niedziela, 2 lipca 2023
poniedziałek, 17 kwietnia 2023
wtorek, 1 marca 2022
Kołyska - Patrick Somerville
Trafiłam na ten tytuł na Allegro, przy okazji kupowania innych książek. Zaciekawił mnie więc zdecydowałam się mu dać szansę. To debiut powieściowy Patricka Somerville, który zaczął swoją przygodę z pisaniem od opowiadań. I myślę, że całkiem udany.
Ale to nie kołyska jest tu ważna, ona tylko jest pretekstem do odbycia przez Matta podróży, w czasie której zmierzy się on również ze swoją pełną traumatycznych przeżyć przeszłością, w której jest odrzucenie, pobyt w sierocińcu z przerwami na domy zstępcze, próba odnalezienia rodziców, a która to przeszłość będzie mieć wpływ na podjętą w czasie tej podróży ważną decyzję.
Mimo wielu postaci jakie przewijają się przez powieść, pozytywnych i negatywnych jeżeli chodzi o zachowanie, jest w niej dwoje głównych bohaterów a są nimi Matt i Rene. Rene, poetka i pisarka pisząca książki dla dzieci cierpi z powodu podjętej przez jej dziewiętnastoletniego syna decyzji o wyjeździe na wojnę do Iraku, ale nosi również głęboko skrywaną tajemnicę, która obciąża jej sumienie . Co łączy te dwie postaci ....by się tego dowiedzieć warto, jak wpadnie w ręce, przeczytać tę niewielką objętościowo książkę, której akcja toczy się na dwu planach czasowych, i w której autor porusza bolesny temat porzucania dzieci.
Nie mogąc spać zdecydowałam się wziąć do czytania powieść o w miarę lekkiej tematyce a przy tym niewielką objętościowo i wypadło właśnie na "Kołyskę". A ponieważ sen niestety nie nadchodził przeczytałam ją od początku do końca, a tocząca się w niej opowieść nie znużyła mnie i pozostawiła po sobie same pozytywne odczucia jako przyjemna i nie obciążająca lektura a to ze względu na w sumie, mimo wszystko, dobre jej zakończenie.
środa, 23 lutego 2022
Bez ramiączka. John Sargent i upadek Madame X. - Deborah Davis.
Wyzwania czytelnicze bywają przydatne. Chociaż czasem zbyt determinują czytelnictwo, szczególnie w mojej sytuacji, gdy czytam średnio trzy książki miesięcznie, to jednak pomagają w wyczytywanie tych książek, które czekają czasem cierpliwie latami w domowej biblioteczce, by wreszcie doczekać się chwili, gdy je wyciągnę z półki i czytam. I tak było i tym razem. Dzięki jedynemu wyzwaniu, w którym biorę udział przeczytałam prawdziwie świetną książkę. To książka, jedna z tych, które nie należą do masowo czytanych, bo to ani nie romans, ani erotyka i nie kryminał a ja przeczytałam o niej kiedyś tam na bardzo ciekawym czytelniczo blogu i stało się....książka trafiła do mojej biblioteczki. I teraz po jej przeczytaniu mogę stwierdzić, że to był udany zakup, bo "Bez ramiączka ........" Deborah Davis to błyskotliwa i pasjonująca opowieść o niezwykle utalentowanym i pracowitym malarzu oraz jego modelce, której jedynym zajęciem było, jak dzisiaj byśmy to określili, bycie celebrytką, znaną głównie z urody, i ich wspólnym dziele, czyli obrazie Madame X, który pokazany na paryskim Salonie w 1884 w pierwszej swej wersji z opadającym ramiączkiem zbulwersował Paryż, zniszczył reputację przedstawionej na nim Amélie Gautreau i przyczynił się do zachwiania wspaniale rozwijającej się kariery jego twórcy, którym był Amerykanin John Sargent.Książka, którą czytałam z prawdziwie dużym zaciekawieniem - akurat sztuka jest w kręgu moich niezbyt szerokich zainteresowań a poza tym lubię biografie - dostarczyła mi nie tylko przyjemności jako wciągająca i frapująca lektura, ale i poszerzyła moją skromną wiedzę w zakresie malarstwa i życia tak zwanych wyższych sfer w Paryżu, głównie w okresie Bell Epoque. Deborach Dawis zawarła w niej dwie nietuzinkowe i barwne biografie, które prowadzone są dwutorowo, by zazębić się w zasadzie tylko w momencie, gdy utalentowany i odnoszący sukcesy malarz pochodzenia również amerykańskiego John Sargent postanawia namalować portret pięknej młodej Amerykanki żyjącej w Francji i odnoszącej głównie w Paryżu towarzyskie sukcesy. A zatem wpierw poznajemy historie ich życia sprzed czasu, gdy się poznali, a później ich diametralnie różne losy, o których w ogromnym stopniu przesądziły wydarzenia związane z wystawieniem w roku 1884 na paryskim Salonie pierwszej i podstawowej wersji portretu, który John Sargent zauroczony swą piękną modelką wręcz obsesyjnie malował poświęcając mu wiele miesięcy i cierpliwości, gdyż Amélie była chimeryczną modelką, nazwał Madame X. W portrecie tym oboje pokładali wielkie nadzieje. Okazały się one jednakże płonne, gdyż przyjęcie go przez Paryż było druzgoczące dla nich obojga.
Szczerze polecam nie tylko zainteresowanym sztuką. Deborach Davis, mimo wielu faktów i nazwisk wymienionych w książce, nie nudzi swą opowieścią a wręcz odwrotnie sprawia, że barwnie przestawiona historia wciąga poruszaną tematyką jak i jej tłem.
czwartek, 2 grudnia 2021
As i Dama - Tomasz Stężała.
W tej książce zaintrygował mnie tytuł, czas w jakim toczy się akcja książki również, ale szalę przeważyła jednak ciekawość losów jej prawdziwie nietuzinkowego bohatera, który był postacią autentyczną oraz chęć dowiedzenia się kim była tytułowa Dama i co łączyło ją z również tytułowym Asem.
"As i Dama" Tomasza Stężały to jednak nie tylko intrygująca opowieść o fascynującej postaci a przy tym zwyczajnie ludzkiej bez bohaterskiego zadęcia, a przecież dokonującej czynów również bohaterskich w sytuacjach, gdy choćby trzeba było ratować kolegów, którą warto było poznać, ale dla mnie osobiście była to również bardzo ciekawa lekcja poglądowa z zakresu historii w ogóle, w tym niemieckiego lotnictwa wojennego. Czytanie tej książki było więc doskonałym połączeniem przyjemnego z pożytecznym. Szczerze polecam.
czwartek, 25 listopada 2021
"Polesia mszar" - Elwira Izdebska-Kuchta
Co sprawiło, że wybrałam tę właśnie książkę, a raczej, bo niewielką i posiadającą tylko 100 stron, książeczkę w Klubie Recenzenta. Przede wszystkim tytuł, który zapowiadał treści niebanalne i w klimacie, który lubię, bo chociaż Polesie, jako krainę znam wyłącznie z geografii i literatury, która opisywała jego niepowtarzalny urok, a który na zawsze zapadał w sercach tych, którzy musieli go opuścić to przyciąga mnie tajemniczość tkwiąca w dzikości jego bujnej przyrody, która wywierała istotny wpływ na rytm życia Poleszuków. Również okładka, niezwykle zharmonizowana z tytułem, przyczyniła się do takiego właśnie wyboru. Zaintrygował mnie także tytułowy "mszar", z którą to nazwą po raz pierwszy się spotkałam. U nas powiedziano by, że to teren podmokły, bagienny a na Polesiu określenie dla takiego terenu niesie w sobie pewną dozę zagadki a nawet magii. Teren, na którym babki znachorki zbierały, a może i dzisiaj zbierają zioła, którymi leczyły czasem rany a przede wszystkim cudze dolegliwości, a do których dokładały sobie tylko znane zaklęcia. O tym też jest mowa w tej chociaż objętościowo niewielkiej to jednak mieszczącej aż dziewięć intrygujących swą treścią i prawdziwie dobrze się czytających krótkich opowiadań, których fabuły zaskakują różnorodnością opowieści, gdyż znalazłam tu i wspomnienia rodzinne autorki i kryminał, czy legendy i coś z pogranicza świata realnego i pozaziemskiego. Każde z tych mini opowiadań ma swojego głównego bohatera, który znalazł się w jakiejś określonej i emocjonującej sytuacji, a która to sytuacja prawdziwa, czy też fikcyjna ma również pewne zakończenie, ale co również istotne jest on w pewien sposób związany z Polesiem, czy to jako miejscem zamieszkania, czy też zafascynowaniem tym miejscem.
Ubarwienia temu zbiorkowi urokliwych i z polotem, ale i dobrym stylem napisanych małych form literackich dodaje pojawienie się na kartach tej książki znanych postaci, takich jak Nina Andrycz, czy Witkacy, którym autorka poświęciła dwa opowiadania.
Tytułowy zaś "mszar" czytelnik odnajdzie w opowiadaniu, w którym autorka zawarła interesującą historię z życia swojego dziadka, z czasów pierwszej wojny światowej, gdy ten służąc w rosyjskiej armii i przebywając w okolicach Pińska poznał swoją przyszłą żonę, wnuczkę zielarki.
Opowiadania zawarte w zbiorze pt. "Polesia mszar" to debiut literacki Elwiry Izdebskiej-Kuchty, która, czego dowiadujemy się ze skrzydełka okładki, jest pochodzącą z Podlasia absolwentką polonistyki i od wielu lat prowadzi blog książkowy, a jak pisze we Wstępie powstały one w latach 2016 - 2020.
Czytam książki zazwyczaj dla rozrywki i nie oceniam ich pod kątem sztuki pisarskiej, gdyż nie posiadam takich umiejętności, ale po przeczytaniu tego zbioru opowiadań mogę z przekonaniem powiedzieć, że to w moim odczuciu jest bardzo udany debiut, gdyż chyba najtrudniej czytelnika zaintrygować jest właśnie małymi formami literackimi i go nie zanudzić. A ja te mini opowieści czytałam z zainteresowaniem i dużą przyjemnością.
piątek, 3 września 2021
Awans. Detektyw warszawski - Jakub Bielikowski
Książkę, o której jest ten post zobaczyłam w klubie recenzenta na portalu nakanapie.pl . Bardzo rzadko czytam kryminały, ale tym razem jako wzrokowiec wpierw zwróciłam uwagę na okładkę a później doczytałam, że to retro kryminał osadzony nie tylko w bardzo intrygującym i malowniczym środowisku warszawskim, ale na dodatek w historycznym już czasie, gdyż w dobie rozbiorów, gdy Warszawa była III stolicą imperium rosyjskiego, którym rządził car Aleksander III. I to pobudziło moje nią zaciekawienie, gdyż powieść Jakuba Bielikowskiego zapowiadała nietuzinkową lekturę o charakterze kryminalnym z historycznym tłem, na dodatek napisaną przez kogoś kto za sprawą przeczytanej notki o nim jawił mi się ogromnie ciekawą postacią z bardzo bogatym i barwnym życiorysem przy tym pochodzącą z tej części Warszawy, w której właśnie toczy się akcja książki, tyle, że pod koniec XIX wieku. Stwierdziłam więc, że "Awans" zapowiada się bardzo interesująco i nie pomyliłam się.
"Awans" to świetna książka z dynamicznie rozwijającą się akcją i plejadą prawdziwie ciekawych i barwnych postaci, jakimi autor zaludnił stronice swej opowieści. To dobra rozrywka, gdyż nie tylko bawi, ale i poszerza wiedzę.
czwartek, 29 kwietnia 2021
Dziecko września - Marek Harny
Jak do tej pory to dopiero trzecia książka Marka Harnego, którą przeczytałam. Dwie pierwsze przekonały mnie do jego twórczości nie tylko tematyką jaką poruszały, ale również stylem jakim zostały napisane. Marek Harny ujął mnie również tym, że chociaż urodził się na Śląsku to akcja w jego książkach bywa, oczywiście nie wiem jak w innych powieściach, ale w tych, które przeczytałam, osadzona w moim regionie, czyli w Małopolsce, w miastach, które znam i lubię. Pisarza najwyraźniej pociągają tereny i historia z nimi związana, a które poznał, gdyż dorastał w Nowym Sączu, rodzinnym mieście matki . Toteż ucieszyłam się, gdy dzięki portalowi granice.pl, który objął patronatem "Dziecko września" mogłam i tę powieść przeczytać.
Decydując się na napisanie opinii o tej powieści Marka Harnego nie miałam pojęcia, że jej akcja zaczyna się w Tarnowie, rodzinnym mieście mojej mamy, w którym i ja wiele lat spędziłam, i że początek książki przypomni mi pewien wycinek z życia mojej mamy i jej rodziny.
Wrzesień 1939 roku. Moja mama ma prawie 9 lat. Dziadek, ojciec mamy, jest strażnikiem w tarnowskim więzieniu. Gdy w mieście narasta strach, w związku ze zbliżającymi się oddziałami niemieckimi, zapada decyzja o ewakuacji na wschód. Ich tułaczka podobnie jak i Teresy Borowej, bohaterki "Dziecka września", i jej rodziców zakończyła się szczęśliwie, gdyż wszyscy z niej powrócili do Tarnowa, mimo iż Sowieci ich rozdzielili, segregując ze względu na płeć. I mieszkali tu do czasu, gdy dziadek został, za udzielaną pomoc więźniom, osadzony w wiśnickim więzieniu. W tym czasie byli świadkami pierwszego transportu do Oświęcimia, o którym jest w książce, gdyż tym transportem zostaje wywieziony ojciec Teresy.
Marek Harny w swej nowej książce zastosował interesujący i niespotykany zabieg narratorski. To właśnie Adam, "Dziecko września" jest tu bowiem narratorem; raz pierwszosobowym jakby zapowiadającym to o czym będzie opowiadał już jako narrator wszystkowiedzący. Jako narrator pierwszosobowy wspomina i ocenia zachowania rodziców a później już tylko matki a jako wszystkowiedzący opowiada o tym jak potoczyły się losy Teresy od momentu powrotu do Tarnowa, poprzez ucieczkę do Lwowa, powrót do Tarnowa, wyprowadzenie się do Krakowa i zamieszkanie z ciotką Karoliną, trudne życie okupacyjne w Krakowie, gdzie podejmuje pracę a co w efekcie kończy się dla niej więzieniem i pobytem w obozie pracy w Płaszowie aż po pobyt wśród partyzantów na Podhalu, gdzie poznaje Anglika, z którym nieudana próba połączenia się poprzez ucieczkę z dzieckiem na zachód powoduje, że trafia tym razem do polskiego obozu pracy w Świętochłowicach, z którego wychodzi dzięki interwencji znajomego z przed wojny, Stanisława Koszyckiego, z którym połączy swój los, pozostając na Śląsku. To wszystko składa się na bogate w trudne przeżycia i wybory Teresy w czasie okupacji, ale i po wojnie, Teresy głównie jako matki, która jedynie chce przetrwać zły czas i ochronić swojego syna. Jej wszystkie decyzje życiowe, jej determinacja w tym względzie nawet w kontaktach z mężczyznami całkowicie są podporządkowane dobru Adasia, który jak to bywa, gdy dorośnie wybierze swoją własną drogę.
piątek, 26 marca 2021
Fatma. Moja arabska teściowa. - Nadia Hamid
Nadia Hamid, to oczywiście pseudonim literacki Polki, która zdecydowała się nie tylko wyjść za mąż za muzułmanina, ale również wyjechać z nim do Libii w kolejnej swej książce, tym razem, opowiada o swej libijskiej teściowej, Fatmie. Historia Fatmy, z pewnością typowa dla kobiet przychodzących na świat w ortodoksyjnych patriarchalnych rodzinach muzułmańskich, to historia kobiety, która od dzieciństwa przygotowywana jest wyłącznie do spełniania roli żony i matki. O jej życiu decydował wpierw ojciec a później wybrany dla niej mąż. Mimo iż ojciec był dobrym człowiekiem to nie udało mu się wybrać równie dobrego dla niej męża. O tym jakim jest brutalem Fatma dowiedziała się dopiero po ślubie. Najważniejszym czego oczekiwał od niej mąż oprócz prowadzenia domu w całkowitym posłuszeństwie i spełniania każdej swojej zachcianki było urodzić syna. Rodząc wpierw córki doznała wielu upokorzeń, ale los się do niej uśmiechnął, gdy powiła tak upragnionego przez męża pierworodnego syna. To on stał się, jak to jest u muzułmańskich matek, oczkiem w jej głowie, bo też inwestycją we własną przyszłość. Córki z czasem opuszczają dom a pomoc w jego prowadzeniu miała jej zapewnić przyszła synowa toteż niezwykle istotnym dla niej było, by jej ukochany pierworodny Muchtar szybko się ożenił i to po jej myśli. Niestety tak się nie stało, gdyż on postanowił wpierw skończyć studia, na dodatek w bardzo dalekim kraju, kraju ludzi niewiernych, i gdy ona martwiąc się o jego i swoją przyszłość wyszukała mu odpowiednią kandydatkę na żonę Muchtar nic sobie z tego nie robiąc przywiózł z tego dalekiego kraju, Polski, chrześcijańską, a zatem niewierną kobietę z niemowlęciem, z którą postanowił się ożenić. Zawiedziona w swych oczekiwaniach Fatma, która nie zaznała miłości ze strony bezdusznego tyrana i okrutnika jakim był jej mąż, a z czasem musiała się nim dzielić z drugą żoną, przelała swoje gorzkie rozczarowanie i niezadowolenie na obcą sobie kulturowo kobietę, której obecność udaremniła jej tak misternie układane plany przyszłości ukochanego Muchtara. Trudno się więc dziwić, że wspólne życie Polki z ziejącą nienawiścią teściową stało się dla tej pierwszej koszmarem, a dla drugiej polem do popisu w uprzykrzaniu życia nie zaakceptowanej i pogardzanej synowej oraz do podejmowania wszelakich prób, by Muchtar się z nią rozwiódł.
Nadii Hamid, po długich staraniach i dużej niepewności co do losu synów, wyjazdowi których teściowa była przeciwna, udało się opuścić Libię wraz z dziećmi i to o dziwo przy wyraźnej aprobacie i pomocy teścia, gdyż jej mąż Muchtar miał w Polsce podjąć studia doktoranckie. I tak szczęśliwie powróciła do kraju a o swoich przeżyciach i poczynionych w czasie kilkuletniego pobytu w Libii spostrzeżeniach dotyczących głównie niełatwego losu libijskich kobiet w patriarchalnym arabskim świecie opowiedziała w swoich książkach.
"Fatma. Moja arabska teściowa" to moje pierwsze spotkanie z Nadią Hamid i jej opowieściami o swoich bolesnych doświadczeniach w muzułmańskim świecie. Jej lektura była całkiem udanym początkiem tej znajomości, chociaż zaczęłam ją od końca, gdyż to ostatnio wydana książka. Być może uda mi się poznać wcześniej napisane, gdyż tytuły ich są zachęcające.
Po tę powieść sięgnęłam przypadkowo. Potrzebna mi była do pewnego wyzwania czytelniczego książka mówiąca o orientalnej kobiecości i dlatego zwróciłam uwagę na okładkę "Fatmy" sądząc, że mam do czynienia z bliskim wschodem. Niestety okazało się, że to północna Afryka a zatem do wyzwania niezbyt spasowała, ale nie żałuję, że ją przeczytałam, gdyż Nadia Hamid bardzo interesująco i ze znawstwem tematyki ,wynikającym z osobistych doświadczeń, wprowadziła mnie w świat kobiet kulturowo zupełnie odmienny od naszego i dla nas Europejek prawie niewyobrażalny. Świat zdominowany przez mężczyzn, w którym dziewczęta muszą wychodzić wcześnie za mąż, małżeństwa są kojarzone więc nie ma mowy o uczuciach a po ślubie w większości zostają zamknięte w murach domu i niewolniczo poddane swemu panu i władcy. W tym świecie jest jednak, co wynika z książki, i pozytywna strona życia, która przejawia się w silnych więziach rodzinnych, w tym we wzajemnej pomocy jaką świadczą sobie wzajemnie kobiety, które w każdej sytuacji mogą na siebie liczyć, ale, czego doświadczyła na własnej skórze autorka tej fabularyzowanej opowieści, nie ma miejsca dla małżeństw mieszanych. Różnice kulturowe i religijne są ogromne a one mają zasadniczy wpływ na mentalność członków tej prawie hermetycznie zamkniętej społeczności.
Fabuła tej książki Nadii Hamid wciąga i szybko się ją czyta a ponadto, mimo raczej suchego pozbawionego emocji języka, pobudza do refleksji, z której wniosek nasuwa się taki, że Europejki wychodzące za mąż za Arabów nie tylko nie posiadają niezbędnej wiedzy o świecie, w który decydują się wejść, ale i pozbawione są wyobraźni. Zresztą dała temu wyraz sama autorka w wywiadzie, który czytałam, a w którym krytycznie odniosła się do takich życiowych decyzji.
czwartek, 25 lutego 2021
Zachłanne na życie - czyli Sławomir Koper o kobietach spełnionych zawodowo z pogmatwanym życiem osobistym.
"Zachłanne na życie" to moje drugie spotkanie ze Sławomirem Koprem. Pierwsza przeczytana przeze mnie książka również dotyczyła kobiet doby PRL-lu. W tamtej bohaterkami były żony panów na PRL-owskim świeczniku a w tej autor opowiada historie życia czterech przedstawicielek warszawskiego świata artystycznego doby socjalizmu, kobiet nietuzinkowych, obdarowanych przez stwórcę nie tylko urodą, ale i niepospolitymi talentami, kobiet, które w czasach panującej ogólnie szarości świeciły jak gwiazdy przyciągając nie tylko wielbicieli tychże talentów.
"Zachłanne na życie", jak sam autor o tym pisze we wstępie "Od autora", rozpoczynają cykl nazwany Złotą kolekcją, w którym to cyklu powracać ma do tematów, które kiedyś już poruszał. W tej książce zawarł cztery rozdziały, gdyż oprócz Jędrusik, Czyżewskiej i Osieckiej postanowił przypomnieć postać równie znanej, jak poprzednie panie, Małgorzaty Braunek. Sama książka, jak twierdzi Koper, jest odpowiedzią na zadawane mu na spotkaniach autorskich pytania, czy w swoich kolejnych książkach będzie powracać do bohaterów, o których już kiedyś pisał. To powracanie może intrygować czytelnika, gdyż rzuca nowe światło na osoby, które już wcześniej w jakimś stopniu się poznało, gdyż pisarz mógł korzystać szeroko z nowych dostępnych źródeł, takich choćby jak archiwa IPN-u, ale i nowe książkowe opracowania dotyczące czasów PRL-u.
Dlaczego akurat tę książkę wybrałam w Klubie recenzenta? A to dlatego, by powrócić do swoich młodych lat i do moich młodzieńczych fascynacji związanych przede wszystkim z kinem. Jak wiele moich rówieśniczek w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku miałam swoje ulubione postaci ze środowisk artystycznych. Wtedy niewiele mogłam się dowiedzieć o tym jak wyglądało życie prywatne np. Elżbiety Czyżewskiej, którą jakoś szczególnie lubiłam i ceniłam. Jakiekolwiek informacje pochodziły tylko z czasopism, takich jak choćby "Film".
A ponieważ lubię czytać biografie więc książka Sławomira Kopra była idealna do tego bym mogła swoją niepełną wiedzę poszerzyć. I to nie tylko o bohaterkach książki, ale również o środowisku w jakim się obracały, środowisku o szczególnym klimacie jak na czasy w jakich przyszło nam żyć. I to wszystko faktycznie dostałam. Poznałam nie tylko barwne i bogate w różne, nie tylko dobre, doświadczenia życiowe historie bohaterek książki, ale również szeroko zaprezentowane tło, w którym starały się realizować nie tylko swoje zawodowe aspiracje, ale również swoje w różny sposób pogmatwane życie osobiste.
Sławomir Koper w "Zachłannych na życie" opowiedział nam sam oraz słowami osób, których wypowiedzi w książce przytoczył w prawdziwie intrygujący sposób o czterech doskonale nam znanych, a przynajmniej mnie od strony ich życia zawodowego kobietach, pełnych temperamentu i życia, artystkach, które czerpały z życia pełnymi garściami, które podążały do wytyczonych sobie celów własnymi drogami, ale gdzieś tam po drodze wypalając się wewnętrznie co część z nich topiła w alkoholu. To prawda, były u szczytu, podziwiane, kochane, ale z czasem również poranione wewnętrznie i samotne. Być może inaczej wyglądało to u Małgorzaty Braunek. Jednak trzy pozostałe panie nie do końca, takie ja mam odczucie po lekturze tej książki, były szczęśliwe z powodu swoich wyborów.
Podsumowując swoją opinię muszę stwierdzić, że ogólnie rzecz biorąc książka trafiła w mój gust, dała mi nawet chyba więcej wrażeń i wiedzy niż się spodziewałam, szczególnie dotyczy to Agnieszki Osieckiej, którą chyba najlepiej rozumiałam, biorąc pod uwagę jej niesamowity apetyt na życie i ten wewnętrzny niepokój, który ganiał ją po świecie oraz tę wielką potrzebę kontaktów z innymi ludźmi i to ogromne zagubienie w codzienności, jakiej może doświadczać faktycznie chyba tylko dusza artystyczna. A uznaję to za zasługę autora, który przedstawił ją i jej życie tak, że zobaczyłam w niej człowieka wprawdzie spełnionego twórczo, a jednak z powodu mankamentów w sferze uczuć nie zrealizowanego w życiu osobistym.
O ile Osiecka, Czyżewska i Braunek są faktycznie bohaterkami opowieści o nich to w części dotyczącej Kaliny Jędrusik pierwsze skrzypce gra jednak jej mąż, czyli Stanisław Dygat i stąd mam pewien niedosyt jeżeli chodzi o samą aktorkę, tym bardziej, że jej historię poznajemy dopiero od od czasów studiów.
Sławomir Koper wykonał sporą pracę o czym świadczą liczne przypisy wskazujące na bibliografię i napisał interesującą książkę, którą się szybko czyta, i która pozwoliła mi poznać jej bohaterki od każdej strony ich skomplikowanych osobowości. A także znakomicie wprowadziła mnie w klimat środowisk studenckich i artystycznych Gdańska i Warszawy szczególnie lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku. To było fajne doświadczenie czytelnicze i poznawcze.
poniedziałek, 14 grudnia 2020
I jeszcze Paulette - Barbara Constantine
Ta książka zwróciła moją uwagę na odwiedzanych przeze mnie aukcjach na rzecz kotów, które należą do moich ulubionych zwierząt, i które jak się okazało w trakcie czytania też w niej się pojawiają. Przemówiła do mnie - utrzymana w mojej ulubionej tonacji kolorystycznej, klimatyczna i nie narzucająca się zbyt nahalnie na zmysł wzroku - okładka. A opinie o niej przeczytane dodatkowo mnie zachęciły do jej posiadania i czytania.
czwartek, 26 listopada 2020
Wplątani - Arkadiusz Rączka
Polak Wolski i Rosjanin Fiodor Dobrynowicz, byli absolwenci piotrowskiej szkoły oficerskiej, spotykają się niespodziewanie w łagrze koło Krasnojarska, na dalekiej, bezkresnej Syberii. Fiodor trafił tu jako oficer białogwardzista a Wolski, jako rotmistrz, wspomagającej aliantów w walce po stronie Białej Gwardii, polskiej Dywizji Syberyjskiej. Obaj znaleźli się w poważnych tarapatach, w obliczu grożącej im śmierci, Wyzwoleniem miał być opracowywany plan ucieczki, ale Fiodor niestety zostaje zabrany przez oprawców z Czeka i los jego zdaje się być dla Wolskiego przesądzony, który musi teraz zdać się wyłącznie na siebie. I gdy tylko trafia się okazja, gdy znajdzie się poza obozem, podejmuje to ryzyko razem z poznanym tam majorem Dziewulskim. Ucieczka się udaje a Wolski chcąc wywiązać się z obietnicy danej Fiodorowi zabiera w podróż do Polski, gdzie chce dołączyć do swojej Dywizji, jego żonę, Ninę. W drodze, która wiedzie przez Mandżurię a później długie tygodnie statkiem Jarosław aż do Gdańska Wolski, święcie przekonany, w czym go utwierdził Dziewulski, o śmierci Fiodora nawiązuje romans z Niną i zakochuje się w niej. Po dotarciu do Warszawy dołącza do Dywizji i bierze udział w walkach. Z Fiodorem, który jednak nie został zabity przez czekistów i podążał, biorąc czynny udział w wojnie, również w stronę Warszawy, jako dowodzący w armii czerwonej, Wolski spotyka się po wojnie, w obozie dla jeńców, gdzie przebywa Fiodor. Obaj psychicznie poobijani, gdyż Wolski nie może sie pozbierać po dramacie Niny a Fiodor po sprawie z Maszą, z którą połączył go tragicznie zakończony gorący romans nie potrafią się już porozumieć.
Bohaterów książka ma czworo, a są to Wolski, Fiodor, Nina, żona tego drugiego oraz jego była znajoma a obecna kochanka, Masza, bezwzględna czekistka wywodząca się z arystokracji. Ale jest jeszcze jeden bohater, nieosobowy, a jest nim wszechobecny w bolszewickiej Rosji, za czasów Lenina, terror. "Wplątani" są więc również opowieścią o niesamowitym terrorze jaki stosowała opresyjna władza bolszewicka wobec osób uznanych za kontrrewolucjonistów a zatem za wrogów nowego porządku, a wrogiem można było stać się bardzo szybko. I tu szczególny udział mają czerezwyczjki, miejsca kaźni, w których stosowano dziesiątki wymyślnych tortur, które potrafiły złamać niejednego, w których masowo mordowano ludzi. W takiej czerezwyczajce Fiodor Dobrynowicz, oficer Białej Gwardii, wybiera życie i przechodzi na stronę dotychczasowego wroga a jego żona, o czym ani on, a tym bardziej Wolski, w której ten zakochuje się podczas podróży do Polski, nie wiedzą, staje się szpiegiem, co w przyszłości doprowadzi ją do dramatu. I tutaj Fiodor spotyka Maszę, która odegra dużą rolę w jego nowym życiu.
"Wplątani" to powieść posiadająca wiele walorów, ale chyba najważniejszym jest w niej realizm historyczny, w którym poruszają się fikcyjni bohaterowie. Poza tym szybko tocząca się akcja, żywy i soczysty język, który akurat w tej książce nie razi, gdyż mamy tu do czynienia ze specyficznymi środowiskami i oczywiście niebanalni, tacy z krwi i kości bohaterowie, posiadający bogate, wyraziste osobowości. A to wszystko sprawiło, że książka mnie nie nudziła i czytałam ją z dużym zainteresowaniem. Tym bardziej, że ostatnio coraz bardziej pociąga mnie historia XX wieku.
Polecam tę pozycję szczególnie interesującym się historią.
niedziela, 18 października 2020
Wiewiórka - M.Pawlikowska -Jasnorzewska
Wrzesień i październik to czas wiewiórek. Chyba trzy lata temu październik był bardzo piękny, słoneczny i bardzo ciepły, a wiewiórki były niezwykle aktywne i odwiedzały orzechy rosnące w ogrodzie. Właśnie wtedy udało mi się zrobić te zdjęcia. Do których załączyłam fragment świetnego wiersza Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.
O oczach włocha, a brzuchu turka,
O uszach djabła, ruchach warjata,
Komik, filozof i akrobata,
Zasiadał, biorąc w szybkie obroty
Orzech buczyny — trójkącik złoty,
Ząb słonecznika — orzech laskowy
Lub włoski — większy od jego głowy —
I jadł, nadęty, pełen przesady,
środa, 7 października 2020
Jeszcze o moim czytaniu we wrześniu.
niedziela, 4 października 2020
Andrzej Poniedzielski - Elegancka piosenka o szczęściu
czwartek, 1 października 2020
Życie po śmierci, teologiczne śledztwo - ks. Wiktor Szponar
Można by wiele pisać na tematy, które poruszył w swej książce ks. Szponar, ale nie będę się wymądrzać, bo mogłabym polec, gdyż potrzebna jest tu duża wiedza z wielu dziedzin o czym świadczą przypisy i załączona przez autora bibliografia.
Mimo jednakże przypisów, wieńczących każdą stronę książki, a które przecież można pomijać w trakcie czytania, "Życie po śmierci" , które może niezbyt udolnie recenzuję, jest dobrze się czytającą i niezwykle interesującą lekturą, która poszerza horyzonty myślowe a nadto pobudza do głębokiej refleksji nad sensem swego życia.
Szczerze polecam tę estetycznie wydaną - z okładką przyciągającą wzrok - przez Wydawnictwo Fronda książkę, która została napisana w bardzo dobrym dziennikarskim stylu i zawiera ciekawą treść. To prawdziwie wartościowa lektura.
piątek, 4 września 2020
Mój czytelniczy sierpień.

A to co w booktrotterze, czyli dwie pozycje tym razem literatury kanadyjskiej.
Czytałam tę książkę z dużą przyjemnością i niesłabnącym zainteresowaniem.
Taką literaturą można cieszyć się bez względu na posiadany wiek.
poniedziałek, 10 sierpnia 2020
Przypowieści piękne brata Jakuba - Zbigniew Jarek.
Lubię takie książki, które przypominają mi o wartościach jakimi warto kierować się w swym życiu, by było ono dobre, pozbawione tego co najbardziej przeszkadza szczególnie w nastawieniu do innych ludzi i w kontaktach z nimi, czyli egoizmu. Gdyż niby już wszystko wiem, bo przecież znam jako tako Biblię a szczególnie Nowy Testament , w którym zawarte jest to czego nauczał Jezus Chrystus, a co jako chrześcijanka, przyjmuję jako wzór do naśladowania i przynajmniej staram się tymi wartościami kierować, i w zasadzie wystarczyłoby bym poprzestała na Ewangeliach tam zawartych, i tylko do nich częściej powracała czerpiąc garściami te wszystkie tak istotne i nieprzemijające mądrości mające za zadanie ułatwienie mi ziemskiego pielgrzymowania, by we właściwym czasie, chociaż czasem najmniej spodziewanym, zostało ono zmienione na pielgrzymowanie pozaziemskie, wieczne. Niemniej czasem warto sięgnąć do innych, takich nieteologicznych, źródeł, które w bardziej przystępny sposób potrafią pozytywnie zainspirować , jak właśnie ta mała książeczka nosząca dość intrygujący tytuł, który mnie zainteresował i sprawił, że to właśnie ją zdecydowałam wziąć do przeczytania i zrecenzowania z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Jak dowiedziałam się z Prologu bohater książki Jakub, syn arcykapłana Hejfasa, żyjący w czasach przed narodzinami Zbawcy, czyli Chrystusa - obdarzony bystrością umysłu, a pochodzący z rodu sprawiedliwych - widząc obłudę faryzeuszy obrał inną drogę i zabrawszy ze sobą prawdę, którą Bóg ludziom podarował, a którą Ci odrzucili, mówiąc językiem przypowieści, zaczął ją głosić
ludziom w Jerozolimie. Działalność ta oczywiście przysporzyła mu wrogów wśród faryzeuszy, którzy w końcu, zarzucając mu, że jest złym nauczycielem, bo dzieli lud a jego nauki są niezgodne z ich wiarą - o czym napisane jest w rozdziale p.t. Koniec - ukamienowali go.
Przypowieści jest bardzo dużo, są krótkie, faktycznie ciekawe i może nawet piękne oraz niosące wartościowe a także uniwersalne treści, ale co jednak mnie uderzyło, że są już w na wskroś chrześcijańskim duchu. Czytając je odnosiłam wrażenie, że brat Jakub jakby w swych przypowieściach uprzedził samego Jezusa Chrystusa. Więc w sumie mam mieszane uczucia, nie tak co do treści, ale co do formy jej podania a raczej umiejscowienia jej w czasie .
Zazwyczaj, gdy nie znam autora czytanej książki szukam informacji, które by mi go przybliżyły. Pozwala mi to na lepszy odbiór tego co czytam. Wielka szkoda więc, że nie znalazłam w internecie nic na temat Zbigniewa Jarka, który spłodził tę niewielką objętościowo książęczkę, a które pozwoliłyby mi poznać motywy, jakimi się kierował, jak i źródła, z których korzystał. I dlatego miałam problem z jej oceną.
piątek, 7 sierpnia 2020
Lipcowe czytanie i stosik różności książkowych.
Sytuacja w jakiej się już od kilku lat znajduję sprawia, że jednak trudno mi powrócić do blogowania. I blog już zaczynam traktować po macoszemu. Czytam nadal w rytmie od trzech do pięciu książek miesięcznie, ale trudno mi się zmusić do napisania nawet krótkiej opinii.
Na razie będzie tylko miejscem, w którym dokumentuję moje czytelnictwo.
A to mój czytelniczy lipiec. Cztery książki, z których trzy przeczytane w ramach wyzwania trójka e-pik :
i jedną na potrzeby wyzwania book - trotter, w którym to zawędrowaliśmy tym razem do Irlandii.
Powieści jak zwykle różnie tematyczne, ale interesujące i intrygujące, jak choćby "Kobieta w bieli", i dające dobrą rozrywkę. Ale nie tylko, gdyż z "Czekam na Ciebie całe życie" można było trochę mądrości życiowych zaczerpnąć. A dzięki "Mamuśce" bardziej pozytywnie spojrzeć na życie.
A to stosik złożony z różności książkowych, z których cztery to prezenty a reszta nabyta na kocich aukcjach
I jeszcze na koniec sierpniowy gość w ogrodzie....czyli piękny okaz witezi żeglarza....
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy będą ten post czytać a szczególnie wiernych czytelników.
czwartek, 2 lipca 2020
Czytałam w czerwcu.....i realizacja wyzwań czytelniczych.
I minął czerwiec. Pół roku za nami, ale jeszcze pół przed nami. Czas jest bardzo trudny z powodu "corony", o której w sumie nie wiadomo co myśleć. Niemniej co by nie myślał wirus narodowi życie utrudnił ogromnie. A dalszy ciąg mamy raczej zapewniony.
Mój czytelniczy czerwiec zakończył się pełnym sukcesem. Już dawno nie udało mi się przeczytać pięciu książek w jednym miesiącu.
Czerwcowa trójka e-pik zrealizowana w 100 %
I jeszcze coś dla ducha ......cudne świadectwo matki małej mistyczki.





















