piątek, 22 marca 2013

Burzliwy żywot Baska Zalacaina - Pio Baroja.)



             Mam spore zaległości w prezentacji przeczytanych książek, nie piszę opinii  tylko prezentacji, gdyż tylko tym mogę  określić  to co wypacam w stosunku do zamieszczanych na blogach  czytelniczych recenzji i opinii. Im więcej wędruję po blogach i czytam zamieszczane na nich posty tym bardziej popadam we frustrację i tym gorzej mi się niestety pisze. Stąd i te zaległości.

             Dzisiaj wreszcie kolejna  książka  przeczytana jeszcze w lutym. Książka z mojej biblioteczki, wydana przez Książkę i Wiedzę w 1981 roku w serii z Kolibrem.



            
źródło
      Pio Baroja Y Nessi hiszpański pisarz żyjący w latach 1872-1956, z wykształcenia lekarz, zanim poświęcił się literaturze i  publicystyce praktykował jako lekarz wiejski w kraju Basków, a później, już w Madrycie gdzie podejmował różne zajęcia. Był jednym z twórców nowoczesnej prozy hiszpańskiej a w swych powieściach dawał obraz życia w Hiszpanii. Wydał około 100 książek i między innymi trylogię "Ziemia Basków",  której częścią jest właśnie "Burzliwy żywot Baska Zalacaina".
       Wprawdzie Martin Zalacain, bohater książki,  to postać fikcyjna, ale tło w jakim akcja książki się rozgrywa jest historyczne, gdyż  jest nim pełna tragizmu, krwawa wojna domowa w Hiszpanii, jaka miała miejsce w drugiej połowie XIX wieku. Była to wojna kończąca okres wojen tzw. karlistowskich, nazwa ich wywodziła się od Don Carlosa, jednego z pretendentów do tronu Hiszpanii. A były to wojny, jak się dowiadujemy z posłowia "pomiędzy liberałami i konstytucjonalistami a zwolennikami monarchii absolutnej, pomiędzy centralistami, pragnącymi nowoczesnej, zjednoczonej i burżuazyjnej Hiszpanii a zwolennikami feudalnego decentralizmu".
       Prio Barojao nie epatuje czytelnika jednakże wojną, lecz powiada w swej książce żywym, naturalnym i prostym językiem, który się odbiera bardziej jako formę mówioną niż literacką o kolejach losu młodego, pełnego temperamentu Baska, który urodził się w Urbi,  w biednej chłopskiej rodzinie,  bez szans na wykształcenie i lepsze życie niż wiodła jego rodzina. Wychowywany przez  matkę, Martin,  nauczyciela i prawie ojca znalazł w swym ciotecznym dziadku, zadeklarowanym indywidualiście, który nie tylko był samowystarczalny, ale miał specyficzne i wręcz cyniczne podejście do życia, a który zwykł mawiać:"Niech każdy pilnuje tego, co ma, i kradnie to co może" co było jego prospołeczną teorią, jaką zaszczepił  swemu wychowankowi. Martin okazał się inteligentnym i pojętnym uczniem co sprawiło, że  wyrósł  na  chwackiego i dzielnego młodzieńca, który już w wieku 16 lat zarabiał na swoje utrzymanie. Jego pełne brawury wyczyny znane były daleko i szeroko. Od wojny starał się trzymać z daleka, chociaż i wojaczki zakosztował, a  swój spryt i  odwagę wykorzystywał parając się przemytem broni, handlem a i złodziejstwem również co przyniosło mu nie tylko sławę ale również dobrobyt.
    Bohater Baroji  to postać niezwykle pasjonująca, taki  wzbudzający ogólną sympatię i podziw, jak i uczucia u  seniorit,  szaławiła i awanturnik, którego jedynym odwiecznym wrogiem był  brat wybranki serca, Cataliny. Wrogość ta wynikała z zadawnionej waśni rodzinnej, jaka trwała od wieków między rodzinami Martina i Cataliny. Mimo różnych przeciwności Catalina zostaje w końcu jego żoną, chociaż na krótko, gdyż w wieku 24 lat ginie on,  wprawdzie nie z rąk, ale jednakże  za przyczyną swego nieprzejednanego wroga, który mu nie darował małżeństwa z siostrą.
    "Burzliwy żywot Baska Zalacaina" to śmiało można rzec pełna uroku, epicka  ballada, której bohater po wielu barwnych przygodach  wprawdzie zdobył wszystko co chciał zdobyć, ale  zginął młodo pozostawiając po sobie  pamięć uwiecznioną nie tylko w nagrobnym w epitafium :
 "W grobie cichym tu spoczywa
 Martin Zalacain - Waleczny.
 Śmierć wzięła odwet konieczny,
 choć był dzielny - sprawiedliwa.
 Wśród Basków trwać będzie wieczna 
 pamięć o nim ciągle żywa,
 i choć te zwykłe nazwiska
 księga historii pomija,
 przechodniu z jego plemienia,
 zdejm czapkę - chwała nie mija! " 

     "Burzliwy żywot Baska Zalacaina"  mimo lekkiego, balladowego stylu, zawierający pieśni sławiące czyny Basków, a także różne opowiastki z ich życia ukazujące ich naturę, wprowadza również czytającego w XIX wieczny świat Basków, którzy, jak się okazuje różnią się niepomiernie od  Hiszpan. Baskowie, jeden z najbardziej tajemniczych narodów Europy, zamieszkujący wokół zatoki Biskajskie j/ Hiszpania i Francja/  zawsze cenili sobie niezależność i do dzisiaj  walczą o swoje prawa do  autonomii. Odgrywali  ważną rolę w historii Hiszpanii i to nie tylko w wojnach domowych, ale jak pisze Pio Baroja "Baskowie, zgodnie ze swą wrodzona skłonnością, stawali w obronie staremu przeciwko temu, co nowe. Zawsze tak było. Zawsze po stronie starego obyczaju i .... przeciwko nowym ideom". Toteż w wojnach karlistowskich  stali po stronie karlistów chcących zachować feudalny decentralizm, który zapewniał im odrębność prawną i przywilej, jakie Kraj Basków i Nawarra posiadały.Niestety przegrali. Sam Pio Baroja był agnostykiem i zaciętym antyklerykałem co stawiało go po stronie liberałów i takim, nie zewnętrznie, gdyż związany z kościołem, ale w głębi duszy, liberałem i antyklerykałem był bohater jego  książki, Martin Zalacain.
   
   Książkę czytało mi się łatwo i z dużą przyjemnością, a sprawił to właśnie między innymi prosty, lekko krotochwilny styl, jakim posługiwał się Baroja, o którym pisałam wcześniej, ale przede wszystkim interesująca i  pełna fantazji postać bohatera oraz jego niewiarygodne, pełne  przygód życie.

Była to moja pierwsza książka hiszpańskiego pisarza,  ale nie ostatnia równie być może i Baroji,  gdyż Hiszpanie to intrygujący naród i tak różny od nas, że warto ich poznać bliżej.

   Książkę  przeczytałam w ramach wyzwań :











14 komentarzy:

  1. Moja droga, zacznę od tego, co napisałas na początku. Nigdy, przenigdy nie czuj się źle czytając posty na innych blogach! Każda osoba jest inna, są takie które mogą poświęcić blogowaniu i czytaniu mnóstwo czasu, są takie, które postrafią naprawdę szybko czytać. Nie znaczy to jednak że ich blogi są automatycznie lepsze. Sama przestałam odwiedzać nawet kilka bardzo znaych bo nier odnajduję w nich niczego innego jak tylko nieustanną gonitwę a do Ciebie zawsze wracam z przyjemnością. Nie ma powodów byś czuła się źle ze względu na Twoje recenzje. Tak, to zdecydowanie są recenzje i choćby ta jest najlepszym przykładem na to, że są one nie tylko wnikliwe ale i bardzo ciekawe. Jeśli mi nie wierzysz, to zaufaj portalowi nakanapie, który nie powierzyłby Ci książki, gdyby nie był przekonany do Twoich umiejętności.
    Wiesz i ja czasem się na tym łapię że się gonię i martwię czy "wyrobię" z recenzją kolejnej książki. Jakby świat miał się zawalić, jeśli napiszę ją nawet kilka dni później. Nasze blogowanie ma być przyjemnością, musimy to sobie stale przypominać. :-)

    Co do samej książki to zainteresowała mnie jej tematyka. Pewnie trudno będzie ją zdobyć bo ani biblioteki w okolicy dobrej nie mam ani z czegoś takiego jak Finta skorzystać nie mogę. Ale tytuł sobie odnotowałam, może jeszcze będzie okazja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U@alison2 umiesz dziewczyno podnieść mnie na duchu. Ktoś może odniósłby wrażenie, że się napraszam pochwał, ale to tak nie jest, po prostu tak czuję. Cała rzecz polega na tym, że przy pisaniu brakuje mi słów do wyrażania myśli.Wychodzi moje oderwanie od literatury i nie tylko przez mnóstwo lat, gdy nie miałam ani czasu ani chęci, z różnych przyczyn do czytania. Oczywiście mówię sobie, że nic nie muszę, a przede wszystkim nie muszę dużo pisać. Ale to sie tak tylko mówi, a chciałoby się co innego.
      A jeżeli chodzi o recenzję dla portalu nakanapie.pl to "Ojca" przeczytałam i już się martwię, jak ja te recenzje napiszę, gdyż łatwo nie będzie bo to nie powieść, a wynurzenia zresztą bardzo interesujące.

      Usuń
    2. To prawda, ja też sobie powtarzam że nie muszę a jednak mnie coś "ciśnie". Nie lubię tego stanu bo nie po to zakładałam bloga by się udręczać. Jednak trudno jest tak z miejsca powiedzieć sobie że już się nie przejmuję... Ale trzeba próbować, inaczej blogowanie stanie się bardziej przykrym obowiązkiem niż przyjemnością.
      Co do Ojca to ja już dawno temu pisałam do niego recenzję. Już nie do końca pamiętam co tam pisałam, i nie twierdzę że jest wyjątkowo dobra ale ... może akurat Cię zainspiruje więc zapraszam :-)

      Usuń
    3. Dziękuję, przeczytam, gdyż taka inspiracja pobudzi moje myślenie.)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. Może i masz rację z tą deprechą. Może jak zaświeci w końcu słońce to zacznę bardziej pozytywnie myśleć. A do Baska wróć bo warto.)

      Usuń
  2. Dopisuję się do koleżanek wyżej - każdy jest inny, każdy inaczej pisze, a ja również nie lubię blogów, gdzie książki czyta się na wyścigi, zasypuje tylko nowościami i pisze jakieś enigmatyczne oceny, bo mam wrażenie, że pisanie o tym jaka to książka jest fajna jest na siłę i pod recenzję dla wydawcy.. Nie ma co się porównywać, bo każdy pisze inaczej i tyle :) Chociaż przyznam, że często myślę podobnie o sobie :) I podobnie jak Ty - szczerze, a nie po to by słuchać zapewnień że jest inaczej. Ale może to też ta zima :) Trzymam za nas obie kciuki zatem :) hi hi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mi ulżyło, że to nie tylko ja czasami poddaję się takiej niskiej samoocenie.)

      Usuń
  3. Świetna recenzja i przede wszystkim ciekawą książkę wzięłaś na warsztat. Uwielbiam takie tematy. Już czuję, że jeśli po nią sięgnę, to albo bardzo mi się spodoba, albo wręcz bardzo przeciwnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo. Wyciągam po trochę z półki to co mam już od lat i aż się prosi by zostać w końcu przeczytanym.
      Myślę, że raczej spodobała by Ci się. Z pewnością wyciągnąłbyś z niej wiele innych walorów, o których ja nawet nie wspomniałam. A wtedy chętnie by przeczytała to co byś napisał.)

      Usuń
    2. Jest już na liście. Co z tego, skoro lista równie długa, jak droga Polski do normalności :)

      Usuń
    3. To podobnie jak u mnie. Biblioteka spuchła, a przeczytanych książek nie ubywa.)

      Usuń
  4. Mam tę książkę w swoich zbiorach, gdyż zbieram pozycje wydane w ramach serii Koliber. Na pewno kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja się doczekała czytania to może i Twoja też się doczeka.

      Usuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.