piątek, 10 listopada 2017

Obraz Canaletto i fragment z "Tysiąca dni w Wenecji"



źródło


                            Schodzimy na brzeg przed bazyliką i przez chwilę stoję ze wzrokiem utkwionym we frontonie budynku, rozświetlonym smugą pudrowożółtego światla, którą przed chwilą pozostawiło slońce. Wielki kościół Longheny* wzniesiono na szczycie półkola, utworzonego między placem Świętego Marka a Redentore na Giudecca. Świątynia stoi na olbrzymim postumencie z drewnianych pali, zatopionych w mulistym dnie laguny. okrągła, potężna i posępna, zbyt wielka na swój tron, sprawia wrażenie przysadzistej królowej, która zasiadła w delikatnym ogrodzie.  Jakże zadufany w sobie musiał być czlowiek, który wyśnił sobie tę świątynię, uznał, że może ją wznieść, a następnie to uczynił. Podchodzę do wąskiego pontonowego mostu, który rozciąga się w poprzek kanału tylko w jednym dniu w roku. Wenecjanie pokonują rozkołysane, chwiejne platformy, niosąc dary dla Matki Boskiej, która prawie pół tysiaca lat temu uwolniła ich przodków od zarazy. Dawniej w ofierze składano bochenki chleba albo nadziewane owocami ciasta, dżemy, solone ryby, czasem woreczki z grubą czerwoną fasolą. Teraz pielgrzymi zanoszą świece, trzymane jak do modlitwy, a płomyki rozświetlają zimne głazy starego domu Dziewicy. Nieopodal schodów bazyliki kupuję świecę, białą i tak grubą, że niemal nie mogę jej objąć dłonią. Przypadkowa kobieta, nieproszona, użycza mi płomnienia, uśmiecha się i znika w tłumie.
                       Pokolenia kobiet idą ramię w ramię, niekiedy trzy, nawet cztery generacje obok siebie. Ten sam artysta utrwalił podobieństwo na ich obliczach. Staruszka maszeruje z córką, wnuczką, prawnuczką, a w twarzy prababki dostrzegam buzię niemowlęcia. Ma nogi niczym patyki w białych pończochach, kruche i delikatne pod ładnym płaszczem z czerwonej wełny. Jaka jest hstoria jej życia? Nosi beret głęboko nasunięty na proste siwe włosy. Jej córka ma rownież proste siwe włosy, a wnuczka proste, ale blond. Jedna z nich mocno naciągnela na glówkę maleńkiej dziewczynki beret, spod którego wyrastają jasne kosmyki.
                        Wszystkie cztery są piękne. Patrzę na nie i myślę, że tego zawsze pragnęłam. Chciałam się stać częścią całości, odgrywać swoją rolę, hołubić i być hołubiona. Oczekiwałam od życia wlaśnie takiego romantyzmu, prostoty, bezpieczeństwa. Czy to się w ogóle zdarza? Czy komukolwiek dana jest taka pewność? Żałuję, że moja córka nie stąpa teraz po tym moście. Chciałabym na nią czekać. Z przyjemnością wsłuchałabym się w jej głos,usłyszałabym naszą rozmowę w zmierzchającym błękicie zapadającego mroku, w drodze do Madonny. Szkoda. Chciałabym powiedzieć córce, że może być pewna.


__________________________

Marlena de Blasi,Tysiąc dni w Wenecji,Wydawnictwo Literackie,2009 r.,przeł.M.Hesko-Kołodzińska,str,180-182


*Baltassare Longhena -architekt weneckiego baroku, którego najsłyniejszym dziełem jest Santa Maria Salute , którą to bazylikę wspomina Marlena de Blasi w przytoczonym przeze mnie fragmencie. 

6 komentarzy:

  1. To całkiem ładny fragment, od razu zobaczyłam Santa Maria Salute- ten kościół przyciąga wzrok i jest doskonałym tłem fotografii. Pamiętam jego wnętrze z obrazami Tycjana i Tintoretto. Nie są to moi ulubieni malarze, ale zawsze uważałam że malarstwo sakralne najlepiej prezentuje się w świątyni (o wiele lepiej niż w muzeach). Niestety nie miałam okazji uczestniczyć w święcie dziękczynnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak najbardziej mi się utrwalił.....może też przez ten opis nie tylko bazyliki/ w dalszej części Blasi pisze o tym jakie wrażenie na niej zrobiło jej wnętrze/, ale przez opis tej wielopokoleniowej grupy Wenecjanek. To coś czego u nas już nie ma.....

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Zwrócił moją szczególną uwagę dzięki swemu klimatowi.

      Usuń
  3. Ja jestem zachwycona Santa Maria Salute. Muszę kiedyś pokazać zdjęcia na blogu.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością pooglądam Twoje zdjęcia.

      Usuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.