poniedziałek, 27 czerwca 2016

Poniedziałek z poezją.......trochę baśniowej liryki na dobry tydzień .....







Kraina Łagodności






Zabiorę Ciebie w Łagodności Krainę,
Gdzie pachnie różą i lawendą.
Tam wszystkie elfy, wróżki i skrzaty,
Na zawołanie Twe każde będą.

Zabiorę Ciebie w Łagodności Krainę
Gdzie słońce tęcze w chmurach rozplata.
Powietrze zanęci słodką wanilią,
A łąki zielone toną całe w kwiatach.

Tam wiatr zasypia przed wieczorem,
Na wierzbie starej ma posłanie.
Leśne rusałki, wodniki i strzygi,
Będą na każde Twe zawołanie.


Tam noc w sukience granatowej,

Tańczy z księżycem do rana białego.
A świt z kroplami rosy we włosach
Czeka promieni słońca złotego.

Zabiorę Ciebie w Łagodności Krainę,

By troski daleko stąd odpłynęły.

A Twe marzenia na skrzydłach błękitnych,

Wysoko pod niebo, hen pofrunęły.




Ten pełen baśniowego uroku wiersz znalazłam na portalu Kobieta.pl a autorką jego jest Nalka31.

Zdjęcia są mojego autorstwa.


czwartek, 23 czerwca 2016

Miłosne uniesienia w "Błękitnym pokoju" i co z tego wynikło......

   

             Georges Simenon miłośnikom powieści detektywistycznych, rzecz oczywista, kojarzy się z inspektorem Maigretem, którego jest on twórcą, a który pojawił się w 75 jego powieściach i 28 opowiadaniach. Ale ten niezwykle płodny  pisarz XX wieku, który jak wyczytałam w Wikipedii potrafił pisać 60 do 80 stron dziennie, wśród prawie 200 napisanych powieści ma prawie tyle samo co poświęconych Maigretowi powieści, które sam określał mianem "romans durs". Zdaniem irlandzkiego pisarza Johna Banville  te własnie powieści Simenona, będące mistrzowskimi dramatami psychologicznymi, są jego najlepszymi książkami.  "Romans durs" Simenona  to powieść  rzadko przekraczająca 120 stron z szybko toczącą się intensywną fabułą i natężeniem dramaturgii. Jak czytamy na okładce książki to "powieść twarda, opisująca ludzkie losy, nierzadko skomplikowane, zwykle tragiczne, ale zawsze podane z zadziwiającą prostotą". I taki jest właśnie przeczytany przeze mnie 





             Tony i Andrée od jedenastu miesięcy są kochankami. W tym czasie osiem razy spędzili upojne, pełne namiętnych  uniesień chwile w hotelu brata Tony'ego, w zawsze tym samym, pomalowanym na niebiesko, pokoju. Gdy zaczyna się powieść trwa ich ostatnie spotkanie, o czym jeszcze Tony nie wie. Nie wie również, że będzie ono dla niego znamienne, gdyż każde słowo tu w tym dniu wypowiedziane będzie analizował przez długie miesiace w więzieniu, w trakcie przesłuchań próbując bardziej sobie niż go przesłuchującym dać odpowiedź na pytanie dlaczego jego romans zakończył się tak tragicznie. 
           Odurzony co dopiero odbytym aktem miłosnym z Andrée,  z przyjemnością spoglądając na ciało kochanki, które  w nim wciąż wzbudzało takie samo pożądanie i szukając śladów, jakie na nim pozostawił bez szczególnej uwagi słucha pytań kochanki, na które odpowiada bez namysłu, nie przykładając do nich jak się później okazało właściwej wagi. Nie wzbudza w nim również podejrzeń ostentacyjne zachowanie Andrée, która gryzie  mu mocno wargę nie w trakcie, ale już po stosunku. A pytania zadawane przez nią miały dla niej, jak się w niedługim czasie okazało, niezwykle istotne znaczenie a przede wszystkim jego odpowiedzi, które potraktowała serio i wykorzystała w realizacji swego planu na wspólne życie : 

- Kochasz mnie, Tony?

- Tak mi się wydaje.
Zażartował, choć bez uśmiechu, a to z powodu dolnej wargi, którą wciąż ocierał delikatnie zwilżonym ręcznikiem.
- Nie jesteś pewien?[str. 6]

i


- Naprawdę mógłbyś spędzić ze mną resztę życia?
- Jasne...
- Taki jesteś pewien? Nie boisz się trochę?
- A czego tu się bać?
- Wyobrażasz sobie, jak wyglądałoby nasze zwyczajne życie?[str.11]

- Z czasem byśmy przywykli - odrzekł bez zastanowienia.

- Przywykli? Do czego?
- Do siebie nawzajem.
Był prostolinijny, niewinny. Nie liczyło się nic poza teraźniejszością. Jurny mężczyzna i gorąca kobieta nacieszyli się sobą, jak tylko mogli, i jeśli nawet Tony'ego coś potem bolało, to był to ból zdrowy i przyjemny.[str.11]

           Temu "prostolinijnemu" Tony'emu, który bez problemu oddzielał swoje, w zupełności go zadowalające, życie prywatne od przeżywanego romansu ani przez myśl nie przeszło, że jego kochanką mógł kierować jakiś głębszy motyw, że dążyła do tego, by ich spotkania przestały być, ze względu na to, że oboje nie byli wolni, tajemnicą.

Nie wzbudziło w nim podejrzeń nawet to stwierdzenie, za którym poszło kolejne niezwykle dla niej ważne pytanie : 

- Kiedy pomyślę o wszystkich tych latach, które przez ciebie zmarnowałam....

- Przeze mnie? - rzekł rozbawiony.
- A kto niby odszedł? Ja?
Poznali się jako sześciolatki i razem chodzili do szkoły.
Dopiero jednak po trzydziestce, gdy oboje mieli małżonków...
- A tak poważnie, Tony...Gdybym była wolna...
Czy jej słuchał? Pociąg, ukryty za białym budynkiem dworca, zatrzymał się i przez drzwi po prawej stronie zaczęli wychodzić pasażerowie, których sprawdzał jeszcze kontroler biletów w mundurze.
- Czy też postarałbyś się odzyskać wolność?[str.11-12]

Na to ostatnie pytanie Tony już nie odpowiedział, gdyż wyglądając przez okno błękitnego pokoju pod hotelem  zobaczył pod nim męża Andrée. Jego niespodziewany widok  wywołał w nim taką panikę, że kochanka przestała go w tym momencie zupełnie obchodzić. I myślał tylko o tym jak się wymknąć, by się na niego nie natknąć. Od tej pory obawiając się, że ich romans nie jest już tajemnicą dla jej męża Tony zadecydował się z nią więcej nie spotykać a ogarnięty dziwnym niepokojem podjął starania, by doprowadzic do większego zbliżenia z żoną  i j córką. Niepokój jego nie był bezpodstawny, gdyż Andrée nie zrezygnowała z niego i wprowadzając w życie swój plan żądała od niego ruchu, motywując go wysyłanymi listami i tym, w który zawarła prawie rozkaz : "Teraz Ty".[ str 138]


           Dramat jaki się rozegrał w obu rodzinach nie dawał nikomu żadnej wątpliwości, że Tony był również mu winien. Oskarżony i osadzony w więzieniu miał czas na spojrzenie wstecz, w całe swoje życie a także życie swej kochanki.
          To na co nie zwracał szczególnej uwagi w jej zachowaniu uwypuklało mu się dopiero w trakcie dociekliwych pytań przesłuchujących go w czasie długich miesięcy, w czasie których powracały do niego dzięki temu najdrobniejsze szczegóły dotyczące ich związku a w tym tym i sygnały jakie mu wysyłała, a które on w swej prostodusznej naiwnośći ignorował nie uświadamiając sobie potęgi namiętności tej kobiety i jej determinacji w osiągnięciu tego co sobie zaplanowała.

          Błękitny pokój potwierdza w całej rozciągłości opinię irlandzkiego pisarza, którego zdanie przytoczyłam na wstępie, o "romans dors"  Georgesa Simenona. To znakomita powieść. W prosty, czytelny a przy tym niezwykle zajmujący sposób opowiedziana historia dramatu zwykłych ludzi uwikłanych w swe namiętności, kobiety i mężczyzny, który typowo po męsku traktując swój romans dał się złapać jak w  pajęczą  sieć współodpowiedzialności za nie popełnioną zbrodnię. 

Całą historię poznajemy z punktu widzenia Tony'ego, który inspirowany pytaniami w trakcie przesłuchań dokonuje dokładnej analizy swojego zachowania i postępowania chcąc wykazać swą niewinność. Ale czy faktycznie z punktu widzenia moralnego nie ponosił odpowiedzialności za czyny swej zdeterminowanej kochanki? 

         Świetna lektura na lato........ polecam gorąco.  Fabuła wciąga  intrygą bardzo, czyta się doskonale i szybko....ze wzrastającym zainteresowaniem.  Książka posiada wszelkie walory literackie, których dzisiaj czasem trudno doszukiwać się w tego typu lekturze. I sprawia, że ma się apetyt na kolejne tego typu książki Simenona.

_______________________
* Georges Simenon,Błękitny pokój:,tł. V.Dobosz, C&T Toruń, 2016 r.,str. 6
** tamże, str 11
*** tamże, str.11-12

**** tamże, str.138

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Co interesującego wykukałam.......



         Trochę mnie wiatr rozstraja więc pisanie o "Błękitnym pokoju" utknęło na razie w martwym punkcie, ale rzuciłam okiem do Selkar.pl w dziale biografie i wykukałam kilka ciekawych pozycji.
Kupił, nie kupił, ale wiedzieć, że takie książki są być może warto. Każda z nich, chociaż to taki  misz masz tematyczny, wydaje mi się być interesująca i wartą uwagi, a o ostatniej już czytałam i mnie zaintrygowała : 








Lina Bögli (1858-1941) była pierwszą Szwajcarką, która dwukrotnie wyruszyła na tak daleką wyprawę. W latach 1892-1902 odbyła podróż dookoła świata, sama, bez pieniędzy. Rozpoczęła ją w Kwiatonowicach koło Gorlic. Z Brindisi popłynęła do Australii, i dalej,  przez Tasmanię, Nową Zelandię, Samoa, Hawaje, Kalifornię, Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, Kanadę. Gdy po dziesięciu latach wróciła do Kwiatonowic, napisała książkę, która stała się bestsellerem w języku niemieckim, angielskim i polskim.

"Tak, na serio, spróbuję objechać świat, piękny szeroki świat! I spomiędzy milionów ludzi łatwiej mogę to uczynić ja niż kto inny, bo jestem sama ? nikomu niepotrzebna, nie mam rodziców ukochanych, którzy by się o mnie troszczyli; gdybym wpadła w biedę, nikt by przeze mnie nie cierpiał, gdybym umarła, nikt by przez to nie zubożał. Naprzód więc! odważnie. Im prędzej, tym lepiej!"





Każdy pisarz rosyjski ma swoją tajemnicę; ma ją także Czechow: wiosną 1890 roku jako trzydziestolatek wyruszył w podróż na wyspę Sachalin - owiane złą sławą miejsce katorgi, zsyłek i przymusowych osiedleń na najdalszym wschodzie Rosji, ówczesne rosyjskie jądro ciemności. Wyruszył w czasie roztopów, po błocie i bezdrożach, przez szeroko rozlane syberyjskie rzeki, wielokrotnie ryzykując życiem. Dlaczego? Na to pytanie można udzielić stu odpowiedzi i żadna z nich nie będzie ostateczna, Leonid Bieżyn szuka więc własnej - sto pierwszej. Wyprawa na Sachalin staje się dla niego reflektorem, który oświetla całe życie Czechowa, pomagając stworzyć sugestywny portret Antona Pawłowicza i wydobywając na jaw ukrytą stronę zdarzeń, czasem nieoczekiwaną - jak wtedy, gdy pod maską ateusza i racjonalisty odkrywamy w Czechowie człowieka w pewien sposób religijnego, traktującego zawód lekarza jako służbę miłosierdzia; albo gdy krytykowany przez Sołżenicyna za pięknoduchostwo Czechow okazuje się prorokiem-katastrofistą. Powodowany poznawczą pasją i miłością, Leonid Bieżyn stawia się w miejscu swego bohatera nie tylko mentalnie, ale też całkiem dosłownie - w setną rocznicę wyprawy Czechowa na Sachalin powtarza jego podróż we wszystkich szczegółach, które można powtórzyć na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku: korzysta z podobnych środków transportu, wystawia się na podobne niewygody i przygodne znajomości, przesiada się tam, gdzie Czechow się przesiadał, wreszcie zwiedza wyspę katorżników z Sachalinem Czechowa w ręku, szukając jego śladów.


"Kretkowscy i ich dzieje od połowy XIV wieku" to książka nie tylko o dziejach rodu Dołęgów z Wielkiego Kretkowa w ziemi dobrzyńskiej ale także przyczynek do historii szeregu innych rodzin wielkopolskich, kujawskich i pruskich nie mających dotychczas osobnych monografii naukowych takich jak Rozdrażewscy, Radomiccy, Guldensternowie (Gyllestierna), Tyliccy, Sokołowscy h. Pomian. Przyjemscy, Mycielscy, Olszowscy, Noskowscy, Wodzińscy, Drzewiccy h. Ciołek, Zadzikowie, Mielżyńscy, Kryscy, Komeccy, Lubrańscy, Konarscy h. Abdank i h. Ossoria, Konopaccy, Mierosławscy, Grodzieccy, a także o wielu zapomnianych postaciach z rodów Tarłów, Karnkowskich, Wodyńskich, Odrowążów ze Sprowy, Czarnieckich, Łaszczów, Rogalińskich, Ligęzów, Czarnkowskich etc.

Opisywane postacie pokazane są w krajobrazie rodzinnym ciągnącym się od Wrocławia, Poznania, Gdańska do Warszawy, Lublina i Krakowa, ale także w podróżach do Francji, Italii, Portugalii a nawet Indii i Egiptu, tak w przekazach dokumentów, jak i w utworach literackich.

"Studium Tomasza Sławińskiego o Kretkowskich (...), zajmuje miejsce w górnym szeregu istniejących monografii rodzinnych i rodowych z okresu staropolskiego. Jego silna stroną jest budząca uznanie heurystyka. Autor dotarł do prawie wszystkich możliwych źródeł publikowanych i rękopiśmiennych, zabytków sztuki przechowywanych w bibliotekach, muzeach, archiwach czuty też pozostających w rekach prywatnych" /z recenzji prof. Jana Pakulskiego/

"Autor analizując dzieje jednego rodu w okresie blisko siedmiu wieków, daje nam panoramę losów szlachty polskiej (ściśle wielkopolsko-prusko-mazowieckiej), a także ukazuje na konkretnych przykładach uwarunkowania jej awansów społecznych, zmiany statusu materialnego, wreszcie łączące ja więzy familijne i stanowe (..).

Praca jest niezwykle bogata pod względem materiałowym i faktograficznym. Obszerna kwerenda źródłowa i dotarcie do bardzo licznej i rozproszonej literatury(...) pozwoliły autorowi stworzyć imponujące dzieło dające (...) obraz losów i funkcjonowania, zamożnej, w pewnej mierze typowej rodziny szlacheckiej w dawnej Polsce od wczesnego okresu piastowskiego aż po dobę autonomicznego królestwa Polskiego w połowie XIX wieku". /z recenzji prof. Jerzego Dygdały/

Książka zakończona jest rozdziałem o dziejach Kretkowskich i rodzin spokrewnionych w XIX i XX wieku.
















Małżeństwo Martin ukazuje nam ponadczasowe cechy wspaniałych małżonków i rodziców: ich cierpienie i codzienny trud, które są wpisane w ludzkie życie, wskazują poprzez codzienność drogę do świętości. Książka może stać się pomocna dla wielu współczesnych małżonków w podejmowaniu życiowych decyzji.









Pierwszy tom bardzo rozszerzonego wyboru dzienników Sándora Máraiego (1900?1989), jednego z najwybitniejszych dwudziestowiecznych pisarzy węgierskich. Pisanie dziennika autor Wyznań patrycjusza rozpoczął w 1943 roku i kontynuował aż do samobójczej śmierci w 1989. W "Czytelniku" ukazał się dotychczas jednotomowy wybór z tego niezwykle obszernego diariusza. Publikowany obecnie tom, obejmujący lata 1943-1948, stanowi pierwszą część nowej, pięciotomowej edycji. Dziennik Máraiego to dzieło intelektualisty, który w swoich notatkach zawarł refleksję nad światem, przemyślenia z lektur, ocenę socjologiczną i moralną współczesnych społeczeństw, namysł nad kondycją ludzką. Głębia myśli, bezwarunkowa uczciwość w ocenianiu otoczenia i siebie samego, błyskotliwość sformułowań, ironia i finezyjny dowcip. wszystko to nie pozwala oderwać się od lektury tej niezwykłej książki.













Nieprawdopodobna, wstrząsająca historia Joe i Simona została opowiedziana obiektywnie i precyzyjnie, jak przystało na prawdziwą literaturę faktu. - Tomasz Łubieński

Joe Simpson - światowej sławy brytyjski alpinista i pisarz. W ?Dotknięciu pustki? dzieli się tym, co sam przeżył w bezlitosnym świecie górskiej przyrody. Trzymająca w napięciu akcja, chwilami wręcz niewiarygodna opowieść człowieka walczącego o przetrwanie, niezwykła szczerość wypowiedzi, a także duży talent literacki uczyniły z jego książki ŚWIATOWY BESTSELLER.



Mistrzowsko napisana reporterska opowieść o człowieku, który przez całe życie próbował uciec. Historia prawdziwa, choć dzieje się w dwóch państwach, których dziś nie ma i wydaje się, że nigdy nie było. W NRD i PRL. Im bardziej Zygfryd, rocznik 1947 chciał uciec, tym mocniej Polska go trzymała i tym głębiej chowała sobie do kieszeni. Czyniąc mu różne krzywdy.
Włodzimierz Nowak mówi, że PRL był jak zła planszówka. Kostkę rzucała władza, obywatel był jak pionek, reguły były nieznane, gra nie miała sensu, ale wszyscy udawali i wierzyli w jej sens. Kto nie umiał, albo nie chciał udawać, tego cofano o trzy pola, tracił kolejkę albo wylatywał z gry. Ci którzy umieli udawać, dostawali M-3 w wielkiej płycie na os. XXXV-lecie PRL, jak Zygfryd Kapela, bohater tej książki.


Ucieczka jest niemożliwa, taką prawdę wyciągam z tej książki. Nigdy nie uciekniemy od niczego. Przykro to przyjąć do wiadomości, ale nie ma rady. Musi to także przełknąć bohater Niemca. Warto zapamiętać jego nazwisko. Razem z imieniem tworzą duet idealny, zestaw, który musiał trafić do literatury: Zygfryd Kapela. Jeśli będą go Państwo wymieniać w przyszłości jako literackiego niewydarzeńca, to bardzo proszę między Szwejkiem a Piszczykiem. Dlaczego jednak Kapela ucieka, mimo że uciec nie można? Najprawdopodobniej liczy się samo uciekanie.
    Ta historia, zanurzona w dwudziestowiecznych dziejach Polski i Niemiec, jest świetnie napisana. Włodzimierz Nowak, autor jednego z najlepszych w ostatnich 25 latach zbioru reportaży Obwód głowy, finalista nagrody Nike, teraz napisał powieść non-fiction. Z lekkością, swadą, dowcipnie.
    Panie Zygfrydzie, może warto było nie uciec, żeby powstała TAKA książka!
Mariusz Szczygieł, reporter


I co o nich sądzicie?
_________________---------------------------------------___________________________________ Zdjęcia i opisy pochodzą ze strony Selkar.pl

piątek, 17 czerwca 2016

W błękicie.........cytat......



             Jestem w trakcie pisania postu o przeczytanej powieści Błękitny pokój



       ale zanim się on ukaże przytaczam króciutki fragment, który sprawił, że i ja jak jego bohater przeniosłam się na moment w odległe czasy dzieciństwa przypominając sobie czym była i do czego służyła ultramaryna nazywana przez moją mamę farbką.


              "Pokój pomalowany był na niebiesko, na kolor, który pewnego dnia w myślach określił jako ultramarynę, przypominając sobie dzieciństwo i małe muślinowe woreczki z niebieskim proszkiem, który jego matka rozpuszczała w balii przed ostatnim płukaniem, by zaraz wynieść bieliznę na dwór i rozłożyć ją do suszenia na lśniącej trawie. Miał wtedy pięć , może sześć lat i zdawało mu się, że to czary, iż błękit przywraca tkaninom biel".


Moja mama już w czasach, które pamiętam pranie robiła w pralce wpierw z wyżymaczką a później już z urządzeniem wirnikowym i suszyła pranie nie na trawie lecz na sznurkach.


wtorek, 14 czerwca 2016

O tym do kogo powędruje audiobook "Prymas Wyszyński ...nieznany".



         Miały być wyniki mojego szybkiego konkursiku wczoraj, ale są dzisiaj. Jak przewidywałam zainteresowanie nie było duże audiobookiem ...z pewnością jednak wolimy czytać a poza tym jego tematyka faktycznie niewiele osób mogła zainteresować. Chociaż postać kardynała Wyszyńskiego jest na tyle interesującą a także  czas, w którym przyszło mu żyć i kierować naszym kościołem katolickim, że jest to z pewnością bardzo ciekawa również z historycznego punktu widzenia lektura.

       Chęć przygarnięcia audiobooka 




zgłosiło pięć osób a powędruje on pocztą do czytelnika....co zawdzięcza mojej drugiej połowie, który z pięciu liczb wybrał właśnie liczbę 5, jemu przypisaną jako ostatniemu zgłaszającemu się.
             A zatem gratuluję szczęścia i proszę o adres na pocztę gut.anna1@gmail.com.


niedziela, 12 czerwca 2016

Cierpienie i lektura ......cytat z Francoisa Mauriaca.



          

           Co dopiero skończyłam czytać czekającą na swoją kolej mnóstwo lat Thérèse Desqueyroux Francoisa Mauriaca i podczytuję w internecie różne informacje na jego temat a także opinie o książce. Przy tej okazji natrafiłam na taką oto jego myśl :



             "Nie ma takiego cierpienia, którego by nie złagodził kwadrans lektury".





Czy jest tak faktycznie?


czwartek, 9 czerwca 2016

Nowe książki i szybki konkursik.....rozdawajka.



          Dobrze rozpoczęty tydzień przyniósł mi kolejne książki...tym razem w prezencie. Siostra męża, która doskonale wie czym można mnie ucieszyć  prawie nigdy nie pojawia się z wizytą bez książkowych upominków. Tym razem są to dwie nowości wydawnictwa M w tym jedna z audiobookiem



W związku z tym, że raczej książek nie słucham...wolę jednak czytać, a więc szkoda by audiobook stał  na półce, toteż ogłaszam szybki konkursik. Kto chciałby go posłuchać i w ten sposób poznać bliżej Prymasa Wyszyńskiego niech się zgłosi pod tym postem. Czas do niedzieli .....w poniedziałek wyniki.

A zatem zapraszam do zabawy.......

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Co sprawia, że mól książkowy uznaje tydzień za dobrze rozpoczęty......


 
        Wizyta z samego rana listonosza z dwoma paczkami nie mogła mnie nie wprawić w dobry nastrój tym bardziej, że od razu odgadłam co też te paczki zawierają. To się nazywa zacząć dobrze tydzień.
     Pierwsza z nich zawierała książkę niespodziankę od Beatki z bloga Szczur w antykwariacie.


  
Szara godzina zawierająca wspomnienia  Zofii Kucówny, mojej ulubionej aktorki, to niespodzianka, która sprawiła mi ogromną przyjemność i wywołała uśmiech zadowolenia na mojej twarzy. Już się cieszę na jej czytanie. Dziękuję Beatko za ten doskonały wybór lektury na prezent.

           Druga paczka to już nabytki antykwariatowe na allegro. Realizuję swoje postanowienie "więcej czytać niż kupować" z powodzeniem, ale przy okazji nabywania Postu zdrowotnego Św. Hildegardy z Bingen, jak to mam w takich sytuacjach w zwyczaju. zrobiłam przegląd oferty i skusiłam się na jeszcze trzy w cenie do 3 zł każda......przy jednym koszcie przesyłki.




I tak oprócz Postu......pań B.Pregenzer i B. Schmidle do biblioteczki trafił : 
Karol Dickens w wydaniu z Kolibra uzupełniając mój zbiór tych małych książeczek  i sama Hildegarda z Bingen ze swoją książką Antychryst i koniec świata oraz Nathaniel Hawthorne ze swym Domem o siedmiu szczytach.

            Maj też nie obył się bez drobnych wydatków na książki. Skoro Wam pokazuję ciekawostki i promocje to czasem i sama z nich korzystam. I tak trafił do mnie Błękitny pokój Georgesa Simenona, który co rzadko mi się zdarza w przypadku nowo nabywanych książek - zazwyczaj muszą one przejść kwarantannę na półce -  po prostu połknęłam od razu.......


Szczęściarę Kristin Kusek Lewis, którą nabyłam - za co zostałam rozgrzeszona przez Awiolę - w Biedronce właśnie czytam na przemian z Dworem w Haliniszkach Emmy Dmochowskiej. Takie naprzemienne przenoszenie się ze współczesności amerykańskiej w czasy o wiele wcześniejsze na Kresach. Muszę przyznać, że Dwór w Haliniszkach jak na razie bardziej mnie wciągnął swą intrygująca fabułą.

I jeszcze Niezwyciężony Nicka Vujicica ....a to był prezent, który chwilę temu trafił na półki mojej biblioteczki. 

I tak moja pasja kolekcjonerska została zaspokojona na jakiś czas.

Ale w czerwcu też mam plany zakupowe tylko czekam na dobrą okazję.

piątek, 3 czerwca 2016

Czerwona róża w cytacie Oscara Wilde.......









Czerwona róża nie jest egoistką, pragnąc pozostać czerwoną różą. Byłaby straszną egoistką, gdyby chciała, by wszystkie kwiaty w ogrodzie były czerwone i były różami.

                                     Oscar Wilde










__________________________________________

Cytat pochodzi ze stroni Wikicytaty a róże z mojego ogrodu.


środa, 1 czerwca 2016

"Baśnie" Andersena........nie tylko z okazji Dnia Dziecka....

   


           Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania tego postu a inspiracją dla niego był fakt odkrycia w mojej biblioteczce starego, a nawet można powiedzieć, że bardzo starego wydania Baśni Andersena. Ale jakoś mi schodziło i dopiero impulsem stała się propozycja Gosi Zielono Mi bym wzięła udział w polecankach z okazji Dnia Dziecka poprzez stworzenie krótkiego wpisu polecającego jakąś lekturę dla dzieci, który stałby się częścią jej wpisu.  Wychowana na bajkach, baśniach, klechdach i legendach -   w tym również  na tych najbardziej znanych Baśniach Hansa Christiana Andersena, jak : Calineczka, Dziewczynka z zapałkami, Księżniczka na ziarnku grochu, Brzydkie kaczątko, Królowa śniegu, Słowik czy Ołowiany żołnierz  - pomyślałam, że ponieważ jego Baśnie są ponadczasowe pod względem przekazywanych wartości to właśnie one będą tą książką - dla dzieci młodszych, którym się czyta i starszym, które już czytają same - którą ja polecę.

        W swojej biblioteczce posiadam trzy wydania Baśni tego króla bajek, którego w świat baśni jako pierwsza wprowadziła babcia. To pierwsze wydanie pochodzi aż z 1898 roku i pod tytułem Baśnie i powiastki Andersena zostały wydane w Poznaniu - drukiem i nakładem Jarosława Leitgebra. Książka jak wskazuje podtytuł skierowana była Dla młodego wieku. Niestety jest ona w rozsypce, ale zawiera 15 baśni kompletnych i cztery z sześciu ilustracji.....:   




Nie bardzo kojarzę skąd się ten egzemplarz z końca XIX wieku u mnie znalazł, ale prawdopodobnie to spuścizna po wujku, bracie taty, który kiedyś tu, gdzie teraz ja, mieszkał. A znalazłam ją pewno jak kilka innych na strychu.

            Drugie wydanie Baśni jakie posiadam pochodzi z 1976 roku, czasu gdy książki zdobywało się spod lady jako coś za coś. I tak było własnie w mojej sytuacji. Ogromnie chciałam mieć te trzy tomy wydane przez PIW i udało mi się.  Zdobyłam już siódme ich wydanie dzięki temu, że siostra mojego klienta pracowała w księgarni i na dodatek była tam kierowniczką. Kosztowały niebagatelną,  jak na moje możliwości wówczas,  kwotę, bo aż 350 zł a ja nie wiem czy już zarabiałam te słynne socjalistyczne 2000 zł - czy się stoi czy się leży 2000 się należy.




To wydanie Baśni Andersena tłumaczyli Stefania Beylin i Jarosław Iwaszkiewicz a ilustrował Janusz Stanny. Muszę się przyznać, że wówczas, gdy wzięłam po raz pierwszy te trzy książki do ręki ilustracje w nich zamieszczone nie zachwyciły mnie...były jak dla mnie zbyt abstrakcyjne. Dzisiaj odbieram je zupełnie inaczej.

          I trzecie wydanie. To pochodzi z 1985 roku, w tym roku urodziłam swoje pierwsze dziecko więc oczywiście ta książka była kupowana dla dzieci. A czytywałam im sporo. Wydana przez Wydawnictwo Poznańskie prawdopodobnie na bazie wydania PIW-u z 1971 roku....ci sami tłumacze, ale ilustrowana skąpo i raczej koszmarnie.
Mimo twardych okładek widać na niej siermiężność wydawniczą tamtych lat.





Niestety nigdy nie przeczytałam wszystkich baśni smutnego Pana Hansa Christiana Andersena i nadal znam te najczęściej czytane, ale jeszcze nic straconego.... 


A na koniec sam bajkopisarz o tym po co pisze się bajki.




Mamy nie zapominajcie przy okazji  prezentów dla swych i nie tylko swych  dzieci, i to nie tylko w związku z  Dniem Dziecka, o Baśniach Hansa Christiana Andersena.