niedziela, 12 maja 2013

Cristiada - film na cenzurowanym.)







              W mojej miejscowości kiedyś było  kino, ale telewizja zabrała mu widzów, więc teraz by obejrzeć film trzeba robić wyprawę. I ostatnio właśnie taką wyprawę do kina w naszym powiatowym mieście uskuteczniłam razem  z grupą innych również chętnych do obejrzenia meksykańskiego filmu p.t. "Cristiada" w reżyserii Deana Wrighta .
    Film ze względu na fabułę, w której podtekście głównym bohaterem jest Chrystus Król, jest bardzo niepoprawny politycznie więc w Europie o nim było cicho, a i u nas głośno o nim nie było. Trudno rozpowszechniać film, w którym zawołaniem jest Viva Cristo Rey!, w sytuacji gdy walczy się z krzyżem w przestrzeni publicznej. Ponoć na świecie również nie chciano się zajmować dystrybucją tego filmu w kinach, gdyż obawiano się klapy finansowej. Trudno przewidzieć, jakby było chociaż  nie sądzę, gdyż ten dramat historyczny ma wszystko co widzowie lubią, a więc dynamiczną akcję oraz  interesującą choćby z samego punktu widzenia historycznego dramaturgię. W Meksyku film odniósł sukces, ale trudno by się dziwić. W USA zarobił  około 6 około mln dolarów, ale krytykom nie podobała się jego treść.
      Krwawa  historia powstania meksykańskich cristeros walczących o prawo do wyznawania swej wiary, o godność chrześcijanina a co za tym idzie również o wolność szeroko pojętą,  oparta na faktach autentycznych, pokazana  została z rozmachem w fantastycznych plenerach i z udziałem świetnych aktorów. Główną postać filmu, czyli generała dowodzącego cristeros, Enrique Gorostieta,  gra znakomity jak zwykle Andy  Garcia a  jego żonę piękna Ewa Longoria. 
źródło zdjęcia

      Być może film jest miejscami pompatyczny a momentami przypominał mi nawet western, ale  trzyma cały czas w napięciu,  porusza do głębi i pobudza do łez. Jego najważniejszym walorem jest jednakże to, że dostarcza wiedzy historycznej na temat tego co działo się w Meksyku w latach  20-tych ubiegłego stulecia. Śmiem sądzić, że ta wiedza jest w naszym społeczeństwie znikoma i mało kto chyba wie, że w Meksyku na trzy lata ucichły dzwony kościelne, że przez te trzy lata nie wolno było odprawiać nabożeństw, prowadzić katechez, obcych  księży deportowano a meksykańskim nie wolno było nosić publicznie sutanny/ zresztą, jak Jan Paweł II odwiedził Meksyk, u początku swego pontyfikatu, on i jego świta byli jedynymi kapłanami w sutannach/ a opór powodował niszczenie kościołów i mordowanie księży oraz  wyznawców wiary chrześcijańskiej. 


 
   Film  opowiada historię kobiet i mężczyzn, a także dzieci, którzy stanęli w obronie swej wiary poświęcając dla niej to co najcenniejsze, swe życie, a poświęcony został nie tylko tym, którzy zginęli, w tym 28 uznanych przez kościół katolicki za męczenników za wiarę i są błogosławionymi, ale przede wszystkim  ich rodzinom.
   Oglądając film być może widzowie zadają sobie pytania, czy sami by potrafili tak postąpić, czy było by ich na to stać.
 Ja mam jeszcze inne pytanie, czy faktycznie żyjemy w demokratycznym  kraju, czy być może zmierza on w kierunku Meksykańskiej demokracji początków XX wieku.
Moja pamięć jest już zawodna, ale może ktoś z Was pamięta jakich filmów  nie można było oglądać w PRL  w powszechnej dystrybucji, i które z nich obejrzeć można było dopiero po upadku komunizmu.

Film oczywiście polecam. Chociaż jest długi, gdyż trwa 2 godziny i 20 minut nie dłuży się i daje mnóstwo różnorakich i mocnych wrażeń nie pozostawiając widza obojętnym na los tych, którzy dzielnie walczyli w imię swych przekonań religijnych.   

9 komentarzy:

  1. Może kiedyś obejrzę, chociaż rzadko znajduję czas na filmy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że to bardzo długi film, ale jego fabuła mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, film jest długi, ale tak ja napisałam nie dłużył mi się wcale.
      I każdy w nim znajdzie coś co go najbardziej zainteresuje i poruszy.)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze liczę na to, że kiedyś "Gość niedzielny", dzięki któremu między innymi można było ten film obejrzeć dołączy go do któregoś z numerów.)

      Usuń
  4. Jak już pisałam i u Ciebie, i u mnie, film bardzo mnie poruszył i wbił w fotel. Na dodatek oglądałam go na naprawdę olbrzymim ekranie, więc tym większe wrażenia wizualne. Chętnie jeszcze raz bym go obejrzała, więc też mam nadzieję, że któryś katolicki tygodnik zdecyduje się go dołączyć na płycie. To, że momentami robił wrażenie westernu, to nie zarzut;) W końcu klasyczne westerny opierały się na konwencji ukazywania walki dobra ze złem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tematyka bardzo ciekawa. Może kiedyś obejrzę, choć pewnie Misji nie dorównuje ;) A tak na poważnie, zawsze się zastanawiam, czy chrześcijanin zabijający w imię wiary, lub w ogóle zabijający, jest nadal chrześcijaninem. Jezus wszak zabronił wyciągać miecz nawet w obronie Jego, czyli Boga osoby, a co dopiero obrządków czy symboli. Oczywiście później usankcjonowano nie tylko samoobronę, ale i inne rzeczy, jednak stało się to dopiero po upaństwowieniu Kościoła przez Rzymian, zgodnie z zasadą, że każdy święty ma swoje wykręty. Teraz Świadkowie Jehowy wydają mi się w tej materii dużo bliżsi przykładowi Chrystusa, niż jakikolwiek inny odłam chrześcijaństwa. Nie tylko zresztą w tej. To oczywiście tylko taka luźna refleksja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misja to film w zupełnie innej konwencji i oczywiście znakomity.
      Oczywiście wątpliwości masz słuszne. Wojnę jednak zaczęli rządowi wyprowadzając wojsko na ulice, więc można by rzec, że cristeros bronili się nie mając innego wyjścia. Zresztą historia Meksyku z przełomu XIX i XX wieku to niezwykle krwawa historia. Tu poleciłabym Ci jeżeli jeszcze nie czytałeś Fuentesa "Lata z Laura Diaz".

      Usuń
    2. Ta opowieść faktycznie rokuje na dobrą lekturę. Już dodałem do listy (coraz dłuższej niestety), choć po tym, co teraz czytam, widzę, że nieco zmienia mi się system kryteriów, według których oceniam wydarzenia, ludzi i mechanizmy ich łączące, co oczywiście pewnie przełoży się również na ocenę innych książek. Ja z kolei,jeśli interesujesz się historią tego regionu, poleciłbym coś o Amerykańskich Termopilach, czyli bitwie o Alamo. Ciekawie jest to porównać z naszym Powstaniem Warszawskim.

      Usuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.