, reagował na nią całą duszą......fragment ...
Lubię, gdy w czytanych powieściach spotykam treści, które inspirują mnie do wkraczania na tereny sztuki czy też muzyki. Jest to idealna przyczyna do tego, by poznać coś czego jeszcze nie znam lub powrócić do tego co znam i rozszerzyć swą wiedzę; obejrzeć czy też posłuchać. Takie posty można spotkać na moim blogu.
I tak również jest w przypadku "Dziewczyny o zielonych oczach", gdyż Eugeniusz wprowadzał Caithlen, z cierpliwością rzadką u mężczyzn, nie tylko w świat doznań erotycznych. A ja przypomniałam sobie przy okazji o istnieniu kompozytora, którego nazwisko było mi znane, ale muzyka, którą komponował raczej nie.
- To Mahler - rzekł, podczas, gdy ja spodziewałam się, że powie : "Możesz zostać albo możesz sobie iść".
- Lubię pieśni, które mają słowa - powiedziałam, żeby wyjaśnić mu dokładnie swój pogląd. Ale on miał oczy zamknięte i wydawało mi się, że mnie w ogóle nie słyszy. Muzyka przypominała mi wciąż ptaki, ptaki podrywające się do lotu i zakłócające łagodną ciszę letniego wieczoru; kruki krążące nad starym kamieniołomem, zwielokrotnione własnymi cieniami i nieustannym krakaniem. Pomyślałam o ojcu i wydało mi się, że znów przyjdą po mnie tej nocy.
- Ale ta muzyka ma słowa - rzekł Eugeniusz niespodziewanie. A więc słyszał, co mówiłam. - Słowa doskonalszego rodzaju, ta muzyka mówi o ludziach, o ich życiu, o postępie, wojnach, głodzie, rewolucjach... Muzyka może wyrazić instrumentem tak prostym jak fujarka całą szarą, bezimienną mękę żywota.
Nie mogę zaliczać się do melomanek, gdyż obecnie sporadycznie słucham muzyki klasycznej, a o udziale w koncertach mogę tylko pomarzyć, ale swoją wrażliwość również na tego typu muzykę odkryłam w liceum, gdy słuchałam comiesięcznych występów muzyków i śpiewaków Operetki Gliwickiej, której artyści co miesiąc witali w progach mojej szkoły......już nie pamiętam czy było to przez rok, czy dłużej, ale to wystarczyło, by słuchanie przynajmniej niektórych utworów było dla mnie przyjemnością, tak jak dzieje się to teraz, gdy, pisząc ten post, słucham przepięknej symfonii austriackiego kompozytora i dyrygenta epoki neoromantyzmu Gustawa Mahlera, który uważany jest przez krytyków za jednego z najwybitniejszych symfoników w historii muzyki.
________________________________________
Edna O'Brien, Dziewczyna o zielonych oczach, przeł. M. Zborowska, Wyd. Książka i Wiedza,1975 r,str.215-216
.
niedziela, 14 stycznia 2018
Koloseum........wspomnieniowo...
Mam dwadzieścia rozpoczętych postów, które czekają na to aby je rozwinąć lub by je usunąć. Jednym z nich był ten, w którym chciałam pokazać zdjęcia jakie robiłam Koloseum, gdy kilka lat temu odwiedziłam niespodziewanie Rzym. Niestety byliśmy tak zmęczeni już zwiedzaniem, a mnie bolały ogromnie nogi, że nie pokusiliśmy się na zwiedzanie wnętrza. Trzy dni to jednak o wiele za mało na Wieczne Miasto i Watykan, który trudno było pominąć.
Amfiteatr Flawiuszów, w którym obecnie co roku, w Wielki Piątek, odprawiana jest Droga Krzyżowa, mimo iż jest już tylko ruiną robi nadal ogromne wrażenie, szczególnie, gdy się uświadomi sobie czemu służył w czasach swojej świetności.
Tutaj – rzucano kiedyś ludzi
Na pożarcie lwom,
Tłumy trawiły śmierć cudzą (...).
Wiara w ogniu płonęła (...).
_________________________________________
wikicytaty : Mieczysława Buczkówna, Colosseum w: Kartki z podróży, „Życie Literackie” nr 33, 18 sierpnia 1957, s. 3
piątek, 10 listopada 2017
Obraz Canaletto i fragment z "Tysiąca dni w Wenecji"
![]() |
| źródło |
Schodzimy na brzeg przed bazyliką i przez chwilę stoję ze wzrokiem utkwionym we frontonie budynku, rozświetlonym smugą pudrowożółtego światla, którą przed chwilą pozostawiło slońce. Wielki kościół Longheny* wzniesiono na szczycie półkola, utworzonego między placem Świętego Marka a Redentore na Giudecca. Świątynia stoi na olbrzymim postumencie z drewnianych pali, zatopionych w mulistym dnie laguny. okrągła, potężna i posępna, zbyt wielka na swój tron, sprawia wrażenie przysadzistej królowej, która zasiadła w delikatnym ogrodzie. Jakże zadufany w sobie musiał być czlowiek, który wyśnił sobie tę świątynię, uznał, że może ją wznieść, a następnie to uczynił. Podchodzę do wąskiego pontonowego mostu, który rozciąga się w poprzek kanału tylko w jednym dniu w roku. Wenecjanie pokonują rozkołysane, chwiejne platformy, niosąc dary dla Matki Boskiej, która prawie pół tysiaca lat temu uwolniła ich przodków od zarazy. Dawniej w ofierze składano bochenki chleba albo nadziewane owocami ciasta, dżemy, solone ryby, czasem woreczki z grubą czerwoną fasolą. Teraz pielgrzymi zanoszą świece, trzymane jak do modlitwy, a płomyki rozświetlają zimne głazy starego domu Dziewicy. Nieopodal schodów bazyliki kupuję świecę, białą i tak grubą, że niemal nie mogę jej objąć dłonią. Przypadkowa kobieta, nieproszona, użycza mi płomnienia, uśmiecha się i znika w tłumie.
Pokolenia kobiet idą ramię w ramię, niekiedy trzy, nawet cztery generacje obok siebie. Ten sam artysta utrwalił podobieństwo na ich obliczach. Staruszka maszeruje z córką, wnuczką, prawnuczką, a w twarzy prababki dostrzegam buzię niemowlęcia. Ma nogi niczym patyki w białych pończochach, kruche i delikatne pod ładnym płaszczem z czerwonej wełny. Jaka jest hstoria jej życia? Nosi beret głęboko nasunięty na proste siwe włosy. Jej córka ma rownież proste siwe włosy, a wnuczka proste, ale blond. Jedna z nich mocno naciągnela na glówkę maleńkiej dziewczynki beret, spod którego wyrastają jasne kosmyki.
Wszystkie cztery są piękne. Patrzę na nie i myślę, że tego zawsze pragnęłam. Chciałam się stać częścią całości, odgrywać swoją rolę, hołubić i być hołubiona. Oczekiwałam od życia wlaśnie takiego romantyzmu, prostoty, bezpieczeństwa. Czy to się w ogóle zdarza? Czy komukolwiek dana jest taka pewność? Żałuję, że moja córka nie stąpa teraz po tym moście. Chciałabym na nią czekać. Z przyjemnością wsłuchałabym się w jej głos,usłyszałabym naszą rozmowę w zmierzchającym błękicie zapadającego mroku, w drodze do Madonny. Szkoda. Chciałabym powiedzieć córce, że może być pewna.
__________________________
Marlena de Blasi,Tysiąc dni w Wenecji,Wydawnictwo Literackie,2009 r.,przeł.M.Hesko-Kołodzińska,str,180-182
*Baltassare Longhena -architekt weneckiego baroku, którego najsłyniejszym dziełem jest Santa Maria Salute , którą to bazylikę wspomina Marlena de Blasi w przytoczonym przeze mnie fragmencie.
niedziela, 15 października 2017
"Grali sonatę Kreutzerowską Beethovena.........."
Jakiś czas temu opublikowałam post o "Sonacie Kreutzerowskiej" Lwa Tołstoja, w której bohater dokonuje dogłębnej analizy przyczyn złych relacji w swym małżeństwie i swej obsesyjnej zazdrości, która doprowadziła go do zbrodni. A dzisiaj cytuję króciutką część obszernego fragmentu tego opowiadania, w którym zawarte emocje aż buzują, a w którym to fragmencie bohater oskarża muzykę o to, że pod jej wpływem może dochodzić do nawiązywania się intymnych kontaktów. Dzięki temu fragmentowi nie tylko poznałam, ale również zachwyciłam się przepiękną sonatą na skrzypce Bethowena, której to wykonywanie w duecie przez jego żonę akompaniująca na fortepianie skrzypkowi na domowym koncercie, który sam zorganizował, wywołało burzę w jego mózgu potęgując zazdrość.-
"- Grali sonatę Kreutzerowską Beethovena. Czy zna pan pierwsze presto? Zna pan? - wykrzyknął. - O, co za straszna rzecz ta sonata!
Właśnie ta część".*
______________________
*Lew Tołstoj,Sonata Kreutzerowska,przeł. M.Leśniewska i E.Słobodnikowa,wyd.Książka i Wiedza,1987 r.,str.158
czwartek, 19 stycznia 2017
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























