Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lipca 2018

Małe podsumowanie czytelnicze, z obiektywem w Krakowie i drobny zakup książkowy.




                  Ostatnio przebiegam  tylko wzrokiem mój blog, a i moje odwiedziny na innych blogach są bardzo rzadkie.   
Rozpoczęłam sezon przetworowy ......dobrze, że chociaż udaje mi się czytać. Ten czas ma tę zaletę, że przygotowując sobie owoce oglądam filmy  z czym w ciągu roku bywa kiepsko.

                Pół roku za nami ......lato jakby nam już minęło darząc słońcem ponad miarę, ale znów powraca co cieszy, bo jesień niech będzie w jesieni.........

                  Przez minione pół roku udało mi się przeczytać 21 książek, w tym dwie "przeczytałam" przez wysłuchanie. A co czytałam obrazuje moja półka na LC. Kto ciekaw co czytałam może zajrzeć....zapraszam. Osiągnęłam w ten sposób średnią 3 koma coś tam na miesiąc i obym taką utrzymała do końca roku....to będzie dobrze.
                  W zasadzie każdą z przeczytanych książek mogę polecić, bo to były bardzo dobre lektury, ale bezsprzecznie największe wrażenie   na mnie zrobiły wspomnienia Franka McCourta, które dostarczyły mi wiele różnych emocji  a także były źródłem sporej wiedzy o życiu Irlandczyków u siebie  i w Ameryce w XX wieku.




                           A styl w jakim książki zostały napisane sprawił, że poświęcałam im każdą wolną chwilę. To historia, która na długo pozostanie w mojej pamięci.

                          Jak to widać na blogu pisanie o przeczytanych książkach zupełnie mi nie idzie......i obawiam się, że chyba tak już zostanie....przynajmniej na razie.

                  W czerwcu jedną z niedziel spędziliśmy między innymi w Krakowie. Miałam okazję do zrobienia wielu zdjęć i kiedyś może część ich na blogu pokażę a dzisiaj tylko te związane z książkami. Idąc pieszo od Galerii Kraków na Wawel na ulicy św. Marka zwróciłam uwagę oczywiście na antykwariat. Nie wchodziłam do niego, gdyż nie było na to czasu a poza tym ja przecież w tym roku nie kupuję książek.....




 ......chociaż, gdy mijaliśmy, przechodząc ulicą Grodzką, Skład Tanich Książek nie powstrzymałam się, by sprawdzić czy mają książkę Janiny Lesiak, którą zauważyłam na Dedalus.pl...tu mogłam, przy okazji, kupić ją bez dodatkowych kosztów. 

                  
źródło zdjęcia

Złamałam swoje postanowienie i w ten sposób powiększył się mój zbiór książek Janiny Lesiak do dwu pozycji :




A teraz tylko czytać, ale kolejka oczekujących długa....



______________________

Zdjęcia okładek książek pochodzą ze stron lubimyczytać.pl.

czwartek, 10 marca 2016

Marek Grechuta i Kraków.........




              Trochę sobie pochorowałam. Przeziębienie paskudne mnie dopadło i zmusiło niestety do leżenia w łóżku, a dla mnie, nienawykłej nawet do popołudniowych odpoczynków, trzydniowe leniuchowanie to już katorga. Tym bardziej, że w tym czasie żadnego zainteresowania ani czytaniem, ani oglądaniem czegokolwiek. Kompletny spadek nastroju a do tego męczący kaszel. Tyle, że temperatura mnie nie męczyła, ale bo też jestem jakiś dziwny stwór, który ma zawsze temperaturę poniżej 36 stopni Celsjusza i stąd pewno jestem taki zimorodek.
Jedyne co mnie zainteresowało w tym czasie to, gdy z nudów otwarłam tv program o Marku Grechucie, który nadawano akurat
źródło
na Kulturze. Opowieści o Marku Danuty, jego żony, przyjaciół nie tylko z Piwnicy pod Baranami, wędrówka jego śladem po ukochanym przez niego Krakowie i oczywiście jego piosenki na starych teledyskach. To przyciągnęło mą uwagę i na trochę
źródło
poprawiło nastrój. Marek Grechuta, jego piosenki głównie z czasów studenckich to również moja młodość, w której on z śpiewaną przez siebie poezją miał ważne miejsce, mimo iż królował wówczas big-beat. Dowiedziałam się z tego programu, do którego chętnie powróciła bym jeszcze raz, że był nie tylko subtelnym, wrażliwym, człowiekiem i takimże poetą, świetnym wykonawcą poezji śpiewanej, ale również oryginalnym malarzem i  temu  talentowi oddawał się głównie w ostatnie lata przed śmiercią.
Trzy strelicje 2002
Swymi obrazami zaś obdarowywał swych przyjaciół....co uwielbiał robić.

Nigdy jakoś nie utożsamiałam Marka Grechuty z malarstwem chociaż studiował architekturę więc talent do rysunku musiał mieć.
I w nim wykazywał swą niezwykłą wrażliwość na świat zewnętrzny.


zdjęcie moje, ale nie pamiętam gdzie to jest
         Kraków to było kiedyś  miasto moich marzeń. Chciałam w nim studiować  i niby studiowałam, ale już zaocznie więc nie miałam szans bliżej go poznać, tak jakbym tego chciała. Ale sentyment do niego mi pozostał i dlatego ten taki pobieżny post o Marku Grechucie zakończę  piosenką, którą odkryłam dopiero kilka lat temu, a w której śpiewa on właśnie o Krakowie. Muszę przyznać, że po prostu kocham tę piosenkę za to jak Marek Grechuta w niej śpiewa i za Kraków.



I jeszcze wiersz Kraków ..... napisany przez niego i recytowany.




A po tym co zobaczyłam nabrałam ochoty na przeczytanie wspomnień Danuty  o Marku i swoim z nim życiem.



 Marek. Marek Grechuta we wspomnieniach żony Danuty to niebanalny wywiad rzeka z Danutą Grechutą, która wspomina męża Marka. Wywiad przeprowadził Jakub Baran.

Ich wspólne życie trwało 36 lat, z czego większa część przypadła na czasy Polski Ludowej.
W książce znajdziemy również opis czasów współczesnych oraz wspomnienia o ważnych dla państwa Grechutów osobach. Do tego wiele anegdot i ciekawostek z życia zawodowego i prywatnego. Niewątpliwą atrakcję stanowi duża liczba (286) nigdy dotąd niepublikowanych zdjęć oraz dokumentów. To szczera opowieść, opisująca codzienność Państwa Grechutów w niełatwym dla wszystkich okresie, jakim był komunizm, ale i w czasach wolnej Rzeczypospolitej. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że takiej publikacji nie było dotąd na rynku wydawniczym.


Zdjęcie książki i opis pochodzą ze strony Selkar.pl.



piątek, 22 lutego 2013

Moja wyprawa do kina na Les Miserables czyli Nędzników-na podstawie powieści Wiktora Hugo. )

  Przedwczoraj wreszcie od wielu, wielu lat wybrałam się po raz pierwszy do kina, i to tylko dzięki temu, że córka mnie wyciągnęła, gdyż niełatwo mi się z domu wybrać, a co dopiero aż do miasta Kraka, które oddalone jest od mojej miejscowości o 78 km. 

photo własne

     W latach młodości byłam wielką fanką kina i nie opuszczałam prawie żadnej premiery filmowej, ale wtedy mieszkałam w mieście  i do kina się szło a nie robiło wyprawy. Możliwość oglądania filmów w telewizji lub  na DVD sprawiła, że kino, do którego trzeba było się wybrać, zeszło u mnie  całkowicie na boczny plan, na lata.
     Ten wczorajszy wypad  do kina to historyczny moment w życiu moim i mojej córki, gdyż pewno dla wielu byłoby to nie do uwierzenie, ale było to pierwszy wspólnie oglądany film w kinie. Mam nadzieję, że nie ostatni, gdyż po wczorajszym seansie nabrałam znów ochoty na filmy oglądane na dużym ekranie, tyle że w kinach bliżej domu.

      A filmem,  który sprawił, że dałam się córce wyciągnąć z pieleszy domowych w zimie i to tak daleko  jest film, którego oglądanie na małym ekranie telewizora  nie byłoby żadną przyjemnością ani dla oka, ani dla ucha. Film z nominacjami do tegorocznych Oskarów, m.in. w kategorii najlepszy film roku, oparty na motywach powieści Wiktora Hugo" Nędznicy",  zatytułowany "Les Miserables", jednym słowem "Nędznicy".

źródło

    Adaptacja "Nędzników" w wersji musicalowej, której trochę się obawiałam jest,dla mnie osobiście,rewelacyjna.
    Historia Jeana Valjeana, człowieka, który za kradzież bochenka chleba został skazany na 20 lat galer, a później przez resztę swego życia ścigany był przez nieprzejednanego stróża prawa Javerta, przedstawiona w wersji musicalowej  jest  niezwykle  wzruszająco / ja już się wzruszam rzadko, ale obok dało się  słyszeć wzruszenie innych/ i chociaż  znam ją doskonale przecież z czytanej już dawno książki znów odżyła w mojej pamięci.



źródło
                                                      
   "Nędznicy" Toma Hoopera wzbudzają emocje nie tylko treścią, porywają  swym rozmachem i pięknem, ale również, co się dzisiaj nie zdarza zwykłym obrazom filmowym, wręcz porażają swym  chrześcijańskim przesłaniem, zwycięstwa dobra nad złem i nadziei wypływającej z wiary w Boga.
     Niezwykła przemiana jaka  zachodzi w Jeanie Valjeanie  pod wpływem spotkanego biskupa katolickiego, która sprawia, że przestaje świat nienawidzić i otwierając się na innych czynić dobro wybrzmiewa tu niezwykle mocno i wyraźnie.
    Oglądając film, do którego scenariusz napisał William Nicholson
byłam  pod ogromnym wrażeniem  piękna scenografii, kostiumów, a przede wszystkim  muzyki Clauda - Michela Schonberga i wykonania utworów przez aktorów, którzy się moim skromnym zdaniem znakomicie i  niezwykle przekonująco wcielili w swe role. Na szczególne uznanie zasługują oczywiście:  

Anne Hathaway


       Musicalowa wersja "Nędzników" oszałamia wręcz swoją dynamicznością już od pierwszej sceny i  feerią barw, która zmienia się w zależności od rodzaju scen, w godny podziwu sposób  przeplatając smutek z radością i dając moc wrażeń dla ducha, oka i ucha. 

źródło

źródło


   Śpiewani "Nędznicy" tak mnie zachwycili, że oglądnęłabym ich ponownie, gdyby nie to, że by znów doznać silnych  wrażeń nie tylko natury estetycznej, których dostarczył nam reżyser i plejada znakomicie śpiewających i grających aktorów, a które towarzyszyły mi cały czas podczas seansu, znów musiałabym się wyprawić do stolicy naszego województwa,. Film szczerze polecam wszystkim.