piątek, 26 marca 2021

Fatma. Moja arabska teściowa. - Nadia Hamid




 Nadia Hamid, Polka, która zdecydowała się nie tylko wyjść za mąż za muzułmanina, ale również wyjechać z nim do Libii w kolejnej swej książce, tym razem, opowiada o swej libijskiej teściowej, Fatmie. Historia Fatmy, z pewnością typowa dla kobiet przychodzących na świat w ortodoksyjnych patriarchalnych rodzinach muzułmańskich, to historia kobiety, która od dzieciństwa przygotowywana jest wyłącznie do spełniania roli żony i matki. O jej życiu decydował wpierw ojciec a później wybrany dla niej mąż. Mimo iż ojciec był dobrym człowiekiem to nie udało mu się wybrać równie dobrego dla niej męża. O tym jakim jest brutalem Fatma dowiedziała się dopiero po ślubie. Najważniejszym czego oczekiwał od niej mąż oprócz prowadzenia domu w całkowitym posłuszeństwie i spełniania każdej swojej zachcianki było urodzić syna. Rodząc wpierw córki doznała wielu upokorzeń, ale los się do niej uśmiechnął, gdy powiła tak upragnionego przez męża pierworodnego syna. To on stał się, jak to jest u muzułmańskich matek, oczkiem w jej głowie, bo też inwestycją we własną przyszłość. Córki z czasem opuszczają dom a pomoc w jego prowadzeniu miała jej zapewnić przyszła synowa toteż niezwykle istotnym dla niej było, by jej ukochany pierworodny Muchtar szybko się ożenił i to po jej myśli. Niestety tak się nie stało, gdyż on postanowił wpierw skończyć studia, na dodatek w bardzo dalekim kraju, kraju ludzi niewiernych, i gdy ona martwiąc się o jego i swoją przyszłość wyszukała mu odpowiednią kandydatkę na żonę Muchtar nic sobie z tego nie robiąc przywiózł z tego dalekiego kraju, Polski, chrześcijańską, a zatem niewierną kobietę z niemowlęciem, z którą postanowił się ożenić. Zawiedziona w swych oczekiwaniach Fatma, która nie zaznała miłości ze strony bezdusznego tyrana i okrutnika jakim był jej mąż, a z czasem musiała się nim dzielić z drugą żoną, przelała swoje gorzkie rozczarowanie i niezadowolenie na obcą sobie kulturowo kobietę, której obecność udaremniła jej tak misternie układane plany przyszłości ukochanego Muchtara. Trudno się więc dziwić, że wspólne życie Polki z ziejącą nienawiścią teściową stało się dla tej pierwszej koszmarem, a dla drugiej polem do popisu w uprzykrzaniu życia nie zaakceptowanej i pogardzanej synowej oraz do podejmowania wszelakich prób, by Muchtar się z nią rozwiódł.

Nadii Hamid, po długich staraniach i dużej niepewności co do losu synów, wyjazdowi których teściowa była przeciwna, udało się opuścić Libię wraz z dziećmi i to o dziwo przy wyraźnej aprobacie i pomocy teścia, gdyż jej mąż Muchtar miał w Polsce podjąć studia doktoranckie. I tak szczęśliwie powróciła do kraju a o swoich przeżyciach i poczynionych w czasie kilkuletniego pobytu w Libii spostrzeżeniach dotyczących głównie niełatwego losu libijskich kobiet w patriarchalnym arabskim świecie opowiedziała w swoich książkach.

"Fatma. Moja arabska teściowa" to moje pierwsze spotkanie z Nadią Hamid i jej opowieściami o swoich bolesnych doświadczeniach w muzułmańskim świecie. Jej lektura była całkiem udanym początkiem tej znajomości, chociaż zaczęłam ją od końca, gdyż to ostatnio wydana książka. Być może uda mi się poznać wcześniej napisane, gdyż tytuły ich są zachęcające.
Po tę powieść sięgnęłam przypadkowo. Potrzebna mi była do pewnego wyzwania czytelniczego książka mówiąca o orientalnej kobiecości i dlatego zwróciłam uwagę na okładkę "Fatmy" sądząc, że mam do czynienia z bliskim wschodem. Niestety okazało się, że to północna Afryka a zatem do wyzwania niezbyt spasowała, ale nie żałuję, że ją przeczytałam, gdyż Nadia Hamid bardzo interesująco i ze znawstwem tematyki ,wynikającym z osobistych doświadczeń, wprowadziła mnie w świat kobiet kulturowo zupełnie odmienny od naszego i dla nas Europejek prawie niewyobrażalny. Świat zdominowany przez mężczyzn, w którym dziewczęta muszą wychodzić wcześnie za mąż, małżeństwa są kojarzone więc nie ma mowy o uczuciach a po ślubie w większości zostają zamknięte w murach domu i niewolniczo poddane swemu panu i władcy. W tym świecie jest jednak, co wynika z książki, i pozytywna strona życia, która przejawia się w silnych więziach rodzinnych, w tym we wzajemnej pomocy jaką świadczą sobie wzajemnie kobiety, które w każdej sytuacji mogą na siebie liczyć, ale, czego doświadczyła na własnej skórze autorka tej fabularyzowanej opowieści, nie ma miejsca dla małżeństw mieszanych. Różnice kulturowe i religijne są ogromne a one mają zasadniczy wpływ na mentalność członków tej prawie hermetycznie zamkniętej społeczności.
Fabuła tej książki Nadii Hamid wciąga i szybko się ją czyta a ponadto, mimo raczej suchego pozbawionego emocji języka, pobudza do refleksji, z której wniosek nasuwa się taki, że Europejki wychodzące za mąż za Arabów nie tylko nie posiadają niezbędnej wiedzy o świecie, w który decydują się wejść, ale i pozbawione są wyobraźni. Zresztą dała temu wyraz sama autorka w wywiadzie, który czytałam, a w którym krytycznie odniosła się do takich życiowych decyzji.


Być może dzieląc się swoimi pełnymi dramatyzmu przeżyciami, ale równocześnie dając obraz statusu kobiet w muzułmańskim świecie, Nadia Hamid pisze ku przestrodze. Bo miłość akurat w tym przypadku to niestety nie wszystko.

Książkę czytałam dzięki Klubowi Recenzentów portalu nakanapie.pl.

czwartek, 25 lutego 2021

Zachłanne na życie - czyli Sławomir Koper o kobietach spełnionych zawodowo z pogmatwanym życiem osobistym.

 



"Zachłanne na życie" to moje drugie spotkanie ze Sławomirem Koprem. Pierwsza przeczytana przeze mnie książka również dotyczyła kobiet doby PRL-lu. W tamtej bohaterkami były żony panów na PRL-owskim świeczniku a w tej autor opowiada historie życia czterech przedstawicielek warszawskiego świata artystycznego doby socjalizmu, kobiet nietuzinkowych, obdarowanych przez stwórcę nie tylko urodą, ale i niepospolitymi talentami, kobiet, które w czasach panującej ogólnie szarości świeciły jak gwiazdy przyciągając nie tylko wielbicieli tychże talentów.

"Zachłanne na życie", jak sam autor o tym pisze we wstępie "Od autora", rozpoczynają cykl nazwany Złotą kolekcją, w którym to cyklu powracać ma do tematów, które kiedyś już poruszał. W tej książce zawarł cztery rozdziały, gdyż oprócz Jędrusik, Czyżewskiej i Osieckiej postanowił przypomnieć postać równie znanej, jak poprzednie panie, Małgorzaty Braunek. Sama książka, jak twierdzi Koper, jest odpowiedzią na zadawane mu na spotkaniach autorskich pytania, czy w swoich kolejnych książkach będzie powracać do bohaterów, o których już kiedyś pisał. To powracanie może intrygować czytelnika, gdyż rzuca nowe światło na osoby, które już wcześniej w jakimś stopniu się poznało, gdyż pisarz mógł korzystać szeroko z nowych dostępnych źródeł, takich choćby jak archiwa IPN-u, ale i nowe książkowe opracowania dotyczące czasów PRL-u.

Dlaczego akurat tę książkę wybrałam w Klubie recenzenta? A to dlatego, by powrócić do swoich młodych lat i do moich młodzieńczych fascynacji związanych przede wszystkim z kinem. Jak wiele moich rówieśniczek w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku miałam swoje ulubione postaci ze środowisk artystycznych. Wtedy niewiele mogłam się dowiedzieć o tym jak wyglądało życie prywatne np. Elżbiety Czyżewskiej, którą jakoś szczególnie lubiłam i ceniłam. Jakiekolwiek informacje pochodziły tylko z czasopism, takich jak choćby "Film".
A ponieważ lubię czytać biografie więc książka Sławomira Kopra była idealna do tego bym mogła swoją niepełną wiedzę poszerzyć. I to nie tylko o bohaterkach książki, ale również o środowisku w jakim się obracały, środowisku o szczególnym klimacie jak na czasy w jakich przyszło nam żyć. I to wszystko faktycznie dostałam. Poznałam nie tylko barwne i bogate w różne, nie tylko dobre, doświadczenia życiowe historie bohaterek książki, ale również szeroko zaprezentowane tło, w którym starały się realizować nie tylko swoje zawodowe aspiracje, ale również swoje w różny sposób pogmatwane życie osobiste.

Sławomir Koper w "Zachłannych na życie" opowiedział nam sam oraz słowami osób, których wypowiedzi w książce przytoczył w prawdziwie intrygujący sposób o czterech doskonale nam znanych, a przynajmniej mnie od strony ich życia zawodowego kobietach, pełnych temperamentu i życia, artystkach, które czerpały z życia pełnymi garściami, które podążały do wytyczonych sobie celów własnymi drogami, ale gdzieś tam po drodze wypalając się wewnętrznie co część z nich topiła w alkoholu. To prawda, były u szczytu, podziwiane, kochane, ale z czasem również poranione wewnętrznie i samotne. Być może inaczej wyglądało to u Małgorzaty Braunek. Jednak trzy pozostałe panie nie do końca, takie ja mam odczucie po lekturze tej książki, były szczęśliwe z powodu swoich wyborów.

Podsumowując swoją opinię muszę stwierdzić, że ogólnie rzecz biorąc książka trafiła w mój gust, dała mi nawet chyba więcej wrażeń i wiedzy niż się spodziewałam, szczególnie dotyczy to Agnieszki Osieckiej, którą chyba najlepiej rozumiałam, biorąc pod uwagę jej niesamowity apetyt na życie i ten wewnętrzny niepokój, który ganiał ją po świecie oraz tę wielką potrzebę kontaktów z innymi ludźmi i to ogromne zagubienie w codzienności, jakiej może doświadczać faktycznie chyba tylko dusza artystyczna. A uznaję to za zasługę autora, który przedstawił ją i jej życie tak, że zobaczyłam w niej człowieka wprawdzie spełnionego twórczo, a jednak z powodu mankamentów w sferze uczuć nie zrealizowanego w życiu osobistym.
O ile Osiecka, Czyżewska i Braunek są faktycznie bohaterkami opowieści o nich to w części dotyczącej Kaliny Jędrusik pierwsze skrzypce gra jednak jej mąż, czyli Stanisław Dygat i stąd mam pewien niedosyt jeżeli chodzi o samą aktorkę, tym bardziej, że jej historię poznajemy dopiero od od czasów studiów.

Sławomir Koper wykonał sporą pracę o czym świadczą liczne przypisy wskazujące na bibliografię i napisał interesującą książkę, którą się szybko czyta, i która pozwoliła mi poznać jej bohaterki od każdej strony ich skomplikowanych osobowości. A także znakomicie wprowadziła mnie w klimat środowisk studenckich i artystycznych Gdańska i Warszawy szczególnie lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku. To było fajne doświadczenie czytelnicze i poznawcze.


poniedziałek, 14 grudnia 2020

I jeszcze Paulette - Barbara Constantine

 


   
Ta książka zwróciła moją uwagę na odwiedzanych przeze mnie aukcjach na rzecz kotów, które należą do moich ulubionych zwierząt, i które jak się okazało w trakcie czytania też w niej się pojawiają. Przemówiła do mnie - utrzymana w mojej ulubionej tonacji kolorystycznej, klimatyczna i nie narzucająca się zbyt nahalnie na zmysł wzroku - okładka. A opinie o niej przeczytane dodatkowo mnie zachęciły do jej posiadania i czytania.


A wszystko zaczęło się od psa, który niespodziewanie przebiegł przed samochodem wracającemu do domu Ferdinandowi. Ferdinand mieszkający w dużym domu na wsi, od kilku lat wdowiec, właśnie został opuszczony przez syna z rodziną i boleśnie przeżywa rozstanie z Julkami, czyli dwoma swymi wnukami. Boi się samotności a tu nagle spotkanie z psem, w którym rozpoznał psa sąsiadki, odmienia całkowicie jego życie i nabiera głębszego sensu. Ferdinand zaczyna zwracać uwagę na innych, na ich potrzeby a jego duży dom zaczyna się zapełniać kolejnymi współlokatorami stanowiącymi barwną mieszaninę tetryków i młodzieży, wśród której jest miejsce również dla dwu kotów, dwu psów i jednego, osobliwego bardzo, osła.

Historia jaką opowiada w swej książce Barbara Constatntine wydaje się być nieprawdopodobna, mało wiarygodna i dla nas prawie utopijna a przecież ogromnie pociągająca i w tym właśnie jest jej urok, i na dodatek wypływa z niej niezwykłe inspiracyjne przesłanie.Wystarczy się otworzyć na innych, przełamać swoje obawy i opory, i staje się możliwą zamiana przygniatającej samotnej egzystencji na życie we wspólnocie, która może dać nie tyko radość i tak niezbędne oparcie, i to zarówno dla starszych jak i dla młodych, lecz również ma swoje niezaprzeczalne korzyści ekonomiczne.

Powieść "I jeszcze Paulette" napisaną prostym językiem bez emocjonalnych fajerwerków, ale za to z dużą dozą humoru i realizmu czytałam z prawdziwą przyjemnością. To było jak powiew czegoś ogromnie pozytywnego. Czy taka utopia jest możliwa w realnym życiu, w którym odnosimy się z wielką nieufnością do innych? Raczej byłabym tu sceptyczna. Ale fajnie jest na kartach książki spotkać bohaterów, którzy zdobywają serce czytelnika.

Ostatnio coraz rzadziej piszę o przeczytanych książkach. Wena mnie nie rozpieszcza. Ale tym razem chętnie się swą opinią dzielę, gdyż warto takie książki polecać, książki, które nie tylko się się fajnie czyta ale, które na dodatek zarażają pozytywnym nastawieniem do innych ludzi.

czwartek, 26 listopada 2020

Wplątani - Arkadiusz Rączka


Gdy przeglądałam ofertę Klubu Recenzenta nakanapie.pl od razu zwróciłam uwagę na książkę Arkadiusza Rączki zatytułowaną "Wplątani". Wprawdzie okładka z elementami drutu kolczastego, stosowanego w obozach i łagrach jako ogrodzenia, nie zapowiadała lekkiej lektury, lecz raczej powieść o tematyce, która będzie może obciążać psychikę, to jednak ciekawość przeważyła, tym bardziej, że zupełnie nieznany mi autor zaintrygował mnie swą niezwykle bogatą biografią i tym co wyczytałam w notce go prezentującej, a mianowicie, że " Ceni sobie wędrówki w czasie i przestrzeni" a "Do przeszłości dociera poprzez pisanie książek". Muszę przyznać, że to przyciągająca rekomendacja. A po przeczytaniu "Wplątanych " mogę śmiało napisać, że czas im poświęcony nie był stracony, gdyż lektura tej książki, którą określiłabym jako historyczno przygodową dostarczyła mi dodatkowej, bardzo realistycznie i interesująco zaprezentowanej, opartej na faktach z udziałem autentycznych postaci, wiedzy historycznej, a brawurowo i z ogromnym polotem opowiedziana, na tle wojny bolszewicko - polskiej, historia dwu przyjaciół z piotrogrodzkiej szkoły oficerskiej sprawiła, że czytałam książkę z niesłabnącym zainteresowaniem od początku do końca.

Polak Wolski i Rosjanin Fiodor Dobrynowicz, byli absolwenci piotrowskiej szkoły oficerskiej, spotykają się niespodziewanie w łagrze koło Krasnojarska, na dalekiej, bezkresnej Syberii. Fiodor trafił tu jako oficer białogwardzista a Wolski, jako rotmistrz, wspomagającej aliantów w walce po stronie Białej Gwardii, polskiej Dywizji Syberyjskiej. Obaj znaleźli się w poważnych tarapatach, w obliczu grożącej im śmierci, Wyzwoleniem miał być opracowywany plan ucieczki, ale Fiodor niestety zostaje zabrany przez oprawców z Czeka i los jego zdaje się być dla Wolskiego przesądzony, który musi teraz zdać się wyłącznie na siebie. I gdy tylko trafia się okazja, gdy znajdzie się poza obozem, podejmuje to ryzyko razem z poznanym tam majorem Dziewulskim. Ucieczka się udaje a Wolski chcąc wywiązać się z obietnicy danej Fiodorowi zabiera w podróż do Polski, gdzie chce dołączyć do swojej Dywizji, jego żonę, Ninę. W drodze, która wiedzie przez Mandżurię a później długie tygodnie statkiem Jarosław aż do Gdańska Wolski, święcie przekonany, w czym go utwierdził Dziewulski, o śmierci Fiodora nawiązuje romans z Niną i zakochuje się w niej. Po dotarciu do Warszawy dołącza do Dywizji i bierze udział w walkach. Z Fiodorem, który jednak nie został zabity przez czekistów i podążał, biorąc czynny udział w wojnie, również w stronę Warszawy, jako dowodzący w armii czerwonej, Wolski spotyka się po wojnie, w obozie dla jeńców, gdzie przebywa Fiodor. Obaj psychicznie poobijani, gdyż Wolski nie może sie pozbierać po dramacie Niny a Fiodor po sprawie z Maszą, z którą połączył go tragicznie zakończony gorący romans nie potrafią się już porozumieć.
To tyle w skrócie, by nie zdradzać zbyt wiele, o fabule książki, której akcja toczy się w 1920 roku - w trakcie wojny polsko-bolszewickiej - na terenach byłego Kraju Rad i Polski, a której główną osią są przeplatające się wątki z udziałem Wolskiego i Fiodora, dla których to wątków tło w dużej mierze stanowią epicko przedstawione przez Arkadiusza Rączkę działania wojenne.

Bohaterów książka ma czworo, a są to Wolski, Fiodor, Nina, żona tego drugiego oraz jego była znajoma a obecna kochanka, Masza, bezwzględna czekistka wywodząca się z arystokracji. Ale jest jeszcze jeden bohater, nieosobowy, a jest nim wszechobecny w bolszewickiej Rosji, za czasów Lenina, terror. "Wplątani" są więc również opowieścią o niesamowitym terrorze jaki stosowała opresyjna władza bolszewicka wobec osób uznanych za kontrrewolucjonistów a zatem za wrogów nowego porządku, a wrogiem można było stać się bardzo szybko. I tu szczególny udział mają czerezwyczjki, miejsca kaźni, w których stosowano dziesiątki wymyślnych tortur, które potrafiły złamać niejednego, w których masowo mordowano ludzi. W takiej czerezwyczajce Fiodor Dobrynowicz, oficer Białej Gwardii, wybiera życie i przechodzi na stronę dotychczasowego wroga a jego żona, o czym ani on, a tym bardziej Wolski, w której ten zakochuje się podczas podróży do Polski, nie wiedzą, staje się szpiegiem, co w przyszłości doprowadzi ją do dramatu. I tutaj Fiodor spotyka Maszę, która odegra dużą rolę w jego nowym życiu.
Wymieniane w książce rodzaje stosowanych przez czekistów na przesłuchaniach w czerezwyczajkach tortur wpływały porażająco na moje emocje w trakcie czytania. Nad czymś tak niewyobrażalnym trudno przejść obojętnie.

"Wplątani" to powieść posiadająca wiele walorów, ale chyba najważniejszym jest w niej realizm historyczny, w którym poruszają się fikcyjni bohaterowie. Poza tym szybko tocząca się akcja, żywy i soczysty język, który akurat w tej książce nie razi, gdyż mamy tu do czynienia ze specyficznymi środowiskami i oczywiście niebanalni, tacy z krwi i kości bohaterowie, posiadający bogate, wyraziste osobowości. A to wszystko sprawiło, że książka mnie nie nudziła i czytałam ją z dużym zainteresowaniem. Tym bardziej, że ostatnio coraz bardziej pociąga mnie historia XX wieku.

Polecam tę pozycję szczególnie interesującym się historią.