Jestem w trakcie czytania, w ramach listopadowej odsłony wyzwania trójka e-pik, przeuroczej powieści Fanny Flagg
i doszłam do fragmentu, który mnie szczerze rozbawił.
Oto główny bohater Oswald, chcąc utrzymać trzeźwość w nowym środowisku, w którym się znalazł, zapytał znajomego o spotkania grupy AA i oto co z tego wyszło :
Oswald powiódł wzrokiem po pokoju. Siedziało w nim sześciu lub siedmiu mężczyzn, którzy na jego widok uśmiechnęli się i skinęli przyjaźnie głowami.
Pan Krause wskazał mu krzesło.
- Gdzie pański instrument, panie Campbell?
Oswald pomyślał, że się przesłyszał.
- Słucham?
Rozejrzawszy się po sali po raz drugi, zauważył, że obok zajętych krzeseł stoją futerały, z których siedzący na tych krzesłach mężczyźni wyjmowali właśnie akordeony. Jednak dopiero kiedy do pokoju wszedł kolejny facet z czarnym pudłem i naręczem nut, Oswald uświadomił sobie, że trafił na spotkanie Alabamskich Akordeonistów!
Odwrócił się do pana Krause.
- Ach tak, mój i nstrument... Nawalił, w pewnym sensie. Dzisiaj chyba po prostu sobie posłucham.
- Szkoda. - Ed Krause był wyraźnie rozczarowany. - Przydałaby się nam swieża krew.
Oswald usiadł w kącie i słuchał. Przesiedział tak kilka polek i bardzo ładną, żwawą wersję "The Poor People of Paris", zanim nadeszła pora umówionego spotkania z Butchem. Kiedy Butch zapytał go na dole, jak było,Oswald odparł po prostu "
- W porządku.
Wracając do domu, zastanawiał się, co jest gorsze : życie alkoholika czy życie akordeonisty. Nie umiałby tego rozstrzygnąć.
__________________
Fannie Flagg,Święta z kardynałem,wyd.nowaproza,W-wa 2011r.,przeł.W. Szypuła,str.108-109
Ale zabawne :D
OdpowiedzUsuń