Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post z muzyką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post z muzyką. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 października 2019

W nostalgicznym nastroju....

 

                         Lubię, gdy znajdę coś odpowiadającego mojemu chwilowemu nastrojowi. Szczególnie, gdy jest to muzyka. 
A dzisiaj spotkałam w sieci Josha Grobana 



  
A później odnalazłam tekst tej pięknej pieśni - modlitwy, i się zasłuchałam czytając polskie tłumaczenie...

Gdy jest mi źle, gdy życie mnie przytłacza
Me serce łka i dusza cierpi też
Wołam przyjdź, cierpliwie czekam w ciszy
Aż, przyjdziesz tu, usiądziesz ze mną znów

Podnosisz mnie bym chodzić mógł po górach
Podnosisz bym po falach kroczył też
Mam tę moc gdy jestem w twych ramionach
Umacniasz mnie: Bez ciebie nie mam nic

Bez Ciebie życie, może nie trwać dłużej
Bez Ciebie wszystko wokół traci blask
Wiem, że przy tobie przetrwam wszystkie burze
Ty dajesz mej nadziei nowy brzask

Podnosisz mnie, na szczytach mogę stanąć
Podnosisz mnie, po morzu mogę iść
Swą siłę mogę czerpać z twoich ramion
Umacniasz mnie: Bez ciebie nie mam nic

Podnosisz mnie bym chodzić mógł po górach
Podnosisz bym po falach kroczył też
Mam tę moc gdy jestem w twych ramionach
Umacniasz mnie: Bez ciebie nie mam nic

Podnosisz mnie, na szczytach mogę stanąć
Podnosisz mnie, po morzu mogę iść
Swą siłę mogę czerpać z twoich ramion
Umacniasz mnie: Bez ciebie nie mam nic





Tłumaczenie znalazłam na stronie. 

wtorek, 30 stycznia 2018

Muzyka wywierała na nim jakieś dziwne wrażenie, jego twarz łagodniała, reagował na nią całą duszą......fragment ...


            Lubię,  gdy w czytanych powieściach spotykam treści, które inspirują mnie do wkraczania na tereny sztuki czy też muzyki. Jest to idealna przyczyna do tego, by poznać coś czego jeszcze nie znam lub powrócić do tego co znam i rozszerzyć swą wiedzę; obejrzeć czy też posłuchać. Takie posty można spotkać na moim blogu.
             I tak również jest w przypadku "Dziewczyny o zielonych oczach", gdyż Eugeniusz wprowadzał Caithlen, z cierpliwością rzadką u mężczyzn, nie tylko w świat doznań erotycznych. A ja przypomniałam sobie przy okazji o istnieniu kompozytora, którego nazwisko było mi znane, ale muzyka, którą komponował raczej nie.



            Leżałam w jego ramionach i mogłam myśleć tylko o tym, co stanie się za chwilę. Eugeniusz nastawił płytę i muzyka wypełniła pokój. Na dworze deszcz bił w okna i woda przeciekała przez futryny. Panowała cisza i słychać było tylko deszcz i muzykę. On słuchał z zamkniętymi oczami. Muzyka wywierała na nim jakieś dziwne wrażenie, jego twarz łagodniała, reagował na nią całą duszą.
            - To Mahler - rzekł, podczas, gdy ja spodziewałam się, że powie : "Możesz zostać albo możesz sobie iść".
            - Lubię pieśni, które mają słowa - powiedziałam, żeby wyjaśnić mu dokładnie swój pogląd. Ale on miał oczy zamknięte i wydawało mi się, że mnie w ogóle nie słyszy. Muzyka przypominała mi wciąż ptaki, ptaki podrywające się do lotu i zakłócające łagodną ciszę letniego wieczoru; kruki krążące nad starym kamieniołomem, zwielokrotnione własnymi cieniami i nieustannym krakaniem. Pomyślałam o ojcu i wydało mi się, że znów przyjdą po mnie tej nocy.
           - Ale ta muzyka ma słowa - rzekł Eugeniusz niespodziewanie. A więc słyszał, co mówiłam. - Słowa doskonalszego rodzaju, ta muzyka mówi o ludziach, o ich życiu, o postępie, wojnach, głodzie, rewolucjach... Muzyka może wyrazić instrumentem tak prostym jak fujarka całą szarą, bezimienną mękę żywota.


              Nie mogę zaliczać się do melomanek, gdyż obecnie sporadycznie słucham muzyki klasycznej, a o udziale w  koncertach mogę tylko pomarzyć, ale swoją wrażliwość również na tego typu muzykę odkryłam w liceum, gdy słuchałam comiesięcznych występów muzyków i śpiewaków Operetki Gliwickiej, której artyści  co miesiąc witali w progach mojej szkoły......już nie pamiętam czy było to przez rok, czy dłużej, ale to wystarczyło, by słuchanie przynajmniej niektórych utworów było dla mnie przyjemnością, tak jak dzieje się to teraz, gdy, pisząc ten post, słucham przepięknej symfonii austriackiego kompozytora i dyrygenta epoki neoromantyzmu Gustawa Mahlera, który uważany  jest przez krytyków za jednego z najwybitniejszych symfoników w historii muzyki.


________________________________________
Edna O'Brien, Dziewczyna o zielonych oczach, przeł. M. Zborowska, Wyd. Książka i Wiedza,1975 r,str.215-216
         
.

niedziela, 31 grudnia 2017

I znów Sylwester.....



                                          


 
       Wieczoru pod znakiem muzyki a nie literek życzę wszystkim molom książkowym a w Nowym Roku, który obejmie królowanie po 12-tej pomyślności, pomyślności i dużo radości nie tylko związanej z powiększania swoich biblioteczek.

niedziela, 24 grudnia 2017

Ta święta noc......






Ta święta noc ta noc oczekiwania to właśnie dziś ma narodzić się Bóg W tę świętą noc blask z mroku się wyłania to właśnie dziś ma powtórzyć się cud Pędzący świat na chwilę się zatrzymał w milionach serc nadzieja rodzi się to właśnie dziś odżywa w ludziach miłość w tę świętą noc, cały świat przywita go w tę świętą noc, w tę noc, w tę cudną noc Niech wiary blask oświetla naszą drogę prowadzi nas tam gdzie śpi boży syn Z darami już wyruszyli trzej królowie by prosić dziecię o odkupienie win Stajenny żłób zastąpił mu kołyskę lecz wkrótce świat ogłosi królem go a my już dziś klęknijmy przed dziecięciem w tę świętą noc, w tę noc, witajmy go
w tę świętą noc, w tę noc, w tę świętą noc...



niedziela, 15 października 2017

"Grali sonatę Kreutzerowską Beethovena.........."



       Jakiś czas temu opublikowałam post o "Sonacie Kreutzerowskiej" Lwa Tołstoja, w której  bohater dokonuje dogłębnej analizy przyczyn złych relacji w swym małżeństwie i swej obsesyjnej zazdrości, która doprowadziła go do zbrodni. A dzisiaj cytuję króciutką część obszernego fragmentu tego opowiadania, w którym zawarte emocje aż buzują, a w którym to fragmencie bohater  oskarża muzykę o to, że pod jej wpływem może dochodzić do nawiązywania się intymnych kontaktów. Dzięki temu fragmentowi nie tylko poznałam, ale również zachwyciłam się  przepiękną sonatą na skrzypce  Bethowena, której to wykonywanie w duecie przez jego żonę akompaniująca na fortepianie skrzypkowi na domowym koncercie, który sam zorganizował, wywołało burzę w jego mózgu potęgując zazdrość.- 



 
 
"- Grali sonatę Kreutzerowską Beethovena. Czy zna pan pierwsze presto? Zna pan? - wykrzyknął. - O, co za straszna rzecz ta sonata!
Właśnie ta część".*



______________________
*Lew Tołstoj,Sonata Kreutzerowska,przeł. M.Leśniewska i E.Słobodnikowa,wyd.Książka i Wiedza,1987 r.,str.158

czwartek, 13 października 2016

Literacka nagroda Nobla 2016.......


              Jakoś w tym roku nie dostrzegłam na blogach wzmianek o tym kto jest w tym roku faworytem do uhonorowania go literacką nagrodą Nobla. Najwyraźniej dlatego, że miał być nim nie pisarz a poeta.  A tym faworytem, jak wyczytałam w sieci był pochodzący z Syrii arabski poeta Adonis, właściwie: Ali Ahmad Said. Autor 23 tomów poezji oraz 18 zbiorów esejów, który gościł we wrześniu na targach książki w Goeteborgu, gdzie promował swoją nową książkę "Islam i przemoc". I nagle dzisiaj nie wierząc po prostu uszom słyszę, że nagrodę tę otrzymuje nie kto inny tylko Bob Dylan za,
źródło
jak argumentowała  przedstawicielka Akademii Szwedzkiej, 
"tworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w ramach wielkiej tradycji amerykańskiej pieśni".
              Zaskoczenie totalne, to prawda, bo przecież Bob Dylan kojarzy się głównie z muzyką, ale, gdy zajrzymy do Wikipedii to wyczytamy, że  Bob Dylan to  amerykański piosenkarz, kompozytor, autor tekstów, pisarz i poeta. 
                 Dla mnie już na zawsze zostanie wykonawcą swych ballad i protest songów, których namiętnie słuchałam w młodości, i którego płytę z tymi balladami w 1969 roku wiozłam aż z Budapesztu, gdyż u nas była ona w tamtym czasie niedostępna. 
W biblioteczce czeka zaś na czytanie  I część jego autobiograficznej książki"Moje kroniki", które obejmują okres jego życia do 1989 roku.




A to dwie z najpiękniejszych jego ballad :



i inne, których słuchałam w młodości.





I na koniec piosenka, którą niedawno poznałam dzięki wykonaniu Muńka Staszczyka.



Zaskoczeni? Zdziwieni?

sobota, 9 kwietnia 2016

Muzycznie i wspomnieniowo........na sobotę....




           Kiedyś, dawno temu, bo jeszcze w liceum oglądałam spektakl telewizyjny o jakiejś   rewolucyjnej treści.  W tle tego co się działo na scenie słychać było Bolero Ravela, które wówczas po raz pierwszy słyszałam. Ta muzyka w połączeniu ze sceną rozstrzelań, które na scenie miały miejsce robiła niesamowite wrażenie, które do dzisiaj pamiętam. Od tamtej pory jestem wielką wielbicielką tego długiego, bo trwającego prawie  20 minut utworu, z powtarzającym się motywem, Maurice Ravela. Ale już zawsze będzie mi się kojarzył z tamtym spektaklem.




A Ravel skomponował go na zamówienie  rosyjskiej tancerki i inscenizatorki Idy Rubinstein a w założeniu był muzyką do widowiska baletowego w choreografii Bronisławy Niżyńskiej, siostry Wacława Niżyńskiego.


                             Bolero tańczy Maja Pilisiecka



Bolero idealnie wtapia się w mój dzisiejszy nastrój, na który ma wpływ aura.

czwartek, 17 marca 2016

W celtyckim rytmie.......



  Dzisiaj Irlandia świętuje  więc z tej okazji coś co lubię bardzo.

 Elżbieta Dmoch z Dwa plus jeden.


"Jestem z Wyspy Zielonej
Ręką Boga stworzonej
Z Irlandii

Panie dziękczynienie
Przyjm za to stworzenie
Przyjdź i zatańcz z nami
Lasami
Polami
  Irlandii" 


A także trochę celtyckich tańców.





piątek, 26 lutego 2016

W wielkopostnym klimacie.....poezja ks. Jana Twardowskiego na piątek .


           Wczoraj wieczorem sięgnęłam na półkę, na której stoją sobie prawie wszystkie ksiązki religijne jakie posiadam



 i wyciągnął mi się tomik poezji ks. Jana Twardowskiego "Posłaniec nadziei".


A on otwarł mi się na  wierszu  Spotkanie piątkowe. 
Wierszem tym, jak to u ks. Jana,  prostym w swej konstrukcji a jakże wymownym trafia on chyba do każdego chyba, nie tylko cierpiącego serca.



Spotkanie piątkowe

 W któryś piątek, gdy płakało serce,
wszedłeś nagle zamkniętymi drzwiami - 
i złożyłeś mi ręce na głowie, ręce swoje ranami pokryte.

To, Ty, Jezu, co się z Tobą stało?
krzyż rzuciłeś w pobliskich kasztanach - 
cierpień ziemskich mi teraz zbyt mało,ukrytemu nagle w ramionach Twoich.

A co będzie, gdy odejdziesz nocą?
ból powróci, smutek, niepokoje...


słyszę jeszcze, choć brzozy trzepocą - 
szept jak potok - Rany moje kochaj.



poniedziałek, 8 lutego 2016

Krótka zimowa fotorelacja ..........



           

               Zima jak do tej pory tylko delikatnie zaznaczała swą obecność śniegową bielą  i trzeba, by jej uroku zaznać,  wybierać się za nią na tereny wyżej położone. Ja wprawdzie za zimą nie przepadam, ale biel zimową lubię. Gdy śnieg wokół to jest  jaśniej a co za tym idzie jednak radośniej,  a jeszcze gdy zaświeci słońce, jak to było w piątek ubiegłego tygodnia. Miałam okazję przejechać w tym dniu przez takie właśnie, wyżej niż moja miejscowość położone okolice, w których najwcześniej pojawia się śnieg i najpóźniej znika. Wprawdzie podczas tegorocznej zimy i tam go mało to jednak trochę zdjęć lekko zaśnieżonego krajobrazu udało mi się zrobić, wypróbowując przy okazji mojego pierwszego w życiu smartfona. Okazało się, że zdjęcia są może nawet ciekawsze niż te, które robię swym aparatem. 



          A trasa, na której robiłam zdjęcia -  z samochodu oczywiście - biegnie w obrębie gminy Pleśna  / powiat tarnowski /:  od Janowic przez położony 526 m n.p.m., a znajdujący się w obrębie Pogórza Rożnowskiego,  Lichwin, z którego zjechaliśmy przez Rychwałd
 

i  Meszną Opacką do rodzinnego miejsca mojej drugiej połowy czyli na Garbek stanowiący przysiółek Tuchowa, gdzie krajobraz zupełnie jesienny. 






              A ponieważ karnawał jeszcze trwa to zakończę rytmami tanecznymi. Można tańczyć, można tylko posłuchać...

wtorek, 26 stycznia 2016

Star-Crossed Lovers - ulubiony utwór Hajime......


         

            " Trio skończyło oryginalny utwór bluesowy i zaczęło wstęp do Star-Crossed Lovers. Kiedy przychodziłem do baru, pianista często wybierał tę balladę, wiedząc, że należy do moich ulubionych. Nie była najlepiej znaną melodią Ellingtona, a ja nie miałem z nią związanych żadnych wspomnień. Po prostu raz ją usłyszałem i poruszyła we mnie jakąś strunę. Od czasu college'u aż po lata w tamtym smętnym wydawnictwie wieczorami na okrągło słuchałem albumu Such Sweet Thunder i utworu Star-Crossed Lovers.




Johny Hodges grał tam wrażliwe i eleganckie solo. Później za każdym razem, kiedy słyszałem te marzycielską, piękną melodię, w pamięci wracały do mnie tamte dni. Nie określiłbym ich jako szczęśliwe: w tamtym okresie stanowiłem poplątaną masę niespełnionych pragnień. Byłem o wiele młodszy, bardziej łapczywy, samotny. Ale byłem też sobą, skupiałem się na tym co najistotniejsze. Czułem z osobna każdą nutę muzyki, a każdy wers książki, którą właśnie czytałem zapadał we mnie głęboko. Nerwy miałem napięte jak postronki, oczy lśniły mi ostrym światłem. Zawsze potem, kiedy słyszałem tę muzykę, przypominałem sobie te gorejące oczy, które patrzyły na mnie z lustra".


____________

*Haruki Murakami,"Na południe od granicy, na zachód od słońca",Muza S.A.,2013 r., str. 100

sobota, 23 maja 2015

W Wigilię Zesłania Ducha Świętego.....Hymn do Ducha Świętego....








O Stworzycielu, Duchu, przyjdź,
Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg.
Niebieską łaskę zesłać racz
Sercom, co dziełem są Twych rąk.
Pocieszycielem jesteś zwan
I najwyższego Boga dar.
Tyś namaszczeniem naszych dusz,
Zdrój żywy, miłość, ognia żar.
Ty darzysz łaską siedemkroć,
Bo moc z prawicy Ojca masz,
Przez Boga obiecany nam,
Mową wzbogacasz język nasz.
Światłem rozjaśnij naszą myśl,
W serca nam miłość świętą wlej
I wątłą słabość naszych ciał
Pokrzep stałością mocy Twej.
Nieprzyjaciela odpędź w dal
I Twym pokojem obdarz wraz.
Niech w drodze za przewodem Twym
Miniemy zło, co kusi nas.
Daj nam przez Ciebie Ojca znać,
Daj, by i Syn poznany był.
I Ciebie, jedno tchnienie Dwóch,
Niech wyznajemy z wszystkich sił.
                                                   Amen


Hymn do Ducha Świętego(Veni Creator Spiritus) powstał prawdopodobnie, jako hymn gregoriański, w IX wieku a autorem jego prawdopodobnie jest teolog i mnich benedyktyński, Hraban Maur.






Tekst hymnu został wykorzystany w pierwszej części VIII Symfonii Gustava Mahlera, zw. Symfonią Tysiąca./wikipedia/
___________________________

Tekst Hymnu zaczerpnęłam ze strony .

piątek, 26 grudnia 2014

Czy się spełnią.....?


Wizerunek św. Szczepana obraz pędzla Giotto di Bondone


                  Dzisiaj, w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia chrześcijanie wspominają pierwszego męczennika za wiarę czyli Św. Szczepana, który w związku pewno z tym, że został ukamienowany jest  patronem kamieniarzy.  Tak przy okazji zacytuję posługując się zdjęciem fragment z moich Żywotów Świętych Pańskich traktujący o nim  :



     Z dniem  Świętego Szczepana wiąże się kilka przysłów a oto te, które znalazłam w internecie :

Pogoda marcowa, taka sama jak i Szczepanowa.
Jak przymrozi na Szczepana, będzie wiosna od Damiana (27.02).
W dzień świętego Szczepana rzucają owsem w kapłana.
Jaka pogoda w Szczepana panuje, taka na luty nam się szykuje.

Na Świętego Szczepana (26.XII) sanna murowana.

I jak patrzę za okno, za którym dzisiaj pogoda zmienna faktycznie jak w marcu.... rano padał śnieg z deszczem, później zaświeciło słońce a teraz pada dość intensywnie śnieg..... to się zastanawiam na ile one się spełnią jeżeli chodzi o marzec czy luty przyszłego roku, bo, gdyby ziemia była zamarznięta to sanna dzisiaj  wieczorem byłaby całkiem możliwa.

 Miłego świętowania i spokojnego nadchodzącego weekendu wszystkim życzę.

czwartek, 25 grudnia 2014

Narodził sie nam Pan......


                   w stajeneczce........w nocnej ciszy.........narodził się  nam na  zbawienie





Kolędujmy dzisiaj z zapałem... bo taki dzień będzie dopiero znów za rok....

niedziela, 13 lipca 2014

Coś o jazzie i nie tylko.



      Za oknem nareszcie słoneczko. Trochę jestem nie wyspana, bo wczoraj położyłam się późno spać, a to dlatego, że wieczór spędziliśmy w gronie rodziny na muzycznym spotkaniu na naszym czchowskim rynku, na którym wczoraj królował jazz. Było jak co roku super dzięki fantastycznym  zespołom jazzowym, które w tym roku na nasz Festiwal Jazzowy "Baszta" za sprawą mojego rodaka Jacka Mazura, muzyka krakowskiego Jazz band ball orchestra, przyjechały. Niestety nie robiłam zdjęć ani nie nagrywałam, ale na wrzuconym filmiku daję Wam namiastkę tego co słyszałam, gdyż śpiewający w nim amerykański wokalista też u nas śpiewał. Jacek Mazur to ten co gra na  klarnecie.


Uwielbiam taką muzykę, a ponieważ grano również standardy jazzowe, które znam z wykonań oryginalnych więc uczta muzyczna była wielka  a ręce same podnosiły się do oklasków. 

Witam Was późno, bo późno, w ten niedzielny poranek, ale nie mogłam tego wcześniej zrobić, kawą i ciastem, o którym pisałam w poprzednim poście.  Przepis na to świetne, wilgotne ciasto zaczerpnęłam od kass, której blog serdecznie polecam.





A żeby nie było, że post taki nie książkowy to w związku z tym, że zaczęłam od jazzu prezentuję książkę, którą nabyłam w wydawnictwie TRIO :










Bohaterem książki jest młody człowiek - Tadeusz Jazz. W dniu wybuchu II wojny światowej ma dziewiętnaście lat. Gra na trąbce w lokalach tanecznych i kabaretach. Po wojnie osiada w Londynie. W roku 1946 wraca do zburzonej stolicy, gdzie wiąże się ze środowiskiem jazzowym. Jazz jest jego pasją - uczestniczy w koncertach organizowanych przez Leopolda Tyrmanda, w sopockich festiwalach jazzowych, występuje na Jazz Jambore, gra na jamach w Stodole i w Hybrydach. Jego losy, podobnie jak losy ówczesnego jazzu, są uwikłane w rzeczywistość lat czterdziestych i pięćdziesiątych, które tworzą paradoksy socrealizmu, działalność propagandy, ingerencja cenzury, uległość wobec Wielkiego Brata i izolacja kulturalna.



Dobrej niedzieli wszystkim życzę.

piątek, 4 kwietnia 2014

Piątkowe zamyślenie z Ernestem Bryllem.


         Dzisiaj kolejny piątek Wielkiego Postu. Ja wiem, że w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie ten czas już nie ma takiego wymiaru jak dawniej i niewielu, szczególnie młodym chce się brać udział w nabożeństwach pasyjnych. Piątek dla wielu  to tylko początek weekendu, a przecież warto się w tych 40 dniach chociażby tylko w piątki wyciszyć, wejść w mękę Jezusa Chrystusa i chociaż na te kilkadziesiąt minut oderwać się od tego co  nam wydaje się być najważniejsze.




Ernest Bryll - "Golgota Jasnogórska" - stacja III .