piątek, 13 lipca 2018

Woda i piasek na okładkach książek......bo to kanikuła.....

 
            Wprawdzie sama nie kupuję książek, a jeżeli już to jest to wyjątek......, ale buszować po stronach z książkami lubię. Tym razem na Selkar.pl poszukałam książek z wodą i piaskiem na okładkach ....oczywiście dlatego, że to przecież lato i dla sporej liczby osób czas wypoczynku własnie w takiej scenerii. A co znalazłam pokazuję. Wydają się to byż pozycje dobre na lato.....








Dramatyczne losy trzech par pragnących stworzyć rodzinę wiodą przez klęski i zwycięstwa, tragedie i radości, rozpacz i nadzieję…

Biorąc ślub, Diana i Andrew są pewni, że ich pierwsze dziecko zostanie poczęte już podczas miesiąca miodowego. Ale mijające miesiące przynoszą kolejne rozczarowania…

Charlie wychował się w sierocińcach. Marzy o domu pełnym dzieci. Ale jego żona nie dzieli z nim tego marzenia…

Pilar, wzięta adwokat, po dziesięciu latach związku wychodzi za mąż za starszego o dziewiętnaście lat Brada, ojca dorosłej córki.

Brad wkrótce ma zostać dziadkiem, a Pilar zaczyna się zastanawiać, czy ona sama nie będzie kiedyś żałować, że nie mają własnych dzieci. Czy czegoś w życiu nie traci…

Każde z nich podejmuje wyzwanie, jakie rzucił im los. Bo warto wierzyć w szczęśliwe zakończenia…














Wzruszająca opowieść o rodzinie naznaczonej cierpieniem
i o dwojgu ludziach, którzy stracili wszystko i odnaleźli nadzieję

Ophélie wraz z jedenastoletnią córką Pip spędza lato nad oceanem. Spokój pustych, smaganych deszczem plaż w pobliżu San Francisco nie łagodzi jednak bólu niedawnej tragedii. Aż do dnia, gdy podczas
samotnego spaceru brzegiem morza Pip spotyka Matta. Utalentowany malarz zaprzyjaźnia się z dziewczynką i zaczyna uczyć ją rysunku. A matkę… urzeka. Jego dobroć i ciepło dają Ophélie uzdrawiającą siłę. Przy nim znów potra? się śmiać. Kiedy jednak wydaje jej się, że jest gotowa wrócić do życia, los znów okrywa je cieniem. Lecz w mroku zawsze świeci światełko nadziei…















Tragiczny wypadek zniszczył nasze życie. Czy ja zniszczyłem naszą miłość?
Ever i Caden. Mieli być szczęśliwi na zawsze, ale wypadek przekreślił wszystko. Ever zapadła w śpiączkę. Caden opiekował się nią, a Cadenem - siostra Ever, Eden.
Teraz Eden zniknęła i nikt nie wie dlaczego.

Ever i Caden, przepraszam, że zniknęłam bez słowa. Nie wiem, czy potrafię wam to wytłumaczyć. Nie wiem, kiedy wrócę. Jeśli wrócę. Wiem tylko jedno: kocham cię, Ever. Jesteś moją siostrą-bliźniaczką i moją najlepszą przyjaciółką. Ten wyjazd i rozstanie z tobą to najtrudniejsza rzecz, jaką musiałam kiedykolwiek zrobić.
Cade, opiekuj się moją siostrą. Kochaj ją tak, jak na to zasługuje. Tak, jak zawsze ją kochałeś: na zawsze.
Eden










Miłość, zbrodnia i tajemnica z przeszłości w zmysłowej i emocjonującej powieści jednej z największych gwiazd
literatury kobiecej.
Powieści Jayne Ann Krentz to międzynarodowe bestsellery wydane w ponad 35 milionach egzemplarzy i tłumaczone na 33 języki.
Philadelphia i Crissie zaprzyjaźniły się, kiedy miały trzynaście lat. Stały się sobie bliskie jak siostry, może dlatego, że obie nie miały rodziców. I nagle rok temu dwudziestosześcioletnia Crissie dowiedziała się, że jest nieślubną córką przemysłowego magnata. Dziedziczką bajecznej fortuny. A teraz zginęła w wypadku. Pozostawiła Philadelphii swoje udziały w rodzinnym koncernie Castleton & Lightf oot… Czy to dlatego Philadelphię odwiedza niespodziewanie Nick Lightfoot, arogancki, obdarzony uwodzicielskim wdziękiem drapieżnika syn marnotrawny wpływowej rodziny? Chce odzyskać udziały Philadelphii czy też ma wobec niej zupełnie inne plany?


        Komu lato się kojarzy tak jak mnie......z wodą i piaskiem ?


_____________________________

Zdjęcia okładek i opisy książek pochodzą ze stron Selkar.pl

środa, 11 lipca 2018

"Ważne było lustro i korale". Wołyń 1943.......


                        Kilka dni temu skończyłam czytać
         

W książce tej znajdują się między innymi fragmenty mówiące o tym co działo się na Wołyniu w 1943 roku.  Chciałabym o tej książce napisać post ....może mi się uda, a dzisiaj by zwrócić uwagę na to, że 11 lipca jest dniem, w którym szczególnie przypominamy tamten czas, by to co się wydarzyło nie poszło w zapomnienie, cytuję krótki fragment, który nie zawiera drastycznych opisów, lecz wiele mówi o atmosferze tamtych dni.....  

            Marfa miała rację, że nie chciała dłużej zostać.
            I nie było sensu jej zatrzymywać.
           Wiktoria objęła ją, ucałowała, wynagrodziła, czym mogła, podziękowała za dotychczasową służbę i życzyła, by ją Bóg błogosławił. Marfa rzuciła się do całowania rąk Wiktorii. Rozstały się w zgodzie. Trudno jednak było odgadnąć, co tak naprawdę myślała Marfa, gdyż odchodząc zapytała :
            - Pani...A jakby tak...no, jakby się co stało, to czy ja mohu prijmati zierkało z sałona?
            Wiktorii mróz przeszedł po kościach, ale odparła :
            - Tak, niech Marfa weźmie.
            - I te korale. Czerwone, co wiszą w sypialni.  
            - Tak, i te korale.
            - Marfa zaczęła się rozglądać, co by tu jeszcze wziąć w razie czego, ale Wiktoria zirytowana powiedziała :
            - Niech Marfa już idzie. Jak mnie zabiją, to niech Marfa bierze, co chce. Nic mi już wtedy nie będzie potrzebne.
            Marfa ukłoniła się nisko, przeżegnała prawosławnym krzyżem i poszła, oglądając się co parę kroków.
             To rozstanie pozostawiło w Wiktorii niesmak i żal. Tyle dobroci, tyle serca okazanego Marfie i jej rodzinie nie liczyło się w ostatecznym rozrachunku. Ważne było lustro i korale. I przekonanie, że Wiktoria i jej dom tak czy inaczej skazane są na zagładę.
              Myślała o tym kilka dni, nie mogąc się zdecydować, co robić. Żal jej było wyjeżdżać, ale też i nie miała dokąd.
               Aleksander mieszkał kątem we Lwowie pod obcym nazwiskiem. Nie mógł jej zapewnić żadnej pomocy. Stefan z rodziną ukrywał się i zamierzał przedostać na Lubelszczyznę, a potem do Warszawy, byle dalej od spływających krwią Kresów. Postanowiła zostać. Nie zrobiła w końcu nikomu nic złego, z miejscowymi żyła w zgodzie i zawsze pomagała im, gdy tej pomocy potrzebowali.



                  ____________________________________






                 ______________________________________


Joanna Lustyk,Nad rzeką niepamięci,Wyd.Damidos,2013 r.,str.147-147

piątek, 6 lipca 2018

Małe podsumowanie czytelnicze, z obiektywem w Krakowie i drobny zakup książkowy.




                  Ostatnio przebiegam  tylko wzrokiem mój blog, a i moje odwiedziny na innych blogach są bardzo rzadkie.   
Rozpoczęłam sezon przetworowy ......dobrze, że chociaż udaje mi się czytać. Ten czas ma tę zaletę, że przygotowując sobie owoce oglądam filmy  z czym w ciągu roku bywa kiepsko.

                Pół roku za nami ......lato jakby nam już minęło darząc słońcem ponad miarę, ale znów powraca co cieszy, bo jesień niech będzie w jesieni.........

                  Przez minione pół roku udało mi się przeczytać 21 książek, w tym dwie "przeczytałam" przez wysłuchanie. A co czytałam obrazuje moja półka na LC. Kto ciekaw co czytałam może zajrzeć....zapraszam. Osiągnęłam w ten sposób średnią 3 koma coś tam na miesiąc i obym taką utrzymała do końca roku....to będzie dobrze.
                  W zasadzie każdą z przeczytanych książek mogę polecić, bo to były bardzo dobre lektury, ale bezsprzecznie największe wrażenie   na mnie zrobiły wspomnienia Franka McCourta, które dostarczyły mi wiele różnych emocji  a także były źródłem sporej wiedzy o życiu Irlandczyków u siebie  i w Ameryce w XX wieku.




                           A styl w jakim książki zostały napisane sprawił, że poświęcałam im każdą wolną chwilę. To historia, która na długo pozostanie w mojej pamięci.

                          Jak to widać na blogu pisanie o przeczytanych książkach zupełnie mi nie idzie......i obawiam się, że chyba tak już zostanie....przynajmniej na razie.

                  W czerwcu jedną z niedziel spędziliśmy między innymi w Krakowie. Miałam okazję do zrobienia wielu zdjęć i kiedyś może część ich na blogu pokażę a dzisiaj tylko te związane z książkami. Idąc pieszo od Galerii Kraków na Wawel na ulicy św. Marka zwróciłam uwagę oczywiście na antykwariat. Nie wchodziłam do niego, gdyż nie było na to czasu a poza tym ja przecież w tym roku nie kupuję książek.....




 ......chociaż, gdy mijaliśmy, przechodząc ulicą Grodzką, Skład Tanich Książek nie powstrzymałam się, by sprawdzić czy mają książkę Janiny Lesiak, którą zauważyłam na Dedalus.pl...tu mogłam, przy okazji, kupić ją bez dodatkowych kosztów. 

                  
źródło zdjęcia

Złamałam swoje postanowienie i w ten sposób powiększył się mój zbiór książek Janiny Lesiak do dwu pozycji :




A teraz tylko czytać, ale kolejka oczekujących długa....



______________________

Zdjęcia okładek książek pochodzą ze stron lubimyczytać.pl.

czwartek, 28 czerwca 2018

Motyle i wikicytaty........


                           


 Dzisiaj za oknem ponuro i  nieprzyjemnie więc troszkę rozweselam się oglądając kolorowe zdjęcia, jakich mam w archiwum komputerowym ogrom. A chyba w przyrodzie nic mnie tak nie cieszy, jak wielokolorowe piękno i ulotność motyli, które wykorzystują każdy moment słoneczny, by się pojawić w ogrodzie i pławiąc się w promieniach słonecznych spijać kwietny nektar.
Dla poprawy nastroju wrzucam więc dzisiaj na blog kilka motylowych wikicytatów  okraszając je swoimi zdjęciami.




Dni nasze jak dni motylka,
Życiem wschód, śmiercią południe.


                                      Adam MickiewiczBallady i romanse. Pierwiosnek (1822)







Miłość jest jak motyl – piękna, bajeczna, ale trudna do złapania

                                                                                                                                     Autor: nieznany





Jaki jest motyl?
Złoty, śnieżny czy lekkomyślny?
Motyl? Bezdomny!


                                       Maria Pawlikowska-JasnorzewskaJaki jest motyl








Motyle wymyślają cudowne bajki, by je podszeptywać kwiatom.

                                                                                                         Curzio Malaparte   


                    

                     
… pamięć jest jak motyl: zanim pomyślisz, już ulatuje przez okno.
                          
                                                                                         Susanna ClarkeWzgórze pokus








Dobrego i przyjemnego dnia, mimo wszystko, życzę wszystkim, którzy do mnie zaglądną.......






sobota, 23 czerwca 2018

.......ale nie mogę się od taty odwrócić, bo ten poranny to mój prawdziwy ojciec .......Franc McCourt o swoim ojcu.



                       
                         Dzisiaj wielki dzień, Dzień Ojca. Z tej okazji wszystkim ojcom dedykuję chwytający za serce fragment z pierwszej części wspomnień Franca McCourta, opowiadający o tym jak, mimo wszystko, postrzegał swego ojca, gdy był dzieckiem i jaką miłością go wówczas jeszcze darzył. 
                          Ten fragment jest jak lekcja poglądowa ukazująca czego najbardziej dzieci potrzebują od swych ojców.

                         




                        Wiem kiedy tata robi coś złego. Wiem, kiedy  przepija zasiłek i mama popada w rozpacz, bo musi żebrać w Stowarzyszeniu Świętego Wincentego i prosić o kredyt w sklepie Kathleen O'Connell.   Ale nie chcę odwracać się od niego i biec do mamy. Jak mógłbym to zrobić, skoro obaj wstajemy co rano wcześnie, kiedy wszyscy jeszcze śpią? Tata rozpala ogień, robi herbatę, podśpiewuje, albo czyta mi gazetę szeptem, żeby nie obudzić reszty rodziny. Mikey Molloy ukradł Cuchulaina, Anioł Siódmego stopnia gdzieś sobie poszedł, ale rano tata  wciąż należy do mnie. Wcześnie przynosi "  Irish Press" i opowiada mi o świecie, o Hitlerze, Mussolinim, Franco. Tłumaczy, że ta wojna to nie nasza sprawa, bo Anglicy znowu próbują swoich sztuczek. Mówi o wielkim Roosevelcie w Waszyngtonie i wielkim De Valerze w Dublinie. Rano mamy cały świat dla siebie i tata nigdy mnie nie przekonuje, że powinienem umrzeć za Irlandię. [.... ]   
                         [... ] Kiedy rano ma się ojca tylko dla siebie przy płonącym ogniu, nie potrzeba już ani Cuchulaina , ani Anioła Siódmego stopnia, ani niczego.
                        [...] Zanim położymy się spać, siedzimy przy ogniu; jeśli poprosimy tatę, żeby nam coś opowiedział, wymyśla coś na temat któregoś z sąsiadów i prowadzi nas po całym świecie, w powietrze, pod wodę i z powrotem na naszą uliczkę.[...]
                        [...] Po zakończeniu opowieści tata prowadzi nas na górę i klęka, kiedy odmawiamy modlitwę. Mówimy: Ojcze nasz, trzy Zdrowaś Mario, Boże pobłogosław papieża, Boże pobłogosław mamę, naszą zmarłą siostrę i braci, Boże pobłogosław Irlandię, De Valerę i każdego, kto tacie daje pracę.
                        - Śpijcie teraz, chłopcy, bo Bóg na was patrzy i zawsze wie kiedy jesteście niegrzeczni.
                         Myślę, że mój tata jest podobny do  Świętej  Trójcy, są w nim trzy osoby: ta poranna z gazetą, ta wieczorna od opowieści i modlitwy i ta, która robi złe rzeczy, po powrocie do domu pachnie whisky i domaga się, żebyśmy umierali za Irlandię.
                          Bardzo mi smutno z powodu tych złych rzeczy, ale nie mogę się od taty odwrócić, bo ten poranny to mój prawdziwy ojciec i gdybym był w Ameryce, mógłbym powiedzieć: "Kocham Cię, tato", tak jak mówią na filmach, ale nie można tego powiedzieć w Limerick, żeby nie zostać wyśmianym. Można powiedzieć, że się kocha Boga, dzieci i te konie, które wygrywają na wyścigach, ale wszystko inne świadczy o słabości głowy.




______________________________

Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Popiół i żar" Franka McCourta wydanej przez Świat Książki w 1999 r. a przełożonej z angielskiego przez Hannę Pawlikowską-Gannon, ze stron 253-255