środa, 17 września 2014

Legion - Elżbieta Cherezińska - w rocznicę agresji sowieckiej na Polskę.


                 Wrzesień do bardzo dobry miesiąc do tego, by wreszcie napisać o książce, którą przeczytałam już chwilę temu i jakoś nie mogłam się zmobilizować, by napisać o niej swą skromną opinię. Ale tyle ukazało się świetnych recenzji, że cóż ja mogę dodać więcej. Mus jednak to mus. 

             Dlaczego uważam, że dobrze jest pisać o niej we wrześniu właśnie? Ano dlatego, że to szczególny miesiąc,  miesiąc pamięci narodowej, w którym powinniśmy, nie tylko 1-szego września,  przypominać i to nie tylko o dacie wybuchu wojny, ale również o kampanii wrześniowej, która zakończyła się wprawdzie klęską, ale nie zakończyła walki o odzyskanie niepodległości. A to dlatego, że część żołnierzy nie poddała się i broni nie złożyła, lecz  podjęła gigantyczny, bohaterski wprost trud walki nie tylko z  niemieckim najeźdźcą i okupantem, ale również, co niezmiernie było dla nich  istotne,  z tym co nadchodziło ze wschodu wraz z armią radziecką a danie czemu odporu było dla nich sprawą życia i śmierci, by zachować ojczyznę w niezmienionym kształcie ustrojowym, by nie pozwolić rozpanoszyć się "czerwonej zarazie", której pochód na zachód zahamowano w 1920 roku, a która teraz znów zagrażała. 

        Akcja Legionu, o którym traktuje ten post zaczyna się właśnie we wrześniu, tuż po napaści Rosji sowieckiej. Wojna się już właściwie skończyła a zaczęła się okupacja niemiecka z jednej i sowiecka z drugiej strony, rząd polski opuścił kraj, armia została rozbita i pytaniem podstawowym jej dowodzących  jest : komu się poddać, komu dać się rozbroić, Niemcom czy sowietom, by w końcu  oddać się w ręce sowietów, co jak już wszyscy wiemy skończyło się dla tysięcy strzałem w tył głowy i wspólnym grobem w Katyniu.
Bohaterowie książki Cherezińskiej mając świadomość, że poddanie się nie wchodzi w grę, gdyż ani Niemcom ani sowietom wiary dać nie można podejmują  decyzję o podjęciu własnej drogi a ta, wiodąc część z nich przez niemieckie oflagi a część przez Francję i Anglię,  doprowadza ich z czasem w lasy świętokrzyskie, gdzie działają oddziały partyzanckie AK, BCH a z czasem i AL.
W tej niezwykłej pod wieloma względami książce; bo i wielowątkowość fabuły, i forma jaką autorka przyjęła a także jej objętość są niezwykłe, Elżbieta Cherezińska  w porywający sposób, z epickim rozmachem, opowiada historię oddziałów żołnierzy NSZ, które nie podporządkowały  się rozkazowi scalenia z Armią Krajową nie zgadzając się na współpracę z Armią Ludową, która maszerując u boku Armii Czerwonej nie tylko walczyła z okupantem, ale równocześnie zaprowadzała nowy "ład" na ziemiach wyzwalanych, któremu oni kierując się wyznawanymi zasadami bezwzględnie się przeciwstawiali wiedząc jak on wygląda tam skąd przychodził. To z tych oddziałów właśnie powstała słynna Brygada Świętokrzyska nazwana przez autorkę "Legionem", która prowadziła walkę z komunistyczną partyzantką AL i sowieckimi żołnierzami zrzucanymi na teren Polski w celu prowadzenia akcji propagandowej szczególnie na wsiach, które przy okazji stawały się ofiarami bandyckiej działalności  wyzwolicieli ze wschodu. 
  
     Brygada Świętokrzyska miała, co podkreśla autorka Legionu na celu przede wszystkim ochronę ludności cywilnej przed bandyckimi napadami stąd dochodziło do wielu starć pomiędzy jej oddziałami a oddziałami partyzantki AL zasilanej i wzmacnianej  przez sowietów. Ale również podejmowała akcje przeciwko Niemcom.W związku z tym, że walka była jednak nierówna, a przyspieszona  ofensywa sowiecka, której spodziewano się na wiosnę 1945 roku a nastąpiła  już w styczniu tego roku zaskoczyła całkowicie władze NSZ, Brygada otrzymała rozkaz wycofania się na Śląsk a ponadto informację, że zdana jest wyłącznie na własne siły. Cofając się przed Armią Czerwoną,  podejmując po drodze walkę z Niemcami, ale i prowadząc z nimi swoistą grę, która pomagała Brygadzie w miarę bezpiecznym wycofywaniu się "Legion" dociera aż do Czech, do Pilzna po drodze brawurowo wyzwalając w Holinowie kobiecy obóz koncentracyjny. Żołnierze  Brygady osiągnęli w wielkim  trudzie, przy ciągłym narażaniu życia,  założony cel docierając  na Zachód, odnieśli dzięki swemu samozaparciu, odwadze i pragmatyzmowi, który cechował ich działania moralne zwycięstwo, ale jedynym uznaniem jakiego doczekali się ze strony aliantów były słowa i gesty ze strony generała Pattona, który ich powitał. Nie byli już potrzebni brytyjskim sojusznikom a Czesi współdziałający ze Stalinem, którym byli, jako przeciwnicy Stalina i Rosji sowieckiej niewygodni,  chętnie by się ich pozbyli wydając ich sowietom. Jednym słowem przegrani zwycięscy, którzy na dodatek po wojnie potraktowani zostali jak zdrajcy.

       Czytanie Legionu Elżbiety Cherezińskiej było dla mnie znakomicie odbytą lekcją historii. Historii ukazanej, taką jaką ona była, zaprzeczającej temu czego  nas o tamtym bolesnym dla Polski czasie uczono dawno temu w PRL-owskiej szkole, a zatem, że AL to bohaterscy obrońcy naszej ojczyzny a AK to reakcyjni bandyci. Tego dzisiaj w żaden sposób nie da się obronić. I to wyczyta z tej świetnej  książki  każdy kto po nią sięgnie.

       Muszę przyznać, że "Legion" mnie osobiście, która nigdy dogłębnie nie interesowałam się historią współczesną, w tym również tą wojenną, a prawdę o tym jak było wyniosłam z domu, pomógł wydatnie poszerzyć wiedzę w tym zakresie. Elżbieta Cherezińska bowiem, jak dowiadujemy się z bardzo dobrego posłowia autorki,  napisała go  w oparciu o takie źródłowe pozycje, do których sama bym raczej nigdy nie sięgnęła, bo też i o tę literaturę dzisiaj nie wydawaną trudno. Pisząc "Legion" wykonała nie tylko tytaniczną pracę godną podziwu, wykonała przede wszystkim z wielkim polotem solidną pisarską robotę oddając zwykłemu czytelnikowi do rąk znakomitą z rozmachem napisaną książkę historyczną, która nie tylko daje rzetelną wiedzę, odkłamuje to co zostało zakłamane, ale która daje również sporo czytelniczej przyjemności. Książkę bowiem czyta się, chociaż nie należy do łatwych, bo i nazwisk w niej sporo - autentycznych i fikcyjnych - i przeważają w niej  dialogi a i opisów działań wojskowych w niej sporo z dużym i nie słabnącym zainteresowaniem. Przyczynia się do tego również  nie tylko fabuła, która wciąga, bo jest  interesująco podana oraz sprawnie prowadzona narracja tej powieści chociaż nie dokumentalnej, ale trzymającej się jednak wiernie faktów, lecz również  historia osobista i wojenna poszczególnych jej bohaterów, tych autentycznych postaci, których losy powojenne autorka pokrótce zaprezentowała w "Napisach końcowych".
Właśnie : "Napisy końcowe" . Ta książka to znakomity scenariusz być może nie  do filmu, bo jest zbyt obszerna, ale do do serialu, który dobrze nakręcony byłby świetną poglądową lekcją historii dla wielu.

     Reasumując stwierdzam, że Legion to książka, którą warto przeczytać. To świetna lektura dla tych, którzy wprawdzie nie są pasjonatami historii, ale chcieli by się dowiedzieć więcej niż wynieśli ze szkolnych  lekcji historii. To znakomita lektura dla młodzieży, gdyż napisana przystępnym językiem może zafascynować niezwykłą historią powstania i okupacyjnej działalności tajemniczego  Związku Jaszczurczego, który na skutek tarć politycznych podjął samotną walkę przewidując, że odgórne rozkazy nie pomogą Polsce, ale jej zaszkodzą. To poza tym książka, która może rozpocząć u potencjalnego czytającego wielką przygodę z historią zachęcając do sięgnięcia do źródeł, z których autorka korzystała.
Tę książkę się ponadto naprawdę świetnie czyta,  jak wojenno - przygodową opowieść, w której fakty znakomicie przeplata się z fikcją, a wprowadzeni fikcyjni bohaterowie dodatkowo ubarwiają  fabułę. Partyzanckie losy żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej; polityczne przepychanki, trud dni codziennych spędzanych w lesie, akcje zbrojne, likwidacja konfidentów, ale także i zawiązywanie się przyjaźni, jak również i miłosne uniesienia, to wszystko się po prostu pochłania w trakcie czytania Legionu, do którego  z pewnością będę wracać, i który szczerze polecam.


Za umożliwienie przeczytania mi Legionu dziękuję Wydawnictwu :


http://www.zysk.com.pl/pl/





______________________________________________________ 

Przysięga Narodowych Sił Zbrojnych
– w przeciwieństwie do Armii Krajowej, żołnierze NSZ nigdy nie zostali z niej zwolnieni, a ich walka trwa nadal.

Ja, walkę o Wielką Polskę uważam za najważniejszy cel mego życia. Mając szczerą i nieprzymuszoną wolę służyć Ojczyźnie, aż do ostatniej kropli krwi – wstępuję do Narodowych Sił Zbrojnych. Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, że wiernie będę walczył o niepodległość Polski. Rozkazów wszystkich mych przełożonych będę słuchał i posłusznie będę je wykonywał. Tajemnic organizacyjnych będę wiernie strzegł. W pełni świadomości celu pierwej śmierć poniosę aniżeli zdradzę. Tak mi dopomóż Bóg i święta Syna Jego Męko i Ty Królowo Korony Polskiej." 

 Przysięga i zdjęcie pochodzą ze strony. 

______________________________
 Książka przeczytana w ramach wyzwania Polacy nie gęsi ...... i Czytamy książki historyczne.

28 komentarzy:

  1. U mnie na półce czekają dwie pozycje autorki, i gdy tylko się z nimi skonfrontuje, na pewno sięgnę po legion, bo zawsze miałam ochotę przeczytać coś o historii, tym bardziej, że w tym temacie jestem okropnym laikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adrianno - koniecznie przeczytaj. Tę historię powinno się znać. Szczególnie dzisiaj, gdy nadal pamięć o nich jest skrywana i trudno przebija się w przestrzeni medialnej.

      Usuń
  2. Masz rację. Wrzesień to bardzo dobry miesiąc na taką lekturę. Przynajmniej dla starszych czytelników... Tego klimatu wrześniowego, w jakim się wychowaliśmy - tak łatwo nie można zapomnieć. Sporo słyszałam już o tej książce (nawet, że to najlepsza książka Cherezińskiej), więc się przymierzam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja byłam przekonana, że już ją czytałaś, ale to u Kasi w Mojej Pasiece czytałam o nim.

      Usuń
  3. Tak czułam, że recenzja będzie bardzo pozytywna. Cherezińska jak na razie nie zawodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie mogła być inna, bo to bardzo dobra i wartościowa książka.

      Usuń
  4. Ja się przymierzam do "Korony śniegu i krwi" na razie.
    Książki traktujące o wojennej historii współczesnej są również bardzo ciekawe, ale po prostu strasznie ciężko się je czyta, wiedząc, że takie rzeczy działy się naprawdę i to w całkiem nieodległej przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w ten sposób łatwiej się przyswaja historię, która wydaje się być trudna i nudna.

      Usuń
  5. Wspaniała książka... Tak się złożyło, że przeczytałam ją w ostatnim czasie i dochodzę do wniosku, że to najlepsza książka, jaką w tym roku przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem zdziwiona, że tak uważasz.
      Wśród tego co czytamy taka pozycja wybija się bardzo.

      Usuń
  6. Nie czytałam jeszcze, bo nie wiedziałam, że to taka dobra książka. Ostatnio chętnie sięgam po pozycje o drugiej wojnie światowej, więc "Legion" mnie zaciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością się nie zawiedziesz, chociaż to książka, która nie działa tak na emocje, tak jak dajmy na to co do tej pory czytałaś. Ale dostarcza emocji innego rodzaju. Jest to tak wielowątkowa książka, że nie ja nie jestem w stanie jej opisać tak jakbym nawet chciała.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że to tylko niesłuszne uprzedzenie.

      Usuń
  8. Muszę przeczytać, mam na swojej półce.Wszystko brzmi bardzo zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wrzesień i rocznice, dużo się przed laty działo w tym miesiącu, nie były to łatwe czasy, ani nie zawsze mili ludzie. Rzadko do Ciebie zaglądam, książki lubimy inne, teraz mnie pokusiło by zajrzeć i przyznam się że zrobiło mi się przykro. Widzenie tylko jednej strony medalu, zawsze ogranicza poznanie. Zapomina się, nie chce dopuścić do głosu innego spojrzenia. Pozwolę sobie na przypomnienie bólu i krzywdy i rozpaczy ludzi o ktorych dziś usiłujemy zapomnieć. Ludzi ginących już po wojnie, zwykłych prostych nie zaangażowanych w politykę ludzi. Z wywiadu co dziś wiemy o ...
    - a co do NSZ to jak stwierdził dziś w maglu dr.Rogut należy mieć duży dystans do tej organizacji.
    - Prawda. Pojedźcie w Świętokrzyskie, porozmawiajcie na wsiach z ludźmi, którzy jeszcze żyją i pamiętają. Zróbcie to, dopóki jeszcze nie powymierali. Włosy się Wam na głowach popodnoszą". Ale tam i po co? Żeby mieć szersze widzenie tamtej rzeczywistości? A po co ona komu?
    Czasem by się chciałoby zapytać ludzi gloryfikujących dziś, tamtą rzeczywistość czy pochwalają takie zachowanie na ludności cywilnej?
    - Zaleszany na Białostocczyźnie, koniec stycznia 1946 r. Oddział NZW "Burego" wchodzi do wsi. Zwołują prawosławnych białoruskich chłopów do jednej z chałup, potem podkładają ogień. Płonie cała wieś. 13 zabitych. Wrzucają podobno dzieci do ognia. Dlaczego dochodziło do takich sytuacji?
    Całe wsie wymordowane ludzie dziś pochwalają takie zachowania bo oni walczyli z komunizmem. A kto pamięta rzeczywistość przedwojenną? Głód na przednówku, analfabetyzm powszechny, brak pracy i perspektyw dla urodzonych w robotniczych i wiejskich rodzinach. Bo kto będzie świnie pasł gdy wszyscy synowie murarzy będą mieć matury. Polecam piękna biograficzną powieść Elżbiety Jackiewiczowej "Wczorajsza młodość". Nauczycielka i dyrektora gimnazjum przed wojną. Pytanie: czy gdyby zwyciężyli ci co głosili iż żyd zły, Ukrainiec zły, Łemkowie źli, prawosławni źli, fornal ma pozostać fornalem, robotnik ma być robotnikiem jego dzieci też, czy dziś cieszylibyśmy się taką swobodą i możliwościami nauki dla wszystkich dzieci niezależnie od środowiska w którym się urodziły? Pytanie retoryczne ale mnie zawsze dziwi takie bezkrytyczne przyjmowanie wiedzy jednostronnej jak gloryfikacja NSZ. Smutne że się odrzuca czyjeś cierpienie i śmierć zadawaną w imię walki o wolność i to wiele lat po wojnie. Niektórzy mężczyźni lubią zabijać i sprawia im to wielką przyjemność, szczególnie gdy jest podlana morzem samogonu a ideologię zawsze można jakąś do tego podjąć i już jest męczennik.
    Wiem mój głos jest raczej głupawy przy takiej akceptacji tego co robiono i czyniono w imieniu czegoś, nic w moim poczuciu bycia agnostykiem nie usprawiedliwia takich czynów. Ale może jednak usprawiedliwia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, przykro i mi niezmiernie, że wywołałam u Ciebie tym co napisałam uczucie przykrości.
      Oczywiście każdy medal ma dwie strony. I teraz pomału odkrywana jest ta druga. Każda z tych stron ma swoje chlubne i niechlubne karty. I to znaczone życiem innych.Czas był niezmiernie trudny, ale trzeba wziąć pod uwagę kto za tym stał i nie chodzi mi tym razem o Niemców. Kto sprawił po roku 1917, że tam gdzie narody żyły ze sobą po sąsiedzku zaczęto się wyrzynać. Ja chylę czoła przed tymi, którzy nie wyszli z Andersem i chcąc walczyć za ojczyznę zdecydowali się na Stalina, bo chodziło im o wolność dla swego kraju, ale nie wszyscy zdawali sobie sprawę jak ta ojczyzna będzie wyglądać gdy ją wyzwoli Stalin.
      Dzisiaj przypomina się tych, którym nie wolno było nie tylko żyć, ale nawet zaistnieć w świadomości narodu tylko dlatego, że się nie zgadzali na "nowe porządki", które może i owszem dały chłopom ziemię, by potem zmuszać ich do kolektywizacji - czego efekty właśnie obecnie mamy w postaci nędzy na całych terenach popegerowskich, która niczym się nie różni od tej przedwojennej, a może nawet jest jeszcze boleśniejsza, bo wyklucza ludzi ze społeczeństwa - a także pozwoliły się kształcić tym, którzy przed wojną nie mieli na to szansy, ale kto nas zapewni, że po wojnie by takiej szansy nie mieli tyle, a my bylibyśmy wolnym krajem i z pewnością nie takim, jak przed wojną. Krajem, w którym byłym UBE-kom zapomina się ich przeszłość powojenna a robi z nich bohaterów tylko dlatego, że byli Sybirakami.

      Czy Anglicy musieli przejść przez komunizm, by zlikwidować tę straszną wiktoriańską nędzę?

      Miło mi Elu, że mimo iż różni nas, jak piszesz wiele to jednak zdarza Ci się tu zajrzeć. I dziękuję również za ten głos.

      Usuń
    2. Tak można mieć inne zdania i pięknie się różnić to świadczy o kulturze osobistej. :) Kolektywizacja nie musiała się zakończyć nędzą i biedą. Natanno zerknij gdy czas pozwoli, na link poniżej a mnie poruszyły mnie słowa: "Czesi i Węgrzy pozostawili sztandarowe gospodarstwa zajmujące się hodowlą zwierząt i uprawą roślin i dziś to oni obsługują wielkie kontrakty na dostawy". Ja lubię mieć wiedzę z różnych źródeł a ten wywiad wydał mi się ciekawy. A my lubimy niszczyć. W Polsce ludzie mają jeszcze inny zwyczaj lubią kraść "bo to nie moje". Rozkradali więc duże przedsiębiorstwa takie jak pgry. Tak, ludzie żyli ze sobą po sąsiedzku w naszym kraju, zniszczyła to pogarda "ja jestem lepszy od ty", ukrainiec na wschodzie kraju, żyd wszędzie, dla polaka był śmieciem, mimo że sam niewiele miał, ale był polakiem. Wojna zmienia ugruntowane, zmienia postawy ludzkie, uczy a raczej wymusza, inne spojrzenie. Dla tych którzy pragną się uczyć i zmieniać, wojna potrzebna nie jest, potrafią mieć otwarty umysł i dostrzegać oraz szanować, inny punkt widzenia. Po wojnie układ na świecie był taki że Polska nie mogla być wolnym krajem z powodu podziału Europy dla zwycięzców. Alianci i Rosja pokonali zło i dzielili, prawo zwycięzców. Popatrz Chorwaci i Serbowie żyli razem po wojnie spokojnie i rodzinnie, co spowodowało pod koniec XX wieku taką nienawiść? Skąd się wzięła?
      Pozdrawiam Natanno ciepło, dziękując za możliwość powiedzenia swojego zdania. :)
      A oto ciekawy link z zainteresowaniem przeczytałam:
      http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110512/ROLNICTWO01/410019751

      Usuń
    3. Socjalizm w jakim przyszło nam żyć demoralizował i to widać było po prostu wszędzie. Ale to właśnie przyszło ze wschodu i po prostu trafiło na dobry grunt. Czesi i Węgrzy to zupełnie inne narody, bardziej pragmatyczne. Mój ojciec budował na Węgrzech cukrownię w Kabie i pamiętam jak porównywał to co się działo u nas na wielkich budowach, a pracował jako operator koparki i przy budowach zapór wodnych, Petrochemii w Płocku, a na końcu przy budowie nie istniejącego już SZNA w Nowym Sączu. U nas było potworne marnotrawstwo materiałów, nie mówiąc już o innych machlojkach a tam na budowie był porządek i dyscyplina. Pracował tam rok to miał doskonały ogląd.
      W PGR-ach również tak było. Ale oczywiście, że dobre powinny były pozostać, dzisiaj zresztą z bólem serca patrzy się na to jak zniszczono wszystko co w tamtych latach wysiłkiem całego narodu zbudowano. Ale to temat bardzo szeroki.
      Oczywiście to nie my decydowaliśmy o swoim powojennym losie, nikt się nas nie pytał i w ten sposób niesprawiedliwości dziejowej stało się zadość. Nie powinniśmy tego zapominać, że nie dano nam wyboru a wręcz narzucono siłą nowy ustrój, który wchodził w konflikt z mentalnością naszego narodu a nawet można rzec dokonano na niej swoistego gwałtu.
      Naród sztucznie zjednoczony, złożony z tak wielu narodowości różnych pod każdym prawie względem, jak Jugosławia, musiał po rozpadzie spotkać taki los, gdy brakło dyktatora,który tłumił antagonizmy narodowościowe, bo Tito nim jednak był.
      Ale się rozpisałam.
      Różnimy się w poglądach, ale przecież poglądy dobrze wymieniać.





      Usuń
    4. Ja tylko odnośnie do "Wczorajszej młodości" Jackiewiczowej - to nie jest piękna powieść, owszem mogłaby być ale jest. Czytałem ją jako jeszcze jako dziecko w ósmej klasie podstawówki, pamiętam ją bo przygotowywałem się do konkursu z języka polskiego a była w spisie lektur, bardzo mi się wówczas podobała i przez lata miałem do niej sentyment, tak wielki że jako dorosły postanowiłem do niej wrócić. Niestety, uroda książki - to historia młodej, wrażliwej nauczycielki, która stara się zrozumieć problemy w sumie niewiele młodszych od niej uczniów, i nie pasuje do środowiska, w którym przyszło jej pracować - jest skutecznie przygnieciona ideologiczną, "jedynie słuszną wymową" i to w dodatku podaną bardzo "łopatologicznie".

      Usuń
    5. Niestety nie znam tej książki.

      Usuń
    6. Niewiele straciłaś, mam ją chyba gdzieś w domu i jeśli jesteś nią zainteresowana, to poszukam i mogę Ci ją pożyczyć.

      Usuń
    7. Dziękuję, ale nie bardzo miała bym ją kiedy przeczytać.

      Usuń
    8. Nie żebym nalegał :-) ale z Twojego "niestety" wnioskowałem, że żałujesz, że jej nie znasz :-)

      Usuń
    9. Pomyślałam, że tak to odbierzesz, ale chodziło o to, że ni mogę nic na jej temat powiedzieć, bo jej nie znam.

      Usuń
  10. Świetna recenzja Natanno, tak na nią wyczekiwałem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak uważasz chociaż nie jestem pewna czy sobie z nią poradziłam.

      Usuń
  11. Cała twórczość Cherezińskiej jeszcze przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.