poniedziałek, 9 lutego 2015

Co w przedsprzedaży i sprzedaży ciekawego zauważyłam i co chętnie zobaczyłabym w swojej biblioteczce....



         Wprawdzie w tym roku wytrwale, jak na razie, realizuję postanowienie więcej czytam niż kupuję to jednak nic nie przeszkadza mi w tym, by pomarzyć I marzę chodząc po Waszych blogach i spotykając tam ciekawe książki, lub zaglądając do księgarni, w których muszę stwierdzić tak naprawdę interesujących mnie pozycji książkowych nie jest za wiele. Głównie są tam książki, jeżeli chodzi o beletrystykę,  tak w zasadzie o niczym, ale znalazłam kilka, które chętnie bym zobaczyła  na swoich półkach. Przy pierwszych trzech jestem od razu na tak, a ostatnią ....pożyczyłabym z biblioteki, bo opowiedziana historia zapowiada się intrygująco.






Barwna opowieść o kobietach kilku pokoleń rodu Kossaków. Oparta na bogatym materiale wspomnieniowym i źródłowym, w tym również nigdzie niepublikowanych listach z rodzinnego archiwum.
Żyły w cieniu artystów malarzy, chociaż to one były majętne i dobrze urodzone i to za ich posag Kossakowie kupowali swoje siedziby. Były wśród nich dostojne matrony i stare panny czekające na mężów, były też buntowniczki, obdarzone talentem malarki i literatki, które chciały za wszelką cenę wyjść z cienia, eksponując swój własny talent .Wielka historia i małe przyziemne sprawy krzyżowały plany, plątały drogi, a one w różnych okolicznościach tworzyły kolejne domy, wyprowadzały w świat dzieci, realizowały marzenia, spełniały oczekiwania, zaskakiwały, wzbudzały podziw, zazdrość, albo współczucie. Są wśród nich żony: Juliuszowa, Tadeuszowa, Wojciechowa, ale są i kobiety, których nazwiska i pseudonimy literackie świadczą o ich samodzielności, o własnym dorobku.






 W XXI wieku służba domowa jest domeną kilku kamerdynerów, gospodyń czy nianiek, dzięki którym najbogatsze domy w kraju nadal zachowują dawny blask. Za te usługi służba każe sobie jednak słono płacić. Tymczasem jeszcze przed stu laty praca w charakterze pomocy domowej była najbardziej popularną formą zatrudnienia.
Biorąc pod uwagę, że w edwardiańskiej Anglii większość społeczeństwa żyła w nędzy, praca w charakterze służącego była zajęciem pożądanym, bo pozwalała nie przymierać głodem. Nie była to jednak prosta ścieżka kariery. Niezależnie od sprawowanej funkcji pomywaczki, gospodyni czy kamerdynera służący musiał być na każde skinienie pana i pani domu przez 24 godziny na dobę. Musiał harować od świtu do zmierzchu, otrzymując za to nędzną zapłatę i ciasny, niewygodny pokój, usytuowany zwykle na strychu lub w piwnicy. Podczas gdy pracodawca jadał posiłki składające się z dziewięciu dań, warte tyle, co sześcioletnie zarobki pokojówki, służba dojadała w piwnicy zimne resztki z pańskiego stołu.




 W polskim krajobrazie, na ziemiach Małopolski, Wielkopolski czy dawnych Kresów, znamienne punkty stanowiły zawsze magnackie rezydencje. Powstawały przez wieki, przybierając różne formy ? od ufortyfikowanych zamków po otoczone parkami i ogrodami pałace. Niestety, do dziś pozostało ich niewiele, a jeszcze mniej cieszy się nadal dawną świetnością. Liczne, wspaniałe zespoły rezydencjonalne na zawsze już zostały utracone, poddane dewastacji i zniszczeniu. Historia okrutnie obeszła się z tymi perłami architektury i skarbnicami kultury. Tym cenniejsze są archiwalne zdjęcia, które pozwalają wyobrazić sobie, jak kiedyś wyglądały arystokratyczne siedziby. Wybór takich zdjęć zamieszczony został w albumie Rezydencje, kolejnym z serii poświęconej dawnej fotografii.





 Porywająca historia żydowskiej nauczycielki tańca wplątanej w drugowojenny koszmar.
Rosie uczyła tańca w całej zachodniej Europie. Nim skończyła dwadzieścia pięć lat, zdążyła stracić ukochanego w wypadku lotniczym, poślubić niewłaściwego mężczyznę i znaleźć pocieszenie w ramionach innego. Gdy do władzy doszli naziści, przeszła przez kilka obozów koncentracyjnych, ale energia, niewiarygodna zaradność i żywiołowy urok pozwoliły jej przetrwać , lekcje tańca udzielane esesmanom stały się przepustką do życia. Spośród tysiąca dwustu osób, które przybyły jednym transportem wraz z nią do hitlerowskiego obozu w Auschwitz, przeżyło jedynie osiem.
To niezwykłe, naznaczone miłością, zdradą i niezwykłą determinacją życie staje się dla autora , jej bratanka, kluczem do odkrycia własnych korzeni. Łącząc w całość wojenne zapiski, fotografie i listy ciotki, Paul rekonstruuje dramatyczną historię, z której przebija optymizm i wbrew śmiertelnej grozie dnia codziennego  fascynujące ukochanie życia.
Paul Glaser urodził się krótko po wojnie w Holandii. Pełnił między innymi funkcję dyrektora szpitala psychiatrycznego oraz dyrektora generalnego wielkiej organizacji pracującej z osobami upośledzonymi umysłowo. Brał także udział w zakładaniu muzeum historii druku, regionalnego teatru oraz montessoriańskiej szkoły średniej.


A co Wy chciałybyście mieć a nie tylko przeczytać...


____________________________________

Zdjęcia i teksty pochodzą ze strony Selkar.pl

30 komentarzy:

  1. Zainteresowała mnie książka "Pod schodami". Zawsze żal mi było służących, które, tak jak napisałaś, przez 24 godziny musiały być na usługi pracodawców, a w zamian jadły zimne resztki z pańskiego stołu. W dodatku bardzo często pan domu napastował je, a one nie miały możliwości, by się przed takim natrętem bronić. A kiedy zachodziły w ciążę, wyrzucano je bez litości...
    Przy tym służącymi często zostawały dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "Pod schodami" już się na blogach spotkałam i mnie zainteresowała ta książka, bo to musi być ciekawa lektura z wielu względów ...a w Anglii Wiktoriańskiej służbą były całe rzesze ludzi ...wyższe i średnie klasy nie mogły się bez niej obejść, a traktowana była faktycznie okropnie... to był wyzysk traktowany na równi z wyzyskiem robotników.....

      Usuń
  2. "Kobiety Kossaków" to na pewno moja lektura! Dziś jest premiera książki. Czytałam tej autorki biografię Zofii Kossak, więc chętnie sięgnę po opowieść o kolejnych kobietach tego znakomitego rodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadła mi w oko od razu...na razie jest w przedsprzedaży.....może dlatego zwróciłam na nią uwagę tak od razu, bo przypomina okładkę książkę tej autorki o Zofii Kossak. Chciała bym mieć obydwie....

      Usuń
  3. Pod schodami najbardziej mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że to ciekawa lektura....

      Usuń
  4. Ja to chcę "Fortunę i namiętność" Gutowskiej-Adamczyk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gutowskiej jeszcze nie znam....ale mam jej trylogię o "Cukierni..."

      Usuń
  5. Dzisiaj wybrałaś tak celnie, że chętnie przeczytałabym wszystkie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że jeśli chodzi o gust literacki, bardzo często mam z Tobą po drodze. Wszystkie z zaprezentowanych przez Ciebie tytułów baardzo mnie zainteresowały, z tym, że czwartą też raczej wypożyczyłabym z biblioteki. Za to te "Kobiety Kossaków", "Rezydencje w starej fotografii" i "Pod schodami" chętnie przygarnęłabym na stałe do swojej domowej biblioteczki. Będę ich wypatrywać, choć też ostatnio staram się kupować (i wychodzi mi to!) dużo mniej. Po prostu za dużo mam na półkach książek, których jeszcze nie przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Doroto, że nasze gusta czytelnicze bywają zbieżne .....

      Usuń
  7. To Pod schodami może być nawet całkiem ciekawa lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chyba poczynię nowe postanowienie - zakaz wstępu na blogi. Stosik się powiększa, lista z planami też, sama do siebie nie mam już siły.
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zaczynam uodparniać....odnoszę już na tym polu sukcesy nawet, ale ostatnio nie udało się i już na książkę czekam....ale Beata właścicielka bardzo interesującego bloga jest ogromnie przekonywująca ....

      Usuń
  9. Ba... "Kobiety Kossaków" bardzo, bardzo, bardzo bym chciała mieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja bym chciała mieć tę i tę o Zofii Kossak...i pewno się skuszę .....

      Usuń
  10. O "Pod schodami" czytałam już na blogach, ale ten tytuł "Kobiety Kossaków" widzę po raz pierwszy. Obie chciałabym przeczytać (nie muszę już mieć na własność).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie kusi, kusi, ale ostatnio kiepsko przędę....i chociaż napisałam wyżej, że pewno się skuszę to jednak ostatnio już kilka razy się wycofałam z próby zakupu innych książek.....muszę złotówki zacząć liczyć...

      Usuń
  11. Dla mnie "Tańcząc z wrogiem" wydaje się najbardziej interesujące, ale na razie mam co czytać i wszelkie nowości odkładam na później ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I u mnie góra książek czeka na czytanie....a biblioteka pewno nie prędko się w nią zaopatrzy....więc nawet gdyby to potrwa to trochę....

      Usuń
  12. Ja o nowościach wiem tyle, na ile na blogach podglądnę zapowiedzi - ale z tych tu poproszę numery: 1,2,4:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pazerność na nowe nabytki książkowe jest zatrważająca. Zakupiona dwa lata temu biblioteczka zaczyna pękać w szwach, a ja wciąż kupuję i kupuję i kupuję. Jeszcze nie odebrałam kolejnego zamówienia, jeszcze nie zdążyło przyjść następne, a ja już buszuję po allegro. Mnie te fotografie podobałyby się na mojej półce, bo to książka do której jak myślę się wraca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczynam stopować, bo odkąd zaczęłam blogować lekko przesadziłam, ale z trudem mi to przychodzi...zgadzam się, że te "Rezydencje w starej fotografii" świetnie by się prezentowały na półce....a oprócz tego można by kiedy się chce napawać oczy tymi cudami .....

      Usuń

Każdy pozostawiony komentarz to balsam na moją duszę. Toteż za każdy serdecznie dziękuję i zapewniam, że czytam je z uwagą i staram się nie pozostawiać ich bez odpowiedzi.