czwartek, 12 stycznia 2017

I otworzyło się niebo - LaVyrle Spencer .....o tym jak zastąpić jedno powołanie drugim....

   




     Powieść pisarki amerykańskiej, LaVyrle Spencer, znanej aż z dwudziestu dwu  książek, o istnieniu której do tej pory nie miałam pojęcia,  nabyłam przy okazji innych zakupów książkowych na allegro już chwilę temu. Przemówił do mnie tytuł, ale bardziej to co wyczytałam na tylnej części okładki a mianowicie, że powieść osadzona jest w środowisku polskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych. Przeważyło jednak to, że jak wyczytałam na skrzydełku okładki : Ta amerykańska pisarka o oryginalnym imieniu LaVyrle i pogodnej, otwartej twarzy z powodzeniem konkuruje z najpopularniejszymi autorkami i bez trudu podbiła serca milionów czytelniczek. Jej książki nie są melodramatami z życia wyższych sfer, nie ma w nich taniej sensacji - to "powieści rodzinne", ciepłe i bezpretensjonalne.

Jak widać zostałam skutecznie zachęcona i stwierdzam po jej przeczytaniu, że nie żałuję tego zakupu, gdyż słowa zawarte w opisie potwierdziły się całkowicie.

                 Książka opatrzona jest krótki wstępem Od autorki, z którego dowiedziałam się, że " I otworzyło się niebo" jest ostatnią książką LaVyrle Spencer, a powraca w niej do swego rodzinnego miasteczka Browerville osadzając własnie w nim akcję powieści. Browerville było miejscem akcji również pierwszej książki pisarki. Pisze o tej decyzji tak : Miałam miłość rodziny, spokój miasteczka, w którym wszyscy się znali, i oparcie w parafialnej szkole, gdzie tradycja stwarzała silne poczucie bezpieczeństwa. Nic więc dziwnego, że pisząc swoją pierwszą książkę umieściłam jej akcje w Browerville, i prawdopodobnie nie zdziwi też nikogo, że teraz, gdy piszę ostatnią znów do niego wracam.
I taką atmosferę oddała w opowiedzianej historii, która jak sama pisze jest dziełem wyobraźni, niemniej inspirowana jest osobami, które znała jako dziecko, w tym również swym domem rodzinnym.
Jedynie siostra Regina, główna bohaterka powieści, której życiowe i duchowe rozterki  śledziłam z niesłabnącym zainteresowaniem, jest postacią, która nigdy nie istniała. A zatem wygląda na to, że i historia zakonnicy, która po długiej walce wewnętrznej opuszcza zakon została przez pisarkę wymyślona. LaVyrle Spencer nie wspomina bowiem, by kiedykolwiek słyszała o takiej sytuacji. Jednak opowieść jej brzmi zupełnie prawdziwie i może dlatego tak porusza.
                    Książka wprowadza nas w atmosferę małego amerykańskiego miasteczka lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, w którym mieszka i żyje kolejne pokolenie polskich emigrantów. Rodziny są wielopokoleniowe i wielodzietne. Wszyscy się doskonale się znają, gdyż uczęszczają  do jednego kościoła katolickiego, którego proboszcz jest nie tylko ich spowiednikiem, ale również doradcą, a w życiu którego biorą czynny udział, gdyż życie  odmierzane jest tu zmieniającymi się porami roku i katolickimi świętami. Posyłają dzieci do jedynej szkoły prowadzonej przez zakonnice, dominikanki. A nawet mężczyźni spotykają się wieczorami po pracy w jednym barze a w soboty poza okresem Wielkiego Postu i Adwentu młodzi chodzą na tańce, na których zawiera bywa i trwałe znajomości, które owocują nawet małżeństwem. Życie wydaje się tu być  sielankowe, ale i tu wydarzają się tragedie. I taka właśnie dotyka szczęśliwie żyjącą rodzinę Krystyny i Eddiego Olczaków. Krystyna nagle ginie w wypadku samochodowym pozostawiając nieutulonego w żalu męża i osieracając dwie małe córeczki. Dramat jest tym większy, że nie tylko była dobrym duchem swego domu, ale to ona wszystkim się w nim zajmowała a Eddie mógł się poświęcać swym zawodowym obowiązkom, do których oprócz wypełniania zadań woźnego  w szkole należało codzienne dzwonienie na msze, Anioł Pański /trzy razy dnia/  i przy wszystkich innych okazjach. Eddie przy pomocy swej i żony rodziny radzi sobie jak może, ale czuje się bardzo przybity i osamotniony. 
            Tragedię rodziny Olczaków bardzo mocno przeżywa młoda zakonnica Regina, która doskonale znała zmarłą Krystynę i podziwiała ją za jej ogromne zalety, które uzewnętrzniały się nie tylko w domu. Regina uczy córeczki Eddiego i z bólem serca patrzy na ich rozpacz i rozpacz ich ojca. Surowa reguła zakonu zabrania jej uzewnętrzniania swych uczuć a przede wszystkim najmniejszego kontaktu fizycznego z osobami świeckimi co sprawia, że nie może nawet przytulić dziewczynek, które bardzo lubi i z którymi razem cierpi. Mimo to stara się, jak może, pocieszać osieroconą rodzinę, wchodząc często w konflikt ze ślubowanym posłuszeństwem. Ta sytuacja coraz bardziej, chociaż podejmuje próby uratowania swego zakonnego życia, utwierdza ją w tym, że wspólnota zakonna, do której wstąpiła jako jedenastoletnia dziewczynka sądząc, tak jak jej ukochana babcia, że to jest właśnie jej powołaniem  nie spełnia jej oczekiwań a surowa reguła krępująca jej naturę jest nie do uniesienia. Gdy jeszcze do tego dochodzi rodzące się uczucie, na dodatek odwzajemnione, do Eddiego Olczaka i miłość do jego dzieci Regina, po długotrwałej walce wewnętrznej, decyduje się na wystąpienie z zakonu, mimo obawy o swój los poza zakonem. Regina czuje, że jej powołaniem jest rodzina.

                   Powieść LaVyrle Spencer kończy się happy endem. 
Regina mimo swych wielkich obaw bez problemu i to w atmosferze pełnego zrozumienia jej problemu uzyskuje pożądaną dyspensę od złożonych ślubów zakonnych. Ale sam zakon opuścić jest zmuszona prawie, że potajemnie, tylko za wiedzą przełożonej. Nie może nawet pożegnać się z innymi siostrami. Przyczyny tego należy się doszukiwać w negatywnym w/g przełożonych zakonu oddziaływaniu takiej sytuacji na inne zakonnice.
Jednakże nie spotyka się, czego obawiała się najbardziej, z ostracyzmem społeczności, w której znana była wcześniej, a w której zdecydowała się pozostać.
I tu przyszła mi na myśl książka  Marty Abramowicz "Zakonnice odchodzą po cichu", której jeszcze nie czytałam, ale o której sporo czytałam. Nie jest może trudno uzyskać dyspensę od ślubów zakonnych. Można chyba z czasem  przeboleć konieczność cichego opuszczenia zakonu. Ale najtrudniej jest się odnaleźć w nowej rzeczywistości, gdy nie ma się oparcia w społeczności, do której się powraca. I to trudno mi osobiście faktycznie zrozumieć.
                    "I otworzyło się niebo" to wielowątkowa powieść  pełna ciepła i miłości o wielu wymiarach, o silnych więziach  rodzinnych a także sąsiedzkich  w społeczności żyjącej tradycją wyniesioną jeszcze ze starego kraju.  Czyta się ją z dużą przyjemnością i z zainteresowaniem.  Polecam ja tym, którzy lubią takie powieści, które sprawiają, że zaczyna się tęsknić za światem, w którym życie nie jest zdeterminowane tempem i tym wszystkim co sprawia, że ma się coraz mniej czasu dla siebie nawzajem.

Było to tak udane spotkanie z LaVyrle Spencer, że poszukam jej innych książek.






Książka bierze udział w realizacji wyzwań : 










Konkurs - wyzwanie









Linki do wyzwań znajdują się w zakładce Wyzwania czytelnicze 2017.

14 komentarzy:

  1. Autorka zupełnie mi nieznana. Tak ciepło napisałaś o tej książce, że mam chęć ją przeczytać. :) W Polsce Regina spotkałaby się raczej z potępieniem, u nas ludzie nie są tolerancyjni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że nie wszyscy.
      Wielka szkoda, że wśród ludzi trudno znaleźć miłosierdzie.
      Odnoszę jednak wrażenie, że jest to po prostu wynikiem braku znajomości ewangelii a co za tym idzie nauczania Jezusowego.
      Można nad tym boleć. I ja boleję.

      Usuń
  2. Bardzo zachecilas mnie do przeczytania tej ksiazki, takze tytul zapisuje i jak bede w ksiegarni to sobie ja kupie:) Pozdrawiam cieplutko, bo u nas dzisiaj iscie wiosenna pogoda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz fajnie, bo możesz w oryginale poznać książki LaVyrle Spencer. Cieszy mnie, że nie tylko mnie książka przypadła do serca....na LC są same pozytywne opinie.
      U nas też się ociepliło.....

      Usuń
  3. Witaj. I ja zupełnie nie znam tej autorki. Ale chętnie sięgnę po tę książkę, bardzo mnie zachęciłaś.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że moja opinia potrafi zachęcić.
      I miło mi, że znów mnie odwiedziłaś.

      Usuń
  4. Twój wpis jest zachęcający. Zapewne w najbliższym czasie zainteresuję się tą pozycją. Obecnie czytam książki Katarzyny Enerlich, równie ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak uważasz.
      Czytałam już trzy książki Pani Enerlich a kolejne czekają na swoją kolej na półce.
      W prozie Pani Katarzyny przyciagają mnie najbardziej Mazury ze swą historią.

      Usuń
  5. Pierwszy raz słyszę o tej autorce, ale książka bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na LC jest sporo wpisów dotyczących tej książki ....

      Usuń
  6. Ciekawi mnie przedstawienie polskiej emigracji w USA. I też chciałabym przeczytać "Zakonnice odchodzą po cichu"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że pisarka ma korzenie polskie......może uda mi się przeczytać jeszcze coś z jej książek.
      A książkę "Zakonnice odchodzą po cichu" chcę przeczytać, by się dowiedzieć co kierowało ich autorką, która w sumie trochę na siłę tę książkę napisała o czym świadczy usilne poszukiwanie byłych zakonnic, gdyż sama twierdzi, że nie było chętnych do rozmów.

      Usuń
  7. Natanno,
    najpierw odpowiem na Twoje pytanie dotyczące książek słuchanych.
    Tak - jeśli dany tytuł w formie papierowej ma okładkę w pasujących kolorach.
    Zwróć tylko uwagę na wydawcę audiobooków, czy w ofercie mają także tę książkę w formie papierowej, bo liczy się okładka danego wydania, w tym przypadku tego samego wydawnictwa.

    Piękną perłę znalazłaś wśród książek. Nigdy nie czytałam pozycji, w której poruszano podobny temat. Piszesz o tej historii w tak piękny sposób, że czuję, że temat został przedstawiony w taki właśnie sposób - delikatnie, ze smakiem i zrozumieniem oraz ciepłem rodzinnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Magdaleno za odpowiedź ...wiem teraz na czym stoję....
      Cieszę się, że moja opinia przypadła Ci do gustu......delikatność w poruszaniu tematów trudnych jest sztuką i myślę, że tę posiadła LaVyrle Spencer.

      Usuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.