czwartek, 30 kwietnia 2015

O aurze, ogrodzie i książce też......



      Kwiecień żegna nas, przynajmniej mnie,  słoneczną chociaż troszkę wietrzną pogodą. W ogrodzie coraz piękniej chociaż ze smutkiem trzeba się pożegnać z żonkilami czy też częścią tulipanów


 ale za to zakwitają coraz to inne a niedługo oczy będą cieszyć piwonie.


Jutro skrobnę coś podsumowującego czytelniczy kwiecień a dzisiaj o tym na co natknęłam się zaglądając do internetowych księgarni. Czego niestety nie kupię, bo trzymam na razie na tym polu reżim, ale co chętnie bym zobaczyła w swojej biblioteczce. I może jednak z czasem nabędę.
A jest to :

Gijs Van Hensbergen 

 

 

Jego rude włosy wyróżniały go spośród ciemnowłosych Katalończyków nie mniej niż hipnotyzujące spojrzenie błękitnych oczu i zachowanie, o którym w Barcelonie krążyły legendy. Pewny siebie, bywał arogancki i butny. Bezkompromisowy, przywiązany do swoich wizji, rzadko szedł na ustępstwa. Znający swoją wartość, walczył o każdego peseta ze swoimi zleceniodawcami. A jednocześnie tak niewiele potrzebował – żyjąc skromnie w rodzinnym domu – z bratem, potem ojcem i siostrzenicą, wreszcie samotnie na budowie Sagrada Familia – dzieła jego życia.

Geniusz z Barcelony.
Zaskakująco różny w kolejnych etapach swego życia – elegancki młody bourgeois; wyniszczony dietą i chorobami zapracowany mężczyzna; przypominający żebraka, wychudzony, zdziwaczały staruszek – zawsze żył architekturą i dla architektury. 


               Miłego popołudnia i radości z nadchodzących wolnych dni życzę wszystkim a szczególnie tym, którzy mnie odwiedzą.

środa, 29 kwietnia 2015

Wygrywajka, nie wygrywajka....po prostu książka chce być czytana......



            Wczoraj opublikowałam post o powieści Roberta Whitlowa "Wybór". Sądząc po braku komentarzy pod postem książka i jej tematyka nie wzbudziła szerszego zainteresowania. Być może i dlatego, że oczywiście nie jest to już żadna nowość i opinie o niej pojawiły się już na blogach znacznie wcześniej.
         Mimo to zachęcając do zwrócenia na nią uwagi postanowiłam posłać ją dalej, bo uważam, że "Wybór"  należy do książek, które szczególnie dzisiaj, gdy  literatura, i filmy, seriale a także media zaburzają spojrzenie na istotne dla nas wartości i potrafią skutecznie zagłuszyć sumienia, naprawdę warto przeczytać. Dobra lektura, a taką ta powieść z pewnością jest, bywa potrafi nam otworzyć oczy i dokonać nawet zmiany w naszym myśleniu.....a również być pomocą  w rozmowach z innymi, gdyż dostarcza niezbitych argumentów. A poza tym naprawdę świetnie się ją czyta.

        Tyle wstępu a teraz do rzeczy. 



"Wybór" można zdobyć pozostawiając pod tym postem komentarz wyrażający chęć posiadania i przeczytania książki.
Na zapisy osób chętnych oczekuję do końca przyszłego tygodnia.
Zapraszam i szczerze zachęcam.

Pozostawienie adresu mailowego ułatwi mi kontakt.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Zawsze mamy jakiś wybór, ale chodzi o to, żeby dać szansę........ "Wybór" - Robert Whitlowa


 

- Mario - odezwała się Sandy.
Dziewczyna odwróciła się do niej. Sandy mówiła po hiszpańsku.
-  Nigdy  nie będziesz wiedziała, kim mogłoby zostać dziecko, które nosisz w sobie, jeżeli nie dasz mu szansy i nie urodzisz go. [*]

Te słowa wypowiada bohaterka powieści, którą co do dopiero skończyłam czytać, a która trafiła do mnie jako prezent. Sandy, którą poznajemy jako nastolatkę, by później spotkać się z nią, gdy jest już w średnim wieku wie co mówi, gdyż sama 34 lata wcześniej była  w podobnej sytuacji co obecnie szesnastoletnia zaledwie Maria Alvarez.  W podobnej a jednak gorszej i zarazem lepszej. Gorszej, bo musiała zmienić  szkołę, gdyż w latach 70-tych ubiegłego stulecia w USA tylko do niewielkiej liczby szkół mogły uczęszczać uczennice w ciąży. W lepszej, bo znalazła oparcie w swej rodzinie, gdy zdecydowała się urodzić dziecko. A tego Maria, która wprawdzie nie musi zmieniać szkoły,  nie ma.  Jej matka nie żyje a ojciec, nielegalny imigrant mieszkający razem z nią w przyczepie, w której na dodatek udziela schronienia obcym dla Marii mężczyznom, z których jeden jest ojcem jej dziecka, w tej trudnej dla niej sytuacji nie jest dla niej  podporą a wręcz przeciwnie brutalnie daje upust swemu niezadowoleniu. 

       Teraz po wielu latach problem ciąży u nastolatki znów pojawia się w unormowanym życiu Sandy a dotyczy jej uczennicy, która szuka w niej pomocy i oparcia obdarzając zaufaniem. Sandy, która uważa aborcję nie tylko za zło moralne  stara się uświadomić Marii, jak ważny jest zarówno dla niej jak i dziecka, które nosi właściwie dokonany wybór, i by z dwu decyzji, do jakich ma prawo podjęła tę o nie usuwaniu ciąży. Nie jest to łatwą sprawą, gdyż wchodzi w ten sposób w grożącą jej nawet usunięciem ze szkoły kolizję ze szkolną doradczynią, która po zapoznaniu się ze sprawą Marii doradza a nawet dąży do tego, by ta zdecydowała usunąć ciążę nawet, gdyby przyszło jej doprowadzić do uznania ją za niepełnosprawną umysłowo i doprowadza do wytoczenia sprawy sądowej Sandy, by w ten sposób odsunąć ją od kontaktów z Marią.

        Sandy i jej  historię dojrzewania do nieprzerywania ciąży oraz podjęcia decyzji o oddaniu urodzonych bliźniaków do adopcji szeroko poznajemy z pierwszej części  książki. Jej decyzją wynikającą z pewnego proroctwa bliźniaki zostają rozdzielone i oddane dwu rodzinom, które Sandy sama wybiera z pośród kandydatów na rodziców decydując o oddaniu synów w adopcję zamkniętą oznaczająca całkowite zrzeczenie się  do nich praw rodzicielskich. Mimo ogromnego bólu serca, jaki odczuwała na widok chłopców Sandy nie zmieniła  swej decyzji, gdyż uważała, że tak będzie dla nich najlepiej. Postarała się jednak jak najlepiej zapamiętać ich samych jak również zdjęcie, które ukazywało na tle przyszłego domu jednego z jej synów młodą kobietę, która z utęsknieniem wyczekiwała na jej syna. Ta fotografia i zaangażowanie się w sprawę Marii Alvarez  sprawiły, że do chociaż samotnej, ale spełnionej zawodowo Sandy po wielu latach uśmiecha się szczęście i dane jest jej poznać  swoich synów. A jak do tego doszło opowiada druga część książki.

         Tak, tylko w wielkim  skrócie przedstawiłam fabułę 500 stronicowej powieści Roberta Whitlowa, która jest mocnym i moim zdaniem niezwykle sugestywnym głosem jej autora za tym, by kobiety nie przerywały ciąży. Potwierdza on  to jeszcze raz w słowie Od Autora tak się wypowiadając o tytule swej książki : "Dla ruchu proaborcyjnego słowo "wybór" jest hasłem oznaczającym prawo kobiety do przerwania ciąży, akceptowalną formę świadomego macierzyństwa. Chciałem jednak pokazać, że to samo słowo może odnosić się do podejmowanej przez kobietę decyzji o nieprzerywaniu ciąży".[**]  I faktycznie to pokazał, gdyż to wyborem Sandy było nie skorzystać z usługi kliniki aborcyjnej, którą podsuwała jej rodzina ojca dziecka i on sam, i jej wyborem było urodzić i oddać dzieci do adopcji.

         "Wybór" to mądra i wartościowa książka,  w zajmujący sposób opisująca w pierwszej części emocje jakich doznaje główna bohaterka jako nastolatka w związku z niespodziewaną ciążą, jej przyspieszone dorastanie do podejmowania ważnych decyzji z równoczesnym wchodzeniem w dorosłość, w którym pomaga jej odejście z domu i zamieszkanie na kilka miesięcy przed porodem z ciotką, która swym specyficznym podejściem do życia jej w tym znakomicie pomaga
Jeszcze bardziej intrygująca jest druga część książki, w której bohaterka w imię wyznawanych przez siebie wartości i pewności tego, że sama kiedyś postąpiła dobrze podejmuje trudną i nierówną walkę z systemem szkolnictwa amerykańskiego o uratowanie dziecka swej uczennicy, w której to na sali sądowej dochodzi do niezwykłego spotkania się jej dwu synów jako  adwokatów reprezentujących dwie strony sporu. W tej części książki u Sandy dochodzą do głosu emocje związane z synami, którzy nieoczekiwanie dla niej  pojawiają się w jej życiu utwierdzając ją w słuszności podjętej przed laty decyzji, mimo że  ich sama nie wychowywała.

        Szczerze polecam tę książkę pomimo jej specyficznych realiów amerykańskich, w których to ruch adopcyjny był i jest  przeciwstawiany ruchowi proaborcyjnemu. Historia Sandy, opowiedziana raczej rzeczowym, suchym językiem -  tak ja ją odebrałam - nie ma za zadanie wzruszać chociaż to czyni, ale  poruszać sumienia co robi znakomicie. A ponieważ pobudza do refleksji nad prawem do dania i do otrzymania szansy życia może mieć pozytywny wydźwięk,  a o to Autorowi chodziło.


........................................................
 *Robert Whitlow,"Wybór", Wyd. WAM,2014 r.,przełoż.Z.Zawadzki, str.278-279
** tamże str.504

niedziela, 26 kwietnia 2015

Dobry Pasterz.......


Vincent Van Gogh, Pasterz ze stadem owiec, 1884





PSALM 23
Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie odpocząć mogę,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po ścieżkach właściwych
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażby, przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.
Stół dla mnie zastawiasz
na oczach moich wrogów,
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.
Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia.
I zamieszka, w domu Pana
po najdłuższe czasy.




Pamiętam o tym codziennie.

________________________________________________
zdjęcie obrazu pochodzi ze strony 
tekst zaczerpnęłam ze strony

czwartek, 23 kwietnia 2015

Głosuję na okładkę dla książki Jacka Getnera "Pan Przypadek i fioletowoskórzy".


        Dzisiaj Światowy Dzień Książki więc, by go uczcić zrobię coś dla konkretnej książki, która jest już napisana i czeka tylko na okładkę. A chodzi o książkę Jacka Getnera pt. "Pan Przypadek i fioletowoskórzy" czyli czwartą już część serii o domorosłym detektywie Jacku Przypadku.
Jury wyłoniło z pośród nadesłanych projektów na okładkę cztery : 

Projekt 1




  Projekt 2




Projekt 3



  Projekt 4


Jak  widać na powyższych zdjęciach projekty okładek są minimalistyczne w wymowie i interesujące.
Zgodnie z regulaminem mam zagłosować na trzy projekty przyznając im punkty od 3 do 1 a zatem głosuję :

  Projekt 1 - 3 punkty
Projekt 4 - 2 punkty
Projekt 2 - 1 punkt

wtorek, 21 kwietnia 2015

Jak przez kota i papugę małżeństwo przestało ze sobą rozmawiać........... "Kot" Georgesa Simenona...



                     Mimo tytułu i tego co widzimy na okładce to oczywiście nie jest książka o kocie i papudze chociaż to ta para odgrywa zasadniczą rolę w intrydze jaką nam w niej serwuje Georges Simenon - francuski pisarz pochodzenia belgijskiego, który był twórcą komisarz Maigreta. Simenon specjalizował się w powieściach detektywistycznych i kryminalnych, ale napisał również kilka innych. Książki te podobnie jak przeczytany co dopiero przeze mnie "Kot" zawierają  pogłębioną analizę psychologiczną i obyczajową.

                    Bohaterami "Kota" są Małgorzata i Emil, para małżeńska będąca w czasie, gdy zaczyna się opowieść, w stanie totalnej wojny. Od pięciu lat nie rozmawiają oni ze sobą a porozumiewają się tylko i wyłącznie przy pomocy karteczek i żyjąc w atmosferze aż dusznej i gęstej od okazywanej sobie niechęci trwają tak obok siebie, ale osobno, drażniąc się nawzajem każdym gestem, każdą intonacją.[*]. Obok siebie, gdyż przebywając w tych samych pomieszczeniach: oglądają razem programy telewizyjne, w trakcie których Małgorzata robi na drutach, korzystają z kuchni chociaż każde oddzielnie, a  także śpią w jednej sypialni. A nawet gdy wychodzą z domu na zakupy to również razem tyle, że jedno za drugim, a bywa również, że śledzą się,  by wiedzieć wszystko o dzisiaj już swym raczej przeciwniku niż małżonku. 


źródło

Żyją tak od wielu lat prowadząc swoistego rodzaju grę, do której się przyzwyczaili, i która im się przez te lata  wcale nie znudziła, a wydaje się  znajdują w tej wojennej grze, w tym ciągłym dokuczaniu sobie jakąś osobliwą przyjemność, która stała się z czasem właściwym sensem ich bycia razem.

                    Małgorzata i Emil to dwoje starszych już ludzi, którzy po stracie pierwszych współmałżonków żyło samotnie w domach naprzeciwko aż do czasu, gdy Emil naprawił Małgorzacie cieknącą rurę. Od tamtej pory ona zapraszała go do siebie i tak się jakoś stało, że tych dwoje pochodzących z zupełnie innych, nieprzystawalnych do siebie światów - ona pochodząca z klasy średniej, właścicielka domów a on zwykły robotnik - pobrało się. W ten sposób doszło do zderzenia nie tylko dwu różnych światów, ale co najistotniejsze dwu zupełnie odmiennych natur i osobowości co od samego początku nie mogło wróżyć związkowi dobrze, tym bardziej, że to Małgorzaty dotykały zmiany w dotychczasowym sposobie bytowania, gdyż do tego czasu  żyła we własnym, nierzeczywistym świecie, który ubarwiała po swojemu. I nagle okazało się, że musi znosić mężczyznę z krwi i kości, hałaśliwego, o ciężkim chodzie, który pali cuchnące cygara i wydziela zwierzęcy zapach[*], bo też  Bouin niczego się dla niej nie wyrzekł, nie podjął żadnej próby, żeby włączyć się w jej świat.[*] A na dodatek nie wprowadził się sam lecz sprowadził przecież na teren tak ściśle strzeżony stworzenie, które ocierało się o meble, jak drapieżnik trze się o pręty klatki, i wpatrywało się w nią uporczywie, nie pozwalając na żadną poufałość nikomu prócz niego samego - swego pana i boga.

     Bo ku jej oburzeniu dla Józefa Emil Bouin był bogiem.[*]
źródło
Józef to kot Emila, który nigdy nie zaakceptował Małgorzaty, a którego ona bojąc się nie znosiła. Podobnie zresztą nie tolerowali się Emil i papuga Małgorzaty. I te oto stworzenia stanowiące kość cichej niezgody od początku  nagle wskutek dramatycznych sytuacji do jakich doszło stały się przyczyną codziennej próby sił w tym tragikomicznym konflikcie, w którym zagłębili się Emil i Małgorzata nie potrafiąc a raczej nie chcąc wyjść sobie na przeciw, lecz przeciwnie wciąż pogłębiając swą  niechęć do siebie ranią się wzajemnie.  A jednak, gdy Emil opuszcza dom Małgorzata nie potrafi sama żyć i doprowadza do jego powrotu, a on wraca, bo również czuje się mimo wszystko z nią nierozerwalnie związany.

                 Nie pamiętam czy czytałam kiedykolwiek  jakiś kryminał Simenona, ale to dlatego, że nigdy nie byłam wielbicielką kryminałów więc nie wiem jakie one są, ale w przypadku "Kota" mogę śmiało stwierdzić, że ta niewielka objętościowo książka jest znakomicie napisana a jej fabuła jest tak skonstruowana, że czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem intrygą, która  wciąga  od pierwszych stron aż po ostatnią. 


Książka pochodzi z mojego niewielkiego zbioru serii KIK.



Oglądałam kiedyś film nakręcony na podstawie tej książki. Film już zatarł mi się w pamięci więc chętnie bym go obejrzała jeszcze raz choćby ze względu na znakomite role Jeana Gabina i Simone Signoret, ale nie mogę go nigdzie niestety znaleźć.
Zdjęcia, które dołączyłam do tekstu pochodzą właśnie z tego filmu. Po przeczytaniu książki stwierdziłam mimo wielkiej miłości do obojga aktorów, że fizycznie nie przypominają oni Emila i Małgorzaty z książki, ale grali natomiast koncertowo. 


Uzupełniam ten post i uzupełniam, ale muszę tu wspomnieć o czym wcześniej nie pisałam, że do nabycia sobie "Kota" i  przeczytania książki zachęciła mnie Lirael swym świetnym postem, który niestety jest jak na razie pozostaje ostatnim wpisem w historii jej bloga Lektury Lirael........myślę, że nie tylko ja czekam na jej powrót.
___________________

*Georges Simenon,"Kot",wyd. PIW,r.1976, przeł. I.Szymańska, str.90-91 


Książka bierze udział w wyzwaniach :
czytamy książki nieoczywiste 
czytamy klasyków

niedziela, 19 kwietnia 2015

Z kawą w tytule .........









Za oknem wprawdzie słoneczko co jakiś czas się pokazuje, ale mimo to ziąb przejmujący więc dobrze jest siedzieć sobie w domu, pić gorącą kawę i zjeść kawałek dobrego ciasta. Ciasta, które na dodatek samemu się upiekło, jak w moim przypadku.
Kawa aromatyczna a ciasto doskonałe chociaż miałam wczoraj w związku z nim wiele problemów i wielkie obawy czy będzie takie jak w przepisie, bo po raz pierwszy z tego przepisu korzystałam. Jest nie całkiem takie jak w przepisie, bo miała być malinowa chmurka a wyszła truskawkowa, gdyż okazało się, że malin mrożonych niestety już nie mam. Dobrze, że jeszcze były truskawki, bo wówczas musiała by być chmurka agrestowa a nie wiem czy rodzinka by się z takiego akurat placka ucieszyła.
Ciasto polecam, bo jest pyszne i lekkie a zatem i mniej kaloryczne.
Troszkę czasu trzeba mu poświęcić, ale warto.
A jak przedpołudniowa kawa to przy niej, bo to przecież blog książkowy kilka książek z "kawą" w tytule. Może Was nimi zainteresuję. Myślę, że tak, bo to taki misz - masz tematyczny, w którym można coś dla siebie znaleźć
 
„W całej Warszawie nie ma tylu osób inteligentnych, ile ich przychodzi do jednej krakowskiej kawiarni” - powiedział dawno temu Leon Chwistek. Jest w tych słowach mnóstwo krakauerskiej swady, ale też hołd złożony niezwykłemu zjawisku, jakim stało się w Krakowie tak zwane życie kawiarniane. Charakterystyczne miejsca, barwne postaci, głośne wydarzenia obyczajowe, artystyczne, polityczne, gospodarcze, kryminalne - temu wszystkiemu towarzyszy tu od przeszło 200 lat filiżanka kawy, ciastko i kieliszek nalewki.
Śmiało można powiedzieć, że nie ma historii Krakowa bez historii jego kawiarni. I właśnie o tym jest nowa książka Krzysztofa Jakubowskiego „Kawa i ciastko o każdej porze. Historia krakowskich kawiarni i cukierni”. To opowieść o znaczących miejscach tego miasta, o niepowtarzalnym klimacie, nierzadko będących sceną epokowych dla Krakowa wydarzeń, a obejmująca okres od lat 70. XVIII stulecia do końca XX wieku. Książka lekko napisana, pełna barwnych historii i anegdot, uzupełniona starymi i współczesnymi fotografiami, kartami widokowymi i - a jakże - dawnymi przepisami na dobrą kawę. 


Nie wyobrażasz sobie początku dnia lub spotkania towarzyskiego bez filiżanki aromatycznej kawy z pysznymi dodatkami? Zastanawiałeś się kiedykolwiek, jak profesjonalny barista wyczarowuje niezwykłe wzory na powierzchni kawy? Sięgnij po tę książkę i stwórz z codziennego napoju wyjątkowe dzieło sztuki. Dzięki prostym opisom i szczegółowym fotografiom nauczysz się krok po kroku przyrządzania różnych rodzajów kawy i kawowych drinków (m.in. kawy po karaibsku, Royal Coffee) oraz wykonywania na ich powierzchni kunsztownych wzorów. Będziesz zaskoczony, jak łatwo można przyrządzić, ozdobić i podać kawę niczym profesjonalny barista. W książce znajdziesz również przepisy na fantastyczne ciasta, ciasteczka i desery z dodatkiem kawy.

 




Odnalezione przypadkiem stare zdjęcie kryje wstydliwą rodzinna tajemnicę, którą próbuje rozwikłać piętnastoletnia Linka. Jakby tego jeszcze było mało - Linkę czeka trudny egzamin gimnazjalny, konflikt z przyjaciółką i miłość, na którą nie jest jeszcze gotowa. 


 Nowa rola starszej siostry i opiekunki do dzieci, samodzielny pobyt nad morzem, podczas którego Nela poznaje szalenie miłego Kota pijącego kawę, a także trudne spotkania z tatą to nowe wyzwania, z którymi dziewczyna będzie musiała się zmierzyć. Czy poradzi sobie ze stanem zakochania i będzie odpowiedzialną opiekunką? Jak poukłada sobie skomplikowane relacje z tatą?
Na szczęście z pomocą przychodzi pani Lila i jej nieoceniona „Księga kwiatów”, a także Artysta – ojczym dziewczynki. To dzięki nim wszystko stanie się o wiele łatwiejsze...
„Kawa dla kota” to kontynuacja książki „M jak dżeM”. 


 

Tym razem przeciwnikiem Herkulesa Poirota jest złodziej formuły broni atomowej. Jej wynalazca, sir Claud Amory, zostaje otruty w swojej rezydencji, a ujawnienie rodzinnych sekretów grozi skandalem.
Czy rzeczywiście kobiety częściej używają trucizny, a mordercy są zbyt pewni siebie? I co wspólnego ma praca pokojówki z pracą detektywa?
Uwaga rozdrażnionego kapitana Hastingsa nieoczekiwanie pomoże uporządkować wszystkie elementy zagadki. 




Kawa w samo południe to zbiór dziesięciu opowiadań, w których Łukasz Szopa opisuje życie w Bośni-Hercegowinie bezpośrednio po zakończeniu bratobójczej wojny, w latach 1992-1995. Autor, który był naocznym świadkiem tamtych wydarzeń, nie koncentruje się jednak na faktach, czy refleksjach polityczno-historycznych w formie przypominającej zapisy z dziennika, przedstawia raczej atmosferę panującą w tamtym czasie, w którym mimo pokoju, nadal występowało realne zagrożenie rozpalenia tlących się nacjonalizmów. Okres ten Łukasz Szopa ukazuje jako czas zaskakującej swobody i luzu - czas, w którym odbywa się szalony taniec pod mieczem Damoklesa. Jego uczestnikami są bośniaccy i zagraniczni poeci, artyści, aktywiści pokojowi, pracownicy misji humanitarnych, globtroterzy oraz zwyczajni obywatele pokiereszowanego kraju. To właśnie ich doświadczenia i towarzyszące im emocje, są osnową poszczególnych opowiadań. Wskutek zastosowanej przez autora chronologii i ponownego przywoływania pewnych postaci oraz wątków, opowiadania te układają się w spójną opowieść o tworzeniu nowego życia, obserwowanego przez "snajperów", ukrytych w ruinach odbudowywanej rzeczywistości. 


Z Zatoki Triesteńskiej zostały wyłowione zwłoki mężczyzny – to prawdopodobnie wypadek. W tym samym czasie z pomieszczeń renomowanej triesteńskiej prażalni ktoś kradnie worki z ekskluzywną kawą najrzadszego i najdroższego gatunku na świecie. Ta ostatnia sprawa z początku nie wydaje się Laurentiemu nadmiernie niepokojąca. Zwłaszcza, że jest lato, a piękna pogoda i wspaniałe wino z Krasu odciągają myśli od ponurych stron życia. Wkrótce jednak okazuje się, że wyłowiony z Adriatyku mężczyzna to niemiecki producent filmowy – czy zatem jego śmierć to na pewno wypadek? Tymczasem nowa triesteńska prokurator Iva Volpini poleca komisarzowi, by zajął się pewną delikatną i dotyczącą międzynarodowych kręgów politycznych sprawą: posłanka do brytyjskiego parlamentu jest szantażowana przez wakacyjnego przyjaciela, młodego mężczyznę z Triestu. Z Londynu przybywa etiopska dziennikarka i przyjaciółka angielskiej polityk i próbuje na własną rękę prowadzić ryzykowne dochodzenie. Laurenti wkracza do akcji. Czy te trzy sprawy łączą się ze sobą? Kto stoi za kulisami wydarzeń?


Dobrej niedzieli z książką w ręku życzę, bo aura raczej spacerom nie sprzyja, no chyba, że u Was tak.


___________________________________

Zdjęcia i opisy pochodzą ze stron Tania książka.pl


sobota, 18 kwietnia 2015

Sobota z poezją - tym razem Théophile Gautier.........


  
      Piszę post o "Kocie" Georgesa Simenona już od kilku dni  i nie wiem czy w końcu jutro się ukaże, raczej chyba w poniedziałek. A to weny brak, a to czasu do rozpisania się, a wieczorem nie bardzo mi idzie, a rano ciężko dochodzę do siebie...no i tak to trwa.
      Ale w związku z tym, że mam kilka fajnych zdjęć naszej cudnie kwitnącej brzoskwini dzisiaj zdecydowałam się znów wrzucić coś z poezji a ponieważ nalazłam ładny wiersz to się nim dzielę. Wprawdzie kwiecie brzoskwini jest w nim tylko wspomniane, ale spodobał mi się bardzo.


 Chińszczyzna



Nie, to nie Panią teraz kocham, Pani,
Ani też Panią, Julio, ani Ciebie,
Ofelio, wdzięk Beatrycze mi tani,
I Laury oczy nie czynią, żem w niebie.

Ta, którą kocham teraz, mieszka w Chinach,
W wieżycy z bardzo cienkiej porcelany,
Wożą ją w złotobarwnych palankinach
Nad Żółtą Rzekę, gdzie są kormorany.

Oczy ma skośne, kruchość filiżanki,
Stópkę tak drobną, że w dłoni się mieści,
Cerę jaśniejszą niż miedź nocnej lampki,
Paznokcie długie, na nich karmin świeci.

Kiedy przez okno swą wychyli głowę,
Jaskółka w locie włosy jej omiecie,
A dnia każdego składa wiersze nowe
O nagiej wierzbie, o brzoskwini kwiecie.

Théophile Gautier
przekład Jerzy Lisowski



____________________________________________________________________________________
Wiersz zaczerpnęłam ze strony bloga  Viridarium poetyckie.
 

czwartek, 16 kwietnia 2015

W kwiatkach czeremchy - H.Poświatowska


 


źródło
                                                    
                                                                             ...w kwiatkach czeremchy...

                    

odurzony zapachem

mój szalony gniew

osunął się na kolana



stałam nad nim

bezsilna i drżąca

a ty - stałeś poza mną



i szybciej niż płynie woda

wziąłeś moje ręce

i skrępowałeś je

pocałunkami



a potem - była czeremcha

i czeremcha

patrzyła - 

                                                  Halina Poświatowska





źródło


___________________________
wiersz zaczerpnęłam ze strony

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Najwyższym obowiązkiem jest miłosierdzie......




     
źródło
         

          Fragmentem  mojej ukochanej książki Trygve Gulbranssena "A lasy wiecznie śpiewają", rozpoczynam tydzień  miłosierdzia, który jest właśnie przed nami.


        "Tak jak i przedtem Dorota stała ze spuszczonymi oczami, ale oddech przychodził jej z trudnością. Musiała zebrać wszystkie siły, aby powiedzieć teraz to, co sobie już przedtem tyle razy postanawiała, na co jednak nie miała sposobności albo brakowało jej odwagi. Podniosła ku niemu oczy :
        - Od pieniędzy serce staje się twarde!
       Ludzie, którzy stoją jakby poza nawiasem życia i nie biorą udziału w pracy i rozmowach innych, mogą stać się bardzo uczuleni na drobnostki i wyciągać wnioski lepiej niż ci, którzy znajdują się w samym centrum. Dag czuł się zawstydzony wobec tego, co powiedział. Znał ją dostatecznie dobrze i wiedział, że za tymi bojaźliwymi słowami kryło się więcej, coś czego nie śmiała nazwać po imieniu.Widocznie dobrze go poznała, lepiej niż mógłby przypuszczać. Jego obrażony ton znikł i z widocznym wysiłkiem starał się nadać siłę swoim słowom :
        - Sprawiedliwy człowiek nie może uchylać się od swoich obowiązków.
        W trudnej dla siebie sytuacji szukał oparcia w przykazaniach swego ojca.
         Dorota postawiła już nogę na pierwszym stopniu schodów, lecz odwróciła się ku niemu i powiedziała cicho, ale dobitnie :
         Dagu najwyższym obowiązkiem jest miłosierdzie!"

__________________________________________________________________


Trygve Gulbranssen,"A lasy wiecznie śpiewają", przeł. Henryk Goldman, Wydawnictwo Poznańskie, str 100-101

niedziela, 12 kwietnia 2015

Odpowiadam na pytania Adelajdy.......




               Dzisiaj w niedzielne, leniwe  popołudnie wrzucam moje odpowiedzi na  pytania Adelajdy z Setnej strony, które zadała je między innymi i mnie w ramach Liebster Blog Avard.



1. Najstarsza książką, która czytałaś/czytałeś (najstarsze wydanie, które wpadło ci w ręce, najdawniej wydana książka)?

"ZNAKOMITE NIEWIASTY" którą OPRACOWAŁA WANDA ŻELEŃSKAa wydana została    
w WARSZAWIE w 1877NAKŁADEM KSIĘGARNI FERDYNANDA HOESICKA.


Posiadam ją w biblioteczce i w swoim czasie czytałam z wielkim zainteresowaniem.

 
2. Pisarz, którego warto poznać szerzej, a o którym "świat zapomniał"?

Już chyba gdzieś raz pisałam o nim i wspomnę jeszcze raz a jest tym pisarzem Archibald J. Cronin, który w swoich książkach pisanych na początku XX wieku poruszał w interesujący sposób problemy, które nadal są aktualne a może nawet z wielu względów w dzisiejszym świecie nasiliły się.

3. W książkach, które wybieram najbardziej interesuje mnie...

przede wszystkim życie w różnych jego przejawach...

4. Ulubiony gatunek literacki i czym go przełamujesz?

Powieści społeczno-obyczajowe przełamuję książkami biograficznymi i  wspomnieniowymi.

5. Czy jest coś, na co czekasz? Powieść ulubionego autora, ekranizacja, etc.

Raczej nie mam takich odczuć. Jestem z natury osobą, która żyje bez planów i oczekiwań na cokolwiek, po prostu tym co nowy dzień przyniesie stąd i nie przeżywam rozczarowań a moi ulubieni autorzy należą już raczej do przeszłości toteż nowych powieści już nie będzie. Natomiast jeżeli chodzi o filmy ...kiedyś byłam wielką ich fanką a dzisiaj mam coraz mnie na nie czasu a w tej sytuacji wybieram książkę tym bardziej, że ekranizacje często mnie rozczarowują.
 
6. "Niektórzy lubią poezję",  czy należysz do tych, którzy ją czytają, cytują?

Ogólnie rzecz biorąc jako zodiakalny lew  jestem osobą niezwykle prozaiczną stąd poezji nie czytuję, ale są poeci, których cenię sobie niezmiernie i wiersze, które lubię do dzisiaj a także z przyjemnością znajduję wiersze do swoich postów z poezją.

7. Wymarzona ekranizacja...

Nie wiem czy chodzi o już powstałą, czy która dopiero mogłaby powstać?
 Odpowiem jak pod 5....ja w zasadzie nie mam już marzeń jeżeli chodzi o sprawy kulturalne. To moja prozaiczność być może ma na to wpływ. To znaczy chciałabym coś przeczytać, coś zobaczyć czy oglądnąć, ale to nie jest sfera marzeń, które chciałabym by mi się spełniły.

 8. Czy wąchasz książki, czy je głaszczesz? Jak je traktujesz?

Myślę, że całkiem normalnie. To znaczy dobrze i być może z pewną czułością na nie patrzę gdyż są istotną częścią mojego życia, ale bez przesady.


9. Jak duży masz księgozbiór? A może częściej wymieniasz, korzystasz z biblioteki? 

Mój księgozbiór jest już może i spory ale daleko mu do tych, które pokazują co niektóre blogerki.
Składają się na niego książki zbierane latami, ale znacznie się powiększył odkąd prowadzę blog.
Nie katalogowałam go już dawno więc nie wiem ile książek w nim jest. Mam nadzieję, że koło 1000. I są to książki, których  raczej bym się nie pozbywała. Z biblioteki korzystam też chociaż do czytania moich nie wyczytanych starczy na lata.


10. Gdybyś miała/miał napisać książkę, to jaki byłby jej temat?

Nie mam ciągot do pisania...nie pisałam nigdy nawet pamiętnika, ale gdyby jednak ...to byłaby raczej książka wspomnieniowa o mojej rodzinie.

11. Twój stosunek do książkowych gadżetów?

Raczej umiarkowany. Owszem lubię zakładki, których mam coraz więcej i podobają mi się inne gadżety, np. podpórki, ale nie ulegam tak ogólnie rzecz modom w żadnym zakresie więc i tu również.



Za dostrzeżenie mego bloga dziękuję. A przy okazji muszę wspomnieć o tym co kiedyś u Adelajdy w komentarzu napisałam.Gdy otwieram stronę jej bloga i widzę to niesłychanie rzadko nadawane imię od razu mi się ciśnie na usta "Barre".
Adelajda Barre to bohaterka .................Kto wie? 


Przykro mi bardzo, ale z powodu braku czasu nie wymyślę i nie zadam własnych pytań.


Miłego popołudnia życzę a zaświeciło słońce więc powinno być przyjemne.

 

piątek, 10 kwietnia 2015

Piąta wiosna - Leszek Długosz.





              PIĄTA  WIOSNA  

         Od tamtej wiosny, piąta już wiosna
         Tu przychodzi
         - Wciąż z  niezawodną  buchalterią. ..
         Relacje światła, ciepła, chlorofilu
         W sumie to jakoś się ułoży
         Przyloty ptaków, rzeki spławność
         Ilości bazi i przylaszczek
         Jakoś to zawsze zbilansuje  się
         Zaokrągli...
         - O reszcie milczmy.
         - Od tamtej wiosny jest oniemiałość
         Jest w  nas
         I pośród nas w tym kraju
         Cios co ugodził
         - Oścień co utkwił
         - Milczenie, strach
         - Fałsz który dławi
         Lepszy tu unik, głowa w piasek
         Lepsze to - nie mój problem
         Bezpieczniej - woda w usta
         - Polacy, nic się  nie stało!
                                 

         Za miskę  strawy?
         Za zdradę, za  łotrostwo  wciąż  bezkarne  
         Wszystko tu jasne
         Lepszy tu  knebel  z chocholej słomy
         - Co to za naród  z wypranym mózgiem  
         - Aż tak się boi?
         Ech współbratymcy, z wami mi dzielić
         Powietrze, mowę
         I  kłaść się  potem  w jedne  groby ?

         O wiosno, chluśnij, uderz
         Zielenią cierpką,  gorzką
         Niepowstrzymaną  
         Bo jeśli sami  milczą
         W tchórzostwie, albo w zmowie ?
         To niech usłyszą choćby, zatwardziali
         Z pradawnych
         I z  niedawnych  mogił:
         Myśmy się tego  po was  nie spodziewali...
         O Wiosno Piąta,
         Z nadzieją taką przychodź
         Z taką wiarą 

 _____________________________________________________ 


Tekst wiersza zaczerpnęłam ze strony Leszka Długosza

czwartek, 9 kwietnia 2015

Bociany.....



            W Wielki Piątek powróciły do swojego gniazda bociany... Ale ja dopiero dzisiaj przypadkowo usłyszałam ich klekot i zrobiłam im z daleka kilka zdjęć. Wprawdzie moje bociany nie kroczą po łanie jak w wierszu Bełzy, ale wiersz mi się spodobał więc go cytuję :






Bocian 

Władysław Bełza

Mój mości bocianie,
Co kroczysz na łanie,
Jak mędrzec poważnie, miarowo:
Bujałeś po świecie,
Więc powiedz mi przecie,
Coś zdobył przez zimę surową?

Latałeś, nieboże,
Aż kędyś za morze,
Nad Nilu błękitne topiele:
Toż w takiej podróży,
Gdzieś strawił czas duży,
Musiałeś nauczyć się wiele? —

A bocian na wieży,
W dziób wielki uderzy,
Popatrzy na chłopca z pod oka;
I głową pokiwa,
I tak się odzywa,
Klekocąc do niego z wysoka:

„Zyskałem tam wiele,
I z każdym podzielę

Tę mądrość, nie skąpiąc nikomu:
Że dobrze jest wszędzie,
Lecz ponoś nie będzie,

Tak nigdzie wygodnie — jak w domu !"

_______________________________
wiersz zaczerpnęłam ze strony

wtorek, 7 kwietnia 2015

Co nowego w książkach.....



            Na razie odreagowuję po przedświątecznych i świątecznych dniach. Po przygotowaniach, gościach, wizytach ......i tak dalej.
A poza tym aura co rusz się zmieniająca z wiosennej na zimową i odwrotnie daje mi popalić mocno więc kiepsko mi się myśli. By jednak nie zamilknąć dzisiaj post o  książkach, które mnie ostatnio zainteresowały :




Związek Radziecki, koniec lat 40. ubiegłego wieku. Ofiary Wielkiej Czystki, więźniowie stalinowskich łagrów, którzy od lat uznawani są za zmarłych, znów pojawiają się w życiu swoich bliskich. Spotkania zawsze są przelotne, a dziwne zachowanie i przerażający wygląd skazańców sprawiają, że świadkowie starają się jak najszybciej o nich zapomnieć.
Po latach, gdy Związek Radziecki upada, wnuk jednego z represjonowanych podejmuje własne śledztwo, starając się wyjaśnić tajemnicę zagadkowych powrotów. Trop prowadzi go do gorliwie strzeżonego łagru, gdzie w nieznanym celu przetrzymywano tych więźniów, którzy mimo tortur nie przyznali się do winy. Poszukiwanie ukrytego "drugiego dna Imperium" obraca się w odrealnioną wędrówkę po obłąkanych syberyjskich wioskach, w których rzeczywistość miesza się z koszmarem, a przeszłość  z teraźniejszością.
Dmitrij Bykow  jeden z najpopularniejszych współczesnych rosyjskich pisarzy, poeta, krytyk literacki i publicysta. Choć nie jest politykiem, jest wymieniany w szeregu liderów ponadpartyjnej antyputinowskiej opozycji. Dzięki swojej postawie obywatelskiej i celnym satyrycznym komentarzom na temat aktualnej rzeczywistości stał się głosem rosyjskiego protestu. W swoich książkach umiejętnie łączy elementy kryminału, antyutopii, a nawet thrillera z refleksją nad historią i teraźniejszością Rosji.
Jego powieść Uniewinnienie jest mistrzowską próbą zrozumienia irracjonalnej tęsknoty za radziecką przeszłością ubraną w formę literackiej prowokacji.









Generał Władysław Anders wszedł do historii przede wszystkim jako twórca i dowódca Armii Polskiej w ZSRR oraz dowódca słynnego 2 Korpusu Polskiego, który walczył w krwawej bitwie o Monte Cassino. Ale fakty znane z podręczników i opracowań dotyczących II wojny światowej nie wystarczą. O życiu prywatnym generała, rodzinie, marzeniach, słabostkach, a także o walce o właściwą pamięć o nim opowiada w swej książce jego córka  Anna Maria Andres. Obok wielu ciekawostek i fotografii z rodzinnego albumu Andersów "Córka generała i piosenkarki" ukazuje losy Polki, urodzonej po wojnie na emigracji, dziecka znanych rodziców, które dorasta i szuka własnej życiowej drogi w pędzącym wciąż naprzód świecie.






 Jeśli myślisz, że kot kiedykolwiek został udomowiony to się mylisz!

Ikona popkultury, najpopularniejszy bohater Internetu, obiekt zbiorowej histerii, KOT. Teraz możesz poznać jego historię: od czasów boskiego kultu w starożytnym Egipcie, przez stosy średniowiecza, aż po powrót w chwale na współczesne salony.

Koty były zwiastunami nieszczęścia i pupilami czarownic. Z czarnych wyrabiano "lek" na ślepotę. Jeden został nawet oficjalnym kandydatem na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Jedni je kochają, inni nienawidzą. Koty mają to gdzieś.

Mahomet bał się wstać, aby nie obudzić swojego kota.
Kot Churchilla, Nelson, jadał z nim obiady na Downing Street.
Picasso uwielbiał je malować ? bezpańskie, z najeżonym futrem.
Brigitte Bardot nie wyobrażała sobie bez nich życia, miała ich ponad pięćdziesiąt.






Od 1989 r., od Okrągłego Stołu, gdzie doszło do zawarcia kontraktu między komunistycznym establishmentem a częścią przedstawicieli "Solidarności", którzy zdradzili idee Sierpnia 80 i ogłosili się samozwańczo elitą narodu, rozpoczęły się powolny demontaż i wyprzedaż polskiego państwa za plecami społeczeństwa. Wraz z niszczeniem państwa dokonuje się od lat zamierzone i w szczegółach zaplanowane niszczenie polskości,  zarówno wielowiekowej polskiej tradycji i dorobku kulturalnego opartego na chrześcijańskich wartościach, jak i współczesnej polskiej gospodarki, zwłaszcza przemysłu. Ów tragiczny proceder nazywamy w tej książce "wygaszaniem Polski", bo jak wykazała walka rządu z górnikami, teraz niczego się nie likwiduje, np. kopalń, lecz "wygasza", kolejne oszukańcze słowo w lewackiej nowomowie.
Wygaszanie Polski lawinowo nabrało na sile po śmierci św. Jana Pawła II i jeszcze przyspieszyło po katastrofie smoleńskiej. Dwudziestu jeden wybitnych autorów : naukowców, publicystów, posłów, specjalistów z wielu dziedzin dokonuje niezwykle trafnej, przenikliwej analizy obecnej sytuacji w naszym kraju. Ci wybitni patrioci analizując postępującą gwałtownie degrengoladę państwa, potrafią zarazem dać odpowiedź na pytanie: co robić, by zatrzymać dokonujący się na naszych oczach kolejny rozbiór Polski.




Co o nich sądzicie?

"Uniewinnieniem" zainteresowała mnie Ania .

__________________________

Zdjęcia i opisy pochodzą ze strony Selkar.pl 




sobota, 4 kwietnia 2015

Chrystus zmartwychwstał - prawdziwie zmartwychwstał..........


źródło


                                                                                                            „Przy pustym grobie Chrystusa  Zmartwychwstałego
dobrze sobie uprzytomnić,
że trzeba być przegranym, żeby zwyciężyć,
być ubogim, żeby coś dawać ludziom,
znikać, żeby trwać,
być bezużytecznym,
żeby stać się pożytecznym dla kogoś,
żyć po ciemku, żeby stać się światłem,
umrzeć, aby żyć, kochać i nie przestawać cierpieć.
Kiedy się wydaje, że wszystko się skończyło,
wtedy dopiero wszystko się zaczyna.” 
 
/ks. Jan Twardowski/
 
 
Pogodnych, spokojnych Świąt oraz radosnego Alleluja życzę wszystkim, którzy mnie odwiedzają i być może również pojawią się tu w czasie Świątecznym.
 
Miłego świętowania z książką czy też bez. 

środa, 1 kwietnia 2015

1 kwiecień, ale ja nie zwodzę.....



        I marzec zafiniszował. A dzisiaj 1 kwietniowy Prima Aprilis, ale nie, nie będę Was zwodzić.  Mój nieżyjący już tata zawsze nas jako dzieci zwodził bocianem i my biegliśmy, by go oczywiście zobaczyć. A tata się cieszył, że nas wyprowadził w pole. Ja czekam na nasze bociany, prawdziwe, które powinny już się pokazać.
A dzisiaj tylko kilka słów o tym co czytałam w marcu i co czytam. Co będę w kwietniu czytać to się zależeć będzie od tego,  które książki z półek będą do mnie najbardziej mrugać......
A więc w marcu się nie popisałam ilością przeczytanych książek, gdyż przeczytałam ich tylko 3, ale licząc od początku 15 co daje średnio na miesiąc 5. Gdyby tak dalej to powinnam Projekt 52 książki w tym roku zrealizować.

A przeczytałam :



 i czytam


Wszystkie są  ciekawe, ale Ola Watowa  swymi wspomnieniami, jak również Ewa Ludkiewicz swoimi wyzwoliły we mnie ogrom emocji chociaż styl jakim książki zostały napisane do emocjonalnych nie należy.  Napiszę może o nich niebawem.