wtorek, 1 marca 2022

Kołyska - Patrick Somerville

 


     Trafiłam na ten tytuł na Allegro, przy okazji kupowania innych książek. Zaciekawił mnie więc zdecydowałam się mu dać szansę. To debiut powieściowy Patricka Somerville, który zaczął swoją przygodę z pisaniem od opowiadań. I myślę, że całkiem udany.

        Powieść od początku wciąga opowiadaną w niej historią oczekującego dziecka małżeństwa i podjętej przez młodego męża o imieniu Matt podróży mającej na celu odnalezienie kołyski, w której jego żona jako dziecko spała i kołysała się w rodzinnym domu. Ta podróż, która się z pewnych względów przedłuża, to odpowiedź Matta na kaprys ciężarnej żony, którą kocha. A przynosi ona zaskakującą niespodziankę dla nich obojga w osobie małego, pięcioletniego chłopca.

        Ale to nie kołyska jest tu ważna, ona tylko jest pretekstem do odbycia przez Matta podróży, w czasie której zmierzy się on również ze swoją pełną traumatycznych przeżyć przeszłością, w której jest odrzucenie, pobyt w sierocińcu z przerwami na domy zstępcze, próba odnalezienia rodziców, a która to przeszłość będzie mieć wpływ na podjętą w czasie tej podróży ważną decyzję.

        Mimo wielu postaci jakie przewijają się przez powieść, pozytywnych i negatywnych jeżeli chodzi o zachowanie, jest w niej dwoje głównych bohaterów a są nimi Matt i Rene. Rene, poetka i pisarka pisząca książki dla dzieci cierpi z powodu podjętej przez jej dziewiętnastoletniego syna decyzji o wyjeździe na wojnę do Iraku, ale nosi również głęboko skrywaną tajemnicę, która obciąża jej sumienie . Co łączy te dwie postaci ....by się tego dowiedzieć warto, jak wpadnie w ręce, przeczytać tę niewielką objętościowo książkę, której akcja toczy się na dwu planach czasowych, i w której autor porusza bolesny temat porzucania dzieci.

          Nie mogąc spać zdecydowałam się wziąć do czytania powieść o w miarę lekkiej tematyce a przy tym niewielką objętościowo i wypadło właśnie na "Kołyskę". A ponieważ sen niestety nie nadchodził przeczytałam ją od początku do końca, a tocząca się w niej opowieść nie znużyła mnie i pozostawiła po sobie same pozytywne odczucia jako przyjemna i nie obciążająca lektura a to ze względu na w sumie, mimo wszystko, dobre jej zakończenie.


środa, 23 lutego 2022

Bez ramiączka. John Sargent i upadek Madame X. - Deborah Davis.


 Wyzwania czytelnicze bywają przydatne. Chociaż czasem zbyt determinują czytelnictwo, szczególnie w mojej sytuacji, gdy czytam średnio trzy książki miesięcznie, to jednak pomagają w wyczytywanie tych książek, które czekają czasem cierpliwie latami w domowej biblioteczce, by wreszcie doczekać się chwili, gdy je wyciągnę z półki i czytam. I tak było i tym razem. Dzięki jedynemu wyzwaniu, w którym biorę udział przeczytałam prawdziwie świetną książkę. To książka, jedna z tych, które nie należą do masowo czytanych, bo to ani nie romans, ani erotyka i nie kryminał a ja przeczytałam o niej kiedyś tam na bardzo ciekawym czytelniczo blogu i stało się....książka trafiła do mojej biblioteczki. I teraz po jej przeczytaniu mogę stwierdzić, że to był udany zakup, bo "Bez ramiączka ........" Deborah Davis to błyskotliwa i pasjonująca opowieść o niezwykle utalentowanym i pracowitym malarzu oraz jego modelce, której jedynym zajęciem było, jak dzisiaj byśmy to określili, bycie celebrytką, znaną głównie z urody, i ich wspólnym dziele, czyli obrazie Madame X, który pokazany na paryskim Salonie w 1884 w pierwszej swej wersji z opadającym ramiączkiem zbulwersował Paryż, zniszczył reputację przedstawionej na nim Amélie Gautreau i przyczynił się do zachwiania wspaniale rozwijającej się kariery jego twórcy, którym był Amerykanin John Sargent.

Książka, którą czytałam z prawdziwie dużym zaciekawieniem - akurat sztuka jest w kręgu moich niezbyt szerokich zainteresowań a poza tym lubię biografie - dostarczyła mi nie tylko przyjemności jako wciągająca i frapująca lektura, ale i poszerzyła moją skromną wiedzę w zakresie malarstwa i życia tak zwanych wyższych sfer w Paryżu, głównie w okresie Bell Epoque. Deborach Dawis zawarła w niej dwie nietuzinkowe i barwne biografie, które prowadzone są dwutorowo, by zazębić się w zasadzie tylko w momencie, gdy utalentowany i odnoszący sukcesy malarz pochodzenia również amerykańskiego John Sargent postanawia namalować portret pięknej młodej Amerykanki żyjącej w Francji i odnoszącej głównie w Paryżu towarzyskie sukcesy. A zatem wpierw poznajemy historie ich życia sprzed czasu, gdy się poznali, a później ich diametralnie różne losy, o których w ogromnym stopniu przesądziły wydarzenia związane z wystawieniem w roku 1884 na paryskim Salonie pierwszej i podstawowej wersji portretu, który John Sargent zauroczony swą piękną modelką wręcz obsesyjnie malował poświęcając mu wiele miesięcy i cierpliwości, gdyż Amélie była chimeryczną modelką, nazwał Madame X. W portrecie tym oboje pokładali wielkie nadzieje. Okazały się one jednakże płonne, gdyż przyjęcie go przez Paryż było druzgoczące dla nich obojga.

Szczerze polecam nie tylko zainteresowanym sztuką. Deborach Davis, mimo wielu faktów i nazwisk wymienionych w książce, nie nudzi swą opowieścią a wręcz odwrotnie sprawia, że barwnie przestawiona historia wciąga poruszaną tematyką jak i jej tłem.

czwartek, 2 grudnia 2021

As i Dama - Tomasz Stężała.

   


    Zanim zdecydowałam się, w trakcie przeglądania oferty książek do zrecenzowania w Klubie Recenzenta, na książkę nieznanego mi zupełnie autora powieści historycznych, jakim jest dla mnie Tomasz Stężała, dłuższą chwilę się zastanawiałam, gdyż obawiałam się, że książka może mnie nie zainteresować, bo sądziłam, że to może być raczej taka męska literatura, gdyż lotnictwo wojenne to raczej tematyka, po którą kobiety rzadko sięgają i ja tu chyba nie jestem jakimś szczególnym wyjątkiem. Chociaż czytałam już bardzo dobre wspomnienia lotnika pt. "Lwowskie puchacze", a w której swoją wojenną historię opowiedział Jerzy Damsz.
 
W tej książce zaintrygował mnie tytuł, czas w jakim toczy się akcja książki również, ale szalę przeważyła jednak ciekawość losów jej prawdziwie nietuzinkowego bohatera, który był postacią autentyczną oraz chęć dowiedzenia się kim była tytułowa Dama i co łączyło ją z również tytułowym Asem.

 Akcja powieści Tomasza Stężały toczy się w latach 1917 do 1919 i rozpoczyna się w niemieckich okopach na terenie Francji, gdzie trafia w kwietniu młody Bydgoszczanin, Mieczysław Sylwester Garsztka, a kończy w czerwcu we Lwowie jego tragiczną śmiercią. Mieczysław Garsztka zamiast po zdanej maturze rozpocząć studia medyczne zostaje, jako podwładny cesarza, powołany do kajzerowskiego wojska i trafia na front niemiecko francuski, gdzie styka się nie tylko z piekłem okopów, ale również jako Polak, z ogromną niechęcią zwierzchnika. Jedyną nadzieję wyrwania się z tej sytuacji widzi w lotnictwie, do którego po wielu trudach udaje mu się trafić już jesienią 1917 roku, i w którym dzięki swemu ogromnemu młodzieńczemu zapałowi, niezwykłej woli walki oraz ogromnej miłości do latania osiągnął, mimo różnych przeciwności, ogromny sukces uzyskując tytuł Asa za siedem potwierdzonych zestrzeleń wrogich samolotów. Koniec wielkiej wojny nie oznaczał pokoju dla wyzwolonej Ojczyzny więc, młody porucznik lotnictwa zgłasza się do Ministerstwa Spraw Wojskowych w Warszawie, gdzie zostaje instruktorem zaawansowanego pilotażu. W międzyczasie organizuje lotnictwo wielkopolskie, ale to nie wystarcza zaprawionemu w akacjach bojowych Garsztce, który rwie się do walki, tym bardziej, że na wschodzie trwa wojna z Ukrainą, jednak, gdy w końcu tam trafia jego krótka, ale jakże bogata w porażki i sukcesy lotnicza przygoda dobiega końca.

 Tak, Mieczysław Sylwester Garsztka to niezwykła postać. Bardzo młody, ambitny oraz odważnie realizujący swoje marzenia, chociaż może zbyt ryzykownie postępujący, ale to może tłumaczyć jego wiek, i mimo że wierny do końca cesarzowi to jednak również wielki polski patriota. A co z Damą. Powieść Tomasza Stężały nie jest biografią jej bohatera i chociaż oparta na faktach to jednak jest zbeletryzowaną opowieścią, w której pojawia się również kobieta. Ten powieściowy romans zaczyna się od prośby o zdjęcie, by z czasem przerodzić się w zażyłość a następnie w miłość, która przedwcześnie skonsumowana okaże się zgubna dla Oli, której imię nosił samolot, którym Garsztka brał udział w podniebnych walkach i miał nosić nowy, ten we Lwowie. Losy obojga bohaterów książki splatają się rzadko, intensywność życia, jakie prowadzi w tym krótkim czasie Mietek sprawia, że oddany swej lotniczej wojennej przygodzie zapomina o swej Damie, którą spotyka ogrom zła, niestety za jego przyczyną. Za wolą autora nie będzie im dane się spotkać i żadne z nich nie dowie się o tym co każdego z nich spotkało, a życie Oli autor tak skomplikował i udramatyzował, że odczułam ulgę, gdy skonstatowałam, że to tylko fikcja.

 Moje początkowe obawy co do fabuły książki zupełnie się nie potwierdziły. Mimo że treść powieści naszpikowana jest fachowymi terminami z zakresu lotnictwa wojennego, nazwami samolotów i na jej fabułę składa się ogrom opisywanych akcji bojowych, w których Garsztka brał udział i niełatwo przychodziło mi to wszystko czasem ogarnąć to jednak wciągnęła mnie ta historia opowiedziana barwnym, żywym językiem, historia kogoś, kto żył z ciągłą świadomością, że w powietrzu czyha śmierć i każdy start samolotem może być ostatnim.

 "As i Dama" Tomasza Stężały to jednak nie tylko intrygująca opowieść o fascynującej postaci a przy tym zwyczajnie ludzkiej bez bohaterskiego zadęcia, a przecież dokonującej czynów również bohaterskich w sytuacjach, gdy choćby trzeba było ratować kolegów, którą warto było poznać, ale dla mnie osobiście była to również bardzo ciekawa lekcja poglądowa z zakresu historii w ogóle, w tym niemieckiego lotnictwa wojennego. Czytanie tej książki było więc doskonałym połączeniem przyjemnego z pożytecznym. Szczerze polecam.

czwartek, 25 listopada 2021

"Polesia mszar" - Elwira Izdebska-Kuchta




Co sprawiło, że wybrałam tę właśnie książkę, a raczej, bo niewielką i posiadającą tylko 100 stron, książeczkę w Klubie Recenzenta. Przede wszystkim tytuł, który zapowiadał treści niebanalne i w klimacie, który lubię, bo chociaż Polesie, jako krainę znam wyłącznie z geografii i literatury, która opisywała jego niepowtarzalny urok, a który na zawsze zapadał w sercach tych, którzy musieli go opuścić to przyciąga mnie tajemniczość tkwiąca w dzikości jego bujnej przyrody, która wywierała istotny wpływ na rytm życia Poleszuków. Również okładka, niezwykle zharmonizowana z tytułem, przyczyniła się do takiego właśnie wyboru. Zaintrygował mnie także tytułowy "mszar", z którą to nazwą po raz pierwszy się spotkałam. U nas powiedziano by, że to teren podmokły, bagienny a na Polesiu określenie dla takiego terenu niesie w sobie pewną dozę zagadki a nawet magii. Teren, na którym babki znachorki zbierały, a może i dzisiaj zbierają zioła, którymi leczyły czasem rany a przede wszystkim cudze dolegliwości, a do których dokładały sobie tylko znane zaklęcia. O tym też jest mowa w tej chociaż objętościowo niewielkiej to jednak mieszczącej aż dziewięć intrygujących swą treścią i prawdziwie dobrze się czytających krótkich opowiadań, których fabuły zaskakują różnorodnością opowieści, gdyż znalazłam tu i wspomnienia rodzinne autorki i kryminał, czy legendy i coś z pogranicza świata realnego i pozaziemskiego. Każde z tych mini opowiadań ma swojego głównego bohatera, który znalazł się w jakiejś określonej i emocjonującej sytuacji, a która to sytuacja prawdziwa, czy też fikcyjna ma również pewne zakończenie, ale co również istotne jest on w pewien sposób związany z Polesiem, czy to jako miejscem zamieszkania, czy też zafascynowaniem tym miejscem.

Ubarwienia temu zbiorkowi urokliwych i z polotem, ale i dobrym stylem napisanych małych form literackich dodaje pojawienie się na kartach tej książki znanych postaci, takich jak Nina Andrycz, czy Witkacy, którym autorka poświęciła dwa opowiadania.
Tytułowy zaś "mszar" czytelnik odnajdzie w opowiadaniu, w którym autorka zawarła interesującą historię z życia swojego dziadka, z czasów pierwszej wojny światowej, gdy ten służąc w rosyjskiej armii i przebywając w okolicach Pińska poznał swoją przyszłą żonę, wnuczkę zielarki.

Opowiadania zawarte w zbiorze pt. "Polesia mszar" to debiut literacki Elwiry Izdebskiej-Kuchty, która, czego dowiadujemy się ze skrzydełka okładki, jest pochodzącą z Podlasia absolwentką polonistyki i od wielu lat prowadzi blog książkowy, a jak pisze we Wstępie powstały one w latach 2016 - 2020.
Czytam książki zazwyczaj dla rozrywki i nie oceniam ich pod kątem sztuki pisarskiej, gdyż nie posiadam takich umiejętności, ale po przeczytaniu tego zbioru opowiadań mogę z przekonaniem powiedzieć, że to w moim odczuciu jest bardzo udany debiut, gdyż chyba najtrudniej czytelnika zaintrygować jest właśnie małymi formami literackimi i go nie zanudzić. A ja te mini opowieści czytałam z zainteresowaniem i dużą przyjemnością.