piątek, 22 lutego 2013

Moja wyprawa do kina na Les Miserables czyli Nędzników-na podstawie powieści Wiktora Hugo. )

  Przedwczoraj wreszcie od wielu, wielu lat wybrałam się po raz pierwszy do kina, i to tylko dzięki temu, że córka mnie wyciągnęła, gdyż niełatwo mi się z domu wybrać, a co dopiero aż do miasta Kraka, które oddalone jest od mojej miejscowości o 78 km. 

photo własne

     W latach młodości byłam wielką fanką kina i nie opuszczałam prawie żadnej premiery filmowej, ale wtedy mieszkałam w mieście  i do kina się szło a nie robiło wyprawy. Możliwość oglądania filmów w telewizji lub  na DVD sprawiła, że kino, do którego trzeba było się wybrać, zeszło u mnie  całkowicie na boczny plan, na lata.
     Ten wczorajszy wypad  do kina to historyczny moment w życiu moim i mojej córki, gdyż pewno dla wielu byłoby to nie do uwierzenie, ale było to pierwszy wspólnie oglądany film w kinie. Mam nadzieję, że nie ostatni, gdyż po wczorajszym seansie nabrałam znów ochoty na filmy oglądane na dużym ekranie, tyle że w kinach bliżej domu.

      A filmem,  który sprawił, że dałam się córce wyciągnąć z pieleszy domowych w zimie i to tak daleko  jest film, którego oglądanie na małym ekranie telewizora  nie byłoby żadną przyjemnością ani dla oka, ani dla ucha. Film z nominacjami do tegorocznych Oskarów, m.in. w kategorii najlepszy film roku, oparty na motywach powieści Wiktora Hugo" Nędznicy",  zatytułowany "Les Miserables", jednym słowem "Nędznicy".

źródło

    Adaptacja "Nędzników" w wersji musicalowej, której trochę się obawiałam jest,dla mnie osobiście,rewelacyjna.
    Historia Jeana Valjeana, człowieka, który za kradzież bochenka chleba został skazany na 20 lat galer, a później przez resztę swego życia ścigany był przez nieprzejednanego stróża prawa Javerta, przedstawiona w wersji musicalowej  jest  niezwykle  wzruszająco / ja już się wzruszam rzadko, ale obok dało się  słyszeć wzruszenie innych/ i chociaż  znam ją doskonale przecież z czytanej już dawno książki znów odżyła w mojej pamięci.



źródło
                                                      
   "Nędznicy" Toma Hoopera wzbudzają emocje nie tylko treścią, porywają  swym rozmachem i pięknem, ale również, co się dzisiaj nie zdarza zwykłym obrazom filmowym, wręcz porażają swym  chrześcijańskim przesłaniem, zwycięstwa dobra nad złem i nadziei wypływającej z wiary w Boga.
     Niezwykła przemiana jaka  zachodzi w Jeanie Valjeanie  pod wpływem spotkanego biskupa katolickiego, która sprawia, że przestaje świat nienawidzić i otwierając się na innych czynić dobro wybrzmiewa tu niezwykle mocno i wyraźnie.
    Oglądając film, do którego scenariusz napisał William Nicholson
byłam  pod ogromnym wrażeniem  piękna scenografii, kostiumów, a przede wszystkim  muzyki Clauda - Michela Schonberga i wykonania utworów przez aktorów, którzy się moim skromnym zdaniem znakomicie i  niezwykle przekonująco wcielili w swe role. Na szczególne uznanie zasługują oczywiście:  

Anne Hathaway


       Musicalowa wersja "Nędzników" oszałamia wręcz swoją dynamicznością już od pierwszej sceny i  feerią barw, która zmienia się w zależności od rodzaju scen, w godny podziwu sposób  przeplatając smutek z radością i dając moc wrażeń dla ducha, oka i ucha. 

źródło

źródło


   Śpiewani "Nędznicy" tak mnie zachwycili, że oglądnęłabym ich ponownie, gdyby nie to, że by znów doznać silnych  wrażeń nie tylko natury estetycznej, których dostarczył nam reżyser i plejada znakomicie śpiewających i grających aktorów, a które towarzyszyły mi cały czas podczas seansu, znów musiałabym się wyprawić do stolicy naszego województwa,. Film szczerze polecam wszystkim.


16 komentarzy:

  1. tak wszyscy zachwalają ten film, a ja nadal nie jestem przekonana czy warto iść do kina :) ale coś mi się wydaje, że w końcu ulegnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy czego oczekujesz. Film jest brytyjski to dla mnie tez plus, gdyż wole kino brytyjskie niż amerykańskie, które jest albo szokujące albo ckliwe.)

      Usuń
  2. Bardzo chcę zobaczyć ten film! Jedyny problem to fakt, że Niemcy wszędzie podkładają głosy i tu pewnie będzie podobnie... Może jednak znajdę kino, które prezentuje wersję angielskijęzyczną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jakim kinie bylyscie?
      Oczywiscie gratuluje wyjazdu, spotkania i filmu.
      Ja tam mam ponad dwa tysiace km do Krakowa ale pierwsze (reszte tez) wolne popoludnie w K-wie spedzam w kinie/kinach, teatrach, w muzeach i kawiarenkach. Oj jak zatesknilo mi sie za Krakiem.
      Ja dzisiaj wlasnie zarezerwowalam bilet na ten film na niedziele (dzisiaj u nas dopiero premiera).
      Pozdrowienia

      Usuń
    2. Byłyśmy w Galerii na Kazimierzu, w multikinie. Mała sala - dobrze się oglądało. Ja bym chętnie odwiedzała Kraków, ale moja druga połowa nie lubi domu opuszczać i przez to zmarnowaliśmy ten czas, gdy dzieci studiowały w Krakowie.)

      Usuń
    3. Mialam wlasnie takie odczucie, ze to Galeria na Kazimierzu, sledzac droge po zdjeciach :) Lubie Kazimierz (mieszkalam tam 2 lata ale jeszcze przed Galeria) i lubie sie tam zatrzymywac podczas pobytu nad Wisla. A zaleglosci zawsze mozna nadrobic :). Nawet powinno sie :)

      Usuń
    4. Od czasów, gdy byłam częstym gościem w Krakowie minęło wiele lat i wiele się zmieniło, trudno by mi się było samej odnaleźć w tej nowej części, dopiero gdy już wychodzę na miasto czuję, że jestem w miastu Kraka.)

      Usuń
    5. Obejrzalam 'Nedznikow' w wersji spiewanej. Owszem podobalo mi sie. Wlasciwie to pewne slowa czy frazy (uniwersalne sformulowania) mozna tylko wyspiewac. No i te otwarte usta w spiewie dodaja twarzy aktorow wlasciwego wyrazu. Jutro, ktorego oczekuja bohaterzy filmu jest takie rozne dla kazdego. Nic sie nie zmienia choc pojmowanie spraw niby sie zmienia, nie, jednak sie nie zmienia. Owszem czytalam chyba w liceum ksiazke, potem ogladalam jej ekranizacje i stwierdzilam juz w kinie, ze forma muzyczna obecnie, mnie, odpowiada. Nie dluzylo mi sie, nie przeszkadzaly ujecia zblizen, nie poczulam tez niedosytu. Moze dlatego, ze pojscie na ten film byl swiadomym wyborem. Wybiore sie tez na spektakl teatralno-muzyczny. Wlasnie czytam w gazecie, ze szukaja chopca spiewajacego do roli Gowroche.
      Pozdrowienia - Echo

      Usuń
    6. Też bym taki spektakl oglądnęła. )

      Usuń
  3. Ja też po seansie Nędzników, tyle że nie zrobiło to tak dużego wrażenia, bo wciąz porównywałem z przedstawieniem, które widziałem rok temu (świetne)... A Krakowa zazdroszczę. Lubię tam zaglądać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to gdzie widziałeś to przedstawienie i kto grał?)

      Usuń
  4. Niezbyt często chodzę do kina (choć ostatnio zaszalałam i wybrałam się "aż" na trzy filmy), ale od razu wiedziałam, że "Nędzników" nie odpuszczę. Masz rację, ten film po prostu trzeba zobaczyć na dużym ekranie. Zwłaszcza, że jest przepiękny wizualnie, a i muzyka lepiej brzmi w kinie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno sobie nie daruję, muszę zobaczyć najnowszą wersję "Nędzników". Kocham tę książkę, kocham musicale, pisałam pracę maturalną o ekranizacjach "Nędzników". Tylko dziecko musimy opchnąć komuś do popilnowania, ale nie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham ten musical, kocham Hugo i kocham książkę Nędznicy. Film widziałam tylko dwa razy, ale jak tylko pojawi się płytka kupuję- dołączy do kolekcji płyty z muzyką z Romy, koncertu z okazji 10 lecia i 25-lecia oglądanych niemal na okrągło. Bo ja to maniaczka musicalowa jestem :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.