wtorek, 11 sierpnia 2015

"Nocny pociąg do Lizbony" - o filmie.....



                  Już kiedyś zwróciłam uwagę na książkę "Nocny pociąg do Lizbony" Pascala Merciera. Nawet może pokazywałam ją na blogu, a przyciągnęła mnie do niej głównie tytułowa Lizbona, którą kiedyś chciałabym koniecznie zobaczyć. Ale dopiero post guciamal świetnie przybliżający jej fabułę sprawił, że wzbudziła we mnie większe zainteresowanie. I chociaż w komentarzu napisałam, że chętnie oglądnęłabym film o którym Gosia wspomniała, ze względu na to, że główną rolę gra w nim Jeremy Irons, a który powstał na jej motywach, a książki raczej nie przeczytam, bo jak dla mnie jest zbyt filozoficzna, to jednak po obejrzeniu wczoraj filmu zmieniłam całkowicie zdanie. 
          W poście swym Gosia szczególną wagę przyłożyła do wątku psychologiczno-filozoficznego książki, do próby odbycia przez Gregoriusa, głównego bohatera powieści, pod wpływem treści zdobytej przypadkowo  książki portugalskiego lekarza, podróży w głąb samego siebie, by być może coś zmienić w swym dotychczasowym uporządkowanym, ale nudnym życiu. Skomentowała również film i jak zwykle okazało się, że film nie jest wiernym oddaniem nie tylko fabuły, ale może nawet przesłania zawartego w książce. 
    
źródło
       Zachęcona przez Gosię i mając szybką możliwość oglądnięcia filmu przysiadłam wczoraj obierając porzeczkę przy komputerze i dzisiaj mogę podzielić się moimi wrażeniam.

Fabuła filmu dzieje się w dwu płaszczyznach czasowych a teraźniejszość przeplata się z przeszłością i toczy się głównie w niezwykłym klimacie starej Lizbony, po której wędrujemy wraz z Gregoriusem, który nagle pod wpływem impulsu wsiadł do nocnego pociągu z Berna do Lizbony z niewielką, przypadkowo zdobytą, książeczką. Pod wpływem treści w niej zawartej pięćdziesięcioletni nauczyciel  historii postanawia podążyć  śladem jej autora, który do niego niezwykle silnie przemówił w swoistym  filozoficznym potraktowaniu obecności człowieka na ziemi.
W teraźniejszości razem z Gregoriusem poznajemy wszystkich, którzy znali autora książki i słuchamy wspomnień, które dotyczą głównie lat 70-tych w Portugalii, gdy przygotowywana był tak zwana rewolucja goździków mająca obalić dyktaturę Marcelo Caetano,  następcę wieloletniego dyktatora Antonia Salazara. A z przeszłości wyłaniają nam się młodzi rewolucjoniści i to co ich łączy a co dzieli.
           Film jest utrzymanym w klimacie nostalgicznym wielowątkowym obrazem, a wśród tych wątków, które przewijają się przed oczami widza przebija poruszająca historia rewolucyjna, na której tle snuta jest opowieść o przyjaźni, miłości i zazdrości, która niszczy tę przyjaźń i odmienia całkowicie życie trojga młodych ludzi. Ale nie jest  pozbawiony również scen ukazujących brutalność dyktatury.
          Gregorius, który przeżył swoje życie w państwie, które nigdy nie doświadczało zawirowań politycznych żegnając się z poznaną Marianą porównuje swoje życie do życia Amadeu, który treścią swej książki zainspirował jego podróż w głąb samego siebie, i jego przyjaciela oraz ukochanej dziewczyny zazdroszcząc im tego, że nawet jeżeli ich pełne witalności i intensywności życie ich w końcu złamało, jak uważa Mariana,  to jednak było to życie pełną piersią, gdy jego nudną egzystencją. Ale co postanowi: czy wróci do swego życia czy też je zmieni możemy sobie tylko sami dopowiedzieć w zależności od tego jakie zakończenie lubimy.

             Gosia  w swym poście dała do zrozumienia, że fabuła filmu dość znacznie odbiega od książkowej, oczywiście wiadomo, że w filmie zazwyczaj ginie głębia fabuły książkowej a tu również zakończenie jest inne więc to dodatkowo przemawia za tym, bym jednak książkę przeczytała.

 A sam film, który obejrzałam z wielką przyjemnością, i który pobudza do refleksji polecam. Irons, jak zwykle mnie nie zawiódł.

9 komentarzy:

  1. Nie znam książki ani filmu, ale może kiedyś skuszę się na ten tytuł skoro polecasz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałam filmu, nie czytałam książki. Muszę nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaległości to trudno nadrobić, gdy wciąż nowe książki poznajemy z tytułów ......

      Usuń
  3. Jedni znajomi polecali mi film, inni książkę. Najpierw przeczytałam powieść. Gdyby nie to, to film może bym i zdzierżyła, z powodu Ironsa zwłaszcza. W konfrontacji z książką (recenzja jest na moim blogu) film okazał się płytką, nieudaną próbą zmierzenia się reżysera z tekstem Merciera. Dla tych, którzy nie znają historii Gregoriusa oraz Amadeu, film może być mało czytelny.
    Jedynie ten Irons....
    Ale zauważ, to jakoś najmniej znany film z tym aktorem w roli głównej.
    Książkę polecam gorąco, najlepiej na długie, chłodne, jesienne wieczory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film, jak to film ...okazuje się być, jak to zwykle bywa i jak wynika z Twego obszernego postu o książce bardzo dowolną adaptacją powieści ...głównie złożoną z obrazów, które tak czy inaczej przemawiają do widza.Ja szukałam w nim klimatu Lizbony i trochę go znalazłam.

      Ja Ironsa znam z kilku tylko filmów, tych jego sztandarowch. Poznałam go w Misji a później był Dom dusz i Kochanica Francuza. Te filmy sprawiły, że stałam się jego fanką.
      Może dzięki internetowi coś jeszcze obejrzę.
      A książkę będę chciała przeczytać.

      Usuń
  4. No proszę, ależ cię zarazilam, pozytywnie zarazilam. Cieszę się. Ją sięgnęłam po książkę, dzieki pożyczce od paren i planowanej, bliskiej już wycieczce do Lizbony, ponieważ w przeciwieństwie do Ciebie nie marzyłam o Lizbonie i potrzebowałam takiego podparcia, które spowoduje, że poczuje to coś, co sprawi, że poczuje jedność z miastem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta Lizbona nęci odkąd przeczytałam "Ostatnie fado" a teraz po obejrzeniu filmu jeszcze bardziej ...może kiedyś mi się uda. W Rzymie też nie myślałam, że kiedykolwiek będę a byłam to może i do Lizbony jeszcze zdążę polecieć....

      Usuń
  5. Podpisuję się pod rekomendacją dla tego filmu. Może nie jest to kino, które mnie zachwyciło, ale z całą pewnością warto zobaczyć ten film... nawet dla samego Irons'a:D

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.