1 września 1939 roku wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły o świcie granice Rzeczypospolitej. Zaczęła się II Wojna Światowa. W tym dniu dzieci polskie nie rozpoczęły roku szkolnego. A dla naszego narodu rozpoczął się sześcioletni wojenny koszmar .
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 września 2019
1 września 80 lat temu ......
1 września 1939 roku wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły o świcie granice Rzeczypospolitej. Zaczęła się II Wojna Światowa. W tym dniu dzieci polskie nie rozpoczęły roku szkolnego. A dla naszego narodu rozpoczął się sześcioletni wojenny koszmar .
sobota, 10 stycznia 2015
Do wolności, do śmierci, do życia - czyli prawda o traktowaniu kobiet powracających z kacetów przez sowieckich wyzwolicieli.....
Niestety nie mogę pochwalić się znajomością twórczości Zofii Posmysz kojarzoną przeze mnie głównie z powieścią p.t. Pasażerka, która wpierw była słuchowiskiem radiowym o tytule Pasażerka z kabiny 45, na motywach którego powstał film Pasażerka aż w końcu powstała książka o tym samym tytule.
Zofia Posmysz - pisarka i scenarzystka - w 1942 roku została uwięziona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz, z którego w styczniu 1945 roku wraz z innymi więźniarkami trafiła do Ravensbruck a następnie do obozu w Neustadt-Glewe skąd po wyzwoleniu przez aliantów w maju 1945 wyruszyła w drogę powrotną domu, do Polski. Książka, o której traktuje ten post jest głównie relacją właśnie z tego niezwykle trudnego, przepełnionego zmęczeniem, bólem i ciągłym strachem o własne życie a także cześć powrotu do ojczyzny. Do ojczyzny, która na dodatek, jak się zorientowała zaraz po wyzwoleniu, już nie była tym krajem, w którym kiedyś mieszkała, i za którym tęskniła, lecz takim po którym nie wiedziała czego się spodziewać.
Na wspomnienia te, pełne dramatycznego autentyzmu, składają się różnorodne, a zarazem niezwykle realistycznie ukazane obrazy wśród, których jest ten z ewakuacji Auschwitz :
W tym dniu mróz dochodził do osiemnastu stopni. Więźniarki słaniały się, ślizgały na pożłobionej koleinami drodze, padały. Co chwila na końcu kolumny rozlegał się huk wystrzału, ktoś nie mógł się podnieść z upadku. Słyszeć je znaczyło znajdować się niebezpiecznie blisko granicy życia i śmierci. Były to głosy jak smagnięcie biczem, dobywając resztek sił podrywałyśmy się do biegu.[.1.]
Ewakuacje tę, jak wspomina autorka okoliczna ludność nazwała marszem śmierci, gdyż tygodniami zbierała z obu stron szosy nie tylko porzucone rzeczy, lecz także trupy zastrzelonych, lub - gdy katom szkoda było kuli - pałami do ogłuszenia wieprzy zabitych kobiet i mężczyzn.[.2.]
Czy też ten już z drogi do domu, gdy jak wynika z relacji jednej z kobiet, Teresy, zaatakowane przez sowieckich wyzwolicieli w pociągu zwróciły się o pomoc do jadących w przedziale polskich żołnierzy :
Nie zapomnę nigdy, póki życia nie zapomnę tych słów, ani podłej gęby, tego żal się Boże, oficera, który śmiał, który nie zawahał się wysyczeć :
- Godziłyście się na Niemców, to co wam szkodzi raz jeszcze?
To nie Rosjanin powiedział, ale Polak, polski oficer. Coś mi się w tym momencie zawaliło, jakieś wyobrażenie o polskim honorze, mit czy wiara. Rozryczałam się, ale jak! I w tym płaczu na granicy spazmów, wykrzyczałam :
- Pan nie jest Polakiem!Pan jest taki sam jak ta dzicz!
Wtedy tamten pod oknem otworzył oczy. Niegłośno, przez zaciśnięte zęby, wymruczał :
Poszła won.Sejczas. Uchodi otsjuda ty....[.3.]
Podobnych opisów, tyle że jeszcze bardziej porażających swą prawdziwością i brutalnym realizmem a dotyczących głównie kontaktami z sowieckimi żołnierzami jest na kartach tej niewielkiej objętościowo książeczki o wiele więcej, gdyż nie tak miała wyglądać wolność. Wyzwolenie przyniosło bohaterkom relacji radość z odzyskanej wolności, a nawet może euforię, ale również ogromny wewnętrzny niepokój, bo teraz musiały zdecydować co z tą wolnością odzyskaną tak daleko od domu zrobić i jak sobie radzić, by nie umrzeć i to nie tylko z głodu. Kiedy zdecydowały, mimo głosów rozradzających, że jednak nie na zachód, ale na wschód pójdą, do swoich, było ich 23, ale ta droga okazała się nie dla wszystkich drogą ku życiu, dla niektórych stała się drogą do śmierci - stąd dalszą wędrówkę kontynuowało ich już tylko 19-cie, pochodzących z różnych stron Polski w tym również z Kresów, które - czemu nie chciały dać wiary - nie należały już do Polski.
Odzierane codziennie z godności człowieka przez lata pobytu w obozach przez ciężką wyniszczająca pracę i złe traktowanie teraz musiały, zanim dotarły do celu swej podróży, oprócz znoszenia głodu, chłodu i zmęczenia często podejmować walkę wręcz z przygodnymi napastnikami i to z kim, z tymi którzy niby im wolność przynieśli, ale za tę wolność chcieli zadośćuczynienia i to tu i teraz, bo im się należało, bo na nie zapracowali...ciężko....
Wydaje się to niewiarygodne, bo przecież nikt nam o tym nie mówił, nie pisano o tym, bo o wyzwolicielach należało pisać i mówić tylko dobrze. A jednak to jest prawda, gorzka, bolesna tym bardziej, że tak skrupulatnie skrywana prawda. Jak również prawda o tym jak te i inne kobiety tak pokrzywdzone przez wojnę i los powracały do normalnego życia w tej zastanej jakże odmiennej od tej pamiętanej rzeczywistości, o czym Zofia Posmysz dopowiada w tej części książki, która dotyczy losów bohaterek w PRL-u.
Do wolności, do śmierci do życia Zofia Posmysz napisała tak żywym i obrazowym językiem, że książka nie tylko porusza obrazem cierpień byłych więźniarek kacetów jakich doświadczyły ze strony sowieckich wyzwolicieli w drodze powrotnej do domu, ale równocześnie oprócz wielkiego współczucia wywołuje złość na sam fakt, że taka sytuacja w ogóle mogła mieć miejsce, że kobiety ciężko doświadczone przez obozowy los, a powracające do kraju, nie tylko pozbawione były choćby minimalnej pomocy ze strony swych rodaków ale wręcz przeciwnie, zostały wydane na łup rozpasanego sowieckiego żołdactwa.
Książka warta uwagi.
_________________
1* str.28-29
2* str.30
3* str. 79
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.....
poniedziałek, 1 września 2014
Moja mama i wojna - w 75 rocznicę wybuchu II wojny światowej.
![]() |
| źródło |
75 lat temu, 1 września 1939 roku, moja nie żyjąca już mama miała niespełna 9 lat i w tym dniu miała rozpocząć prawdopodobnie trzecią klasę szkoły podstawowej. A było to w Tarnowie, w którym mój dziadek był zatrudniony w więziennictwie. Wrzesień mama z całą rodzina składającą się z sześciu osób spędziła na ucieczce na wschód. Tam zostali rozdzieleni przez sowietów, którzy odłączali mężczyzn od kobiet. Szczęśliwie udało się im jednak wszystkim powrócić do Tarnowa, gdzie mama spędziła pierwsze lata wojny do czasu, gdy dziadek za pomoc więźniom został osadzony w więzieniu w Wiśniczu. Mama nieraz wspominała tamten czas i okrucieństwa Niemców, których była świadkiem na ulicach Tarnowa. O tym, jak Niemcy traktowali Żydów, o ich rozstrzeliwaniu na ulicach, gdy w tym czasie Polacy musieli zasłaniać okna, gdyż Niemcy do nie zasłoniętych okien strzelali. O tym, jak była świadkiem, gdy Niemiec zabrał Żydówce niemowlę i roztrzaskał o mur. Wspomnienia mamy były pełne takich obrazów. Opowiadała nam również o pierwszym transporcie do Oświęcimia, który właśnie odszedł z rampy tarnowskiego dworca, a w którym znaleźli się więźniowie zakładu karnego w Tarnowie. Transport ten, pierwszy masowy, jak podaje Wikipedia, odbył się 14 czerwca 1940 roku a "w gronie wyselekcjonowanych do transportu więźniów znajdowali się m.in. członkowie ruchu oporu, działacze polityczni i społeczni aresztowani w ramach Akcji AB, osoby zatrzymane podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy (w celu wstąpienia w szeregi Wojska Polskiego we Francji), duchowni katoliccy, a także niewielka liczba Żydów".
Wspominała również getto żydowskie i pomoc jaką Polacy nieśli głodującym Żydom.
Przymusowe wakacje mamy trwały długie sześć lat. Gdy skończyła się wojna miała 15 lat. Jej edukacja mocno ucierpiała przez ten czas nad czym bardzo bolała, gdyż już czasu straconego nie dało się odrobić. Jej starsze rodzeństwo było w lepszej sytuacji, gdyż pokończyło przed wojną jeszcze szkoły średnie co dawało im możliwość w miarę dobrego startu zawodowego, ona niestety tej możliwości nie miała. Za cztery lata po wojnie wyszła jednak za mąż, a w sześć lat po tych strasznych dla naszego kraju latach przyszłam na świat ja.
Oby już nigdy dzieci nie miały takich przymusowych wakacji. Nigdzie na świecie.
Na koniec mojego krótkiego wspomnieniowego posta zapraszam do wysłuchania tego co powiedział śp. Prezydent Lech Kaczyński na Westerplatte w 70 rocznicę obchodów wybuchu tej strasznej wojny. To ważkie słowa. Wystąpienie jest krótkie, ale pełne aktualnej treści.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

