Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cronin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cronin. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 lipca 2015

Marta i Anna - Gwiazdy patrzą na nas A.J.Cronina / fragment/.



              Książka, z której dzisiaj pochodzi cytowany przeze mnie  fragment, to Gwiazdy patrzą na nas A.J.Cronina, którego  wszystkie powieści, które czytałam zaliczam do swoich ulubionych. 



Bohaterami tej powieści Cronina są głównie mężczyźni, ale pisarz stworzył w niej również kilka ciekawych  postaci kobiecych o bardzo różnych i mocno się różniących osobowościach. Główna postacią kobiecą jest tu Marta wywodząca się z rodziny górniczej i żona górnika a później wdowa po nim. Marta to osoba o twardej, nieustępliwej i zawziętej osobowości, ale kochająca  swych trzech dorosłych synów, których przyszłość widzi tylko w kopalni. To jest jednak niedobra miłość, miłość która obraca się przeciwko nim samym i kobietom, z którymi się wiążą. Jedną z nich jest Anna.

 Marta i Anna to bohaterki fragmentu, który
dedykuję wszystkim Martom, które dzisiaj obchodzą swe imieniny.


          Oprócz Marty, bohaterki powieści o tym tytule Elizy Orzeszkowej i Marty Korczyńskiej z Nad Niemnem w tym momencie nie przychodzi mi żadna książkowa Marta na myśl oprócz tej z Gwiazdy patrzą na nas, której właśnie ta trudna we współżyciu z innymi, ale za to pełnokrwista w osobowość sprawiła, że pozostała w mojej pamięci. 

             Pewnego dnia Anna nie pojawiła się jednak na ulicach Sleescale z koszem i małym dzwonkiem. Było to dwudziestego drugiego marca. Marta na próżno wyczekiwała pojawienia się Anny i pomyślała : "Wybiła jej godzina! Czyżby już była tak bliska?"
             Wieczorem Marta przechadzała się wzdłuż brzegu, minęła Snook i wspięła się na wzgórze. Udała się na przechadzkę kierowana po części nowym nawykiem, po części zaś, by sprawdzić, czy Anna przyjdzie. Anny nie było. Marta stała wyprężona; spoglądała na ścieżkę, oblegana natarczywymi myślami o Annie, o tym, że nadeszła wreszcie godzina, w której wyda na świat bękarta.
             Marta myliła się. W pewnej chwili zesztywniała nagle: ujrzała u stóp wzniesienia Annę, która szła w górę ścieżki.
             Anna szła powoli. Marta czekała, gotowa rzucić swe pogardliwe spojrzenie. Tego wieczoru Anna długo szła w górę. Powoli wspinała się, jakby przytłoczona ciężkim brzemienie4m. W końcu pojawiła się na skale.  Marta zmierzyła ją wówczas wzrokiem.
            Anna nie zauważyła jednak tego spojrzenia. Stanęła przed Martą, blada, zadyszana, lekko pochylona jakby pod wpływem znużenia. Spojrzała na Martę, potem na morze, jak zawsze czyniła, kierując wzrok tam, gdzie przebywał Sam. Potem - jakby oznajmiając o najprostszej rzeczy - powiedziała: 
            - Sam i ja wzięliśmy ślub w sierpniu.
            Marta cofnęła się jak ugodzona ciosem. Po chwili dumnie się wyprostowała :
           - To kłamstwo.
            Wciąż patrząc w stronę, gdzie przebywał Sam, Anna powtórzyła posępnie, niemal ze znużeniem :
           - Wzięliśmy ślub podczas ostatniego sierpniowego urlopu Sama.
           - Nieprawda! To nie może być prawdą!
           I nagle Marta zawołała triumfalnie: - Ja odbieram zasiłek na Sama.
           Wciąż zapatrzona w dal Anna odparła :
           - Sam i ja chcieliśmy, aby pani otrzymywała zasiłek. Nie chcieliśmy, aby pani go utraciła.
            Marta zbladła z wściekłości. Zraniona została jej władcza duma. Rzuciła przez zaciśnięte zęby: 
           - Nie wierzę. Nigdy nie uwierzę.
           Anna powoli odwróciła wzrok. Oczy jej były suche. Posępny cień legł na jej twarzy. Sprawiała wrażenie przyduszonej nieludzkim brzemieniem. Podała Marcie telegram, który trzymała w dłoni:
         Telegram był zaadresowany do pani Fenwick .

         Z żalem  zawiadamiamy panią, że mąż pani, kapral Samuel Fenwick, padł na polu walki dnia dziewiętnastego  marca.



Marta to raczej rzadko spotykane, chociaż piękne,  imię. A jak z nim jest w literaturze? Może ktoś zna inne bohaterki o tym imieniu. Chętnie poznam je i ja. 


___________________________
*A.J.Cronin, Gwiazdy patrzą na nas, PAX ,1958 r.przeł. Józef Szpecht,str.450-451....


      
     

poniedziałek, 13 lipca 2015

Krystyna i Andrzej Mansonowie na urlopie......."Cytadela" A.J.Cronin.


            Tym wpisem rozpocznę cykl postów z fragmentami moich ulubionych książek. Dzisiaj jest to letni, urlopowy,  fragment z  Cytadeli A.J. Cronina, o której pisałam na blogu po kolejnym jej przeczytaniu i stwierdzeniu, że jej czytanie dało mi tyle samo pozytywnych emocji co wówczas, gdy czytałam ją po raz pierwszy.  Bohater książki, doktor Andrzej Manson,  znajduje się na kolejnym można rzec wirażu życia zawodowego, które wciąż przynosi mu porażki.  I w oczekiwaniu na być może ważne zmiany w swoim życiu zawodowym a także małżeńskim, którym dała początek podjęta decyzja o przeprowadzce do Londynu,  wyjeżdżają oboje z Krystyną na miesięczny urlop do Bretanii.


     " Tego wieczoru przybyli do Sothampton i zajęli kabiny na parowcu, który miał ich przewieźć przez Kanał. Nazajutrz rano ujrzeli wschód słońca w St. Malo, a w godzinę później przyjęła ich Bretania.
      Dojrzewała pszenica, wiśnie uginały się pod brzemieniem owoców, kozy włóczyły się po ukwieconych pastwiskach. Krystyna obmyśliła, aby tutaj przyjechać - do prawdziwej Francji, a nie do galerii obrazów lub pałaców, do ruin historycznych lub zabytków. Postanowiła, iż unikną wszystkiego, co zalecały natrętne przewodniki podróży.
      Przybyli do Val Andre. 

źródło


Z małego hoteliku słychać było szum morza. Pachniały łąki. Sypialnia miała podłogę ze zwykłych, czysto wyszorowanych desek. Poranną gorąca kawę podano w grubych, niebieskich dzbanuszkach. Próżnowali przez cały dzień.
    - O Boże! - Powtarzał wciąż Andrzej. - Czy nie jest tu wspaniale, kochana? Nigdy, nigdy, nigdy, nie chcę spojrzeć na płatowe zapalenie płuc.
    Pili jabłecznik, jedli langusty, krewetki, ciastka i białe czereśnie. Wieczorem Andrzej grał w bilard z właścicielem ośmiokątnego stołu do gry. Udawało mu się niekiedy przegrywać w stosunku zaledwie pięćdziesiąt do stu.
    Było wspaniale, pięknie, nadzwyczajnie - określenia te pochodziły od Andrzeja. Wszystko było niepowszednie z wyjątkiem papierosów, jak zwykł dodawać". 


źródło


________________________________
*A.J.Cronin, "Cytadela", IW PAX,1984 r. przeł.Józef Szpecht,str.184-185

sobota, 16 marca 2013

Cytadela - Archibald.J.Cronin



       Czytanie książek A.J. Cronina, którego krótki życiorys przedstawiłam tu,  w ramach własnego wyzwania czytelniczego  na ten rok rozpoczęłam od "Cytadeli". Książka, którą posiadam została wydana w  Warszawie w 1984 roku przez Instytut Wydawniczy Pax.
Przełożył  ją na nasz język Józef  Szpeht i zrobił to uważam wyśmienicie, gdyż książkę czyta się również dzięki temu bardzo dobrze.

    Cytadela to jak wiadomo budowla obronna, inaczej twierdza, coś co jest nie do zdobycia, nie do staranowania.  Tej nazwy można również użyć w w stosunku do niektórych  grup  społecznych, w których przyjęte wzorce zachowań, ugruntowane przez  całe lata, akceptowane przez tę grupę służą głównie jej interesom i bronione są właśnie jak taka cytadela.  I tak właśnie Cronin zrobił w swej książce, w której za tytułową nazwą kryją się; rutyna i grupowe interesy brytyjskich środowisk lekarskich w czasach współczesnych pisarzowi, czego sam doświadczył zanim został utytułowanym lekarzem posiadającym praktykę lekarską w zamożnej dzielnicy Londynu. Pisarz w tej książce z wielka pasją poruszył problem etyki zawodu lekarskiego, ale również zaprotestował przeciwko społecznej krzywdzie.

      Andrzej Manson, podobnie jak Cronin jest z pochodzenia Szkotem posiadającym twardy charakter oraz impulsywną, pełną  temperamentu naturę, dzięki  której znosi przeciwności losu z jakimi przychodzi mu się borykać od najmłodszych lat, ale i przez którą popada w konflikty z otoczeniem. Gdy go poznajemy jest świeżo upieczonym absolwentem Szkoły Medycznej, który marzy o praktyce klinicznej w Edynburgu. Idealista, z  głową  nabitą wiedzą teoretyczną,  jest pełen zapału do wdrażania jej w praktykę. Aby się utrzymać i móc spłacać zaciągnięty na studia kredyt szuka pracy dającej mu taką możliwość a łatwo nie jest, gdyż może być tylko asystentem u lekarza posiadającego praktykę, a ci wręcz żerują na asystentach marnie ich wynagradzając. I właśnie za pracą  trafia do Walii, gdzie warunki życia ludzi urągają wszelkim normom sanitarnym sprawiając, że zachorowalność jest wysoka a walka o ich poprawę to walka z wiatrakami. Tutaj też Andrzej na samym wstępie przekonuje się, jak na  niewiele w zetknięciu z przypadkami chorób, które mu przychodzi leczyć  przydaje się mu wyniesiona ze studiów teoretyczna wiedza medyczna, oparta li tylko na książkach i na tym co wyniósł z najlepszych nawet wykładów, a szczególnie gdy dotyczyły one stosowania  leków. Zdany na siebie, na swoją intuicję lekarską, która go nie zawodzi odnosi kolejne sukcesy w leczeniu, ale również i porażki. Zmaga się nie tylko z chorobami, warunkami, w których jego pacjenci żyją i własną nędzną egzystencją, ale również i z niechęcią tych, którym się nie podoba jego uczciwość i sumienność w pracy a należą do nich zarówno górnicy, którym nie chce wydawać nieprawdziwych zaświadczeń o stanie zdrowia, jak i pracodawcy, z którymi często wchodzi w zatarg, gdy na zbyt wiele w/g nich sobie pozwala co, jak uważają zbytnio podwyższa koszty opieki zdrowotnej pracowników. Wspierają go w tym czasie żona, Krystyna, poznana tu w Walii z którą połączyła go miłość od pierwszego wejrzenia, a która staje się mu pokrewną duszą i mocno zdegustowany angielskim systemem  leczniczym   lekarz, Filip Denny.

     W Walii, wśród górników kopalni antracytowych Andrzej prowadzi badania o oddziaływaniu wdychanego pyłu przez górników na ich zapadalność na choroby płucne i to pomaga mu zdobyć tytuł MD a co za tym idzie znaleźć inną, lepiej płatna pracę i wyrwać się ze środowiska, w którym nie ma możliwości rozwoju.
      Praca doradcy lekarskiego w Urzędzie Pracy Górniczej w Kopalniach Węgla i Metalu, którą podejmuje nie daje mu jednakże satysfakcji, jedynym jej atutem jest poznany tam młody lekarz, Hope,  z którym się zaprzyjaźnia.Nie znosi pracy urzędniczej, chce działać, chce praktykować jako lekarz toteż postanawia zrezygnować z niej, otworzyć własną praktykę lekarską i w tym celu nabywa praktykę w jednej z dzielnic Londynu. Praktyka jest mocno zaniedbana przez poprzednika więc  początki są bardzo trudne, z ledwością zarabia na utrzymanie siebie i żony, a także domu, który wraz z praktyką nabyli.
    Andrzej buntuje się przeciwko przestarzałemu systemowi medycznemu, który nie daje równych szans wszystkim lekarzom, a że nic zrobić nie może  za punkt honoru stawia sobie  przezwyciężenie tego marazmu i osiągnięcie sukcesu. I tu pomaga mu przypadek, który sprawia, że  udaje mu się uzyskać  to czego pragnie. Osiąga sukces finansowy zdobywając i lecząc  zamożnych pacjentów, ale po drodze traci  to co w jego życiu było najcenniejsze; żonę i swój idealizm w podejściu do pracy w zawodzie lekarza, który ogromnie  sobie oboje cenili, i który wcześniej był motorem napędowym jego działań w zakresie poprawy opieki medycznej.

      Cronin w "Cytadeli" poddał totalnej krytyce system opieki zdrowotnej w ówczesnej Wielkiej Brytanii. System, który był hermetycznie zamknięty, zrutynizowany  i nastawiony głównie na osiąganie wyników finansowych, bez  skrupułów  wykorzystujący w tym celu mało świadomych pacjentów, jak również  asystentów lekarskich, którzy mieli  niewielkie szanse na dobrze opłacane  posady czy własne praktyki lekarskie. System, w którym  znakomicie funkcjonowali nie kompetentni  lekarze, postępujący często nieetycznie i nie otwarci na nowe metody leczenia przez co nawet groźni dla pacjentów.
 "Cytadela" ukazująca środowisko lekarskie w jak najgorszym świetle, z jednej strony przysporzyła pisarzowi  wrogów, ale z drugiej w wydatnym  stopniu przyczyniła się do wprowadzenia w systemie brytyjskiej opieki zdrowotnej  niezbędnych reform poprawiających ten system.
 
     Autor "Cytadeli"  miał niezwykle lekkie pióro co sprawiło, że  książka wciągnęła mnie  swą akcją i czytałam  ją z dużą przyjemnością od początku do końca. Tematyka w niej poruszana  przez to, że obraca  się  wokół spraw  związanych z medycyną, mimo iż akcja książki toczy się w pierwszej połowie XX wieku, żywo mnie zainteresowała  tym bardziej, że wiele problemów poruszanych w niej jest nadal aktualnych. Ale nie tylko problemy społeczne są tematyką książki. Jest w niej również historia miłości i małżeństwa bohatera ukazana na tle ewoluowania jego osobowości. Małżeństwa pełnego uczucia, wzajemnego oddania i zrozumienia, które niszczą  zmiany jakie w nim zachodzą wskutek poprawy sytuacji egzystencjalnej .Zmiany te boleśnie  zaskakują jego żonę, a  mnie czytającą  również przyprawiały o spore negatywne  emocje. Andrzej, bohater w pełni pozytywny, bojownik w słusznej  sprawie,  złościł mnie swym egotyzmem, który z czasem coraz bardziej się u niego ujawniał i egoizmem, który doprowadził w efekcie do dramatu.
    Nie brakło również w książce odniesienia do wiary.  Cronin sam w młodości agnostyk, który z czasem powrócił na drogę wiary wyposażył swego bohatera w te same cechy. Andrzej obojętny w sprawach religii, nie praktykujący, co bolało bardzo jego żonę, w obliczu dramatu, jaki go spotyka odnajduje drogę do Boga.

    "Cytadela", jak i wiele innych książek Cronina   mocno swym przekazem  przemawiały do czytelników, dlatego były często wznawiane, a także filmowane. I myślę, że ten przekaz i dla  dzisiejszych czytelników będzie równie ciekawy i czytelny.





Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:





piątek, 25 stycznia 2013

Nowe nabytki ksiązkowe i takie tam sobie wynurzenia zakończone dedykacją.)


          Zima się utrwala, za oknem biel, śnieg od rana znów sypie, ale  dzięki  Bogu u nas nie narobiła szkód, jak gdzie indziej w Małopolsce,  więc nie mamy problemu z prądem i mogę swobodnie korzystać z internetu. Dzisiaj przymroziło w nocy  i okno wyglądało tak:




  Miałam pójść  na pocztę by wysłać Beatce "Wyrok" , ale pewno odłożę to do poniedziałku,  gdyż  pogoda nie zachęca mnie, jak na razie do wyjścia z domu, a na pocztę mam spory kawałek drogi , a poruszam się wyłącznie à pied.
 Wydawałoby się, że piszę  o wszystkim i o niczym byle tylko nie pisać opinii o przeczytanych książkach, a czekają na takie opinie już  4  przeczytane, kolejną czytam. Książki te biorą udział w różnych wyzwaniach, więc opinie konieczne, a jakoś trudno się za nie zabrać.
Już, już ukaże się post o "Cytadeli" A.J. Cronina , a później o kryminale Zygmunta Miłoszewskiego" Ziarno prawdy", a w kolejce poczekają jeszcze :"Klejnot Wschodu"  Maureen Lindley i "Wyrok" Mariusza  Zielke.

 Dzisiaj przyszła mi kolejna porcja książek nabytych na allegro więc teraz o ostatnich nabytkach.

Jak już pisałam umyśliłam sobie, że ten rok u mnie będzie pod znakiem czytania A.J.Cronina toteż skupuję/ bo lubię  mieć/  na allegro za grosze jego książki, które kiedyś wydawał PAX. I właśnie nadeszły dwie :
 "Trzy miłości" i "Gwiazdy patrzą na nas"
Przy okazji nie oparłam się  "Konsulowi Honorowemu" Grahama Greena / kiedyś ją miałam/, gdyż mam "Trąd" i też do niego chce wrócić.
A małą książeczkę Susan Vreeland  pt."Dziewczyna w hiacyntowym błękicie",  uroczą opowieść o losach fikcyjnego obrazu Vermeera  i o losach ludzi, którzy w różny sposób weszli w jego posiadanie, kiedyś już czytałam i tak mnie poruszyła, że jak wpadła mi w oko też ją wzięłam przy okazji zakupu Cronina.

    Trylogią "Cukierni pod Amorem" Małgorzaty Gutowskiej Adamczyk natomiast uwiódł mnie Matras   i jak było się nie skusić , gdy przy odbiorze w sklepie nie był to drogi zakup.


Wydanie klejone, niezbyt rewelacyjne, ale być może treścią mnie urzeknie, gdyż kocham sagi. Bardzo na to liczę.

Kończę te swoje wynurzenia pozdrawiając ciepło i dedykując wszystkim miłym gościom piosenkę o zimowej miłości w świetnym wykonaniu Andrzeja Dąbrowskiego. Sama jej nie znałam i z przyjemnością posłuchałam.

czwartek, 24 stycznia 2013

Archibald Joseph Cronin i jego twórczość.)

       Moje pierwsze  spotkanie z pisarstwem Archibalda J. Cronina odbyło się mnóstwo lat temu. Jak chodziłam do liceum mieszkałam u siostry mojej mamy. Ciocia była molem książkowych i w swej biblioteczce domowej miała sporo interesujących pozycji książkowych, a między nimi kilka powieści właśnie Cronina. Moją ulubioną stał się "Dr.Robert Shannon", czytałam ją kilkakrotnie, dzisiaj mogę stwierdzić, że głównie  dlatego, bo była to książka o miłości czyli o tym o czym nastolatki najchętniej czytają , jak sadzę  dzisiaj również. Mam ją w biblioteczce do dzisiaj, mocno już podniszczoną od częstego czytania. Równie często, jako nastolatka czytałam tylko "Córkę kapitana okrętu" i "Dewajtisa" Rodziewiczówny. Oprócz "Dr.Roberta Shannona" od wielu lat w moim zbiorze książek ma swoje miejsce  "Cytadela". Mam nieodparte wrażenie, że już ją czytałam, lub zaczęłam czytać i co często mi się dawniej zdarzało odłożyłam  ją na później. I to później właśnie nadeszło. Zdecydowałam się przeczytać" Cytadelę" jakby w kontekście innej książki, do której chcę znów wrócić, a mianowicie "Ciała i dusze" - Maxence Van Der Meerscha. Książki łączy poruszana w nich tematyka. W trakcie  czytania przyszła mi myśl, że może  ten rok upłynie mi pod znakiem czytania  Cronina, o którym teraz cokolwiek napiszę, gdyż, jak się zdążyłam zorientować trudno znaleźć poza Wikipedią/w j. angielskim/ jakieś informacje o nim, a był to moim zdaniem  interesujący człowiek i pisarz, wart przypomnienia..
              Cronin urodził się w Szkocji, 19 lipca 1896 , w Cardross / Dunbartonshire/. 


/to miejsce narodzin Cronina/
   Mimo szkockiego pochodzenia pisał w angielskim języku. Był jedynym dzieckiem  Jessie Cronin (z domu Montgomerie ) i Patricka Cronina. Wychowywał się w niezamożnej katolickiej, ale  mieszanej rodzinie, w otoczeniu nietolerancyjnego protestanckiego środowiska. Jego matka  była protestantką, a ojciec katolikiem.To znalazło wydźwięk w jego powieściach, w których jego bohaterowie, głównie mężczyźni często pochodzili właśnie z podobnie  mieszanych środowisk. Pod wpływem rodziny, która życzyła sobie by podjął studia teologiczne lub medyczne Cronin wybrał medycynę. Studiował na Uniwersytecie w Glasgow, gdzie on i jego matka przenieśli się po śmierci jego ojca, gdy miał 7 lat i gdzie jego matka została pierwszą kobietą piastującą stanowisko inspektora ochrony zdrowia publicznego. Studia przerwała mu I wojna światowa, którą spędził  służąc w marynarce wojennej. Po wojnie w 1919 roku uzyskał dyplom kończąc studia z wyróżnieniem uzyskując dwa stopnie specjalizacji. Był nie tylko uzdolniony ale również bardzo ambitny, a poza tym był świetnym  sportowcem, szczególnie kochał piłkę nożna. Podczas studiów brał również udziałów w konkursach pisarskich i był wielokrotnie nagradzany.
   Trudności finansowe sprawiły, że realizację swoich ambitnych  planów zawodowych  musiał rozłożyć w czasie zdobywając pracą potrzebne środki. Zaraz po studiach pracował więc jako chirurg okrętowy a po powrocie z Indii w różnych szpitalach miedzy innymi w Glasgow i Dublinie. To pomogło mu zdobyć kolejne tytuły i stopnie specjalizacji.
    W 1921 roku ożenił się / urodziło im się trzech synów/, jego żona była również lekarzem - chirurgiem i razem z nią wyjechał do Walii, gdzie praktykował, w trudnych warunkach, wśród  górników. W 1924 roku został mianowany medycznym inspektorem kopalń w  Wielkiej Brytanii, na którym to stanowisku pracował przez kilka lat. Prowadził badania medyczne przepisów obowiązujących w kopalniach węgla a jego sprawozdania dotyczące korelacji między wdychaniem pyłu węglowego i chorobami płuc wśród górników zostały opublikowane. Swe doświadczenia z tego okresu życia zawarł w swoich książkach.
   W 1925 roku zrobił doktorat i otworzył praktykę lekarską w bogatej dzielnicy Londynu, West End, która  przynosiła mu znakomite dochody.
    W 1930 roku zapadł na zdrowiu, wyjechał na sześciomiesięczną kurację w góry szkockie i tu wreszcie znalazł czas na realizację swego pragnienia, jakim było pisanie. Napisał tam pierwszą swoją powieść Hatter's Castle / Zamek kapelusznika/. Powieścią tą zdobył natychmiastowy i rewelacyjny sukces, rozpoczynając nią błyskotliwą karierę bardzo płodnego pisarza. Kolejne powieści, również psychologiczno-obyczajowe:| "Three lowes"/Trzy milości/ i "Grand Canary"/Wielka Canaria/ ugruntowały jego sukces i to sprawiło, że  nigdy już  nie powrócił do praktyki medycznej.
   Był pisarzem niezwykle płodnym a przy tym  bardzo dbającym o technikę pisania -  pisał dziennie 5 tysięcy słów , a jego książki stawały się bestselerami, tłumaczonymi na wiele języków. 
źródło
 Napisał 31 książek, z których spora część została zekranizowana co było przyczyną przeniesienia się rodziny Croninów w 1939 roku do USA.
źródło
     W 1945 roku powrócił do Anglii, a w 1946  osiedlił się wraz żoną i trójką synów w Szwajcarii w Montreux, gdzie zmarł w 1981 roku.
     W czasie studiów  stał się agnostykiem,  niemniej jego pobyt w Walii wśród gorąco wierzących górników stał się  pierwszym krokiem  na drodze odnajdywania Boga.
   Cronin, który był bystrym obserwatorem życia społecznego,  czerpał tematykę do swoich  książek z różnych środowisk społecznych, w tym również  lekarskich, które poznał doskonale jako praktykujący przez wiele lat lekarz, zawierając w nich w sposób sugestywny i komunikatywny własną postawę życiową. Jego powieści pełne ciepłego i tolerancyjnego spojrzenia na człowieka, potępienia nienawiści rasowej i wyznaniowej oraz walki o sprawiedliwość społeczną, prowadzoną z punktu widzenia humanizmu chrześcijańskiego,  w których mieszał się realizm, romans, i krytyka społeczna były  znakomicie odbierane, a poza tym przyczyniły się do budzenia się sumienia społecznego a Anglii.
  Cronin przedstawiał w nich konflikty między jednostką a społeczeństwem, a jego bohaterowie to idealiści, których życiowym motto było niesienie idei sprawiedliwości w życiu społecznym.

 W Polsce do tej pory wydano następujące jego powieści, które wielokrotnie wznawiano.


Cytadela/1937 r./
Doktor Robert Shannon/1948 r./
Dziennik północy
Grobowiec Krzyżowca/1956 r./
Gwiazdy patrzą na nas/1935 r./
Klucze Królestwa/1941 r./
Nocny dyżur/1948 r./
Robbie i Robert
Zielone lata/1948 r./
Trzy miłości /1932 r./


/źródło posta : Wikipedia i Wędrówki po bibliografii: Archibald Joseph Cronin - Jerzy Gronau/