Zaczęłam kiedyś taki cykl postów, który nazwałam "cyklem z fragmentami z ulubionych książek". Niewiele do tej pory w jego ramach ukazało się wpisów, ale postaram się to nadrobić, gdyż ulubionych książek mam sporo a nie o wszystkich piszę, i to będzie pozostawiony na blogu ślad.
![]() |
| źródło |
Dzisiaj jest to miłosny fragment z mojej ukochanej powieści Trygve Gulbranssena "A lasy wiecznie śpiewają". Czasem słowa miłości trzeba samemu wydobyć z ust i serca kochanej osoby, by się nie rozminąć. I tak właśnie musiała zrobić, mimo swej dumy, Adelajda Barre, by usłyszeć z ust ukochanego Daga, że jego ojciec, stary Dag, nie myli się co do uczuć swego syna.
"Co to się stało? Czy kilka słów, wypowiedzianych przez starego Daga, miało usunąć z jej życia tę tragiczną udrękę? Czy na świecie zdarzały się jeszcze takie rzeczy? Jakimi czarami zdołał przeniknąć głębię jej serca? Była przekonana, że nikomu nawet na myśl nie przyjdzie, że ona może mieć taką tajemnicę. Czy mimo wszystko była to prawda? Czy Dag kochał ją naprawdę?
W głowie szumiało jej od pulsującej krwi, ziemia kołysała sie pod stopami.
Czyjeś kroki, mocne i pewne, zbliżały się od strony pierwszej izby. Był to młody Dag.
Przeczekał przedtem parę chwil, obliczywszy sobie, że teraz Adelajda powinna już znajdować się w pokoju. Lecz zatrzymał się jak wryty, gdy ja ujrzał przy schodach. Odwróciła się powoli i wpatrzyła w niego. Był to on, lecz twarz miał zachmurzoną i ponurą. Więc to jednak nie była prawda...
Wreszcie Dag się opanował.
- Niech się pani na mnie nie gniewa - powiedział. - To nie jest moja wina. To tylko pomysł ojca.
Oczy Adelajdy rozszerzyły się w śmiertelnym strachu.
- Więc to nieprawda? - wyszeptała.
- Jaka nieprawda?
- Że...mnie pan kocha! - Głos się jej załamywał w łkaniu.
- O...o...to jest prawda - odparł Dag niezręcznie jak chłopiec.
Adelajda stała z opuszczonymi ramionami, ale ostatnie słowa Daga ocuciły ją. Wyprostowała się i teraz stała z dumnie podniesioną głową, jak gdyby chciała patrzeć z góry na cały świat. Stała tak przez jakiś czas. Może oczekiwała czegoś, ale nic się nie stało.
Czy udzieliła jej się moc starego Daga? Czy nauczył ją sztuki kierowania losem? Zeszła ze stopnia i obróciła się twarzą do Daga. Jedyna świeca na kominku oświetlała ich postacie.
Smukła i uroczysta szła przed siebie. Stanęła przed nim, dumna jak nigdy dotąd przechyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Światło rzucało na nią złoty odblask. Słodki zapach kwiatów owionął Daga. Stał jak wryty i wpatrywał się w nią jak w zjawisko, które lada chwila zniknie. Usta jej poruszyły się, jak gdyby szepcząc mu jakieś intymnie słowa. Głowa Daga pochyliła się nad nią. Pocałował Adelajdę Barre, odwrócił się i odszedł. Nie dotknął jej wcale rękami.
Adelajda długo stała jak posąg. Czy to wszystko jest prawdą?
Później powoli uniosła głowę. Tak, to była prawda. Potwierdził to słowami, zaręczył się pocałunkiem. Na tym samym miejscu, gdzie go po raz pierwszy zobaczyła".
........................................................................
Trygve Gulbranssen,"A lasy wiecznie śpiewają",Wydawnictwo Poznańskie,1976 r.,str.291-220






