piątek, 23 marca 2012

Tristan 1946 - Maria Kuncewiczowa


     Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu  Marzec z Marią, gdyż pomyślałam, że dobrze by było sięgnąć po Marię Kuncewiczową tym bardziej, że mam jej cztery książki na półkach a nigdy żadnej nie przeczytałam. Jakoś nie ciągnęło mnie do nich. Marii Kuncewiczowej nie znam wcale może dlatego, że za moich czasów,  a do liceum uczęszczałam w latach 60-tych, żadna  jej książka nie była lekturą szkolną.


     Na pierwszy ogień wzięłam powieść "Tristan 1946", która z pewnością nie jest romansem  lecz  książką psychologiczno obyczajową opowiadającą o przypadłości jaką jest miłość a raczej namiętność. Namiętność ta łączy dwoje głównych bohaterów czyli Michała  i Kathleen nazywaną przez Michała Kasią, przy czym związek uczuciowy między  nimi jest tu jakby współczesnym powtórzeniem dziejów Tristana i Izoldy,  bohaterów celtyckiej opowieści. Stąd tytuł powieści w której Michał to odpowiednik Tristana a Kathleen Izoldy.
    Akcja 'Tristana 1946 " toczy się głównie w Wielkiej Brytanii gdzie osiadali polscy emigranci nie mający możliwości powrotu po wojnie do kraju.

   Michał, dziecko rodziców,  których nie łączyła miłość,   pozbawiony czułej miłości matczynej, którą traktował jak przyjaciółkę a nie jak matkę, pozostawiony przez nią w 1939 roku w Polsce, w której zaczęła się okupacja Niemiecka, przeżywa w zasadzie samotnie traumę wojny, powstania warszawskiego, śmierć ojca i jego kochanki  a później obozu.
Wszystko to odbija się negatywnie na jego psychice a traumatyczne wspomnienia, od których nie może się wyzwolić oraz jego egocentryzm sprawiają, że mimo wydawałoby się wielkiego uczucia jakim obdarza Kathleen, nie jest w stanie w związku z nią trwać i opuszcza ją wyjeżdżając za ocean. A wskutek nieporozumień, które stają się ich udziałem nie potrafią już do siebie wrócić. 
     Książka jest interesująca narracyjnie. gdyż mamy tu do czynienia z narracją kilku osób, które przedstawiają fakty dotyczące głównego jej wątku z własnego punktu widzenia. Przy czym ciekawostką jest prowadzenie przez pisarkę narracji Kathleen  jako ciągłość myślową pozbawioną znaków interpunkcyjnych.
   Interesująco nakreślone są również pozostałe postaci występujące w książce co jest jej dodatkowym atutem i  sprawia, że czyta się ją z dużą przyjemnością.





Książkę tę przeczytałam również w ramach wyzwania czytelniczego  Z półki.
 

5 komentarzy:

  1. Pamiętam tą książkę jak przez mgłę. Miałam podobne odczucia, ale już do niej nie wrócę. Mam stos obok łóżka tak duży, że nie wiem kiedy to przeczytam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba kiedyś dawno próbowałam ja przeczytać i wtedy się nie udało a teraz to wyzwanie mnie zmobilizowało. Łatwo się jej nie czyta.

      Usuń
  2. Mówię zdecydowanie nie, mam wrażenie że męczyłabym się czytając ją

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak zdawało ale jednak tak nie było.)

      Usuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.