Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Kłamca - Tomasz Białkowski.




       



      Szczęśliwym  trafem jakiś czas temu na blogu   Taki jest świat  udało mi się zdobyć  kryminał Tomasza Białkowskiego p. t. "Kłamca". Nie czytałam pierwszej z książek opowiadających o dziennikarzu Pawle Werensie  czyli "Drzewo morwowe" więc nie mogę ich porównać, ale  mogę stwierdzić, że  Tomasz Białkowski w "Kłamcy" zainteresował mnie zarówno ciekawym obyczajowym wątkiem książki jak i niebanalną intrygą kryminalną, którą interesująco powiązał ze znalezionym w  1945 roku w pięknym Radomierzyckim  pałacu  zdeponowanym tam niemieckim archiwum. 


źrodło

W ten sposób wprowadzając  do książki pasjonujący element polityczny związany z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi wspomina  min. zamordowanego w sierpniu w 1992 roku, w Aninie wraz z żoną, premiera PRL, który najprawdopodobniej został  zamordowany z powodu tajemnic jakie poznał przegladając to archiwum nim zostało wyekspediowane do Moskwy.

          Pierwszym zdaniem -" Deszcz padał nieprzerwanie całą noc i ranek, przez co na podjeździe potężnego barokowego pałacu stały wielkie kałuże brudnej wody." - zostałam wprowadzona   w atmosferę soboty, 2 czerwca 1945, roku kiedy to do tego wspaniałego pałacu  przybyło trzech młodych mężczyzn i tam w pomieszczeniu, które wypełniały setki papierowych teczek, akt,  listów, zdjęć, protokołów, notatek, zeszytów i książek  walających się wszędzie znalazło małego chłopca. Jak się później okazuje to wówczas zaczęła się historia, która po latach, w 2006 roku,  zaowocowała pełną dramatyzmu  intrygą kryminalną, w której niezwykła, makabryczna śmierć dosięgła  kilka osób.

        Nie czytając "Drzewa morwowego" nie mogłam poznać wcześniejszych wyczynów Pawła Werensa jako dziennikarza śledczego, które po napisaniu książki przyniosły mu sławę. Sława ta jednakże nie przełożyła się na jego osobiste szczęście. W "Kłamcy" bowiem Werens ma nie tylko poważne problemy ze swoją osobowością, które zapija mocno alkoholem przy okazji pakując się w obyczajową aferę, która pozbawia go pracy, ale na dodatek jak grom z nieba spada na niego  zabójstwo wujostwa Warensów, a także sam staje się obiektem niebezpiecznego dla siebie zainteresowania ze strony swego starego wroga, Monalto, który wpada na iście szatański pomysł mający na celu pozbycie się  Pawła na zawsze.

         Śledztwo w sprawie zamordowanych Werensów rozpoczyna prowadzić Andrzej Dera, podkomisarz KMP miasta Olsztyna, a gdy zostaje odsunięty od niego,  zmotywowany przez Pawła, kontynuuje je na własną rękę i uzyskuje zaskakujące informacje o przeszłości
zdymisjonowanego generała Wojskowych Służb Informacyjnych Szuberta, o pseudonimie Monalto, którego obaj z Pawłem podejrzewają o stanie za popełnionymi zbrodniami. Ta przeszłość tłumaczy pojawienie się w książce fotografii zaginionego z Zamku na Wawelu obrazu Rafaela -Portret młodzieńca, którego historię powstania i niezwykłe losy dzięki książce mogłam poznać.

        Wiadomość o morderstwie popełnionym na krewnych stawia Pawła Werensa  do pionu na tyle, by mógł podjąć się próby rozwiązania zagadki związanej z dokonanymi zbrodniami przy pomocy dobrej znajomej Dery, Leny,  która jest biegła w znajomości Biblii, a ta znajomość jest im niezbędna ponieważ sposób w jaki popełniono morderstwa zawiera przesłania oparte na symbolice religijnej Starego Testamentu, którą posługuje się  bezwzględny morderca zgodnie i ściśle  z wytycznymi swego mocodawcy, a które mają na celu zaprowadzić Pawła w  w miejsce przygotowanej nań zasadzki. Dzięki takiemu poprowadzeniu akcji przez autora miałam  możliwość zwiedzenia razem Pawłem i Leną przepięknej Bazyliki Mariackiej w Gdańsku.
źródło

       Werens i Dera mimo występujących między nimi animozji uzupełniają się wzajem w prowadzonych odrębnie dochodzeniach i zagadka przyczyn śmierci wuja Pawła  i jego żony a także pozostałych osób zostaje rozwiązana, a Pawłowi udaje się uniknąć śmierci w przygotowanej nań zasadzce.

      "Kłamca" to moim zdaniem  dobry kryminał, który w intrygujący sposób  łączy przeszłość z teraźniejszością i posiadający interesujący kontekst polityczny, z dobrym tempem akcji, która tocząc się w kilku miejscach przenosiła mnie z Olsztyna do Gdańska, Krakowa i na Mazury.
Książkę czytało mi się bardzo dobrze a więc i szybko co sprawiła   nie tylko jej wielowątkowa i niebanalna fabuła, ale również ciekawie zarysowane i poprowadzone postaci Pawła Werensa i podkomisarz Dery. Uwagi może miała bym tylko do zastosowanej symboliki religijnej, która w pewnym momencie zaczęła być zbyt zagmatwana a przez to nużąca i nie realna.

     A dlaczego taki tytuł i kto był kłamcą dowiecie się z książki, która dać Wam może niezłą rozrywkę a także pewną dozę różnej wiedzy.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi..., Z literą w tle, Czytamy polskie kryminały.



Baza recenzji ZwB.

  

sobota, 1 czerwca 2013

Kolacja z zabójcą - Aleksandra Marinina.)





           Dzisiaj  krótko o przeczytanym jeszcze w kwietniu kryminale Aleksandry Marininy p.t. "Kolacja z zabójcą" . Nie będę się dużo rozpisywać, gdyż jak zauważyłam recenzji tej książki jest sporo w sieci więc nic nowego nie odkryję. Z samą  autorką spotykam się po raz pierwszy i to dzięki temu, że książkę wygrałam  u przynadziei jeszcze w ubiegłym roku. Była to jedna z pierwszych w ten sposób zdobytych książek. W innym przypadku, biorąc pod uwagę, że rzadko czytam kryminały, byłoby bardzo prawdopodobne, że Aleksandra Marinina nie znalazłaby się w kręgu mojego zainteresowania.
 "Kolacja z zabójcą " to pierwszy z 26 napisanych przez Marininę  kryminałów, opowiadających o major  Anastazji Kamieńskiej, pracującej jako analityk w Moskiewskim Urzędzie Śledczym. W nim poznajemy Anastazję,  jej szefa, który ceni ogromnie jej zmysł analityczny i intuicję powierzając jej trudne do rozwiązania sprawy kryminalne, a także resztę zatrudnionych w wydziale milicjantów. Sama Anastazja to cicha, skromna a nawet zakompleksiona młoda osoba, dla której najważniejsza jest praca,  której oddana jest całkowicie. Anastazja robi to co lubi, ale  ma również hobby, hobby,  które pozwala jej zmienić wygląd, jak i w pewnym stopniu osobowość,  i to akurat przydaje się jej w rozwiązaniu zagadki śmierci Iriny Fiłatowej, kryminolog z Instytutu Naukowo-Badawczego MSW. Anastazja ma za zadanie dociec komu zależało na śmierci tej wydawałoby się nikomu nie wadzącej osoby, którą wielu lubiło a wielu nie, ale nie do tego stopnia by ja zabić. W wyniku wnikliwie i błyskotliwie przeprowadzonego dochodzenia na drodze dedukcji Anastazji udaje się odpowiedzieć na pytanie kto i dlaczego  bał się Fiłatowej aż tak, że zlecił jej zabójstwo, a przy pomocy swoich umiejętności charakteryzatorskich, a po części i aktorskich, walnie przyczynić się bezpośrednio do jego ujęcia.
       "Kolacja z zabójcą" to świetny inteligentnie napisany klasyczny kryminał milicyjny, którego akcja osadzona jest w latach 80-tych ubiegłego stulecia, czyli w okresie polityczno - społecznych zmian, jakie wówczas zachodziły w Rosji. Rzecz  dzieje się w Moskwie w  środowisku MSW, które wskutek nadejścia nowych czasów, czasów wolnego rynku, komercji i wielkich pieniędzy, w sytuacji gdy pracownicy milicji marnie zarabiają, ulega coraz większej demoralizacji a powiązania przestępcze pomiędzy poszczególnymi osobami  jak również fakt, że co uświadomił Anastazji ojczym "milicja to ciasny krąg" , w którym nie można zrobić kroku by się nie natknąć na znajomego, krewniaka itp.,  poważnie utrudniają  prowadzenie śledztw.
Zmieniły się również metody jakimi posługuję się przestępcy. Zabójstwa są zlecane organizatorom, a wykonują je płatni zabójcy. I tak mamy w "Kolacji z zabójcą", w której major |Anastazja Kamieńska trafia po nitce do kłębka, czyli od zabójcy do zleceniodawcy.

    "Kolacja z zabójcą" to kryminał, który czyta się szybko i z dużą przyjemnością , lekki z sympatycznie zarysowanymi postaciami,  samej bohaterki, ale i  milicjantów z ich typowo rosyjską mentalnością ,  których Marinina traktuje z pewną dozą humoru, a nawet delikatnej kpiny. A przede wszystkim  posiada to co najważniejsze w kryminale,  ciekawą oraz  pasjonującą  zagadkę kryminalną i niebanalny sposób jej rozwiązywania.

Ta książka zachęca do sięgnięcia po kolejne z tego cyklu.

Przeczytałam w ramach kwietniowej trójki e-pik
i Rosyjsko mi .



Baza recenzji ZwB.

wtorek, 7 maja 2013

Pan Przypadek i trzynastka - Jacek Getner.)


         

          Dzisiaj nareszcie kolejna opinia. Wprawdzie mam sporo zaległych, ale tę winna jestem autorowi więc została napisana poza kolejką. 

         "Pan Przypadek i trzynastka" to moje drugie spotkanie z Jackiem Getnerem, który jak czytamy w nocie na okładce jest pisarzem i scenarzystą, napisał scenariusze do kilkuset odcinków różnych seriali, a także dramaturgiem.W swoim dorobku ma również sporo nagród jako laureat wielu konkursów literackich i dramatycznych. Jednym słowem Jacek Getner to utalentowany i pracowity młody literat.

            Książka, którą przeczytałam rozpoczyna cykl, na który ma się, według założeń pisarza,  złożyć czternaście książek opowiadających o przygodach niedoszłego prawnika, który ni z tego ni z owego rozpoczyna karierę wziętego wprawdzie nie adwokata,  jakim go  jego szanowny i niepocieszony brakiem rozsądku syna tata, posiadacz kancelarii adwokackiej, by sobie widzieć życzył, lecz detektywa. Autor zamieścił w niej trzy kryminalne chociaż, co raczej dzisiaj w literaturze tego typu się nie zdarza,  bezkrwawe  historie, w których mamy do czynienia z kradzieżą cennych obrazów, aferą willową ze znaczkami pocztowymi w roli głównej i kradzieżą sztuki scenicznej. Wszystkie trzy opowieści łączy sympatyczny, utrzymujący się głównie z wynajmu posiadanych mieszkań  i żyjący z dnia na dzień, mimo iż dobiega trzydziestki, Jacek Przypadek oraz jego wiekowa, ale nie pozbawiona uroku osobistego  sąsiadka,  Irmina, która po tym jak Jacek doskonale się spisał, jako detektyw wykrywając złodzieja jej obrazów,  kreuje jego karierę  detektywistyczną przysyłając mu kolejnych klientów. Jacek jest nie tylko sympatycznym i obdarzonym specyficznym poczuciem humoru  luzakiem, jest również bystrym facetem obdarzonym niezwykłą intuicją i spostrzegawczością co jak najbardziej predysponuje go do zawodu detektywa. Rozwiązywanie zagadek przychodzi mu z łatwością, gdyż jak twierdzi "ludzie są banalnie przewidywalni" a to sprawia, że łatwo  można przejrzeć ich zamiary i czyny.
Swymi detektywistycznymi wyczynami Przypadek wchodzi jednakże w drogę mało rozgarniętemu  i niezbyt inteligentnemu  podkomisarzowi Łosiowi, który na wszelkie sposoby próbuje  zwalczać przeciwnika o "niesłychanie ironiczno - dobrotliwo - pobłażliwym  spojrzeniu", gdyż  przez niego  jego kariera zawodowa  wciąż wisi na włosku.

         W "Panu Przypadku i trzynastce" nie brak  jest również wątków damsko męskich. W  przeszłości  detektywa z przypadku jest Basia, alpinistka, która zaginęła w górach, ale jej zdjęcie wciąż w mieszkaniu Jacka się znajduje,  w teraźniejszości są przygodne znajome, ale również  Marzena, narzeczona na niby i dziennikarka śledcza  Ania, która próbuje wygrać zakład z koleżanką poprzez udowodnienie, że Jacek się jej nie oprze.
         
          Akcja wszystkich trzech kryminalnych historii, które łączy oprócz ich bohaterów występująca w każdej z nich  pechowa trzynastka, dzieje się w Warszawie  i toczy się wprawdzie w spokojnej,  ale trzymającej w napięciu atmosferze tajemnic związanych z zagadkami jakie ma rozwiązać jej bohater, Jacek Przypadek.  Autor powołał do życia na kartach swej książki sporo różnych, w mniejszym lub większym stopniu, oryginalnych postaci, należących do różnych środowisk, w tym głównie do prawniczych a z którymi bohater książki  ma do czynienia  w różnych okolicznościach, czy to rodzinnych czy też "zawodowych". Jednym z większych oryginałów jest serdeczny kumpel  Jacka, młody adwokat Błażej, którego ze względu na obsesje na punkcie oddziaływania na kobiety autor nazywa  Młodym Bogiem Seksu. To wszystko sprawia, że książkę czyta się z dużą przyjemnością. Pozbawiłabym ją tylko określania Błażeja Młodym Bogiem Seksu co brzmi pretensjonalnie i jakoś nie pasuje mi do całości książki. Błażej jest zabawną postacią, chociaż świetnym prawnikiem więc niechby był tylko Błażejem.

        Podsumowując muszę obiektywnie stwierdzić,  że autor "Pana Przypadka i trzynastki" ma nie tylko lekkie i błyskotliwe pióro, ale i zaprawione zabawnym, inteligentnym humorem co sprawia, że interesująco prowadzone wątki kryminalne jak i nie kryminalne intrygują i bawią równocześnie  dając  świetna lekturę, którą się błyskawicznie czyta, gdyż trudno się od niej oderwać. Dlatego mam nadzieję, że kolejne książki szybko ujrzą światło dzienne  a ja  będę miała możliwość je przeczytać.

Za umożliwienie  przeczytania książki dziękuję samemu autorowi Panu Jackowi Getnerowi.


Książkę przeczytałam w ramach  wyzwań:


        









Baza recenzji ZwB.

wtorek, 26 lutego 2013

Ziarno prawdy - Zygmunt Miłoszewski.)






         Z Zygmuntem Miłoszewskim po raz pierwszy zetknęłam się czytając jego "Uwikłanie". To w nim poznałam bohatera jego książek, prokuratora Teodora Szackiego. Szacki to inteligentny  i skuteczny śledczy, chociaż jako człowiek prywatnie to zblazowany, nie bardzo zadowolony ze swojego życia prywatnego typ.
      Po romansie z dziennikarką w  "Uwikłaniu",  którym  rozwala swoje, prawdę mówiąc całkiem udane,  małżeństwo ląduje ni stąd ni zowąd  w Sandomierzu. Prowadzona sprawa o zabójstwo zaprowadziła go tam i spodobało mu się w Sandomierzu do tego stopnia, że rezygnuje z pracy w Warszawie i kariery, jaka go tam czekała osiadając  w sandomierskiej prokuraturze, która mu się jawi sielankową w stosunku do warszawskiej, gdzie liczba spraw kryminalnych była niebotyczna w stosunku do sennego Sandomierza, w którym spraw kryminalnych zdawało się być niewiele.
      Jak czytamy,  już w "Ziarnie prawdy", podejmując decyzję o pozostaniu  w pięknym, choć  leżącym na uboczu  mieście  Szacki liczył na nowe, ciekawe życie,  a  w konsekwencji wyboru, jakiego dokonuje  spotyka  go samotność w wynajmowanym mieszkaniu,  wśród ludzi nie darzących go ani sympatią, ani zaufaniem.
      Z marazmu, w jaki w związku z mało ciekawą atmosferą życia prywatnego, jak i zawodowego,  popada  wyrywa go dopiero morderstwo, jakie tuż przed Wielkanocą zostaje popełnione na sandomierskiej, powszechnie lubianej działaczce społecznej, Elżbiecie Budnik. Morderstwo wzbudza ogromną sensację, gdyż zamordowana miała nieposzlakowaną opinię i była ogólnie cenioną osobą, przy czym morderstwo jest wyjątkowo brutalne i mroczne.
         Szacki otrzymuje to śledztwo wbrew swej koleżance po fachu, Barbarze Sobieraj,  tylko dlatego, że nie znał denatki za życia, co powoduje, że początkowo przychodzi mu pracować w klimacie  niechęci, jawnie mu okazywanej,  która z czasem dopiero ulega zmianie, doprowadzając w efekcie nawet do romansu obydwojga. I tu aż się prosi by dodać, że prokurator Szacki, chociaż ogólnie niezbyt zadowolony ze swego trochę zaniedbanego jak sam stwierdza  wyglądu, okazuje się być niezwykle  łakomym kąskiem  dla  sandomierskich erotomanek, które nie dają  mu spokoju  zmuszając do wyczerpującej  erotycznej gimnastyki.
        Zwłoki ofiary mordu  pozbawione całkowicie krwi wskazują na rytualny mord. Również inne ślady jakby o tym świadczą.  Szacki z początki podąża tym tropem, ale kolejne morderstwo, którego ofiarą pada kochanek pierwszej ofiary zmienia jego pogląd na sprawę.
       W sumie, jak w przednim kryminale,  w " Ziarnie prawdy" mamy  wciągającą i bardzo mroczną a nawet wręcz posępną, na pograniczu horroru, intrygę kryminalną, w której jest sporo zadziwiających   zwrotów akcji, trzy trupy oraz prawdziwą i przebiegłą bestię w ludzkiej skórze, tropioną ze zmiennym szczęściem przez Szackiego w towarzystwie Sobieraj  i starego wygi reprezentującego policję śledczą. Przy czym rozwiązanie zagadki śmierci trzech osób w zagadkowych i niezwykle makabrycznych okolicznościach przynosi zaskakujący finał.
      Książkę czytało mi  się bardzo dobrze. Intryga kryminalna emocjonowała  i trzymała mnie w napięciu  aż do nieoczekiwanego końca. A ponadto sporo zawartej w niej treści społeczno obyczajowych  dodatkowo sprawiało, że "Ziarno prawdy" było świetną lekturą, od której trudno było się oderwać.
      Walorem książki dodatkowo jest oczywiście sam Sandomierz ze swym urokiem i klimatem miasta z niezwykłą przeszłością historyczną, którą poznajemy dzięki temu, że stanowi  tło dla rozgrywającego się dramatu kryminalnego.
       Jest też w "Ziarnie prawdy" poruszony  bardzo nośny dzisiaj  problem  konfliktów polsko żydowskich, na przestrzeni wieków, których powodem była nieznajomość min. obyczajów a nawet rytuałów żydowskich, które wytwarzały w polskiej części społeczności potężny strach stając się niejednokrotnie powodem drastycznych i wręcz dramatycznych sytuacji wpływających na wzrastanie wzajemnej niechęci między oboma nacjami. Zygmunt Miłoszewski w książce pisze również o niechętnym stosunku mieszkańców Sandomierszczyzny do powracających po wojnie Żydów, których ocalałe domy były zasiedlane przez Polaków. Nie można powiedzieć by książka wskazywała na antysemickość Polaków, niemniej ta myśl narzuciła mi się w trakcie jej czytania.Stąd nie jestem zdziwiona, że prawa do wydania książki w USA sprzedane zostały przed premierą w Polsce, o czym nas informuje na okładce wydawca.
Czy tylko dla ciekawej intrygi i walorów literackich, których  trudno "Ziarnu prawdy" zaprzeczyć, czy jeszcze coś więcej o tym zdecydowało?


Książkę przeczytałam w ramach  wyzwań :

Trójka e-pik w styczniowej edycji
Z półki,
Czytamy kryminały
Wyzwanie miejskie
Polacy nie gęsi
52 książki

Baza ZwB



poniedziałek, 11 lutego 2013

Śmierć w Breslau - Marek Krajewski


"Śmierć w Breslau" to pierwsza z książek Marka Krajewskiego, których bohaterem jest pracujący w policji kryminalnej Wrocławia, w latach 30 - tych ubiegłego stulecia, Eberhard Mock. To również  moje pierwsze spotkanie z Markiem Krajewskim
źródło
, z wykształcenia filologiem klasycznym  i specjalistą w zakresie językoznawstwa łacińskiego,  byłym wykładowcą Uniwersytetu Wrocławskiego, a obecnie  autorem  kryminałów.
     Książka wydana przez Wydawnictwo Śląskie w 2006 roku pochodzi z mojego zbioru bibliotecznego. Jej okładka intryguje swym wyglądem doskonale wpisując  się  w tematykę tego kryminału. Znajdujemy na niej zachęcające do sięgnięcia po " Śmierć w Breslau"  informacje typu :"Lata trzydzieste we Wrocławiu: mroczny erotyzm, faszyzm, zbrodnie." czy też : "Śmierć w Breslau" łączy w sobie elementy "czarnego kryminału" i horroru." I to jest prawdą. W książce tej  mamy bowiem, jak w klasycznym czarnym kryminale, do czynienia z bardzo realistycznie, a nawet brutalnie ukazanym obrazem rzeczywistości lat 30 - tych  we Wrocławiu, a wynikających z dojścia do władzy Hitlera co sprawia, że sytuacja polityczna w mieście ulega pełnej grozy zmianie wraz z obejmowaniem stanowisk przez funkcjonariuszy SS i nikt czuć się bezpieczny nie może.  Realia te są  równie ważne, jak sama intryga kryminalna, gdyż mają zasadniczy wpływ na postępowanie głównego bohatera. Jej akcja zaś rozgrywa się w dwuznacznej atmosferze podejrzanych, a co za tym idzie niebezpiecznych  dzielnic miasta, domów uciech czy też  knajp, ale również  w rezydencjach zdegenerowanych arystokratów, jak i wysokich funkcjonariuszy partyjnych SA  i jest niezwykle zagmatwana oraz  mroczna.
     Główny bohater kryminału, Eberhard Mock, którego poznajemy już jako radcę kryminalnego, mającego chrapkę na stanowisko szefa policji kryminalnej we Wrocławiu, to człowiek nie wzbudzający sympatii. Mason, należący do jednej z trzech wrocławskich  lóż masońskich, co prawda świetny w swej pracy, ale obrzydliwy koniunkturalista kierujący się wyłącznie własnym interesem, a przy tym  pozbawiony skrupułów i nie gardzący  nie mającymi nic wspólnego z etyką metodami, które pozwalają mu  awansować. Bystry obserwator środowiska, w którym pracuje, a także w którym zażywa uciech,  zdobywa kompromitujące informacje o swoich współpracownikach, a także innych osobach, które w odpowiednim dla siebie momencie wykorzystuje w celach zawodowych czy też osobistych.I tak, oprócz wyników w pracy,  awans na radcę kryminalnego zdobywa  przy wydatnej pomocy zastosowanego szantażu, natomiast do awansu na szefa policji pomaga mu   prowadzone i zakończone z budzącym wątpliwości  rezultatem  w maju 1933 roku śledztwo w sprawie zgwałconej i w sposób makabryczny zamordowanej córki jednego z jego znajomych, należącego do tej samej loży, masona, barona von der Maltena.
     Śledztwo to,  wznowione w  lipcu 1934 przez  sprowadzonego,  przez barona - z Berlina,   Herberta Anwaldta,   stanowi główną kanwę kryminału. Herbert Anwaldt to równie mało sympatyczna choć intrygująca  postać. Wychowany w sierocińcu, obsesyjnie bojący się wszelakiego robactwa i nadużywający alkoholu, ale będący świetnym policjantem kryminalnym  okazuje się być nieślubnym synem von der Maltena, a co za tym idzie narażonym również  na zemstę dziwnej sekty jezydów, której się kiedyś naraził prapraprzodek Maltenów, a  której jak wspólnie z Mockiem odkryli padła jego przyrodnia siostra.
      Oprócz obydwu prowadzących śledztwo przez kryminał przewija się cała plejada świetnie nakreślonych  postaci, mniej lub bardziej zdegenerowanych, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, jak to w półświatku bywa. To sprawia, że powieść posiada specyficzną, mroczną  nie pozbawioną  grozy atmosferę.

    Dużym walorem książki jest przedwojenny Wrocław ze swoim dekadenckim klimatem okresu międzywojennego, po którego wielu  ulicach czytelnik wędruje wraz  z jeżdżącym swym adlerem Mockiem,  a także  rozgrywająca się w dużym tempie akcja, która wciąga i  zaskakuje częstymi zwrotami by w końcu  zadziwić niespodziewanym sposobem rozwiązania  intrygi kryminalnej - dopiero w roku 1951.


     "Śmierć w Breslau " Marka Krajewskiego to świetny, błyskotliwy  kryminał w swoim gatunku. Posiada wciągającą intrygę, której rozwikłaniem zajmuje  się wprawdzie nie wzbudzający sympatii, zgorzkniały i pozbawiony zasad moralnych  osobnik, który jednak mimo wszystko robi to w sposób inteligentny chociaż  często  brutalny, a nawet niezgodny z prawem. Zadziwiająca jest jego niebywała umiejętność adaptacji  do politycznych zmian, jakie zachodzą w latach 1933 do 1951, w jakich osadzona jest akcja książki, by móc realizować zamierzone cele co dodatkowo sprawia, że kryminał jest dla czytelnika atrakcyjny.


     Czytałam  tę książkę Marka Krajewskiego z dużym zainteresowaniem toteż z  przyjemnością sięgnę po kolejne książki opowiadające o Eberhardzie Mocku, które na to czekają na półce mojej biblioteczki.


 


"Śmierć w Breslau" przeczytałam w ramach  wyzwań czytelniczych :






Baza recenzji ZwB.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

"Co się przydarzyło tej małej dziewczynce" czyli moja pierwsza wysłuchana ksiązka.)



                   A to  moja pierwsza  wysłuchana książka.



           Audio książkę  Asy Lantz  pt. " Co się przydarzyło tej małej dziewczynce"  wygrałam w konkursie na ZwB. Z wygranej oczywiście bardzo się ucieszyłam, mniej jednak z tego, że nagroda okazała się być książką do słuchania. Przedkładam i będę jednak przedkładać książkę  papierową nad nagraną na płytę co nie znaczy jednak, że i z tej formy "czytania" być może w przyszłości nie będę korzystać, sama jednak audio książek kupować raczej nie będę. Piszę, raczej, gdyż jak to się mówi zarzekała się żaba wody....).
         Audio książkę tę  czytał świetnie Andrzej Mastalerz więc słuchało mi się jej bardzo dobrze.O tym, że tematyka książki jest mroczna świadczyć może fakt, że moja druga połowa wchodząc do kuchni / słuchałam tylko w czasie zajęć kuchennych/ stwierdzała od drzwi  " znów ten straszny głos, tego się nie da słuchać".
        Ta audio książka to również moje pierwsze doświadczenie z thrillerem rodem ze Skandynawii. Do tej pory nie czytałam żadnego kryminału, ani thrillera napisanego przez jakiegokolwiek pisarza skandynawskiego więc nawet trudno mi tę powieść porównać z innymi wydanymi  tam w ostatnich latach, w ramach tego gatunku.
           Fabuła powieści  jest wielowątkowa i  śmiało rzec można dość mocno  zagmatwana, tak że trzeba się dobrze wsłuchiwać  by się nie pogubić, tym bardziej, że mamy tu do czynienia z teraźniejszością i przeszłością bohaterów, a także z retrospekcją wydarzeń. Przy czytaniu być może byłoby łatwiej akcję  śledzić, gdyż  Asa Lantz  stworzyła mnóstwo różnorodnych postaci. Postaci  te  w mniejszym lub większym stopniu mają wpływ na  przebieg akcji, która dzieje się we współczesnej Szwecji. Przez powieść przewijają się Szwedzi, Chińczycy, a także Somalijczycy,  ludzie biznesu, polityki, teatru, telewizji i sporo innych postaci. Głównym bohaterem, chociaż wydawało by się, że jest nią młoda Chinka Yi Young , która jest osobą , wokół której jest całe zamieszanie w książce, w zasadzie jest Vigo Sjestre - niezbyt utalentowany pisarz sztuk teatralnych, były policjant, który próbuje na własną rękę wyjaśnić tajemnicę zniknięcia Yi.
           "Co się przydarzyło tej małej dziewczynce " to motyw muzyczny, z którego skorzystała Yi kręcąc pierwszą część dokumentalnego serialu, mającego na celu ukazania swej dramatycznej historii, która stała się jej udziałem po przybyciu do Szwecji w ramach szwedzko-chińskiego programu,  dzięki któremu młodzi Chińczycy mieli zdobywać  wykształcenie w Szwecji, a doskonale oddający ducha koszmaru, jaki przeżyła.
Serial miał za zadanie zdemaskować tych, którzy byli sprawcami jej gehenny, jak również innych dziewcząt chińskich, które w tym samym czasie przybyły do Szwecji i zamiast się  uczyć zmuszane były do pracy, a ponadto notorycznie gwałcone przez swych chińskich opiekunów.
         Powieść Asy Lantz  się świetnie zapowiadała, jako mroczny i  pełen tajemnic  thriller ukazujący brudny  świat polityki i biznesu, w którym oszustwo i przemoc to codzienność. Audio książka muszę to uczciwie przyznać wciągnęła mnie swoją  akcją, niemniej w trakcie jej słuchania odniosłam  nieodparte wrażenie, że pisarka chcąc by thriller był mocny, mroczny zbyt zagęściła atmosferę tej mroczności wątkami pobocznymi epatując czytelnika dodatkowym ponurymi wydarzeniami. Stąd tak duża ilość  postaci w powieści w sumie stanowiących tylko mało istotne  tło dla głównej fabuły.
        Całe przedsięwzięcie pisarskie uratował zaskakujący finał wyjaśniający  w sumie wszystkie zagadki, nawet te, które dotyczyły wątków, co do których pisarka mnie zupełnie nie przekonała np. wątek chłopca, który powoduje poronienie u swej  starszej siostry.
      Szkoda, że Asa Lantz nie skupiła się w swej książce wyłącznie na opowieści o Yi Young , która sama w sobie zawierała wystarczający ładunek emocjonalny do odczuwania dreszczyku w trakcie jej słuchania.

Baza recenzji Syndykatu ZwB .



       

wtorek, 20 listopada 2012

Dajcie mi jednego z was - Jacek Getner.)




Już pewno jeżeli nie wszyscy, którzy książkę otrzymali od autora,  to przynajmniej większość z nich swoje recenzje napisała.
Jak zdążyłam się rozejrzeć po blogach recenzje są w znacznej większości  bardzo pozytywne i obszerne więc nie widzę potrzeby dużo się rozpisywać. Niemniej wreszcie  i ja coś napisać muszę, by być w porządku wobec autora, który dał do zrozumienia, że nie zależy mu ani na czasie, ani na wazelinie.
    Wpierw rozważmy do jakiego gatunku literackiego książkę należało  by  zaliczyć. Jeżeli jest to kryminał, jak się sugeruje w recenzjach  to z  pewnością nie klasyczny  lecz co najwyżej thriller czyli po naszemu dreszczowiec, którego akcja ma wywołać u czytelnika dreszcz emocji.
A czy taki dreszcz emocji u mnie wywołała? 
Niby mamy tu do czynienia z budowaniem napięcia, z niepewnością tego co się wydarzy i nawet niezwykle zaskakujące zakończenie. Jednakże to zakończenie poprzedzone zostało  fabułą, która stała się w kluczowym momencie  nieadekwatna do tytułu.
         Akcja książki ograniczona jest miejscem i czasem. Toczy się w zasadzie w jednym miejscu, w bardzo krótkim czasie i wśród niewielkiej liczby postaci. Główną  postacią jest tu Głos. Głos, który w podstępny sposób   zwabił  w jedno miejsce czterech mężczyzn, a są  nimi :Prorok, Przystojniak, Szczęściarz i Kapral. Mężczyźni Ci kiedyś w przeszłości w różny sposób go skrzywdzili. Każdy z nich, jak się dowiadujemy od Głosu, ale również od nich samych, w trakcie ich wynurzeń podczas pobytu w zamknięciu,  ma sporo na sumieniu. Głos postanowił, nie ufając organom sprawiedliwości, sam tę   sprawiedliwość im wymierzyć. Aby jednak było bardziej efektownie i intrygująco  spośród czterech miał zginąć tylko jeden i to wytypowany przez nich samych. I tu już jakby dowiadujemy się  skąd się  wziął tytuł książki,  a biała postać z kosą na okładce jest wymownym znakiem tego co ma tego jednego spotkać.I wydawało by się, że akcja książki się rozwinie w takim  kierunku, winowajcy się doprowadzą do granic psychicznej wytrzymałości i albo się wymordują, albo w końcu sprzymierzy się trójka przeciwko jednemu i go wytypuje,  i nie wiem co jeszcze, bo nie mam lotnej wyobraźni. Ale nie, i nie wiadomo czy autor zrezygnował z wcześniej założonej koncepcji, którą jakby nasuwa tytuł, czy też takowej w ogóle nie miał. W każdym bądź razie sytuacja, jak na dreszczowiec stała się w pewnym momencie mało emocjonująca. Głos pohukiwał,  niby wymuszał werdykt, a w sumie  faceci się wywnętrzali opisując swoje życie, nawet  jakby zaprzyjaźnili i zabijając czas zaczęli się zabawiać wymyślając gry, by  w końcu  przypadkowe śmierci sprawiły, że został jeden, który i tak się śmierci nie wywinął. Jednym słowem pozostali schodząc śmiertelnie przypadkowo dali tego jednego z nich. 
Mocniejszą stroną książki jest jej  finał w którym autor  nas podwójnie zaskakuje.
Ogólnie rzecz biorąc jednak spodziewałam się więcej po  książce sądząc po tytule. Bardziej rozbudowanej intrygi, więcej emocji i gwałtownych uczuć.
I dlatego dreszcz emocji mnie nie przeniknął, a poza tym książkę czytało mi się raczej jak suchy scenariusz niż powieść. Jak dla mnie akcja była za mało rozbudowana, jak na powieść.

Baza recenzji Syndykatu ZwB.  

Przeczytana w ramach  wyzwania:

czwartek, 30 sierpnia 2012

Kobieta bez twarzy - Anna Fryczkowska.)




        "Kobietę bez twarzy" Anny Fryczkowskiej zdobyłam w konkursie zorganizowanym przez samą autorkę. Ogromnie się wtedy ucieszyłam, gdyż Pani Fryczkowska wybrała, jako jedną wśród trzech wyróżnionych,  również moją dewizę życiową, która brzmi  " im więcej daję tym więcej otrzymuję".

        Książka przypadła mi do gustu już z samego wyglądu. Posiada bowiem  intrygującą  okładkę i została  starannie wydana  w serii ASY KRYMINAŁU, a  na uwagę zasługują skrzydełka przy okładce, które osobiście niezmiernie lubię w książkach i za co wydawnictwu Prószyński i Spółka daję plus. Równie muszę pochwalić czcionkę jaką książka została wydrukowana, jej wielkość jest w sam raz, przez co czyta się z przyjemnością i szybko.

     Nie będę się dużo rozpisywać na temat treści książki, gdyż po pierwsze brak mi na to czasu, a po drugie już niejedna obszerna recenzja z pewnością została napisana.

    Bardzo ogólnie  traktując rzecz ma  się tak: 

Hanna Cudny, główna bohaterka i jedna z narratorek  książki, po  samobójstwie męża, który ni  stąd ni zowąd zdecydował się wyskoczyć z okna bloku, w którym mieszkali, postanawia opuścić Warszawę i podjąć pracę jako nauczycielka angielskiego w szkole, gdzie dyrektorką jest jej była koleżanka z czasów, gdy jeździła do tej miejscowości na wakacje.
Wynajmuje połowę domu na głębokiej wsi, gdzie przeprowadza się wraz z bardzo niezadowoloną z tej przeprowadzki dwójką dzieci. I tu się zaczyna dziać. Miśka, ośmioletnia, ale nad wiek dojrzała córka Hanki, która jest drugą  z narratorek książki, znajduje w stawie utopioną kobietę .Kolejnego trupa, którym również jest kobieta, tym razem znajduje syn Hanki, lekko zbuntowany na cały świat Maks.
Hanka, która uwielbia  kryminały, nie znajdując właściwego zainteresowania na  komendzie policji sprawą morderstw postanawia sama odnaleźć sprawców.

   "Kobieta bez twarzy" to interesująco napisana  książka obyczajowa,  z dobrze i szeroko rozbudowanym wątkiem kryminalnym. Mamy w niej również do czynienia z intrygującym wątkiem paranormalnym co dodatkowo sprawia, że książka trzyma nas w napięciu, które Pani Fryczkowska bardzo umiejętnie stopniuje.
Nie zabrakło również delikatnego wątku romansowego, który przydał książce dodatkowego smaczku.
Poza tym  trzeba przyznać, że Pani Anna powołała do życia  całą plejadę różnych  postaci o bardzo wyrazistej i  niezwykłej osobowości, a także w ciekawy sposób przedstawiła realia wsi .

   Jednak nie mogę nie napisać, że trzy  rzeczy jakby mnie w całej książce nie przekonały.
A były to :
- satanizm Maksa, który w żaden sposób  nie sygnalizowany wcześniej posłużył odkryciu przez niego  zwłok drugiej kobiety,
 - wątek Ewy Maliwy, która bez uprzedzenia nawet synów wyjechała po zniknięciu męża i  spokojnie bytowała w sanatorium,
- wiek sprawców przestępstwa ze względu na jego rodzaj.

   Powyższe trzy elementy  nie miały jednakże wpływu na ogólna ocenę książki, gdyż  czytało mi się ją  znakomicie, a wszystkie wątki mnie wciągnęły tak dalece,  że  wyczekiwałam   z niecierpliwością rozwiązania wszystkich zagadek, a okazało się ono niezwykle frapujące i zaskakujące.

   Książka jest warta przeczytania. 


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania sardegny trójka e-pik.


Baza recenzji Syndykatu ZwB. 




 


poniedziałek, 30 lipca 2012

Strzały w Sonygates - Agatha Christie.)






Były sobie trzy przyjaciółki z czasów szkolnych; dwie Amerykanki Martinówny - Carrie Luise i Ruth , i  Angielka Jane Marple.
Amerykanki zamężne niejednokrotnie , a Angielka  niezamężna  i  w książce Agathy Christie występuje jako   panna Marple.
Ruth mieszka w Ameryce , a jej siostra w Anglii , w pięknej aczkolwiek zaniedbanej posiadłości w Stonygates .  W trakcie odwiedzin u siostry doznaje dziwnego uczucia, że w Stonygates  dzieje się coś  niedobrego , ale nie potrafi   określić w rozmowie z Jane Marple czego to jej przeczucie dotyczy  . Ruth  prosi więc  przyjaciółkę by  pojechała do Stonygates  i spróbowała wybadać co tam się dzieje.Prośba ma swoje uzasadnienie, gdyż panna Marple znana jest z tego, że ma nosa do trudnych spraw i nigdy niczemu się nie dziwi , zawsze spodziewając się najgorszego.

I tak panna Marple , która za przyczyną Ruth  zostaje zaproszona przez Carrie Luise do siebie, przyjeżdża do Stonygates , w którym  Carrie Luis mieszka ze swoja rodziną  składająca się z: męża Lewisa, córki Mildred  , wnuczki Giny i jej męża Waltera oraz  pasierba Stephena. Oprócz rodziny jest  jeszcze opiekunka Carrie, panna Bellever.

W związku z tym, że idee fixe ostatniego  z mężów Carrie Luise , Lewisa , jest resocjalizacja nieletnich przestępców , na terenie posiadłości  znajduje się oprócz rezydencji dom poprawczy, w którym mieszka 12 młodocianych przestępców w tym jeszcze jeden stały bywalec rezydencji ,  Edgar Lawson, który jest sekretarzem męża Carrie Luise.

Pierwsze dni pobytu upływają pannie Marple na poznawaniu osób , które otaczają jej przyjaciółkę  i ich stosunku do niej więc akcja książki rozwija się powoli by nabierać  tempa dopiero od momentu, gdy do Stynogates przyjeżdża  najstarszy pasierb Carrie Luise , syn pierwszego męża , który w pierwszym dniu pobytu zostaje zastrzelony w swoim pokoju.

Podejrzani są przede wszystkim domownicy , ale również brat Stephena , Alex, drugi pasierb Carrie , który właśnie w tym dniu również przybywa do Stonygates  . Śledztwo, które komplikuje dodatkowo obecność w sąsiedztwie rezydencji domu poprawczego , prowadzi inspektor miejscowej policji, któremu wydatnie w wyjaśnieniu zagadki morderstwa pomaga panna Marple . 

 W sumie  trupów jest trzy , a intryga jest doskonale i  inteligentnie poprowadzona przez co książka wciąga i czyta się ja  bardzo szybko .

 Jak to zwykle bywa w starych klasycznych powieściach detektywistycznych  wszyscy podejrzani mają motyw , a efekt śledztwa jest zaskakujący.

"Strzały w Stonygates" Aghaty Christie to lekka , znakomita powieść  kryminalna jak wszystkie Aghaty Christie,  idealna na wakacyjne czytanie.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania sardegny trójka e-pik
  Baza recenzji Syndykatu ZwB.     

środa, 8 lutego 2012

Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski



      Jak pisałam we wstępnym poście , korzystam z biblioteki publicznej od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

     Korzystałam , w swoim dość już długim życiu,  z różnych bibliotek publicznych  i w różnych miejscowościach.
Tam gdzie mieszkałam a zmieniałam miejsca zamieszkania kilkakrotnie zawsze byłam użytkowniczką miejscowej biblioteki.

     Wróciłam do tej pierwszej , której bibliotekarkę pamiętam do dzisiaj i w niej wypożyczam znów książki , które mogę sobie sama na półkach wybierać , nie musząc korzystać z katalogów, za czym nie specjalnie przepadam.

     Czyli podstawowym źródłem zdobywania książek do czytania jest dla mnie biblioteka.

     Lubię również kupować książki. 
Dawniej kupowałam więcej, dzisiaj gdy książki są drogie trudno kupować często ale jest jeszcze możliwość wymiany na portalach internetowych co jest bardzo dobra formą  zdobywania książek , które chce się przeczytać. 
Jest tylko jedno ale, nie lubię rozstawać się z własnymi książkami.


    Nie mam specjalnie dużo czasu na czytanie ale jak mnie książka zainteresuje to ciężko mi się od niej oderwać.

    Tak właśnie teraz miałam z  powieścią kryminalną, która pożyczyłam w bibliotece a mianowicie :
 Powieść czytało mi się znakomicie , treść jej bardzo mnie wciągnęła .

 Akcja kryminału rozgrywa się a tle współczesnej Warszawy / rok 2005 /. Głównym bohaterem jest młody prokurator, który w błyskotliwy sposób prowadzi śledztwo w   sprawie makabrycznego morderstwa , w trakcie terapii grupowej .
Sprawa  okazuje się  trudna do rozwikłania, gdyż ma podłoże polityczne, które kładzie się cieniem na dochodzeniu do prawdy.  
Jest wiele zwrotów, momentów zaskakujących , które w końcu doprowadzają do niejednoznacznego finału. 
Z książki tej również  po raz pierwszy dowiedziałam się o metodzie ustawień rodzinnych Berta  Hellingera  , która podobno  w skuteczny sposób pomaga nawiązać zerwane więzy rodzinne. 
                                                                                                                             Baza recenzji Syndykatu ZwB.