sobota, 10 stycznia 2015

Do wolności, do śmierci, do życia - czyli prawda o traktowaniu kobiet powracających z kacetów przez sowieckich wyzwolicieli.....


           Do wolności, do śmierci, do życia to ostatnia książka przeczytana przeze mnie w ubiegłym roku a zarazem pierwsza, którą prezentuję w tym roku.  Tę niewielką objętościowo książkę napisaną przez Zofię Posmysz i wydaną przez wydawnictwo von borowiecky nabyłam po przeczytaniu tego co napisała o niej książkowiec w swoim Domu z papieru. 
Niestety nie mogę pochwalić się znajomością twórczości Zofii Posmysz kojarzoną przeze mnie głównie  z powieścią p.t. Pasażerka, która wpierw była słuchowiskiem radiowym o tytule Pasażerka z kabiny 45, na motywach którego powstał film Pasażerka aż w końcu powstała książka o tym samym tytule.

           Zofia Posmysz - pisarka i scenarzystka - w 1942 roku została uwięziona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz, z którego w styczniu 1945 roku wraz z innymi więźniarkami trafiła do Ravensbruck a następnie do obozu w Neustadt-Glewe skąd po wyzwoleniu przez aliantów w  maju 1945 wyruszyła w drogę powrotną domu, do Polski.  Książka, o której traktuje ten post jest głównie relacją właśnie z tego niezwykle trudnego, przepełnionego zmęczeniem, bólem  i ciągłym strachem o własne życie a także cześć  powrotu do ojczyzny. Do ojczyzny,  która na dodatek, jak się zorientowała zaraz po wyzwoleniu,  już nie była tym krajem, w którym kiedyś mieszkała, i za którym tęskniła, lecz takim po którym nie wiedziała czego się spodziewać.

         Na wspomnienia te,  pełne dramatycznego autentyzmu,  składają się różnorodne, a zarazem niezwykle realistycznie ukazane obrazy wśród, których jest ten z ewakuacji Auschwitz :  

W tym dniu mróz dochodził do osiemnastu stopni.  Więźniarki słaniały się, ślizgały na pożłobionej koleinami drodze, padały. Co chwila na końcu kolumny rozlegał się huk wystrzału, ktoś nie mógł się podnieść z upadku. Słyszeć je znaczyło znajdować się niebezpiecznie  blisko granicy życia i śmierci. Były to głosy jak smagnięcie biczem, dobywając resztek sił podrywałyśmy się do biegu.[.1.] 

Ewakuacje tę,  jak wspomina autorka okoliczna ludność nazwała marszem śmierci, gdyż tygodniami zbierała z obu stron szosy nie tylko porzucone rzeczy, lecz także trupy zastrzelonych, lub - gdy katom szkoda było kuli - pałami do ogłuszenia wieprzy zabitych kobiet i mężczyzn.[.2.]

 Czy też ten już z drogi do domu, gdy jak wynika z relacji jednej z kobiet, Teresy, zaatakowane przez sowieckich wyzwolicieli w pociągu zwróciły się o pomoc do jadących w przedziale polskich żołnierzy : 

Nie zapomnę nigdy, póki życia nie zapomnę tych słów, ani podłej gęby, tego żal się Boże, oficera, który śmiał, który nie zawahał się wysyczeć :
    - Godziłyście się na Niemców, to co wam szkodzi raz jeszcze?
To nie Rosjanin powiedział, ale Polak, polski oficer. Coś mi się w tym momencie zawaliło, jakieś wyobrażenie o polskim honorze, mit czy wiara. Rozryczałam się, ale jak! I w tym płaczu na granicy spazmów, wykrzyczałam :
   - Pan nie jest Polakiem!Pan jest taki sam jak ta dzicz!
   Wtedy tamten pod oknem otworzył oczy. Niegłośno, przez zaciśnięte zęby, wymruczał :
    Poszła won.Sejczas. Uchodi otsjuda ty....[.3.]

Podobnych opisów, tyle że jeszcze bardziej porażających swą  prawdziwością i brutalnym realizmem a dotyczących głównie  kontaktami z sowieckimi żołnierzami  jest na kartach tej niewielkiej objętościowo książeczki o wiele więcej, gdyż nie tak miała wyglądać wolność. Wyzwolenie przyniosło bohaterkom relacji  radość z odzyskanej wolności, a nawet może euforię,  ale również ogromny wewnętrzny niepokój, bo teraz musiały zdecydować co z tą wolnością odzyskaną  tak daleko od domu zrobić  i jak sobie radzić, by nie umrzeć i to nie tylko z głodu. Kiedy zdecydowały, mimo głosów rozradzających, że jednak nie na zachód, ale na wschód pójdą, do swoich, było ich 23, ale ta droga okazała się nie dla wszystkich drogą ku życiu, dla niektórych stała się drogą do śmierci -  stąd dalszą  wędrówkę kontynuowało ich  już tylko 19-cie, pochodzących z różnych stron Polski w tym również  z Kresów, które -  czemu  nie chciały dać wiary -  nie należały już do Polski.
         Odzierane codziennie  z godności człowieka przez lata pobytu w obozach przez ciężką wyniszczająca pracę i złe traktowanie teraz musiały, zanim dotarły do celu swej podróży, oprócz znoszenia głodu, chłodu i zmęczenia często podejmować walkę wręcz z przygodnymi napastnikami i to z kim, z tymi którzy niby im wolność  przynieśli, ale za tę wolność chcieli zadośćuczynienia i to tu i teraz, bo im się należało, bo na nie zapracowali...ciężko....
         Wydaje się to niewiarygodne, bo przecież nikt nam o tym nie mówił, nie pisano o tym, bo o wyzwolicielach należało pisać i mówić tylko dobrze. A jednak to jest prawda, gorzka, bolesna tym bardziej, że  tak skrupulatnie skrywana prawda. Jak również prawda o tym jak te i inne kobiety tak pokrzywdzone przez wojnę i los powracały do normalnego życia w tej zastanej jakże odmiennej od tej pamiętanej rzeczywistości, o czym Zofia Posmysz dopowiada w tej części książki, która dotyczy  losów bohaterek w PRL-u.

           Do wolności, do śmierci do życia Zofia Posmysz napisała tak żywym i obrazowym językiem, że książka nie tylko porusza obrazem cierpień  byłych więźniarek kacetów jakich doświadczyły ze strony sowieckich wyzwolicieli w drodze powrotnej do domu, ale równocześnie oprócz wielkiego współczucia wywołuje złość na sam fakt, że taka sytuacja w ogóle mogła mieć miejsce, że kobiety ciężko doświadczone przez obozowy los, a powracające do kraju,  nie tylko pozbawione były choćby minimalnej pomocy ze strony swych rodaków ale wręcz przeciwnie, zostały wydane na łup rozpasanego sowieckiego żołdactwa. 


 Książka warta uwagi.

       
_________________
1* str.28-29
2* str.30
3* str. 79 

Książkę przeczytałam w ramach  wyzwania Polacy nie gęsi.....


14 komentarzy:

  1. Serce boli kiedy się to czyta. Książka musi być niesamowicie poruszająca. Wierzę chcę wierzyć że to niewiedza spowodowała taką reakcję żołnierza i obecność jego współpasażera. Kolejna pozycja która ukazuje że zarówno swołocz jak i ludzie przyzwoici ( bo zakładam że takich też pani Zofia spotkała) mogą pochodzić z każdego dosłownie narodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem na niemieckiej ziemi to zwykli Niemcy okazywali się bardziej ludzcy, chociaż bali się pomagać.
      Zgadzam się, że jak napisałaś swołocz spotkać można w prawie każdej nacji, ale użyłaś słowa wyraźnie wskazującego.....ale przecież oczywiście nie wszyscy napotkani sowieci byli groźni, jednakże większość tej masy, która parła na zachód, i która uznawała jako rozrywkę alkohol/ zdarzał się nawet zanieczyszczony/, kobiety i harmoszkę. A wyposzczeni byli......

      Usuń
  2. Bardzo poruszająca książka, czytałam ją w kwietniu zeszłego roku i nadal dokładnie pamiętam - wstrząsająca, odważnie napisana, zawiera mnóstwo przykładów okrucieństwa wobec ledwie żywych z wycieńczenia byłych więźniarek. Autorka żałowała, że po wyzwoleniu nie wybrała drogi na zachód, tak jak jej radzono, tylko zdecydowała się wracać do Polski. A ostrzegano ją przecież przed "dziką armią" idącą ze wschodu...
    Z książek tej autorki nie podobała mi się tylko "Wdowa i kochankowie" - słabe to, nieciekawe. Bardzo polecam "Wakacje nad Adriatykiem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam, że będę czytać Posmysz...bo przecież u Ciebie się z jej książkami spotkałam .....poszukam w bibliotece. A "Wdowy ..."pominę.

      Usuń
  3. Książka godna takiej recenzji, recenzja warta takiej książki! Prawdziwie, dobitnie, z bólem serca... Szkoda, że wspomnienia trudne do zdobycia, bo powinny leżeć na wszystkich księgarnianych półkach. Dzięki za temat! Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ocenę tego co napisałam...też uważam, że książka powinna leżeć na półkach, a jest trudna do zdobycia .....toteż dziękuję za pomoc w jej kupnie.

      Usuń
  4. pierwszy raz blogerka zachęciła mnie do przeczytania książki ;) Dobra recenzja , pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wizytę i miłe słowa. Nic bardziej mnie nie mogło ucieszyć niż fakt, że zachęciłam do sięgnięcia po książkę.

      Usuń
  5. Po takiej recenzji, mimo emocji jakie z pewnością wywołuje książka, mam wielką ochotę się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To książka, którą pomaga poznawać prawdziwą historię......więc warto ją przeczytać.

      Usuń
  6. Przypomniał mi się "Inny świat" Grudzińskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Grudzińskim i tej jego książce myślę.

      Usuń
  7. Powiem Ci że jak czytałam ścisnęło mnie w gardle, będę rozglądała się za tą książką, bo będę ja chciał przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie doświadczając sami nie jesteśmy w stanie tak do końca współodczuwać, ale gdy się pomyśli, że tak było, że to nie fikcja faktycznie serce zaczyna boleć.

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.